Archiwum June 2008

OFENSYWA CZARNYCH SUTANN? 0 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Jun12

Centrum Kultury i Dialogu oraz Przegląd Powszechny zapraszają na debatę

OFENSYWA CZARNYCH SUTANN?

O miejscu Kościoła katolickiego w polskiej przestrzeni i debacie publicznej

Udział biorą:
IZABELLA CYWIŃSKA (Teatr „Ateneum”)
AGNIESZKA GRAFF (Krytyka Polityczna)
Ks. JÓZEF KRUKOWSKI (Wydział Prawa, Prawa Kanonicznego i Administracji KUL)
RAFAŁ TICHY (44 / Czterdzieści i Cztery, d. Fronda)

Debatę prowadzi SEBASTIAN DUDA (Newsweek, Przegląd Powszechny)

ŚRODA, 18 czerwca 2008 roku, godz. 18.
AULA WIELKA PWT „Bobolanum”, ul. Rakowiecka 61, Warszawa, wstep wolny.

X niedziela zwykła: Bardziej niż całopaleń 1 Autor: Wacław Oszajca SJ

Jun8

(Oz 6,3-6; Rz 4,18-25; Mt 9,9-13)

Coraz rzadziej, ale zdarza się jeszcze, zwłaszcza w dużych miastach, że parę osób wychodzi ze mszy zaraz po komunii, a najpóźniej w chwili, gdy zaczyna się czytać ogłoszenia parafialne czy duszpasterskie. Jeszcze więcej jest takich, którzy wpadają do kościoła w ostatniej chwili, a niejeden przychodzi dopiero na Ewangelię. Takie zachowanie powodują różne przyczyny, jedną z nich jest przekonanie, że obecność na mszy jest spełnieniem tzw. niedzielnego obowiązku. Przykazania Boże i kościelne nakazują przecież dzień święty święcić i we mszy nabożnie uczestniczyć. Z takiego postawienia sprawy wynika, że Bóg znajduje przyjemność w egzekwowaniu należnych Mu nabożeństw. A skoro tak, to lepiej z Bogiem nie zadzierać, bo można się Mu narazić. Dochodzi do tego, że zaczynamy mszę, pozostałe sześć sakramentów, pacierz i wszystkie inne nabożeństwa traktować jako naszą własność, jako coś, co my ofiarowujemy Bogu, licząc, że On poczuje się zobowiązany względem nas i tym samym prędzej spełni nasze oczekiwania i prośby.

Tymczasem słyszymy: Miłości pragnę, nie krwawej ofiary, poznania Boga bardziej niż całopaleń. A przecież krwawe, całopalne ofiary były szczytem kultu jedynego prawdziwego Boga w jedynej prawdziwej świątyni. A jednak Bogu nie o kult chodzi, ani nawet o przestrzeganie przykazań, lecz o miłość. Czyli o takie zaufanie Jezusowi, które sprawia, że za przykładem Mateusza pragnie się iść tam, dokąd idzie Chrystus. Okazuje się wtedy, że to my musimy zmienić nasze nastawienie wobec Boga, a nie Bóg względem nas.

* * *

Na pewno i ty jesteś jednym z nich, bo i twoja mowa cię zdradza – usłyszał Piotr apostoł na dziedzińcu pałacu arcykapłańskiego. Skoro tak, to również o nas można wiele powiedzieć na podstawie naszej mowy. Warto w związku z tym uważnie wsłuchać się, w jaki sposób formułujemy modlitwę powszechną i intencje mszalne. Najczęściej na pierwszym miejscu jest prośba o zdrowie, a dopiero potem o Boże błogosławieństwo. A tak przy okazji warto też zwrócić uwagę na ogłoszenia parafialne. Na ich budowę. Najczęściej słyszymy, że w środę przypada to a to, w piątek coś innego. Tymczasem powinno być najpierw co, potem gdzie i wreszcie kiedy.

