Artykuł

  • 03.06.2008
  • 07:51 PM
  • Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Proza, której nie ma 2

Jun3

W swojej najnowszej książce Piotr Wojciechowski próbuje analizować polskie społeczeństwo, poddaje ostrej krytyce media i pisze rozdział nieistniejącej powieści. Rozdział ten – jak cały zbiór tekstów – nosi tytuł „Café Navarra”. Oto przygoda Eryka, który czekając w kawiarni na spotkanie towarzysko-biznesowe, zauważa DJŻ (Dziewczynę Jego Życia), blondynę w krótkiej, czerwonej sukience. Chłopak zapomina o świecie. Zrywa się, oblewa spodnie kawą, rusza w pogoń za swoim ideałem. A my – od znajomego, z którym nasz bohater umówiony był w kawiarni – dowiadujemy się: „Eryk posłużył mi do przetestowania pewnego tricku reklamowego”.

Opowiadanie to autor wprawdzie pozostawia otwarte, ale prognozuje raczej pesymistyczne rozwiązanie: manipulacja na bohaterze się powiodła – zrobiła mu wodę z mózgu i przysłużyła się wielkiemu biznesowi. Światłem w tunelu mogłaby się okazać nostalgia, dzięki której Eryk być może nie zgubi wartości. Słabe to jednak pocieszenie; Wojciechowski z końcem książki przyznaje bowiem: „Nostalgia patrzy w blask dawnych wartości z wielkim podziwem i małą nadzieją”.

Autor proponuje rozmowę o stanie umysłowym Polaków po osiemnastu latach od odzyskania wolności (za datę przełomu uważa i często to podkreśla, choć w sprawie panuje konsensus, Czerwiec 1989 r.). Rozdział „Café Navarra” to dość efektowny kolaż, w którym znalazły się opowiadanie i esej. Niestety, na następujące po nim rozdziały złożyły się merytorycznie nieaktualne publikacje sprzed lat; autor próbuje opisać rzeczywistość dobrze już poznaną.

Kim jest Eryk, ów „bohater nieistniejącej prozy”? „Trzeba wyobraźni, aby objąć obszary naszej niewiedzy o współczesnej kulturze Polaków”, tłumaczy Piotr Wojciechowski. Wydaje się, że autor ma trudności ze zrozumieniem społeczeństwa, którego analizy się podejmuje. Wypada ona powierzchownie i budzi protesty. Wojciechowski pisze np., że część Polaków „jest coraz bardziej rozgoryczona tym, że zmniejsza się obszar darmochy, że za wszystko trzeba płacić, a zarobić ciężko. Ta grupa – póki istnieje – to pewny żer dla demagogów, ciężar, który jeszcze długo będzie deformował kształt polskiej demokracji”. Trudno wyobrazić sobie, aby mógł powtórzyć to rolnikom z rodzinnych gospodarstw, kiedyś wspomaganych przez państwo („obszar darmochy”). Mimo że Polska wieś wygląda po osiemnastu latach zupełnie inaczej, powstają nowe domy, rozbudowuje się sieć kanalizacji itd., panuje jednak, zwłaszcza w starszym pokoleniu, poczucie klęski i izolacji. Nic dziwnego, jeśli nikt tym ludziom do nowej rzeczywistości po Przełomie nie pomógł się przystosować. Dlatego opinia Wojciechowskiego brzmi zuchwale; możliwości demagogów budzą uzasadniony niepokój, ale pozbawiony empatii styl wypowiedzi przedstawiciela inteligencji nie pomaga w rozumieniu problemów społecznych.

Z drugiej strony, autor – także nietrafnie – nadzieję pokłada w klasie średniej, „która potrafi utrzymać się sama”. Moim zdaniem, ulega on złudzeniu. Nawet jeśli – jak pisze – „dobre funkcjonowanie demokracji, a więc także żywotność społeczeństwa obywatelskiego zbieżne są z celami ekonomicznymi klasy średniej”, to nie są od niej zależne. Rząd Jarosława Kaczyńskiego udowodnił, że koalicje, większość parlamentarna – choćby najmarniejsze – mogą istnieć nie tylko obok, ale wbrew klasie średniej, wypowiadając wojnę łże-elitom i wykształciuchom. Zdaje się, że Kaczyński mógłby odpowiedzieć na pytanie, które stawia Wojciechowski: dlaczego z demokracji i wolnego rynku nie czerpiemy „stabilności zasad”? Praktyka jego rządu pokazała, że utrwalona może być także niestabilność, a, niestety, konsekwencji wielu posunięć układu IV RP nie da się odwrócić.

