Archiwum July 2008

XVII niedziela zwykła: Sprzedał wszystko, co miał 2 Autor: Wacław Oszajca SJ

Jul27

(1 Krl 3,5.7-12; Rz 8,28-30; Mt 13,44-52)

Z przypowieścią o człowieku, ktory znalazł skarb ukryty na cudzym polu, mamy wcale niemały kłopot, ktory można by sformułować w pytanie – czy ten człowiek postąpił sprawiedliwie, moralnie poprawnie? Odkupując pole, wiedział przecież, że jest ono warte o wiele więcej. Czy nie powinien był powiadomić właściciela pola o odkryciu skarbu i liczyć na to, że sprzedający doceni jego uczciwość i spuści z ceny? A może jednak postąpił słusznie, zgodnie z wymogami rynku? Kupujący stara się przecież cenę zbić, obniżyć, a nie podwyższyć, a sprzedający, skoro nie zna prawdziwej ceny swego towaru, który wystawił na sprzedaż, jest sam sobie winien, niech nie narzeka i dalej się nie kompromituje. Jego strata, moj zysk i o to w handlu chodzi.

Rzecz jednak w tym, że nie o handel tu chodzi, ale o coś nieskończenie ważniejszego, bo o życie, ktore przecież nie ma ceny, bo nie mieści się na żadnej skali ocen. Jest bezcenne. I nie chodzi tutaj tylko o samo istnienie, trwanie w czasie, ale o to, że daje nam ono możliwość pomnażania skarbow, z ktorych Chrystus buduje nową ziemię i, o dziwo, rownież nowe niebo. Znalazca skarbu w roli czy kupiec poszukujący pereł sprzedają przecież wszystko i za cenę wszystkiego, co mają, nabywają nowy skarb, nowa perłę, a więc coś, co już nie da się zamienić na coś wartościowszego, co nie ma ceny, co jest na zawsze.

W przypowieści o rybakach sortujących ryby i o ojcu rodziny, ktory umiejętnie łączy stare z nowym, zawarta jest przestroga przed możliwością popełnienia błędu. Wysilając się, trudząc dla dobra, kierując się dobrymi intencjami, chcąc służyć Bogu i ludziom, można bardzo łatwo zatoczyć krąg i tak naprawdę wysilać się, trudzić jedynie dla siebie, dla swojego dobra.

* * *

A zatem miłość zna tylko jedno rownanie: wszystko za wszystko, jak w małżeństwie i jak w celibacie. Nie chodzi o handel, ale o to, by sobą karmić innych i samemu posilać się innymi – jak we mszy.

W zeszłym tygodniu nie pojawił się na BP artykuł w cyklu, przepraszamy i publikujemy go poniżej.

czytaj dalej »

Zakazane słówko “miłość” 4 Autor: Małgorzata Felicka

Jul23

Pod koniec XIX wieku chrześcijaństwo dostało się pod ogień zmasowanej, ostrej krytyki, stało się przysłowiowym chłopcem do bicia i nadal, choć mamy już XXI wiek, stanowi wdzięczny temat ataków z różnych stron. Krytyka jest często bardzo bolesna, często uzasadniona (zwłaszcza jeśli postrzega się chrześcijaństwo przez pryzmat instytucjonalnego kościoła), lecz czasem warto się nad nią nieco głębiej zastanowić, żeby zauważyć jak bardzo bywa powierzchowna i niesprawiedliwa.

Rozpatrzmy dla przykładu pokrótce jedną z licznych cierpkich uwag Fryderyka Nietzschego wypowiedzianych pod adresem chrześcijaństwa. Tę, w której nie podoba się Nietzschemu, iż chrześcijaństwo posługuje się słowem „miłość”. czytaj dalej »

