Taka Polska istnieje naprawdę?! 10
Udając się pociągiem do Gdyni, kupiłem na Dworcu Centralnym powieść Bronisława Wildsteina „Dolina Nicości”. Na okładce kilka opinii o książce. Zdaniem Jarosława Gowina „to najważniejsza książka o współczesnej Polsce – Dolinie nicości, miejscu zła, kraju nierozliczonej zdrady, zapomnianych bohaterów, zakłamania, tchórzostwa, stadnego myślenia i manipulacji. Kraju układów sięgających korzeniami czasów PRL-u, oplatających biznes, media, sądy, politykę, Kościół… Taka Polska istnieje naprawdę”. Czy rzeczywiście taka Polska istnieje naprawdę? To niepokojące pytanie noszę w sobie.
Książka wciągnęła mnie. Żal było ją odłożyć, kiedy dojechałem do Gdyni. Lekturę dokończyłem przy najbliższej okazji. Nietrudno odgadnąć, kogo, jakie sytuacje, Wildstein miał na myśli kreując takie powieściowe postaci jak redaktor Bogatyrowicz, profesor Lew, redaktor Return, biskup Korytko, redaktor Niecnota… Czy taka Polska istnieje naprawdę?
Kiedy czytam o tym jak Niecnota, Bogatyrowicz i pułkownik Nowak uderzają w prawicowego polityka Widłaka wykorzystując jego nastoletnią córkę, to przypominam sobie oczywiście sprawę Andrzeja Kerna i jego córki Moniki, która uciekła z domu ze swoim chłopakiem. Kern walczy o powrót córki do domu. Zostaje przez największe media okrzyknięty prawicowym oszołomem, który dla kariery politycznej chce zniszczyć piękną miłość córki. W Sejmie dochodzi do głosowania nad odwołaniem marszłka. Kiedy wniosek nie przechodzi, autorytet, prof. Geremek uderza w znane tony: „Sejm dokonał aktu samokompromitacji. Instytucja, która nie potrafi ludzi społecznie skompromitowanych – chociażby nosili oni tytuł wicemarszałka Sejmu – skłonić do zrzeczenia się funkcji, sama jest sobie winna”. Na ślubie Moniki, okrzykniętym przez media „ślubem stulecia”, bawi się doskonale sam Jerzy Urban. „Gazeta Wyborcza” przytacza jego słowa: „Kern jest już chyba skończony w oczach opinii publicznej”. W rekordowym tempie reżyser Marek Piwowski, kręci film „Uprowadzenie Agaty”, w którym pokazuje zdemoralizowanego, solidarnościowego polityka i jego wspaniałą córkę, uciekającą z domu dla miłości. Producentem filmu jest Lew Rywin. Potem okazuje się, że swego czasu Piwowski współpracował z ubecją. Kariera polityczna Andrzeja Kerna legnie w gruzach. Dziś po „wielkiej miłości” i małżeństwie Moniki nie ma już śladu. O dawnych wydarzeniach i jej głównych postaciach Monika Kern mówi: „To jest tak, jakby w pewnym momencie przyszli, odegrali rolę w spektaklu i zniknęli. Kostiumy zabrane, dekoracja sprzątnięta”. W książce redaktor Niecnota dziwi się, że wszystko poszło tak gładko i zakończyło się takim sukcesem.
O sprawie Kernów mało kto chce pamiętać. Nie dziwię się, skoro ma rację prof. Legutko, że to „największa kompromitacja środowiska medialnego w dziejach Trzeciej RP”. Przytaczam tę historię, choć nie jest ona najważniejsza w porównaniu z innymi wydarzeniami. Ale jest bardzo pomocna w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie: „Czy taka Polska istnieje naprawdę?
Obejrzałem film „Trzech kumpli” – fabularyzowany dokument o Bronisławie Wildsteinie, Stanisławie Pyjasie i Lesławie Maleszce. Wstrząsający! Pyjas zostaje zamordowany przez ubecję, Maleszka pracuje w GW, a Wildstein zostaje wyrzucony z „Rzeczpospolitej” za próbę popchnięcia lustracji do przodu. Z zażenowaniem i zgrozą patrzę na Krzysztofa Kozłowskiego, redaktora „Tygodnika Powszechnego”, który ujawnienie, że Maleszka był agentem, nazwał „podłym donosem”, a dziś na stwierdzenie, że przecież Maleszka sam się przyznał, bredzi, że to jeszcze nie jest dowód przed sądem.
Czy taka Polska istnieje naprawdę? Mieliśmy wszyscy patrzeć w przyszłość. Błękitną. Cieszyć się niewątpliwymi sukcesami osiągniętymi po 1989. A tu wciąż nie brakuje ludzi, w tym ludzi młodych, którym coś nie gra i wkurzeni zadają pytanie: W jakim kraju, k…, ja żyję?




Nie czytałem Wildsteina, jakoś mnie kwestia lustracji średnio zajmuje. Ale po “Trzech kumplach” bardziej rozumiem to rozżalenie w wielu ludziach, to jak skomplikowane są te życiorysy.
A sam Maleszka? Mam wątpliwości, czy ten człowiek jest do końca zdrowy. Może ma jakiś rodzaj schizofrenii?
Zostawiam to wszystko historykom. Polska zasługuje na prawdę. Sam jednak wolę patrzeć w przyszłość. Błękitną. :) Tego samego oczekuję od rządzących.
