Artykuł

  • 25.06.2008
  • 01:32 PM
  • Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Zrozumieć Wildsteina 21

Jun25

Czekałem na film ”Trzech kumpli’’. Mimo, że nie jestem zwolennikiem lustracji. Liczyłem, że dokument ten pozwoli lepiej poznać trzy osoby dramatu sprzed trzydziestu lat i późniejsze losy dwójki, już bez zamordowanego Stanisława Pyjasa.

Pytania, które przychodziły mi do głowy: Skąd u Bronisława Wildsteina ten ogromny zapał lustracyjny? Skąd przekonanie, że Okrągły Stół był ‘’grzechem pierworodnym Trzeciej Rzeczpospolitej’’? Skąd zupełny brak porozumienia między lustratorami a ich adwersarzami? ‘’Trzech kumpli’’ Ewy Stankiewicz i Anny Ferens częściowo na te pytania odpowiada.

Nie sposób po jego obejrzeniu spojrzeć bez empatii na Wildsteina, redaktora ‘’Rzeczpospolitej’’; historia jego przyjaźni ze Stanisławem Pyjasem i Lesławem Maleszką jest poruszająca, tragiczna i niebywale smutna: z trójki zaprzyjaźnionych studentów jeden zostaje zamordowany przez SB, drugi donosi na całe środowisko, a trzeci stara się pokazać opinii publicznej prawdę zarówno o zabójstwie, donosicielu, jak i innych tajnych współpracownikach SB.

Gdy chodzi o ukazanie historii z jej zawiłościami, opisanie mechanizmów pozyskiwania tajnych współpracowników przez SB, stylu pracy funkcjonariuszy, klimat w środowisku akademickim i opozycyjnym, autorki filmu robią świetną robotę. W doskonały sposób pokazują też coś, o czym w zasadzie się nie mówi, czyli stopień zaangażowania społeczeństwa w opozycję. Mity, jakoby naród stawił czoła komunizmowi, rozbija w tym filmie krótka scena, w której przeplatają się ujęcia z pochodu studentów po zabójstwie Pyjasa, z wielką uroczystością na Uniwersytecie Jagiellońskim – wyborami najpiękniejszej studentki. Tu grupa z czarnymi sztandarami, tam wiwatujące, rozradowane tłumy. Poczucie niezależności w PRL było udziałem bardzo niewielkiej grupy osób; gdy dziś słyszę, że Polacy, naród polski czy społeczeństwo stawiło czoła socjalizmowi, to mam wrażenie, że zakłamując historię, umniejszamy rolę prawdziwych bohaterów, których była garstka. Zwłaszcza wtedy, gdy toczy się akcja filmu – w latach 70., gdy Edward Gierek otworzył się na inwestycje i wystrzegał przed używaniem przemocy jak w Grudniu ’70.

Wracając do Wildsteina, trudno dziś nie rozumieć motywów jego postępowania – zaangażowania publicystycznego i politycznego, np. rozpowszechnienia katalogu danych IPN. Ale rozumienie nie oznacza akceptacji. Biografia nie wzmacnia argumentów. Nadal nie rozumiem, dlaczego wielkie osiągnięcie, Okrągły Stół, miałby być nazywany zdradą, dlaczego autorki dokumentu obrazy esbeków przeplatają z hymnem Unii Europejskiej? Dlatego, że Maleszka pracował w Gazecie Wyborczej, która opowiada się za europejską integracją?

O ile pierwsza część ‘’Trzech kumpli’’ to przejmujący obraz historii, zawiłych losów trójki przyjaciół, druga kończy się politycznym manifestem. Nie ma sporu o ocenę Maleszki, o stosunek do niego Wildsteina i innych dawnych przyjaciół. Dlaczego jednak autorki starają się wmówić mi, że żyję w gorszym kraju niż widzę przez okno? Dlaczego tacy ludzie jak związany z PiS historyk Ryszard Terlecki ukazani są w lepszym świetle, a Krzysztof Kozłowski, pierwszy niekomunistyczny szef MSW, wówczas redaktor Tygodnika Powszechnego, łapany jest na wyrywkowych opiniach, które rzeczywiście działają na niekorzyść jego argumentacji? Dlaczego w filmie nie pojawiają się osoby, które mogłyby mieć odmienne spojrzenie na sprawę – choćby Adam Szostkiewicz z Polityki, który również studiował na polonistyce z ‘’Trzema kumplami’’. To może nie tyle zarzut w stosunku do autorek – one mogą robić film, jak chcą. Ale widz dostaje obraz niepełny.

