Świętych Apostołów Piotra i Pawła: A wy, za kogo Mnie uważacie? 3
(Dz 12,1-11; 2 Tm 4,6-9.17-1; Mt 16,13-19)
Apostołowie Piotr i Paweł to fundament chrześcijaństwa. To oni wprowadzili Chrystusa do Europy. Zanim to nastąpiło, sami musieli przejść daleką i trudną drogę. Szli w tym samym kierunku, tym samym szlakiem, po tych samych znakach, ale każdy z nich na swój sposób, jako że różnili się temperamentem, wykształceniem, pochodzeniem. Ale jedno obydwu przychodziło z wielkim trudem: zmiana przekonań, zmiana mentalności. Paweł najpierw do upadłego ściga, więzi, porywa chrześcijan, bo jest przekonany, że tego oczekuje od niego Bóg Izraela. Piotr, dopiero po trzykrotnym zaparciu się wszelkiej znajomości z Jezusem, odkryje, że bez Jezusa żyć nie potrafi.
Ci dwaj, jak też ich uczniowie i następcy, wbrew mitowi o nieomal sielankowym początku Kościoła pierwszych wieków, prowadzili ze sobą niekończące się spory, a nawet waśnie. Paweł apostoł skarżył się przecież, że podczas procesu w Rzymie nikt nie wystąpił w jego obronie, a w celu załagodzenia sporu między apostołami trzeba było zwołać do Jerozolimy sobór.
Jeśli więc w uroczystość Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Bazylice Watykańskiej mamy odpust, to warto nie tylko w tym dniu pamiętać, że rozszerzaniu się chrześcijaństwa dobrze służy pokój i zgoda, ale też spór, dyskusja, narada i nie ma w tym nic dziwnego. Tenże sam Jezus Chrystus, który dał początek Kościołowi, nadal żyje w Kościele nie po to, by Kościół konserwować, zachowywać w niezmienionej formie, ale przeciwnie, by go rozwijać. Kościół jest żywym ciałem Jezusa, jest Jego żywym słowem, żywą wypowiedzią. A zatem to nie dzień dzisiejszy i jutrzejszy stanowi największe zagrożenie, ale kurczowe trzymanie się przeszłości, tego, co, owszem, jeszcze wczoraj dobrze służyło Chrystusowi, ale dzisiaj już nie służy.
* * *
Kościoły pustoszeją, wyludniają się klasztory, nowicjaty i seminaria duchowne, ubożeją parafie, zwłaszcza wiejskie, pogłębia się przepaść między przykazaniami i wartościami a praktyką dnia codziennego itd. Jednym słowem – kryzys. Co robić? Gdzie szukać przyczyn? Co zostało zaniedbane? A może należałoby zapytać o to, czy przepadkiem nie powinniśmy pomóc temuż kryzysowi, przyśpieszyć jego przebieg, bo być może Chrystusowi jest już za ciasno w tym ubraniu, w jakim dotychczas chodził i czuł się dobrze.





Czas najwyższy aby jezuici przestali deprcjonować przeszłośc i nauczyli sie z niej korzystać. Mają z czego, tylko nie wiedza co mają. Futuryzm, jakiż on demode toć jeszcze sprzed reformy prawa kanonicznego z 1917, a rewolucja ’68 też mocno wypłowiała.
I nieco poważniej: kryzysowi można zaradzić wchodząc w nowe obszary apostolstwa, tam gdzie inni boją się wejść, albo ze strachu udają że nie widzą problemu.
“A może należałoby zapytać o to, czy przepadkiem nie powinniśmy pomóc temuż kryzysowi, przyśpieszyć jego przebieg, bo być może Chrystusowi jest już za ciasno w tym ubraniu, w jakim dotychczas chodził i czuł się dobrze.”
A ja chętnie pomogę temu kryzysowi, bo sama już dawno nie mieszczę się w tym ubraniu, w które mnie Kościół wciska.
I w sumie się z gościówą zgodzę :).