Bałwochwalstwo 1
Diagnoza Simone Weil dotycząca współczesności brzmi krótko i dobitnie: cierpimy na chorobę bałwochwalstwa. To bałwochwalstwo właściwe jest na równi nauce i religii, a dusza współczesnego człowieka rozdarta jest między przyznaniem władzy jednej z nich, z tym, że religia w tych wahaniach coraz częściej przegrywa.
Albowiem we wszystko można dziś wątpić i wszystko ośmieszać, ale nikt nie wątpi i nie pogardza nauką. Simone Weil pisała, że „we wszystkich polemikach, w których religia i nauka zdają się popadać ze sobą w konflikt, jest po stronie Kościoła prawie śmieszna niższość intelektualna, polegająca nie na sile przeciwnych argumentów, na ogół bardzo miernych, ale wyłącznie na kompleksie niższości”. Czy jest to kompleks o rzeczywistych podstawach? Jak można się z nim rozprawić?
Należy spojrzeć na naukę współczesną i odkryć jej ukryte przed okiem publiczności cechy i założenia. Zacznijmy od ważnego spostrzeżenia, że ponieważ jeśli chodzi o naukę, nie ma dziś ludzi niewierzących w nią, odpowiedzialność naukowców jest podobna do tej, którą mieli w XII i XIII księża i zakonnicy. Społeczeństwo żywi ich, aby mieli dosyć czasu wolnego na szukanie, odnajdywanie i przekazywanie mu tego, czym jest prawda. Zamiast tego uczeni ulegają opinii zbiorowej i poddają się modzie.
Właśnie zagubienie prawdy spostrzega Simone Weil jako podstawowy problem współczesności i przyczynę szerzącego się bałwochwalstwa.
Uczeni wymagają, pisze Simone Weil, aby przyznano nauce szacunek, który należny jest prawdzie i który ma charakter religijnej czci, ale poszukiwania naukowe nie mają wiele wspólnego z poszukiwaniem prawdy, gdyż to nie ono stanowi pobudkę dla wysiłków uczonych. Pobudki uczonych są znacznie niższe. Są nimi: uznanie w środowisku, prestiż społeczny, sukces. Uczony gromadzi wiedzę, zdobywa wiadomości, a jeśli uda mu się odkryć coś użytecznego, to odnosi również korzyści materialne. Jednak nie ma tu mowy o dążeniu do prawdy i miłości prawdy. Prawda nie może być zresztą przedmiotem miłości, ponieważ w ogóle nie jest przedmiotem. Przedmiotem badania jest rzeczywistość. Pragnienie prawdy jest pragnieniem bezpośredniego kontaktu z rzeczywistością, czyli inaczej mówiąc, miłością rzeczywistości. Trzeba więc, aby uczony miał przedmiot kochania, wówczas będzie pragnął prawdy. Tymczasem nauka wyznając pogląd, że światem rządzi konieczność, przestała widzieć piękno świata i sprawiła, że nie można go kochać. To stanowi źródło błędu.
Błędność przeświadczenia, że światem rządzi siła konieczności widać na podanym przez Simone Weil przykładzie: jeśli uzna się ślepą siłę konieczności za najwyższą siłę rządzącą światem, nie można się jednocześnie spodziewać, że ludzie będą mogli oprzeć swe wzajemne stosunki na sprawiedliwości uznanej na zasadach rozumowych. Nie jest możliwe, żeby człowiek mógł wyłamać się z wszechwładnego działania takiej rządzącej wszystkim siły mimo, że „jest zbudowany z krwi i kości, a jego myśli błądzą zdane na łaskę wrażeń zmysłowych”. Trzeba więc przyznać, że siła nie jest źródłem, z którego może wypływać sprawiedliwość. A jednak wiemy z doświadczenia, że poczucie sprawiedliwości wypisane jest w głębi ludzkich serc, które są równie realne jak inne elementy rzeczywistości. Stąd wniosek, że współczesna nauka się myli i do swego błędu uporczywie nie przyznaje. To oddala jej szanse na znajdywanie prawdy. Jeśli bowiem uznamy, wyciągając wnioski chociażby z podanego wyżej przykładu, że w świecie działa jakaś odmienna od siły zasada, staniemy w opozycji do przekonań panujących w nowoczesnej nauce.
To jednak nie wszystko. Myślicielka stwierdza, że duch prawdy jest również prawie nieobecny w życiu religijnym, które zostało zdominowane przez pragmatyzm wyrażający się na przykład we wskazywaniu, o ile ludzie stali się lepsi po przyjściu Chrystusa. A przecież nie można mierzyć skutków Męki jej skutkami doczesnymi, zresztą wątpliwymi. Wówczas przyjście Chrystusa porównywane jest do zażycia jakiegoś leku, na przykład aspiryny i obserwacji stanu zdrowia przed i po jego zażyciu.