W ‘’Trzech kumplach’’ obrywa Wyborcza i osobiście Adam Michnik za to, że trzymał w pracy Maleszkę. Autorki dokumentu pokazują, jak Maleszka telefonicznie ustala szczegóły jakiegoś artykułu, który ma być publikowany w Gazecie. Demonstruje tak swoją rolę jako redaktora. Prawo autorek – pokazywać bezkrytycznie takie sceny. Ale na zdrowy rozum: czy największy dziennik w kraju może być redagowany przez telefon? Ustalanie tytułów, lidów, treści wymaga szybkich decyzji, które są często zmieniane, a nie telefonicznych rozmów.

Jest jeszcze jedna nieścisłość. Bronisław Wildstein pokazywany jest jako ofiara w walce o słuszną sprawę. Częściowo można go rozumieć, częściowo się z nim nawet zgadzać. Jednak nie jest on bohaterem zupełnie przegranym. Z filmu dowiadujemy się, że po ujawnieniu tzw. listy Wildsteina został zwolniony z pracy w ‘’Rzeczpospolitej’’. Ale przecież później do niej wrócił. I dziś jest jednym z najaktywniejszych i najbardziej znaczących publicystów tego dziennika. I poczytnym pisarzem. Wildstein stał się także pierwszym piórem tzw. IV RP, projektu Polski opartego na rozliczaniu i wychowywaniu społeczeństwa. Projektu na szczęście skompromitowanego rządami braci Kaczyńskich.

Komentarze przez RSS

21 komentarzy(e) dla tego wpisu

  1. Igor says:

    “Można zrozumieć, ale nie zaakceptować” – oczywiście, w filmie obrywa także Tygodnik Powszechny więc nie mozna zaakceptowac takiej postawy. Oszołomem jest także Ziemkiewicz opisujacy jakże widoczne w tym poscie charakterystyczne cechy myslenia nazwane przez niego michnikowszczyzną.

    Niby świetnie pokazana historia pracy SB i Polski ze wszystkimi jej zawiłościami, ale cos jednak nie pozwala zaakceptowac mi tego obrazu, bo akceptacja oznaczałaby powrót do prawidłowego widzenia czerni i bieli? Tak, jakie to typowe! Podobnie jak dwa ostatnie akapity. Nawet redaktorka GW widzi, że ustalenia redaktorskie Maleszki sa jego grą przed autorkami filmu, a nie próba pokazania stylu pracy w GW. A fakt, że Bronek znowu pracuje w Rzepie jest czynnikiem dyskwalifikujacym słuszność jego argumentów. Żenada.

    “Dlaczego jednak autorki starają się wmówić mi, że żyję w gorszym kraju niż widzę przez okno?” Ano dlatego, że Bronek i Pyjas też starali sie pokazac, że pomimo zajebistych wyborów miss UJ istniej także ta bardziej ponura rzeczywistość. W Tybecie też świat jest piekny, te góry, te widoki… o co tym Tybetańczykom w ogóle chodzi???

    Tak trzymac!!!

  2. Kuba says:

    …widoczne w tym poscie charakterystyczne cechy myslenia nazwane przez niego michnikowszczyzną

    Potraktuję to jako komplement.

    W Tybecie też świat jest piekny, te góry, te widoki… o co tym Tybetańczykom w ogóle chodzi???

    Polecam blog, który prowadzę: http://tybetwatch.blox.pl/html

  3. Igor says:

    Hehe, zawsze bezpieczniej walczyć o wolność w oddalonym o tysiace kilometrów Tybecie, niż przyjąć Prawdę na własnym podwórku, gdzie kijem można realnie oberwać ;-))))

    Pozdrawiam – Igor

  4. Kuba says:

    Zawsze możesz znaleźć odpowiedź – zwłaszcza, jeśli znasz Prawdę przez duże Pe.