Berlusconi, prawicowy populista całuje pierścień 1 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Jun6

Martini: Wielka jest próżność w Kościele. Wielka! 0 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Jun6

O próżności, zawiści i oszczerstwach w Kościele mówił kard. Carlo Maria Martini do młodych jezuitów w domu rekolekcyjnym pod Rzymem. Emerytowany arcybiskup Mediolanu wygłosił tam cykl nauk opartych na Liście do Rzymian św. Pawła, a obszerną relację z tych spotkań – podaje PAP – zamieścił rzymski dziennik “La Repubblica”.

Kard. Martini mówił o “grzechach, które dotyczą właśnie nas, duchownych”, jak “chciwość, niegodziwość, zdrada”. “Ileż jest w nas tajemnych pragnień. Chcemy zobaczyć, wiedzieć, domyślić się, przeniknąć. To zatruwa serce. A jest jeszcze oszustwo, którym jest dla mnie także udawanie pobożności, której się nie ma. Postępowanie jak gdyby się było praktykującym, ale bez życia wewnętrznego”.

Klerykalną par excellance przywarą – jest zdaniem kardynała zawiść, która – każe nam mówić: dlaczego inny otrzymał to, co mnie się należało? Są osoby zżerane zawiścią, które powiadają: Co złego uczyniłem, że ten a ten został biskupem, a nie ja? (…) Szczęśliwe te diecezje, gdzie na ma lisów anonimowych. Kiedy byłem arcybiskupem, wydałem polecenie, by je niszczyć. Istnieją jednak całe diecezje zrujnowane przez anonimy, być może pisane w Rzymie.

Wolimy oklaski od gwizdów, gościnność od oporu. Mógłbym dodać, że wielka jest próżność w Kościele. Wielka! Wyraża się w stroju. Kiedyś kardynałowie mieli sześciometrowe treny z jedwabiu. Nieustannie Kościół obnaża się i wdziewa niepotrzebne ornamenty. Istnieje tendencja do przechwalania się.

Nawet w Kurii Rzymskiej każdy chce być kimś więcej. Prowadzi to do pewnego rodzaju podświadomej cenzury w mówieniu. Pewnych rzeczy się nie mówi, bo wiadomo, że mogą zaszkodzić karierze. To bardzo poważne zło w Kościele, przede wszystkim hierarchicznym, ponieważ nie pozwala nam mówić prawdy. Mówi się to, co może spodobać się przełożonym, postępuje się według wyobrażenia o tym, co mogłoby odpowiadać ich pragnieniom, wyświadczając złą przysługę samemu papieżowi.

Węgleński na prezydenta! 1 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Jun6

Jak podaje Polityka, niemieccy socjaldemokraci ogłosili zamiar wystawienia własnego kandydata w przyszłorocznych wyborach prezydenckich – Gesine Schwan. Jest ona rektorem Uniwersytetu Europejskiego Viadrina we Frankfurcie nad Odrą; prywatnie polonofilka. Dla Niemiec fakt wystawienia tej kandydatury może mieć niedobre skutki – kanclerz Merkel liczyła na poparcie przez SPD reelekcji obecnego prezydenta Horsta Köhlera, a więc na utrzymanie wielkiej koalicji chadeków i socjaldemokratów. Wyłom SPD zacznie kampanię wyborczą (także przed wyborami do Bundestagu i kilku parlamentów) i spięcia w koalicji.

Ale można spojrzeć z innej strony. Ile zyskałby na poważaniu urząd prezydenta w Polsce, gdybyśmy także wybrali sobie choćby byłego rektora UW prof. Piotra Węgleńskiego? Po co się męczyć z Bratem K., jeśli można mieć za prezydenta człowieka, którego postawa mogłaby licować z powagą zajmowanego stanowiska? Po co nam prezydent do ostatniej suchej nitki przesiąknięty bieżącą polityką; taki, który nie potrafi docenić dorobku poprzednich pokoleń, swoich poprzedników, podkopujący autorytet urzędu, a więc mający za nic wizerunek kraju?