Postęp chwyta za gardło 6 Autor: Dariusz Kowalczyk SJ

Jul22

Wielkie rewolucje zaczynały się najczęściej od głoszenia wolności, równości i braterstwa, a kończyły się zamordyzmem. W imię ideologii Rewolucji Francuskiej w latach 1972-94 wykonano ok. 36 tys. wyroków śmierci, z czego duża część była raczej samosądami niż wyrokami podjętymi w jakiejś procedurze. Zdziczenie „szlachetnych” rewolucjonistów francuskich najbardziej ujawniło się w Wandei, gdzie dokonano rzezi ćwierci miliona prostych ludzi, którzy chcieli być wierni swej katolickiej wierze. To „bohaterowie” Rewolucji Francuskiej wynaleźli i zastosowali krematoria oraz utylizację ludzkiego tłuszczu i skóry. Ale Francja wciąż świętuje 14 lipca wspominając zdobycie Bastylii…

W sowieckich łagrach zginęło do 1956 roku około 60 milionów ludzi. Mao Zedong realizując założenia rewolucji kulturalnej wymordował też dziesiątki milionów. Ile dokładnie? Któż to dziś może zliczyć, ale niektórzy „koszta” rewolucji towarzysza Mao, którym niejeden z pokolenia 68 się zachwycał, oceniają na ok. 50 milionów. Pol Pot, który ideologii uczył się m.in. od komunistów i masonów francuskich, zamęczył – oczywiście w imię świetlanej przyszłości – ¼ ludności swojego kraju. Hitler to też rewolucjonista, tyle że narodowy (i socjalistyczny), to znaczy że zamierzał uszczęśliwić jedynie swoją rasę, a nie cały świat.

Dziś przez świat kroczy inna rewolucja. Jej hasła to: aborcja, eutanazja, tzw. prawa gejów, panseskualizm z wielkim przemysłem porno… Ta rewolucja też zaczynała od haseł wolności i tolerancji, a zmierza w kierunku zamordyzmu. Znamienny jest tutaj rozwój walki o tzw. prawa gejów. Aktywiści gejowscy przeszli długą drogę od pierwotnego domagania się, aby nie wtrącać się w ich prywatne życie i generalnie dać im spokój. Brazylijska izba deputowanych uchwaliła ostatnio ustawę karzącą dyskryminowanie homoseksualistów. Niby to dobrze, bo przecież nikogo nie należy dyskryminować, ale owa ustawa przewiduje, że karane będzie m.in. publiczne nazywanie praktyk homoseksualnych grzechem. Ponadto żadne seminarium katolickie nie będzie mogło zabronić wstępu kandydatowi, który deklaruje swój homoseksualizm. Ta rewolucja nie ma impetu gilotyny, ale powoli pełznie konsekwentnie w określonym kierunku. Robert Mazurek w dzisiejszym felietonie w „Dzienniku” daje dobrą ilustrację tego pełzania: „Kiedy byłem młody – zwierzał się mojej znajomej wiekowy angielski dżentelmen – homoseksualizm uchodził za grzech, a wszyscy palili papierosy. Dziś homoseksualiści demonstrują na ulicach, za to za zapalenie fajki można dostać grzywnę”. Tolerancja zaczyna chwytać nas za gardło…

Pocieszenie “administratora religii” 5 Autor: Dariusz Kowalczyk SJ

Jul16

Warto czasem nadstawić ucha, by usłyszeć, co mówią po drugiej stronie barykady. W tym celu nabyłem kwartalnik „Bez Dogmatu” (wiosna 2008). A w nim przeczytałem m.in. tekst Barbary Stanosz pt. „Mistrz fikcji filozoficznej”. Owym mistrzem fikcji dla prof. Stanosz jest prof. Leszek Kołakowski. Stanosz szuka wyjaśnienia dla „transformacji, po której rzecznik dyktatury proletariatu [...] jako realizatora «historycznej konieczności» staje się rzecznikiem wiary religijnej, wspierającym jej natchnionych przez Ducha Świętego zarządców…”. Jedną z diagnoz – zdaniem pani profesor nie całkiem chybioną – może być wyjaśnienie psychoanalityczne, zgodnie z którym w powyższej transformacji został zachowany „rdzeń postawy życiowej nacechowanej silnym lękiem przed pospólstwem uwolnionym od wędzideł”. A zatem przemiana Kołakowskiego jest pozorna. W istocie chodzi o minimalizowanie lęku: „W warunkach dyktatury – partii politycznej lub politycznie wpływowego kościoła – lęk ten jest mniej dokuczliwy, bo wędzidła wydają się dostatecznie mocno osadzone”.