    Pozdrawiam

    PS Dziś za prawdę albo nawet Prawdę się nie obrywa, każdy może mówić, co chce. A przez dwa lata bojownicy o Prawdę mieli nawet pełnię władzy, wszystkie media publiczne, dwa poważne dzienniki i tabloid. Nie wiem, skąd poczucie zagrożenia.

  5. Igor says:

    No cóż, dziś juz sie nie obrywa. To prawda.

    Jednak nigdy nie przestanie mnie dziwić dlaczego tak wielu tak łatwo szufladkuje adwersarzy: uważasz, że Bronek słusznie robi, że chce Prawdy? = jesteś zaślepiony Kaczkami. Nie lubisz krętactwa i odwracania kota ogonem w wykonaniu SLD i Michników = jesteś paranoidalnym PiS-owcem itd. itp.

    Idąc tym tropem Rokita też jest krypto-PiSowcem. Są kręgi osób za granicą (choc także niestety w Polsce), dla których Polak = antysemita lub Murzyn = debil i przestępca.

    Zagrożenie nie jest fizyczne i realne jak w Tybecie. Zagrożenie jest w naszych głowach. Ale co tam! Połkniemy Murti-Binga i wszystko bedzie cacy! Powodzenia!

  6. Dariusz Kowalczyk SJ says:

    Tu nie chodzi o zrozumienie Wildsteina. Jak słyszę te głosy, że Wildsteina można zrozumieć, bo doświadczył tak boleśnie zdrady, to mam wrażenie, że ktoś “wykręca kota ogonem” i próbuje przesłonić podstawowy problem, a mianowicie pytanie: Ilu takich “Maleszków” odgrywało i odgrywa ważną rolę w naszym życiu społecznym, kulturalnym, politycznym i gospodarczym? W filmie “Trzech kumpli” pojawia się poseł Jan Widacki, który z zapałem bronił żałosnego eksperta medycyny sądowej Zdzisława Marka. Widacki dowodził żarliwie, iż Marek wydał uczciwą ekspertyzę stwierdzając, że powodem śmierci Pyjasa był upadek ze schodów. Ten sam Widacki rekomendował na doradcę Komisji śledczej byłego esbeka płk. Stachowicza. No i – niestety – ten sam Widacki zorganizował niedawno panel w Krakowie nt. “Kościół, lewica, dialog”, o którym jest notka na naszym Blogu. A mnie się wydaje, że Polska byłaby dużo normalniejszym krajem, gdyby Pan Widacki nie zasiadał już w żadnej komisji i nie organizował żadnych paneli, szczególnie o Kościele. To jest po prostu kwestia elementarnej przyzwoitości.

  7. kuba says:

    Ten sam Widacki rekomendował na doradcę Komisji śledczej byłego esbeka płk. Stachowicza. No i – niestety – ten sam Widacki zorganizował niedawno panel w Krakowie nt. “Kościół, lewica, dialog”, o którym jest notka na naszym Blogu.

    I ten sam Widacki zorganizował spotkanie “Kościół, lewica, dialog”, w którym wziął udział m.in. ks. Stanisław Opiela, twórca Przeglądu Powszechnego w 84 r. Jednym słowem katoubecja.
    Mimo tej kuszącej wizji, chciałem skupić się na czym innym. O Polskę pytał Ojciec w swoim tekście, ja napisałem co innego, interesuje mnie Wildstein, dla jednych wybitny publicysta, dla drugich głosiciel tez raczej szkodliwych.

  8. Dariusz Kowalczyk SJ says:

    Panie Kubo. Proszę nie manipulować moimi wypowiedzi przez sprowadzanie ich do absurdu oraz sugerowanie, że mojego wybitnego współbrata zaliczam do jakiejś wymyślonej przez Pana katoubecji. To dosyć paskudne metody.

  9. Kuba says:

    Odpowiadam tylko na Ojca komentarz. Jeśli pisze Ojciec, że ważną rolę w naszym życiu społecznym, kulturalnym, politycznym i gospodarczym odgrywają tajni współpracownicy SB, bronieni także przez prof. Widackiego, który organizuje spotkania zaprzeczające elementarnej przyzwoitości, to muszę zaprzeczyć. Spotkanie to, w którym wzięli udział politycy lewicy, publicyści i księża, nie miało nic wspólnego z nieprzyzwoitością. Przynajmniej dla obecnych na nim osób w tym dla mnie. Rozumiem, że w tej kwestii będziemy się różnić. Nie chciałem Ojca urazić.

