Postęp chwyta za gardło 6
Wielkie rewolucje zaczynały się najczęściej od głoszenia wolności, równości i braterstwa, a kończyły się zamordyzmem. W imię ideologii Rewolucji Francuskiej w latach 1972-94 wykonano ok. 36 tys. wyroków śmierci, z czego duża część była raczej samosądami niż wyrokami podjętymi w jakiejś procedurze. Zdziczenie „szlachetnych” rewolucjonistów francuskich najbardziej ujawniło się w Wandei, gdzie dokonano rzezi ćwierci miliona prostych ludzi, którzy chcieli być wierni swej katolickiej wierze. To „bohaterowie” Rewolucji Francuskiej wynaleźli i zastosowali krematoria oraz utylizację ludzkiego tłuszczu i skóry. Ale Francja wciąż świętuje 14 lipca wspominając zdobycie Bastylii…
W sowieckich łagrach zginęło do 1956 roku około 60 milionów ludzi. Mao Zedong realizując założenia rewolucji kulturalnej wymordował też dziesiątki milionów. Ile dokładnie? Któż to dziś może zliczyć, ale niektórzy „koszta” rewolucji towarzysza Mao, którym niejeden z pokolenia 68 się zachwycał, oceniają na ok. 50 milionów. Pol Pot, który ideologii uczył się m.in. od komunistów i masonów francuskich, zamęczył – oczywiście w imię świetlanej przyszłości – ¼ ludności swojego kraju. Hitler to też rewolucjonista, tyle że narodowy (i socjalistyczny), to znaczy że zamierzał uszczęśliwić jedynie swoją rasę, a nie cały świat.
Dziś przez świat kroczy inna rewolucja. Jej hasła to: aborcja, eutanazja, tzw. prawa gejów, panseskualizm z wielkim przemysłem porno… Ta rewolucja też zaczynała od haseł wolności i tolerancji, a zmierza w kierunku zamordyzmu. Znamienny jest tutaj rozwój walki o tzw. prawa gejów. Aktywiści gejowscy przeszli długą drogę od pierwotnego domagania się, aby nie wtrącać się w ich prywatne życie i generalnie dać im spokój. Brazylijska izba deputowanych uchwaliła ostatnio ustawę karzącą dyskryminowanie homoseksualistów. Niby to dobrze, bo przecież nikogo nie należy dyskryminować, ale owa ustawa przewiduje, że karane będzie m.in. publiczne nazywanie praktyk homoseksualnych grzechem. Ponadto żadne seminarium katolickie nie będzie mogło zabronić wstępu kandydatowi, który deklaruje swój homoseksualizm. Ta rewolucja nie ma impetu gilotyny, ale powoli pełznie konsekwentnie w określonym kierunku. Robert Mazurek w dzisiejszym felietonie w „Dzienniku” daje dobrą ilustrację tego pełzania: „Kiedy byłem młody – zwierzał się mojej znajomej wiekowy angielski dżentelmen – homoseksualizm uchodził za grzech, a wszyscy palili papierosy. Dziś homoseksualiści demonstrują na ulicach, za to za zapalenie fajki można dostać grzywnę”. Tolerancja zaczyna chwytać nas za gardło…





A co bardziej szkodzi – dym tytoniowy na ulicach, czy geje na ulicach?
A zniesienie niewolnictwa, a równouprawnienie kobiet? To też były rewolucje, które w czasie, kiedy się działy wzbudzały mnóstwo negatywnych emocji, a dziś nikt nie kwestionuje tego, że stanowiły postęp.
Polskę i Polaków oksarża się o rózne anty -izmy i -fobie, ale na ten przykład ani niewolnictwo, ani równouprawnienie kobiet nie były polskim problemem. Nie da sie tego wytłumaczyć wyłącznie brakiem dostępu do morza ani powstaniem styczniowym.
Za homoseksualizm w Polsce nie wsadzano do więzienia, ale był i nadal jest uważany za coś nienormalnego. Nikogo się nie karze za to że jest taki czy inny, ale respektuje się przekonania moralne większości.
Przwiduję, że własnie ów rodzimy typ tolerancji będzie przyczyną, że ekspansja ludności z biższego i dalszego Wschodu bo taki będzie kres “pełzającej rewolucji” -okaże się dla nas nieco łagodniejsza. Również dlatego że nasz system etyczny w kwestii etyki seksualnej, potepienie aborcji i eutanazji jest bliski temu wschodzniemu.
Sądzę, że przyszłości Europy i świata dużo bardziej szkodzi ideologia gejowska (odróżnić od mających różne poglądy osób homoseksualnych) niż dym papierosowy na ulicach. W ekumenicznym tłumaczeniu Listu św. Pawła do Rzymian czytamy: “Zamienili prawdę Bożą w kłamstwo, oddawali cześć i służyli stworzeniu zamiast Stwórcy, który jest błogosławiony na wieki. Amen. Z tego powodu Bóg poddał ich władzy bezwstydnych namiętności. Ich kobiety bowiem zamieniły współżycie zgodne z naturą na przeciwne naturze. Podobnie mężczyźni porzucili zgodne z naturą współżycie z kobietą i zapałali żądzą jedni ku drugim. Mężczyźni z mężczyznami dopuszczają się haniebnych czynów i dlatego sami na sobie ponoszą karę należną za zboczenie” (Rz 1,25-27). Co prawda, tzw. homoseksualna teologia uważa, że w tym tekście nie chodzi o homoseksualizm w ogóle, lecz o homoseksualizm rozpasany, ale tego rodzaju koncepcja jest delikatnie mówiąc naciągana. Osobiście zgadzam się z teologiczno-antropologicznym nauczaniem św. Pawła. Tym bardziej obawiam się, że postęp “równości” zmierza w takim kierunku, iż w przyszłości będzie można wydawać jedynie Biblie ocenzurowane – bez tego i kilku innych fragmentów.
Nie czuję wprawdzie, by tolerancja chwytała mnie za gardło, ale zwróciło moją uwagę ostatnie zdanie ostatniego komentarza Ojca mówiący o kierunku postępu. Bardzo ciekawy i złożony problem. Z jednej strony mamy na świecie do czynienia z zawężaniem pola dyskusji i związaną z tym poprawnością; ale z drugiej – mam wrażenie, że następuje duża radykalizacja poglądów, czyli coś zupełnie przeciwnego. I jedno, i drugie wydaje się niebezpieczne.
W którym to liście jest napisanie że żadnie proroctwo Pisma nie jest dla prywatnego wyjasnienia (2P chyba). To tak a propos “teologii homoseksulanej”. Szczerze mówiąc nie lubię też sformułowania “teologii feministycznej”. Bóg objawił się tak samo mężczyznom jak i kobietom, i wszystkim dał te same przykazania. Nicolae Steinhardt (nb. ciekawa postać: Żyd który w rumuńskim więzieniu komunistycznym nawrócił się na chrześcijaństwo i został mnichem prawosławnym)napisał kiedyś w swoim “Dzienniku szczęścia”, że nie ma osobnego kościoła dla homoseksualistów, podobie jak dla chorych na woreczek żółciowy, itd.