Barbarę Stanosz irytuje to, że postawa Kołakowskiego służy „administratorom religii” oraz „ich publicystycznym kibicom”, gdyż „wzbogaca zasób ich środków o argument, iż nawet filozof-ateista, wie, że «rozum bez teologicznych założeń ma ogromne kłopoty»”. Panią profesor irytuje też prof. Kołakowski, kiedy stwierdza: „to, że nie ma [w traktacie lizbońskim] ani słowa o przemożnym udziale chrześcijaństwa w historii Europy, w kształtowaniu europejskiej kultury i europejskich instytucji, jest w moim przekonaniu absurdalne”. Stanosz widzi ostatnie 2000 lat zdecydowanie inaczej: „chrystianizacja była dla Europy dolegliwym «wypadkiem przy pracy», którego skutki odczuwamy do dziś”.

„Na jakiej podstawie [Kołakowski] twierdzi – denerwuje się pani profesor – że chrześcijaństwo i Kościół nigdy nie zginie, natomiast lewicy już teraz nie ma na świecie? Albo że «istnieje pewna ciągłość między Marksem a gułagiem», ale «wyprawy krzyżowe nie są naturalnym owocem wiary chrześcijańskiej»”. Po czym kłuje Stanosz Kołakowskiego ostrzem swej ironii: „Jeśli znalazł kryterium, zgodnie z którym rozsądnie jest wierzyć w cudotwórczą moc pewnego (znanego mu osobiście) papieża, ale już nie w złowrogą moc kobiet zwerbowanych do służby przez Szatana, ani w dyskretną uczynność krasnoludków itp., to czemu nie podzieli się z nami tym wiekopomnym odkryciem?”. Stanosz nie odważa się zanegować inteligencji i wiedzy prof. Kołakowskiego. Dlatego też podejrzewa, że „jego filozofowanie jest świadomą błazenadą”. Na koniec stwierdza: „Wypadałoby jednak, by dość licznej grupie osób, które traktują go jako swego guru, powiedział w końcu: «Przepraszam, żartowałem»”.

Tekst Barbary Stanosz jest dla mnie w gruncie rzeczy pocieszeniem. Pokazuje on bowiem, że myśl ateistyczna, antychrześcijańska i antykatolicka znajduje się dziś w dość opłakanym stanie. Żenująca miałkość dorównuje w niej chorobliwemu zacietrzewieniu. Zastanawiam się tylko, co każe prof. Stanosz pisać takie rzeczy: racjonalna refleksja czy osobiste zranienia? To samo pytanie nasuwało mi się podczas dyskusji, jaką prowadziłem swego czasu na łamach „Życia Duchowego” (kiedy red. naczelnym był St. Obirek) z prof. Janem Woleńskim. Jego książka „Granice niewiary”, w której jestem zaszczycony licznymi odniesieniami, stanowi pomieszanie niby naukowo-logicznych argumentów ze złością na Rydzyka i na to, że jakiemuś zwolennikowi aborcji odmówiono katolickiego pogrzebu. No cóż! mam wrażenie, że nie ma dziś już racjonalnych ateistów, którzy potrafią tyleż logicznie, co spokojnie argumentować przeciwko wierze Kościoła.

Daleki strajk 1 Autor: Małgorzata Felicka

Jul15

Ukoronowaniem naszej wyprawy do Peru miało być legendarne Machu Picchu. Było nas dwanaścioro plus nasza przewodniczka. Już się poznaliśmy. Jeździliśmy razem drogami i dróżkami Peru od niemal trzech tygodni. Część z nas tylko po to, żeby znaleźć się na Machu Picchu. I raptem plan zaczął się załamywać, bo zapowiadany w zeszłym tygodniu na jeden dzień strajk transportowców przedłużono w ostatniej chwili o dodatkowy dzień: 8 lipca, ten właśnie dzień, w którym mieliśmy dojechać do celu.