  10. igor says:

    Ciekawi mnie tylko, gdyby np. Goebels albo Goering zorganizował konferencję na temat dbałości o standardy i jakość prasy oraz poszanowanie wolności to czy też nie urągałoby to w żaden sposób elementarnym zasadom przyzwoitości? I czy Pan Kuba tak samo by bronił prawa pana Goebelsa do zabierania głosu w wolnym kraju?

    Panie Kubo, uprzedzając Pana insynuacje i nadinterpretacje: oczywiście Widacki nie jest Goebelsem, wyolbrzymione porównanie ma na celu pokazanie rodzaju problemu a nie jego skali. Nie porównuję ani skali ani rodzaju zbrodni. Chodzi mi tylko o nazwanie pewnych rzeczy po imieniu. A przypadek o którym wspomina Dariusz Kowalczyk (panel Widackiego) jest dla mnie jednym z wielu naruszeniem podstawowych zasad przyzwoitości. Podobnie jak fakt objęcia przez prof. Wiatra stanowiska Ministra Edukacji w wolnej Polsce, czy obściskiwanie się Michnika z Kiszczakiem.

    Jeśli tego typu rzeczy są dyskusyjne, to dla mnie jest to przejawem najwyższego rodzaju degeneracji moralnej i utraty umiejętności rozpoznawania jakichkolwiek wartości. Niestety.

  11. Dariusz Kowalczyk SJ says:

    Panie Kubo. Myśle, że Pan dobrze zrozumiał, iż moja wzmianka o nieprzyzwoitości dotyczyła postępowania posła Widackiego (tego, że z takimi zagwózdkami w życiorysie nie powinien pchać się na afisz), a nie spotkania jako takiego, a tym bardziej nie ludzi, którzy w dobrej wierze przyjęli zaproszenie pana posła. Ale jako że Widackiego trudno bronić, to próbuje Pan zasugerować, że atakuję wszystkich gości panelu, w tym mojego współbrata. Takie sugestie nazywam manipulacją. Tym bardziej paskudną, że dotyczącą relacji między współbraćmi zakonnymi. Chyba że – i tak byłoby najlepiej – nastapiło jakieś rzeczywiste nieporozumienie na łączach… Lepsze nieporozumienie niż manipulacja.

  12. Kuba says:

    Ojcze Dariuszu, ja nie wiem, czy prof. Widackiego trudno bronić. Wydaje mi się, że na pewno łatwo go atakować. Na tyle na ile znam jego i jego otoczenie, nie potrafię powiedzieć złego słowa, chociaż film, na który się powołujemy w tej dyskusji dawałby podstawy i pozostawia z niesmakiem. Rzeczywiście zrozumiałem Ojca wpis jako nieprzychylny. Nie zależy mi jednak na manipulowaniu, a łącza mam jeszcze nie najgorsze;)

    Igor, już myślałem, że zostanę dziś Goebelsem, ale okazuje się, że tylko moralnym degeneratem. Zasnę tym spokojniej:)

  13. Igor says:

    Dobry sen to bardzo ważna rzecz. Twoje manipulacje wypowiedziami rozmówcy uniemożliwiają jakikolwiek dyskurs. Twoje wypowiedzi obrażają i insynuują. Nie wiem czemu ma taka postawa służyć, celem na pewno nie jest chęć zrozumienia rozmówcy. W związku z powyższym dalszą wymianę zdań z autorem Jakubem Halcewicz-Pleskaczewskim uważam za bezcelową.

    Śpij dalej.

  14. Sebastian Duda says:

    Mysle, ze po tym filmie mamy jednak do czynienia z punktem zwrotnym. Trudniej byc po nim cala geba przeciwnikiem lustracji. W kazdym razie argumenty srodowiska Gazety czy Krzysztofa Kozlowskiego w kontekscie sprawy Maleszki wydaja sie slabe.

