(Pwt 11,18.26–28; Rz 3,21–25a.28, Mt 7,21–27)
Dzieje, historia chrześcijaństwa, Kościoła, jest zapisem wysiłków, jakie podejmowali chrześcijanie chcący zbudować dom według planów, pomysłu, Jezusa Chrystusa. Z drugiej strony ta sama historia jest zapisem wszelkich możliwych potknięć, jakie miały miejsce i nadal mają na tej budowie. Wciąż przecież słyszymy o nadużyciach finansowych, o pedofilii, arogancji prezbiterów i biskupów, bezduszności itd. Od samego początku, od apostołów począwszy, a na dzisiejszej hierarchii kościelnej, i nie tylko hierarchii, skończywszy, upadamy, błądzimy, zdradzamy, odchodzimy. Jednocześnie, wcześniej lub później, wracamy, przepraszamy się z Chrystusem i znowu włączamy się, dołączamy do tych, którzy zostali przy Chrystusie i już bez nas budowali świat, nową ziemię.
Czasami jednak i tak się dzieje, że temu, kto odszedł od Chrystusa, zabraknie czasu na drogę powrotną. To dlatego, bojąc się, że im zabraknie czasu, nasi ojcowie i dziadkowie śpiewali suplikacje, prosząc Boga, by ich strzegł przed śmiercią nagłą i niespodziewaną.
Dla chrześcijanina grzech mimo wszystko nie jest zaskoczeniem bez względu na to, w kim się ów grzech zalągł. W papieżu, biskupie, prezbiterze, zakonniku czy świeckim. Dotąd jednak nie jest on groźny, dopóki ten, kto grzeszy, nadal grzech grzechem nazywa. Tragedia zaczyna się wtedy, gdy człowiek czyniący zło, a więc wydający owoce grzechu, to zło zaczyna nazywać dobrem dlatego, że sam się tegoż zła dopuszcza. Taki człowiek mówi: Nie mogę żyć w zakłamaniu i nie mogę zabraniać komuś tego, co sam robię. A rzecz polega na tym, by również wbrew sobie zło nazywać złem. W przeciwnym przypadku nasze życie będziemy budować na piasku, a więc na złudzeniach.
* * *
Bywa, że pod adresem Chrystusa zgłaszamy pretensje o działanie przeciwko nam. Obwiniamy Boga o niepotrzebne i szkodliwe mieszanie się do naszych spraw, oskarżamy wprost o to, że burzy to, co my zbudujemy. Takie pretensje często nie są pozbawione podstaw. Rzeczywiście, Bóg burzy różnego rodzaju nasze budowle, zwłaszcza te, które dotyczą naszego szczęścia. Burzy te, które może są nawet i dobre, ale już niewystarczające jak na nasze możliwości. Może więc warto od czasu do czasu samu wyburzyć to, co już się przeżyło?