Na początku nie zdawaliśmy sobie sprawy z dramatu. Strajk to strajk, cóż to nas może obchodzić? Zawsze można znaleźć prywatny samochód, albo kogoś, kogo strajk nie będzie dotyczył. Tylko nasza przewodniczka, mieszkająca w Peru Polka, wydawała się zgnębiona. Zapowiedziała wieczorem, tuż po tym jak dotarliśmy do hostelu w Cusco, że jeśli wiadomości się potwierdzą, mamy w ciągu dziesięciu minut stawić się spakowani i gotowi do odjazdu przed hotelem. Inaczej – klapa. Byliśmy wykończeni po całym dniu jazdy i poprzedniej nocy spędzonej u Indian na wyspie na jeziorze Titicaca, gdzie nie można było się umyć i warunki były zdecydowanie prymitywne, a Indianie – żeby nas dobrze przyjąć – zorganizowali tańce wokół ogniska trwające do późna w nocy. Niestety sprawdził się czarny scenariusz, zdążyliśmy tylko wziąć prysznic w Cusco i zamiast ułożyć się spać, trzeba było znowu ruszać w drogę. A rankiem następnego dnia, zaopatrzeni w wodę, wyruszyliśmy z miejscowości Olantaytambo z jak najmniejszymi plecaczkami na dwudniową wyprawę.

czytaj dalej »

Żyjemy w państwie PiS 0 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Jul15

Rząd osiągnął sukces w negocjacjach ws. stoczni, ale zdaniem rzecznika prezydenta to wynik jedynie przychylności szefa Komisji Europejskiej. PiS odwraca uwagę także konferencją Zbigniewa Ziobry, w której ten opowiada o mercedesach z firankami, a Polska Agencja Prasowa (Pisowska Agencja Prasowa?) o ”stoczniowym cudzie” nie informuje od ponad godziny.

Znów ktoś odszedł… 8 Autor: Emil Górecki

Jul13

Bronisław Geremek - Agencja Gazeta
(fot. Agencja Gazeta)

W Warszawie pada…

Być może im jestem starszy, to zauważam że więcej zasłużonych osób odchodzi. Dziś znów. Śmierć niespodziewana, zwłaszcza w pięknym, mojżeszowym wieku.

Można się było z Profesorem Geremkiem nie zgadzać. Można było krytykować niektóre Jego posunięcia, zdarzenia w których brał udział. I wielu z tej możliwości korzystało. A On na zarzuty odpowiadał. Bo dyskusja to brzytwa Ockhama, która oczyści byty z wątpliwośći a zostawi to, co niewzruszalne. Jednak nie można przecenić wkładu Profesora w najnowszą historię Polski. Był On jednym z ojców tej Polski, nowoczesnej, otwartej, bez kompleksów. Nie widzę potrzeby pisania, kim był. Żadne słowa nie wyrażą tego, ile Jemu ten kraj zawdzięcza…

Polska bez Profesora Bronisława Geremka nie będzie silniejsza, ważniejsza i bardziej szanowana. Ta nowa, wolna, poniekąd osierocona Polska będzie musiała żyć dalej już bez Niego. Choć nie do końca. Wszystko, czego nas nauczył możemy dalej pożytkować dla dobra kraju i Europy. Pozostaje pamięć o Nim i Jego wskazówki. Umiejmy je czytać.

W Warszawie nadal pada…

Coś przyleciało 3 Autor: Małgorzata Felicka

Jul13

Lato to świetlista i duszna pora roku. Ułożyłam się do snu. Zapadała wreszcie krótka noc przecinana szelestem cykad. Kolory powoli traciły na intensywności. Za oknami cichło, narastało wrażenie spokojnego płynięcia przez pofalowane pola. Zasypiałam w maleńkim pokoiku na poddaszu samotnego poniemieckiego domu. Sterczał jak dumny okręt na szczycie niewielkiego wzniesienia i tylko od południowej strony widać było niedaleką linię brzegu lasu. Było spokojnie i bezpiecznie. Tutaj zawsze czułam się wolna i zatrzymana w gonitwie.