    Widzialem niecale dwa lata temu Lilianne Sonik na koferencji o lustracji i milosierdziu. Po kilku latach od ujawnienia donosow “Ketmana” nie mogla o Maleszce mowic spokojnie. Opowiadala tez z wielkim zalem o artykule Krzysztofa Kozlowskiego, ktory ukazal sie tuz po opublikowaniu “listu 15″. Przeczytalem teraz ten artykul ponownie i nie opuszcza mnie uczucie zazenowania. Kozlowski zdaje sie gluchy na wymog sprawiedliwosci.

    Aleksander Kaczorowski przedstawil w ostatnim numerze Newsweeka kulisy decyzji o pozostawieniu Maleszki w redakcji Gazety:

    http://www.newsweek.pl/artykuly/artykul.asp?artykul=27535

    Co o tym myslisz Kuba? Moja refleksja jest nastepujaca: milosierdzie, ktore staje sie polityczna strategia, przestaje byc milosierdziem. Maleszka swietnie wyczul, ze jest elementem antylustracyjnej strategii Michnika et consortes. I dlatego, moim zdaniem, nie dokonal aktu skruchy.
    Strategia antylustracyjna postuluje tylko chyba “udawane” przebaczenie. Milosierdzie bowiem musi zachowywac zwiazek z prawda i sprawiedliwoscia. Nie wiem, czy lustracja sluzy tym ostatnim. Wiem, ze sprzeciw wobec lustracji w formie nadawanej mu przez Michnika i Kozlowskiego wypacza sens milosierdzia i przebaczenia.

    Nie ma co z Maleszki robic demona. W imie politycznych pryncypiow nie dano mu szansy na przemiane.

  15. kuba says:

    Sebastian, przeczytałem artykuł Aleksandra Kaczorowskiego. Jest interesujący. Czuję się jednak niezręcznie: nasze redakcje (Twój Newsweek i moja Wyborcza) – oględnie mówiąc – różnią się, jeśli chodzi o pamięć opisanych wydarzeń sprzed siedmiu lat. Mogę tu przytoczyć inny artykuł – odpowiedź Heleny Łuczywo na tekst Kaczorowskiego: http://wyborcza.pl/1,90913,5408210,Kaczorowski_na_niedziele.html

    Uważasz, że film o Maleszce to punkt zwrotny w myśleniu o lustracji. Ja tego poglądu nie podzielam. Patrzymy na lustrację z innych pozycji. Ty widzisz ją bardziej w kategoriach etycznych, mówisz o miłosierdziu, prawdzie i sprawiedliwości.
    Moim zdaniem, lustracja nigdy nie opierała się na tych wartościach. Modelowym przykładem jest sprawa utrącenia kandydatury Andrzeja Przewoźnika na szefa IPN: z krakowskiego oddziału Instytutu wyszedł przeciek, że Przewoźnik – kandydat na prezesa – miał kontakty z SB, później ten został wprawdzie oczyszczony przez sąd lustracyjny, ale na stanowisko ubiegać się nie mógł, gdyż prezes musi być czysty ponad wszelką wątpliwość; prezesem IPN został dyrektor oddziału krakowskiego Janusz Kurtyka. Nie twierdzę, że to on ustawił wybór prezesa. Wystarczy, że lustracja, czyli urzędnicza weryfikacja, służy do rozgrywania politycznej gry i eliminowania politycznych przeciwników. Uważam, że pojęcia takie jak “prawda” stanowią fasadę lustracji.

    Kaczorowski pisze taki akapit:
    “Czy to znaczy, że teraz należy go [Maleszkę] wdeptać w ziemię? A przecież tego właśnie jesteśmy świadkami. Kolejne osoby publiczne, w tym również dziennikarze, uważają za swój obowiązek nazwać go łajdakiem. Rzadko się zdarza, by można było równie tanim kosztem dowieść własnej szlachetności.”
    To druga rzecz, która kojarzy mi się z lustracją. Mam wrażenie, że jej gorący zwolennicy zbyt łatwo potępiają innych w przekonaniu, że sami postępują słusznie. Wydaje mi się, że z tego właśnie względu Adam Michnik chciał się postawić i zdecydował, że Maleszkę zatrzyma w redakcji.