+ Rozmowy z Gesine Schwan:
Wspólny podręcznik historii może zbliżyć Polaków i Niemców

Czy Europa istnieje?

Proza, której nie ma 2 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Jun3

W swojej najnowszej książce Piotr Wojciechowski próbuje analizować polskie społeczeństwo, poddaje ostrej krytyce media i pisze rozdział nieistniejącej powieści. Rozdział ten – jak cały zbiór tekstów – nosi tytuł „Café Navarra”. Oto przygoda Eryka, który czekając w kawiarni na spotkanie towarzysko-biznesowe, zauważa DJŻ (Dziewczynę Jego Życia), blondynę w krótkiej, czerwonej sukience. Chłopak zapomina o świecie. Zrywa się, oblewa spodnie kawą, rusza w pogoń za swoim ideałem. A my – od znajomego, z którym nasz bohater umówiony był w kawiarni – dowiadujemy się: „Eryk posłużył mi do przetestowania pewnego tricku reklamowego”.

Opowiadanie to autor wprawdzie pozostawia otwarte, ale prognozuje raczej pesymistyczne rozwiązanie: manipulacja na bohaterze się powiodła – zrobiła mu wodę z mózgu i przysłużyła się wielkiemu biznesowi. Światłem w tunelu mogłaby się okazać nostalgia, dzięki której Eryk być może nie zgubi wartości. Słabe to jednak pocieszenie; Wojciechowski z końcem książki przyznaje bowiem: „Nostalgia patrzy w blask dawnych wartości z wielkim podziwem i małą nadzieją”.

Autor proponuje rozmowę o stanie umysłowym Polaków po osiemnastu latach od odzyskania wolności (za datę przełomu uważa i często to podkreśla, choć w sprawie panuje konsensus, Czerwiec 1989 r.). Rozdział „Café Navarra” to dość efektowny kolaż, w którym znalazły się opowiadanie i esej. Niestety, na następujące po nim rozdziały złożyły się merytorycznie nieaktualne publikacje sprzed lat; autor próbuje opisać rzeczywistość dobrze już poznaną.

czytaj dalej »

Między goryczą i nadzieją 2 Autor: Tomasz Jędrzejewski

Jun3

Być może jedną z największych trudności w zrozumieniu i ocenie historii III Rzeczpospolitej jest – paradoksalnie – wielkie medialne zainteresowanie bardziej i mniej doniosłymi zdarzeniami w świecie polityki, nieustanne koncentrowanie się na detalach. Wyolbrzymianie znaczenia nawet drobnych decyzji politycznych – deformuje perspektywę, oddala kwestie zasadnicze, przez co frazes wykrzyczany z trybuny sejmowej, zmiany w składzie rządu i problem bezrobocia zrównują się pod względem istotności. Co więcej, za sprawą dużych nadawców usuwają się w cień całe obszary wiedzy, np. przemiany w obyczajowości, wpływ mediów na pojmowanie kultury wysokiej – chyba że dadzą się przedstawić w formie ciekawostki czy anegdoty.

Piotr Wojciechowski w swojej książce „Café Navarra” podejmuje próbę syntetycznego opisu kultury (politycznej, obyczajowej, religijnej) polskiego społeczeństwa po przełomie roku 1989. Zastanawia się nad zależnościami między demokratyzacją życia publicznego a moralnością, rozważa wpływ popularnych audycji telewizyjnych i kolorowych czasopism na świadomość młodego pokolenia, ostrzega przed niebezpieczeństwami, jakie niesie ze sobą rozwój nowych technologii. Autor postawił sobie zatem ambitne, interdyscyplinarne zadanie określenia obecnej sytuacji cywilizacyjnej Polaków. Przy tego typu przedsięwzięciach – w dobie bardzo daleko posuniętej specjalizacji – zawsze można postawić zarzuty ogólności, powierzchowności, przekraczania kompetencji, ale chyba nie mniejsza byłaby wina zaniechania: niebezpieczeństwo wzrasta, kiedy każdy zamyka się w swojej kajucie i nie ma komu pilnować kierunku rejsu. W pewnym znaczeniu książka ta została napisana przeciw rozszczepieniu uwagi, przeciw medialnemu informacyjnemu rozdrobnieniu, przeciw dezorientującej lawinie strzępów wiadomości.