Rankiem zerwały mnie jakieś dziwnie bliskie odgłosy. Właściwie to się przestraszyłam. Skąd to stukanie? Wszyscy śpią na dole a na piętrze jestem tylko ja. Pewnie mi się wydawało – przekonywałam sama siebie. Ale wkrótce stuknięcie powtórzyło się. Ktoś tu jest – zdecydowałam. Jak się dostał? Przecież pokoik jest wysoko, a uchylony lufcik za mały, żeby ktokolwiek mógł się przecisnąć. Ze strachem otworzyłam oczy i uniosłam głowę. Ukazał mi się wielki ptak. Gołąb? Nie, to sowa! Cóż za niezwykły widok! Siedziała na oparciu krzesła – piękna, jasna, duża i puchata! Tkwiła tam nieruchomo i patrzyła na mnie z przypisywaną jej mądrością. Dopiero świtało. Było szaro. Nie widziałam kolorów, tylko jej miękkość. Sowa, widząc że się obudziłam, próbowała uciec i stuknęła kilkakrotnie głową o szybę. Zrozumiałam teraz, skąd dochodziły poprzednie stuknięcia: wleciała przez otwarty lufcik, a teraz była w pułapce. Przemknęło mi przez myśl, żeby zamknąć jej drogę ucieczki, bo inaczej nikt mi nie uwierzy, że tu rzeczywiście była. Gdybym ją zamknęła, mogłabym ją sfotografować albo zawołać resztę domowników i pochwalić się nią. Mogłabym też włączyć lampę i obejrzeć ją sobie dokładniej. Mogłaby zostać moja. Mogłam ją mieć. czytaj dalej »

XV niedziela zwykła: Wam dano poznać tajemnice królestwa niebieskiego 1 Autor: Wacław Oszajca SJ

Jul13

(Iz 55,10-11; Rz 8,18-23; Mt 13,1-23)

Dopuszczono nas do tajemnicy, czyli do czego? Wszystko, co wiemy o Bogu, dla nikogo nie jest żadną tajemnicą. Biblia, katechizmy, dokumenty soborowe i papieskie, Kodeks prawa kanonicznego, a nawet księgę egzorcyzmów można nabyć w każdej księgarni. Ten, kto chce poznać tajemnicę chrześcijan, nie tylko może, ale musi te książki kupić, a także przeczytać, przemyśleć i przemedytować, żyli przemodlić. Dopiero wtedy, gdy nasze pomysły na życie będziemy przymierzać, konfrontować z treścią tych dzieł, zaczniemy powoli, a czasami nagle, jakby w olśnieniu, docierać do tego, co rzeczywiście Bóg mówi o sobie i jednocześnie, krok po kroku, nie bez bólu, rezygnować z własnych wyobrażeń o Bogu. Jednym słowem, zaczniemy bardziej wierzyć Bogu niźli naszym o Nim wyobrażeniom.

W tym trudzie wsłuchiwania się w mowę Boga, docierającą do nas zarówno przez Biblię i Tradycję Kościoła, jak też przez wszystkie złe i dobre wydarzenia, w których uczestniczymy i które tworzymy, jak też przez wiadomości podawane przez media, jesteśmy narażeni na błąd. Nie znając Biblii, lub znając ją tylko powierzchownie, grzesząc ignorancją w sprawach dotyczących teraźniejszości, narażamy siebie na błędne odczytanie, niezrozumienie, mowy Boga. Słowem Bożym jest przecież nie tylko Kościół, ale i rzeczywistość, w której on żyje. A zatem, dla chrześcijanina ważna jest nie tylko Biblia, ale również media, bo i one są dla nas słowem Bożym. One przecież są głosem Chrystusa wołającego w imieniu tych, którzy z rożnych powodów cierpią w dzisiejszym świecie.

Tajemnica nie jest więc zagadką, łamigłówką czy też krzyżówką. Nie bierze się z tego, że Bóg coś tam przed nami ukrywa, czy też że sam celowo nam się nie objawia, nie daje się zobaczyć, dotknąć. Tajemnica rodzi się z wiedzy. Im wiedza obszerniejsza i głębsza, tym większa jest tajemnica. Im więcej wiedzy, tym więcej pytań, a każda odpowiedź to początek następnego pytania. Tak się dzieje przy poznawaniu świata i tak samo, a właściwie tym bardziej, przy zapoznawaniu się z Bogiem.