    Czy w imię politycznych pryncypiów nie dano Maleszce szansy na przemianę – nie wiem. Czy słusznie mielibyśmy oczekiwać wobec innych skruchy, przemiany? Jeden z bohaterów filmu “Trzech kumpli”, tajny współpracownik SB mówi, że cały czas żyje tak, jakby przepraszał. Maleszka pewnie tak nie żył. Ale jak to oceniać?

    ***

    W dyskusji po filmie łatwo poddajemy się emocjom, łatwo krytykujemy. Dla mnie Krzysztof Kozłowski to autorytet, miałem wielkie szczęście, że go poznałem i przez może niedługi czas, ale czegoś się mogłem nauczyć. Obecnie jest on strasznie krytykowany, jego nawet prywatne wypowiedzi wywlekane są do debaty publicznej i nazywane kwintesencją układu III RP. Wydaje mi się, że pokazanie go w złym świetle w jednym filmie to łatwy chwyt, ale za mało, autorki się nie popisały.

    Sebastian, odpowiedziałem Ci raczej na pytanie “Co myślisz”, niż na konkretne kwestie. Na koniec, wracając do Kaczorowskiego, napisał on tekst, którego ja bym się chyba nie odważył napisać. Istnieje przecież coś takiego jak lojalność wobec redakcji. Mnie np. nie podoba się kierunek zmian w Tygodniku Powszechnym, ale nie napisałbym o tym, co słyszałem na dyskusjach redakcyjnych albo podczas rozmów w kuchni. Miejscem takich tekstów są może książki historyczne; prasa codzienna zmienia je w narzędzia rozgrywek.

  16. Sebastian Duda says:

    Oczywiście, że lustracja służy do eliminowania politycznych przeciwników. Niestety, sprzeciw wobec lustracji służy dokładnie temu samemu. Wspominasz Przewoźnika. Można wspomnieć Wildsteina, który swego czasu wyleciał z Rzeczpospolitej za wiadomą sprawę. Obie strony w tej sprawie moralność instrumentalizują. Masz rację, że pierwszym chodzi o eliminację politycznych przeciwników. Drugim jednak bynajmniej nie chodzi o obronę pokrzywdzonych.

    Co zrobić zatem? Myślę, że niestety trzeba do tych akt zaglądać, dokonywać ich krytyki (nie w sensie odrzucenia, ale badania) wedle dobrych metodologicznie procedur historycznych (takowych się już dopracowano). I last but not least – nie bać się wprowadzać do tej krytyki ocen moralnych, pilnując, by nie stały się elementem politycznej gry. Jeśli, jak piszesz, prawda jest fasadą, obowiązkiem naszym jest przeciwstawienie się temu. I to nie tanim moralizatorstwem, ale solidną etyczną refleksją i prawdziwym etycznym działaniem. Pojęcia winy, kary, skruchy, sprawiedliwości, pokuty, przebaczenia, zadośćuczynienia naprawdę oznaczają coś konkretnego. Cynizmem zalatuje twierdzenie, że nic się zrobić nie da, bo w sferze politycznej wykorzystywane są przez różnej maści niegodziwców. Dla mnie obecnie zarówno lustracja będąca aktem zemsty, jak i sprzeciw wobec lustracji oparty na udawanym przebaczeniu są głęboko niemoralne. I tę niemoralność trzeba pokazywać, a nie chować głowę w piasek, mówiąc, że się “po prostu” jest przeciw lustracji.

    To, że Kaczorowski i ja pracujemy w Newsweeku, a Ty w Gazecie nie powinno być żadnym argumentem w ocenie sprawy Maleszki.
    Głos Kaczorowskiego to nie jest tylko głos Newsweeka w sporze z Gazetą. To coś znacznie poważniejszego. Aleksander był w czasie ujawnienia sprawy szefem działu publicystycznego w GW, przełożonym LM. Co więcej, odszedł po kilku miesiącach z Gazety, bo miał z całą tą sprawą poważny problem. I mogę Cię zapewnić, że swoją reakcję pamięta świetnie do dziś, bo dotyczyła jednego z ważniejszych wyborów w jego życiu. Nie sądzę, że jest uczciwe dezawuowanie czyichś moralnych odruchów, bo się myśli, że wszystko ważne rozgrywa się w przestrzeni walki między prasowymi tytułami. Nie wolno dezawuować moim zdaniem szczególnie wtedy, gdy mozna domniemywac,ze kogoś pewne decyzje bardzo wiele kosztowały. (Ja wiem, ze Aleksandra decyzja o wyjściu z Gazety ze względu na traktowanie w niej Maleszki kosztowała bardzo wiele).
    W tekście Heleny Łuczywo, który cytujesz, najważniejsze jest oczywiście wyrażenie „nie przystoi” – wyraźna sugestia, że Kaczorowski kala gniazdo, które go wypromowało i dzięki któremu zrobił karierę. Pomijając już fakt przykrego paternalizmu (no, maternalizmu ;-), tekst Łuczywo jednak do moralnej refleksji n/t sprawy Maleszki niczego nie wnosi. Tekst Kaczorowskiego jest natomiast ważnym świadectwem.