czytaj dalej »

Kawa po polsku 1 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Jun3

CAFÉ NAVARRAAutor podejmuje próbę syntetycznego opisu kultury polskiego społeczeństwa po przełomie 1989 r. Spoiwem refleksji jest wrażliwość obywatelska doświadczonego pisarza i publicysty.

Z Tomkiem Jędrzejewskim rozmawiamy o książce Piotra Wojciechowskiego „Café Navarra” (Biblioteka „Więzi”, Warszawa 2007):

Między goryczą i nadzieją
Proza, której nie ma

IX niedziela zwykła: Dom swój zbudował na skale 0 Autor: Wacław Oszajca SJ

Jun1

(Pwt 11,18.26–28; Rz 3,21–25a.28, Mt 7,21–27)

Dzieje, historia chrześcijaństwa, Kościoła, jest zapisem wysiłków, jakie podejmowali chrześcijanie chcący zbudować dom według planów, pomysłu, Jezusa Chrystusa. Z drugiej strony ta sama historia jest zapisem wszelkich możliwych potknięć, jakie miały miejsce i nadal mają na tej budowie. Wciąż przecież słyszymy o nadużyciach finansowych, o pedofilii, arogancji prezbiterów i biskupów, bezduszności itd. Od samego początku, od apostołów począwszy, a na dzisiejszej hierarchii kościelnej, i nie tylko hierarchii, skończywszy, upadamy, błądzimy, zdradzamy, odchodzimy. Jednocześnie, wcześniej lub później, wracamy, przepraszamy się z Chrystusem i znowu włączamy się, dołączamy do tych, którzy zostali przy Chrystusie i już bez nas budowali świat, nową ziemię.

Czasami jednak i tak się dzieje, że temu, kto odszedł od Chrystusa, zabraknie czasu na drogę powrotną. To dlatego, bojąc się, że im zabraknie czasu, nasi ojcowie i dziadkowie śpiewali suplikacje, prosząc Boga, by ich strzegł przed śmiercią nagłą i niespodziewaną.

Dla chrześcijanina grzech mimo wszystko nie jest zaskoczeniem bez względu na to, w kim się ów grzech zalągł. W papieżu, biskupie, prezbiterze, zakonniku czy świeckim. Dotąd jednak nie jest on groźny, dopóki ten, kto grzeszy, nadal grzech grzechem nazywa. Tragedia zaczyna się wtedy, gdy człowiek czyniący zło, a więc wydający owoce grzechu, to zło zaczyna nazywać dobrem dlatego, że sam się tegoż zła dopuszcza. Taki człowiek mówi: Nie mogę żyć w zakłamaniu i nie mogę zabraniać komuś tego, co sam robię. A rzecz polega na tym, by również wbrew sobie zło nazywać złem. W przeciwnym przypadku nasze życie będziemy budować na piasku, a więc na złudzeniach.

* * *
Bywa, że pod adresem Chrystusa zgłaszamy pretensje o działanie przeciwko nam. Obwiniamy Boga o niepotrzebne i szkodliwe mieszanie się do naszych spraw, oskarżamy wprost o to, że burzy to, co my zbudujemy. Takie pretensje często nie są pozbawione podstaw. Rzeczywiście, Bóg burzy różnego rodzaju nasze budowle, zwłaszcza te, które dotyczą naszego szczęścia. Burzy te, które może są nawet i dobre, ale już niewystarczające jak na nasze możliwości. Może więc warto od czasu do czasu samu wyburzyć to, co już się przeżyło?

Blog Powszechny is powered by WordPress and FREEmium Theme.
developed by Dariusz Siedlecki and brought to you by FreebiesDock.com