Kozłowski wypadł w filmie niekorzystnie, zwłaszcza w kontekście. Ale miał on rację: człowieka nieosądzonego nie powinno się publicznie nazywać winnym. Przecież to też człowiek. Widziałem Maleszkę dziś tak po prostu na ulicy (nie w Wyborczej). Po tych dwóch filmach – zamurowało mnie.
Nigdy – na całe szczęście – pana Maleszki nie widziałem. Wypada mi się cieszyć z tego. Wyborczej nie czytam, bo według mnie szkoda czasu na takie świeckie piśmidła. Natomiast z panem Wildsteinem to mam problem. Wziąłem się za przeglądanie jego ostatniej książki, i cóź nie zainteresowałem się narracją autora. Dużo wulgaryzmów, resentymentów i goryczy. Wspomnienia personalne może dla autora moją duży ciężar gatunkowy. Dla mnie lepiej zdecydowanie w literaturze politycznej spisuje się Rafał Ziemkiewicz. Boję się jednak, że gdy bohaterowie filmu, gdy się spotkają za 10, 20 lat, nadal będą rozmawiać o teczkach, agentach, donosach, a Ojczyzna pójdzie sobie własną drogą…
PS. Z ostatniej chwili: Niemcy na całe szczęście w finale Euro 2008!!
Dumam, nie głośno, co prawda, ale pisemnie nad sprawiedliwością i miłosierdziem “Tygodnika Powszechnego”. Jak różne postawy wobec tego samego zarzutu w przypadku dwu osób: Maleszki i ks. Malińskiego. Jak tu się nie dziwić klnąc retorycznie?
Ja myślę, że spora część środowiska post-solidarnościowego musiała dojrzeć do myśli, że ich najbliżsi współpracownicy byli TW
“szkoda czasu na takie świeckie piśmidłaszkoda czasu na takie świeckie piśmidła”
gratuluje otwrtosci umyslu
Tak, musiała dojrzeć, a nie dojrzała.
“Kozłowski wypadł w filmie niekorzystnie, zwłaszcza w kontekście. Ale miał on rację: człowieka nieosądzonego nie powinno się publicznie nazywać winnym”.
Kozłowski nie tylko wypadł fatalnie, ale w sprawie Maleszki zachowywał się po prostu podle. I wbrew logice faktów. Teza, że jeśli człowiek nie został prawomocnie skazany, to nie można mówić publicznie, że popełnił zło, jest tezą nie tylko absurdalną, ale szalenie niebezpieczną dla życia społeczno-politycznego. Nie wolno redukować wymiaru moralnego, zwykłej przyzwoitości, rozsądku w ocenie faktów i wydarzeń, do spraw w sądzie. Pomiędzy oszczerstwem/pomówieniem a wyrokiem sądowym jest bardzo duża przestrzeń. A poza tym dość irytujące jest gadanie w myśl zasady: Jeśli fakty nie pasują do ideologii, tym gorzej dla faktów.
Tacy autorzy jak Dariusz Kowalczyk przywracają wiarę w trzeźwy, otwarty i prawdziwy dyskurs w tym świecie zdominowanym przez demagogię i propagandę. Dziękuję.
Igorze, dzięki za dobre słowo. Choć jako ksiądz-zakonnik zastanawiam się, czy publicznie powinienem zapędzać się w takie rejony związane – jakby nie było – z polityką. Pocieszam się, że polityka, to nie tylko partyjne gry, ale także troska o dobro wspólne. Książka Wildsteina i film “Trzech kumpli” zachęcają do zastanowienia sie, czy ci, co wyglądają na zatroskanych wspólnym dobrem, rzeczywiście takimi są. I czy nie byłoby przyzwoiciej, gdyby uwolnili nas od tej swojej troski…
Jak już Ksiądz zauważył, to nie jest kwestia polityki, ale elementarnej przyzwoitości. To efekt nie nazwania złego złym. Efekt tego, że Komunizm nie miał swojej Norymbergi. To nie jest kwestia polityki, czy o moralności i prawdzie będzie mnie pouczał Urban albo Wiatr. Kwestia polityki to jest dyskusja o celach rozwoju kraju i metodach ich osiągania. Kwestie związane z takimi pojeciami jak uczciwość, przyzwoitość, złodziejstwo, zbrodnia – to są kwestie fundamentalne nie dla polityki, ale dla funkcjonowania społeczeństwa w ogóle. Czego mam sie trzymać i jak rozmawiac z takimi Kubami, gdy “autorytety” twierdza ze zbrodniarz jest ofiarą, a ofiara oszołomem??? Nie ma żadnego pola do dyskusji, nie ma podstaw, nie ma fundamentu, nie ma do czego sie odwołać.
Przywrócenie pojęciom ich właściwego znaczenia nie jest, jak chciałyby Michniki i inne Kuby kwestia pisowskiej propagandy i politycznej nagonki. Przywrócenie pojęciom podstawowych znaczeń uniemożliwi pisowcom sianie takiej samej demagogii jak michnikowszczyzna tylko w drugą stronę.
Ludzie zaczynają naprawdę się zastanawiać, jak ja: czy to świat pokręcił wszystko na odwrót, czy to ja jestem jakiś pokręcony i faktycznie powinienem się leczyć? Wątpliwości Księdza widoczne zarówno w tekstach jak i w komentarzach, przywracają wiarę w to, ze są jeszcze ludzie szukający Prawdy. Z całą świadomością trudności w dotarciu do Niej ale i z otwartością i gotowością do jej poszukiwania.
Jeszcze raz: Dziękuję.