    Jak do tego wszystkiego odnieść moralne kategorie, o których wspomniałem powyżej? Pisałem już o tym w ostatnim poście. Uważam, że Maleszka do prawdziwej skruchy nie doszedł, bo przebaczenie (teraz zwane pogardliwie przez naczelnych GW „litością”) nie było autentyczne. Maleszka doskonałe zdał sprawę, że to tylko element politycznych strategii Michnika i że wszystko w tej sytuacji jest jakoś „udawane”. I świetnie się w tym odnalazł, co można było zobaczyć w filmie „Trzech kumpli”.

    I na koniec o Krzysztofie Kozłowskim. Sam wychowałem się na Tygodniku Powszechnym. Rozumiem, że dla Ciebie Kozłowski jest autorytetem i dużo mu zawdzięczasz. Wdzięczność nie powinna jednak przeszkadzać umiejętnościom rzetelnej analizy i argumentacji. Uważam, że tekst Kozłowskiego, który ukazał się po publikacji „listu 15”, był żenujący. Z biegiem lat jego głupotę albo jego nieuczciwość (odpowiednie skreślić) widać coraz wyraźniej. Może warto w tym kontekście pamiętać o zdaniu innego, może większego polskiego autorytetu – Jerzego Giedroycia. W połowie lat 90. pisał w „Kulturze”, że działania ministra Kozłowskiego (dziś powiedzielibyśmy „antylustracyjne”) za idiotyczne. Redaktor z Maisons-Laffites nazwał też Kozłowskiego publicznie „głupcem” za jego bezkrytycznie antydekomunizacyjna postawe.
    Nie o szafowanie autorytetami tu jednak chodzi. Ani Kozłowski, ani Giedroyc nie mają przecież monopolu na mądrość.
    Chodzi o coś innego: o odwagę bycia niezależnym w sądach. O to, jak odróżnić ostrożność od zwyczajnego tchórzostwa. Piszesz, że nie popełniłbyś tekstu przeciw Tygodnikowi. Takie myślenie jest niebezpieczne. To fałszywie rozumiana lojalność, która może służyć usprawiedliwianiu głupoty i niegodziwości w imię rzekomego „niekrzywdzenia” czy zaciągniętych w przeszłości długów wdzięczności.

    Pozdrawiam serdecznie.

  17. Sebastian Duda says:

    A prasa moim zdaniem jest tak samo dobrym miejscem do publikowania sadow etycznych jak ksiazki historyczne czy inne. Mysle, ze i Adam Michnik nie ma co do tego watpliwosci.
    Mysle, ze trzeba pokazywac instrumentaliacje etyki w politycznych czy redakacyjnych strategiach, nawet jesli politycy i redaktorzy wydaja sie nam “ideowo sluszni”. Jesli mozna to czynic w prasie, to trzeba tak czynic, bez ogladania sie na wiecznie nienapisane (a jak napisane, to nieprzeczytane) ksiazki.

    SD

  18. Igor says:

    Sebastian, dziękuję Ci za nazwanie rzeczy po imieniu w sposób, na który mi nie starczyło cierpliwości. Cieszę się, że takie głosy pojawiają się coraz częściej. Mogę podpisać się pod każdym Twoim słowem napisanym powyżej.

    Powtórzę raz jeszcze: zagrożenie jest w naszych głowach.

  19. kuba says:

    Sebastian, dziękuję za odpowiedź.
    Posłużę się teraz cytatami, by było sprawniej.

