XIV niedziela zwykła: Ja was pokrzepię 0
(Za 9,9-10; Rz 8,9.11-13; Mt 11,25-30)
Modląc się do Boga o taką czy inną pomoc, wygląda, że czasami oczekujemy cudu. Wydaje nam się, że Bóg dysponuje jakąś magiczną, modną dzisiaj, energią. Pozytywną energią. Czasami tak właśnie pojmujemy łaskę, zwłaszcza że słyszymy, jak to Bóg wylewa ją na nas strumieniami, że jest ona niewidzialna, ale w działaniu bardzo skuteczna. Wydaje się wtedy człowiekowi, że wystarczy o taką łaskę-energię umiejętnie Boga poprosić i już dalej nie musimy nic robić. Dzięki tej łasce stanie się tak, jak chcemy, by się stało. Znajdzie się dobry kandydat na męża, uda się szczęśliwie dojechać do celu, zda się egzaminy nawet wtedy, gdy się nie przykładało do nauki i znajdzie się dobrze opłacaną pracę bez konieczności doszkolenia się w nowym zawodzie.
Z łaską jest jednak tak jak z wakacjami, które akurat się rozpoczynają. Chcąc mieć udane wakacje, trzeba o nie zadbać. Znaleźć na nie czas, poszukać odpowiedniego miejsca, w ciągu roku zaoszczędzić na nie pieniądze i nie uważać tego wydatku za smutną konieczność. A najważniejsze, trzeba wakacje polubić. Polubić je z wielu powodów, a z jednego – wakacje to wielkie święto, bo jest to czas na cieszenie się sobą wraz z innymi, których kochamy. Jest to również czas, w którym Bóg może wreszcie do nas szybciej i skutecznej dotrzeć. Nasi bliscy, nasza rodzina przede wszystkim, to przez nich, przez ich miłość do nas, Chrystus nas pokrzepia.
* * *
A co z tymi, którzy nie lubią wakacji? Poza bardzo, bardzo nielicznymi wyjątkami – czyli geniuszami – owo nielubienie jest ostrym sygnałem ostrzegawczym, tym ostrzejszym, gdy do nielubianych wakacji dochodzą nielubiane weekendy, niedziele i święta. To nielubienie może świadczyć, nie tyle o naszym poświęceniu się pracy, ciężkiej pracy i koniecznej do zapewnienia bytu rodzinie, ale o pracoholizmie, a to jest już chorobą. W takim przypadku wyjazd na wakacje może dać nam szansę na powrót do zdrowia.




Komentarze przez RSS
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy dla tego wpisu