Zdaniem Weil zanik duchowości oznacza dla człowieka pozbawienie go tej jego cząstki, która wyprowadza go ze świata, w którym rządzi posłuszeństwo, charakterystyczne dla materii, do świata, w którym rządzi miłość-mądrość panująca nad wszystkim, a w tym również nad światem materii. Jednak pod wpływem „coraz bardziej metodycznych osiągnięć w dziedzinie materii – prawem kontrastu – ludzie uwierzyli, iż w sprawach duszy albo panuje zupełna dowolność, albo polegają one na jakiejś magii, na bezpośredniej skuteczności intencji i słów.” Człowiek pozbawiony duchowości (a będzie jej pozbawiony jeśli zagubione zostaną metody docierania do niej od starożytności obecne w religii), nie ma kontaktu z nadrzędną mocą rządzącą światem. Taki człowiek wierzy, że wszystkim rządzi siła i posłuszeństwo. Z tej też przyczyny taki człowiek łatwo wpada w sidła dowolnej ideologii systematyzującej wizerunek tych sił, które rzekomo rządzą światem. To oznacza upadek, który Simone Weil opisuje w następujących słowach: „Dopóki człowiek znosi posiadanie duszy przepełnionej jego własnymi myślami, jego osobistymi myślami, aż po najtajniejszą z tych myśli jest całkowicie podporządkowany więzom potrzeb i mechanicznej grze sił. Jeżeli wierzy, że jest inaczej, myli się”. Ale wszystko się zmienia, „gdy dzięki prawdziwej uwadze opróżnia swą duszę, aby mogły do niej przeniknąć myśli odwiecznej mądrości. Nosi wówczas w sobie takie myśli, którym jest podporządkowana siła.” Tak opisują swe doświadczenia mistycy dowodzący na swoim przykładzie, że człowiek, będąc stworzeniem myślącym, ma szansę być po stronie tej mocy, która rozkazuje konieczności. Chrześcijaństwo zapowiadało takie widzenie Boga przez Jego wyznawców, ale zostało szybko zawłaszczone przez Rzymian a głos mistyków jest w chrześcijaństwie prawie niesłyszalny.
Rzymianie byli, zdaniem Simone Weil, niemal całkowicie pozbawieni duchowości. Ponieważ cesarze chcieli mieć całkowitą władzę nad ludem, więc lud ten nie mógł mieć innego władcy i również w sferze ducha był nim cesarz. W końcu Rzym zagarnął chrześcijaństwo i posłużył się nim, aby tym lepiej zapanować nad ujarzmionymi ludami. Wskutek tego chrześcijaństwo z religii miłości stało się bałwochwalstwem, ponieważ „jeżeli chrześcijanin czci Boga z sercem usposobionym jak serce rzymskiego poganina oddającego hołd cesarzowi, to ten chrześcijanin jest również bałwochwalcą”. W następnych wiekach Kościół instytucjonalny nie opierał się rzymskiej koncepcji Boga-władcy panującego nad posłusznymi niewolnikami dzięki prawu własności, gdyż potrzebował jej dla swojego doczesnego panowania tak jak wcześniej potrzebowało jej Cesarstwo. Rzymski duch imperializmu i panowania nigdy nie opuścił Kościoła na tyle, aby ten usunął rzymską koncepcję Boga. Bóg jawi się zatem jako potężny rzymski właściciel, którego posiadłość rozszerza się do rozmiarów wszechświata. Taki właściciel nie ma niezaspokojonych potrzeb. Dlaczego miałby szukać dobra swoich niewolników? Nawet, gdyby tak się działo, byłyby to jedynie dobrotliwe kaprysy i zachcianki właściciela.
Tymczasem, stwierdza Weil, prawdą domagającą się rozpoznawania jest to, że światem rządzi „Boska Opatrzność, która nie jest zakłóceniem czy nieprawidłowością w porządku świata. Jest to sam porządek świata. To odwieczna mądrość, zasada porządkująca wszechświat, oplatająca cały wszechświat siecią zależności. Tak właśnie pojmowała ją cała przedrzymska starożytność. Odwieczna Mądrość więzi świat w sidłach, w splocie określeń. Wszechświat z tym nie walczy. Brutalna siła materii, która wydaje się nam wszechwładztwem, to w rzeczywistości nic innego jak doskonałe posłuszeństwo.”
Tak więc nauka może przestać być bałwochwalstwem, o ile przestanie odzierać rzeczywistość z jej piękna i podporządkuje swe poszukiwania jej ujawnianiu i opisywaniu, zaś religia w odkrywaniu zasad rządzących światem nie powinna obawiać się odnalezienia ograniczeń mocy Boga-władcy, lecz wiedzieć, że znaleźć można jedynie dowody Jego nadrzędnej woli, której materia jest posłuszna. Ta wola to miłość, której wszystko podlega.


Bałwochwalstwo wprowadził SW II wprowadzając tzw. “wolność religijną”. Dlatego posoborowy “Kościół” jest Wielką Nierządnicą Ap 17-18 ( bałwochwalstwo = duchowy nierząd).