    Oczywiście, że lustracja służy do eliminowania politycznych przeciwników. Niestety, sprzeciw wobec lustracji służy dokładnie temu samemu.

    To jednak nie są równorzędne pozycje. Za lustracją stoi prawo do weryfikacji ludzi, które rodzi patologie, jak np. ta z Przewoźnikiem. Jeśli wypowiadam się przeciw lustracji, to właśnie dlatego. Nie opowiadam się za amnezją i daniem sobie spokoju z trudną historią. Twój, ogólnie mówiąc, apel o przyzwoitość uważam za słuszny.

    To, że Kaczorowski i ja pracujemy w Newsweeku, a Ty w Gazecie nie powinno być żadnym argumentem w ocenie sprawy Maleszki.

    Oczywiście, i nie jest. Napisałem, że nasze redakcje dzieli pamięć wydarzeń sprzed siedmiu lat, tych w Gazecie.

    Piszesz, że nie popełniłbyś tekstu przeciw Tygodnikowi. Takie myślenie jest niebezpieczne. To fałszywie rozumiana lojalność, która może służyć usprawiedliwianiu głupoty i niegodziwości w imię rzekomego „niekrzywdzenia” czy zaciągniętych w przeszłości długów wdzięczności.

    To już galop z Twojej strony, wybacz. Mogę się nie zgadzać z Tygodnikiem, Gazetą czy Przeglądem Powszechnym, Michnik otwiera swoją ostatnią książkę wyjątkowo słabym tekstem “Modlitwa o deszcz”, Terlikowski pisze głupoty w moim Przeglądzie np. w nr. czerwcowym, ale nie napisałbym artykułu o wydarzeniach wewnątrzredakcyjnych, nawet z redakcji, której wyjątkowo nie lubię. Bo jeśli jesteś w zespole, to należysz do kręgu osób, którym możesz zaufać i które mogą zaufać Tobie. Tego porozumienia się nie łamie.
    A spory, polemiki – to przecież jasne, mam wiele zastrzeżeń do tekstów w pismach, z którymi współpracowałem lub współpracuję, głos krytyczny w takim przypadku żadnej lojalności nie narusza.

    I na koniec o Krzysztofie Kozłowskim.

    O KK napisałem dlatego, bo uważam, że w całej sprawie robi się z niego kozła ofiarnego. Staje się on czarnym ludem III RP.

  20. kuba says:

    Byłem ciekaw, co w tej sprawie ma do powiedzenia Adam Szostkiewicz, który studiował z “Trzema kumplami” na UJ. Może i dobrze, że nie wypowiadał się w filmie, bo pewnie pokazany byłby w podobnym świetle jak Kozłowski.
    Szostkiewicz wypowiedział się w ostatniej Polityce w artykule “Witajcie w krainie Judasza” – http://www.polityka.pl/witajcie-w-krainie-judasza/Lead33,933,260565,18/
    Podobnie jak Sebastian, uważa, że film, obok książki “SB a Lech Wałęsa”, “to prawdopodobnie decydujący etap wojny o pamięć Polaków”. Nie pisze jednak, dlaczego.
    Wszystkie lustracyjne wstrząsy wyglądają jak decydujące, ale wszystko zostaje po staremu. Może poza jednym. Tym razem okazało się, że na lustracji można dobrze zarobić, stała się ona dobrym towarem medialnym – inaczej nie kupiłby tego TVN, nie zapowiedziałby też kontynuacji filmu.

  21. markot says:

    “Oczywiście, że lustracja służy do eliminowania politycznych przeciwników”.
    Dla kogo oczywiste? Drogi POstępaku, chyba tylko dla totalnych POlitycznych ignorantów oraz dla żydokomuny z ul. Czerskiej. Brak rozliczenia zbrodni waszych protoplastów ma słuzyć dobru Polski, czy raczej “cywilizacji jewropejskiej”? Czy taka bezkarność nie jest najlepszą zachętą do POwtórki z “rozrywki” w następnych zawieruchach dziejowych? A może na serio uwierzyłeś lewackim bredniom o “końcu historii”?

Proszę, zostaw swój komentarz

* Pola wymagane

Blog Powszechny is powered by WordPress and FREEmium Theme.
developed by Dariusz Siedlecki and brought to you by FreebiesDock.com