Cesarzowi co cesarskie 1
Zagadnął mnie pewien były katolik, ale nie Polak, lecz Sąsiad z Europy, człowiek już nie młody, czy ja naprawdę wierzę, że Kościół jest uczciwą instytucją. Jego pytanie było oczywistą zaczepką. Pewnie od dawna chciał na ten temat porozmawiać z kimś, kto nie potępiłby Kościoła natychmiast. Dzięki temu mógł opowiedzieć, co go boli i czekać na jakieś przeciwne argumenty. Sam przeżył w życiu zwrot. Mówił, że służył do mszy jako chłopiec, modlił się, myślał, że będzie księdzem. Ale potem przyszedł do swego księdza w jakiejś sprawie i przyłapał go na spółkowaniu w tym samym pomieszczeniu, w którym udzielał nauk młodym ludziom. Był to szok, który spowodował odejście od Kościoła. Ktoś życzliwy podrzucił mu wkrótce po tym incydencie lektury opowiadające o zakłamaniu hierarchii kościelnej. Przechowuje je do dzisiaj, chciał mi nawet pożyczać, żebym przekonała się na własne oczy, z czym mam do czynienia. Mówił rzeczy straszne, o średniowiecznym cmentarzu nowonarodzonych dzieci pochodzących ze związków zakonników z męskiego zakonu z zakonnicami z sąsiedniego klasztoru. Nie wiem, czy to prawda, dość, że on to nadal przeżywał. Zresztą, niemiło się tego słuchało. Potem opowiadał, że był na prywatnej audiencji u papieża Pawła VI i jako jedyny z drużyny nie pocałował jego pierścienia, bo uważał, że takiego hołdu złożyć nie pozwala mu sumienie. Dlaczego?
Rozmowa zeszła na temat bogactwa zgromadzonego w Watykanie i w Kościele w ogóle. Dlaczego – pytał – nie poświęci Kościół tych skarbów na pomoc ubogim? To, co robi Kościół jest czystą hipokryzją – przekonywał – bo samo nawoływanie do miłosierdzia i współczucia czy też braterskiej miłości, kiedy żyje się w luksusowych warunkach, ma się służbę, świetne trunki, jedwabne szaty i władzę nad ludźmi, jest po prostu nieuczciwe wobec wiernych i innowierców.
Kościół stawia się w ten sposób po stronie tego co cesarskie w zadanym Jezusowi w Ewangelii pytaniu, komu należy służyć. Jezus popatrzał wówczas na monetę z wizerunkiem cesarza i powiedział, żeby oddać Bogu, co Boskie a cesarzowi, co cesarskie. Kościół, chcąc monet, gromadząc monety, czyli dobra ziemskie stał się jeszcze jednym obliczem cesarza.
Jakoś tam próbowałam oponować. Mówiłam, że aby działać, należy mieć środki do działania, że większy wpływ na życie ludzi ma się mogąc do nich docierać z przesłaniem, a do tego trzeba mieć i pieniądze i organizację i wpływ na prawodawstwo i dostęp do mediów, czyli, że naturalnie bierze się udział w ziemskiej grze sił, że wypadnięcie z niej grozi zapadnięciem się w nicość. Mówiłam te i inne rzeczy, ale w duchu nie czułam się pewnie. Moje własne słowa obijały się o obrazy czarnych limuzyn biskupów, skarbców kościelnych, pałaców i posiadłości. A mój rozmówca nie ułatwiał mi sprawy podsuwając z kolei obrazy dzieci z wydętymi brzuszkami, których pełen jest świat.
I myślałam sobie: Kościół, Mistyczne Ciało Chrystusa, czy takim chciał je Jezus widzieć? Czy ma być to ciało kapiące złotem czy raczej przybrane zgrzebną szatą?




Bardzo dużo tu wątków. Ustosunkuje sie, póki co, do ostatniego akapitu. Ja też czuję się cząstką tego Mistycznego Ciała Chrystusa. Jak na mój gust – stroniłabym od wszelkiej ekstrawagancji. Nie chciałabym ani kapać złotem, ani przybierać się w zgrzebną szatę. Na cóż ten eskcentryzm? Wystarczy, że będzie przyzwoicie.