* * *

Jezusa ukrytego mam w Sakramencie czcić, mówi jedna z pieśni eucharystycznych. Czy rzeczywiście ukrytego? Czy rzeczywiście sakramenty, zwłaszcza Eucharystia, zasłaniają Chrystusa przed naszym wzrokiem i innymi zmysłami, a tym samym i przed naszym umysłem? Przecież ich zadaniem jest upewnienie nas o tym, że Jezus jest teraz, tutaj w sposób jak najbardziej prawdziwy, realny.

Czyta się 1 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Jul12

Wydawało mi się, że teza mówiąca, że nie ma w naszej polityce alternatywy dotyczyła relacji PO i PiS. Tymczasem Marek Beylin w dzisiejszej Świątecznej pyta, “czy jest jakieś podobieństwo między Jarosławem Kaczyńskim a Grzegorzem Napieralskim” i odpowiada, iż tylko “pozornie nie”. Jednak są oni do siebie, zdaniem redaktora Gazety, podobni. “Przede wszystkim – mówią tak, jakby wielka wyprawa cywilizacyjna Polaków w przyszłość już się skończyła.
Według Kaczyńskiego Polska stanie się lepsza, gdy wykluczeni zamienią się miejscami z beneficjentami systemu, a o tej zmianie będzie się opowiadać językiem dumy narodowej. Według Napieralskiego będzie dobrze, gdy portfele biedniejszych nieco pogrubieją, bogatszych trochę schudną, a ludzie pomyślą, że dokonał się skok do królestwa sprawiedliwości”.
Czyli alternatywy jak nie było, tak nie ma – a problem ma, jak się okazuje, zasięg szerszy niż środowisko dwóch partii prawicy.

W Polityce ciekawy reportaż Edyty Gietki “Na oczy czarne” o rumuńskich żebrakach z ulic Warszawy. “Dwa tygodnie temu bossowie podjechali autem na skrzyżowanie Nowoursynowskiej z Doliną Służewiecką i skatowali kijami od bejsbola dwóch Rumunów, bo weszli na rejon ich kobiet z dzieciątkami. Akcja trwała półtorej minuty, a na kilka dni żebractwo w rejonie zapadło się pod ziemię”.
Pisze Gietka: “Gdy rumuńskie dzieci robią się starsze, matowieją im te duże oczy, rośnie zarost i śmierdzą papierosami jak dorośli, przestają być dochodowe”. Jak zaradzić problemowi żebractwa? Mówi się o odstawianiu do granicy, o polityce imigracyjnej, o podpatrywaniu Włochów, którzy mają z tym największy problem, ale nic o zwalczaniu handlu żywym towarem. Gietka pisze wprawdzie, że mały Rumun kosztuje 25 tys. euro, dziewczynka 20 proc. taniej, opisuje, jak wygląda podkupywanie dzieci, ale co z tego wynika? Tego nie wiemy.

Wracając do polityki. W komentarzu Dziennika “Regulaminowa gilotyna” Piotr Zaremba puentuje, że “w ciągu prawie 20 lat polskiej demokracji wiele standardów dotyczących relacji władza – obywatel czy rząd – opozycja wcale się nie poprawiło, a czasem wręcz uległo wtórnemu pogorszeniu”, a “każdy następny parlament jest bardziej restrykcyjny wobec opozycji niż poprzedni”. Opinia ta wpisuje się w analizy aktualnych wydarzeń w Sejmie, ale można ją zobaczyć w szerszym ujęciu. Nie po raz pierwszy słychać podobne głosy. Albo taki: że Sejm kontraktowy był w istocie najsprawniejszy w naszym dwudziestoleciu. Może więc go zrehabilitujemy w naszej narodowej pamięci? Rok 2009 na karku – dobra okazja.

Blog Powszechny is powered by WordPress and FREEmium Theme.
developed by Dariusz Siedlecki and brought to you by FreebiesDock.com