Można odnieść wrażenie, że autor „Café Navarra” opisuje współczesne zjawiska w sposób, którego aktualność wzbudza uzasadnione wątpliwości. Redagując teksty o mediach – którym poświęca wiele uwagi w swym zbiorze – pozostawił treści zupełnie banalne, np. że telewizor pokazuje obrazy, które wyobraził sobie ktoś inny. Pisze on, że oglądając telewizję, widzimy efekty „wielkiej gry sił polityki i rynku” oraz że uczestniczymy w „oszustwach współczesności”. Autor potępia media w czambuł. Przypisuje im jedynie negatywne cechy, kreśląc tym samym niepełny i niewiarygodny obraz. Ostrzega przed uleganiem upowszechnianym przez telewizję mitom czy rozpadem rodzin. Tymczasem medioznawcy potrafią znaleźć bardzo pozytywne aspekty choćby oglądania telewizji. Nie popadając zbytnio w dygresje, można przywołać np. długofalowe efekty kontaktu dzieci z tym medium (przy jednoczesnej nauce refleksyjnego podejścia do niego, czego zapewnienie zależy od zaangażowania rodziców) – większy poziom słownictwa, fantazja, umiejętność czytania, wiedza, np. polityczna i geograficzna, lepsze wyniki w szkole, mniej uprzedzeń, lęków i agresji (por. Peter Winterhoff-Spurk, „Psychologia mediów”, Wydawnictwo WAM, Kraków 2007). Rzecz w tym, aby korzystać z mediów odpowiedzialnie. Totalna ich krytyka trąci obsesją.

Mimo kilku niepochlebnych uwag, moim zdaniem, podobne książki, jako głos inteligencji w publicznej debacie, są potrzebne. Przypomina się na przykład niedawny zbiór „Człowiek to nie jest piękne zwierze” Barbary Skargi (Wydawnictwo Znak, Kraków 2007). Według autorki, podstawą relacji międzyludzkich w społeczeństwie powinien być wzajemny szacunek. Wojciechowski natomiast kładzie nacisk na konieczność „indywidualnej pracy jednostek nad charakterem” dla rozwijania cnót obywatelskich, takich jak rzetelność, odwaga cywilna, punktualność, hojność, wzajemna życzliwość i zaufanie, zwięzłość i klarowność w mowie i piśmie, poczucie formy i poczucie humoru.

Wprawdzie pewne jego spostrzeżenia brzmią jak oczywistość, ale jeżeli przybierają formę nienaukowej refleksji, dają się strawić. Ryszarda Kapuścińskiego podczas jednego z jego ostatnich publicznych spotkań (z młodzieżą we włoskim Bolzano 17 października ub. r.) słuchano z podziwem, mimo że mówił o dość banalnej sprawie – trudności selekcji informacji ważnych w potopie informacyjnym jaki zafundował nam rozwój środków masowego przekazu.

Podoba mi się, że Wojciechowski mówi trochę o historii Polski zaraz po drugiej wojnie światowej. Niewiele na ten temat np. w prasie. Gdy chodzi o próbę analizy zjawisk współczesności językiem literatury, podobne kwestie (weźmy cytowaną przez Wojciechowskiego Kingę Gałuszkę, która pisze o ludziach „przekraczających prawie wszystkie granice, upokarzających się, raniących, żeby odnaleźć to, co utracili”) podejmował już choćby Michel Houellebecq. Warto byłoby więc zastanowić się, na ile polskie doświadczenia upodabniają się do np. tych opisywanych przez francuskiego pisarza. Czy powielą się u nas zachodnie wzorce i w jakim stopniu?

Czuć niedosyt, gdy czyta się „Café Navarra”. Zagadnienia poruszone w pierwszym rozdziale – o przygodzie Eryka – pozostają nierozwinięte. Tymczasem dylematy tego „imaginacyjnego bohatera nieistniejącej prozy”, rodzą pytania o losy młodego pokolenia Polaków. Są one w książce najciekawsze. Problemy ze styku kultury, moralności, polityki, osadzone w kontekście nam współczesnym byłby to dobry temat dla literatury. Z tego potencjału autor nie skorzystał.

+
Między goryczą i nadzieją
Kawa po polsku

Komentarze przez RSS

2 komentarzy(e) dla tego wpisu

  1. [...] Proza, której nie ma Kawa po polsku [...]

  2. Brandie says:

    Good for people to know.

Proszę, zostaw swój komentarz

* Pola wymagane

Blog Powszechny is powered by WordPress and FREEmium Theme.
developed by Dariusz Siedlecki and brought to you by FreebiesDock.com