Zakazane słówko “miłość” 4
Pod koniec XIX wieku chrześcijaństwo dostało się pod ogień zmasowanej, ostrej krytyki, stało się przysłowiowym chłopcem do bicia i nadal, choć mamy już XXI wiek, stanowi wdzięczny temat ataków z różnych stron. Krytyka jest często bardzo bolesna, często uzasadniona (zwłaszcza jeśli postrzega się chrześcijaństwo przez pryzmat instytucjonalnego kościoła), lecz czasem warto się nad nią nieco głębiej zastanowić, żeby zauważyć jak bardzo bywa powierzchowna i niesprawiedliwa.
Rozpatrzmy dla przykładu pokrótce jedną z licznych cierpkich uwag Fryderyka Nietzschego wypowiedzianych pod adresem chrześcijaństwa. Tę, w której nie podoba się Nietzschemu, iż chrześcijaństwo posługuje się słowem „miłość”.
Nietzsche powiada: „Najsubtelniejszym mistrzostwem, które wyróżnia chrześcijaństwo spośród innych religii, jest jedno słówko: chrześcijaństwo mówi o miłości. Dzięki temu staje się religią liryczną (…) W słowie „miłość” zawiera się coś tak wieloznacznego, pobudzającego, przemawiającego do wspomnień, do nadziei, że najniższa inteligencja i najzimniejsze serce odczuwa jeszcze coś w blasku tego słowa.” ( w „Wędrowiec i jego cień” tłum. K. Drzewiecki w wydaniu z 2003 r, Kraków s.38).
Zaiste perfidią jest czynienie takiego zarzutu. Bowiem Nietzsche nie mówi, że chrześcijaństwo nie wskazuje na miłość, ani że nie prowadzi do miłości, ma tylko za złe, że chrześcijaństwo używa słowa „miłość”. Można się zgodzić, że trzeba by postawić chrześcijaństwu uzasadniony zarzut, gdyby ograniczało się do używania słowa „miłość” i na tym zbijało swój kapitał. Natomiast jeśli chrześcijaństwo zajmuje się sprawą ważną a nawet podstawową – potrzebą miłości – i o tym mówi, to trudno jest się dopatrywać w tym czegoś nagannego. W przytoczonej uwadze Nietzsche nie doprowadza swojej myśli do końca, lecz konstruuje wypowiedź tak, żeby czytelnik domyślał się, że chodzi właśnie o to, że w chrześcijaństwie są tylko słowa.
Ale to jeszcze nie koniec krytyki: w dalszym ciągu tej samej uwagi Nietzsche z lekceważeniem wyraża się o tych, do których chrześcijaństwo przemawia: zauważa, że posługując się słowem „miłość” chrześcijaństwo daje w sobie znaleźć skarb „tym niezliczonym, którzy byli pozbawieni miłości rodziców lub dzieci, lub tych, których ukochali, lecz przede wszystkim ludziom z płciowością zsublimowaną.” Sytuacja przedstawia się podobnie jak w pierwszej części wypowiedzi: co prawda nie pojawia się tu słówko „tylko”, ale taka budowa zdania sugeruje, że chrześcijaństwo do innych ludzi nie trafia, tylko do tych wymienionych przez Nietzschego.
Mamy więc taki oto obraz narzucony przez Nietzschego: chrześcijaństwo posługując się słowem „miłość” gra na uczuciach ludzi skrzywdzonych i emocjonalnie zranionych, wykorzystując niejako te ich braki psychiczne, do tego, żeby stworzyć z nich armię wiernych wyznawców nic im właściwie nie oferując.
Można wykazać, że obraz ten jest fałszywy. W tym celu powinno się, po pierwsze, wykazać, że chrześcijaństwo nie tylko używa słowa „miłość” ale, co ważniejsze, prowadzi do miłości, a po drugie powinno się wykazać, że również silni tęsknią do miłości, również ci kochani w dzieciństwie i ci z udanym życiem płciowym poszukują miłości. To zaś nie powinno nastręczać trudności, gdyż istnieje na to niezliczona liczba świadectw z różnych miejsc i epok.
Okaże się wówczas, że to nie chrześcijaństwo, lecz krytyka Nietzschego jest pustosłowiem. Bo tak jak kogoś, kto kocha nie nazwiemy łotrem dlatego tylko, że jego obiekt miłości ma silną potrzebę, aby być kochanym, tak nie można postponować chrześcijaństwa za to, że głosi Boga, którego człowiek pragnie i którego spotyka jako Miłość.
Słusznie nazwalibyśmy łotrem kogoś, jeśli udawałby że kocha, a tak naprawdę nie kochałby, lecz tylko zwodził i oszukiwał. Analogicznie, żeby winić chrześcijaństwo, za mówienie o miłości trzeba by wykazać jego obłudę. Zaś takich rozważań Nietzsche w tym miejscu nie przeprowadza, ograniczając się do sugestywnego naprowadzania czytelnika na wyciąganie nieuprawnionych wniosków.





Dotknęła Pani najważniejszego problemu. Zaraz pewnie zacznie się dyskusja: a co to jest miłość… Niestety wg mnie Nietzche miał dużo racji, słowo miłość bardzo często jest (i było) tylko na sztandarze. Niewiele wiem o tym filozofie, ale jedna rzecz z jego biografii mnie ujęła: podobno popadł w chorobę psychiczną zaraz po zdarzeniu, gdy rzucił się z gołymi rękami na woźnicę, który strasznie bił konia…
Nietzsche był i pozostaje jednym z najważniejszych filozofów, jakich czytałem. Z dużą ulgą odkryłem później, że fascynowali się nim i inspirowali również wielcy myśliciele chrześcijańscy, jak Bierdiajew czy Paul Ricoeur, który poświęcił ważny artykuł (pt. “Religia, ateizm, wiara”, w książce “Egzystencja i hermeneutyka”) pożytkom, jakie ma chrześcijanin z czytania Nietzschego (a także pozostałych mistrzów podejrzeń). Nietzschego krytyka chrześcijaństwa jest oczywiście głębsza, niż to może wynikać z przytoczonych przez Panią cytatów – i niestety PEWNĄ ODMIANĘ naszej religijności negliżuje bardzo celnie. Aha, i jeszcze jedno: rzeczywiście pod koniec świadomego życia (potem jeszcze przez 11 lat wydawał się pozbawiony świadomości)Nietzsche wystąpił w Turynie przeciwko katowaniu szkapy przez wozaka. Zdaje mi się, że w ogóle pisał ostro, ale żył łagodnie. Pozdrowienia.
Może jeszcze mój ulubiony cytat z głównego dzieła Nietzschego:
“Gdzież jest największe niebezpieczeństwo dla wszelkiej ludzkiej przyszłości? Nie znajduje się ono pośród dobrych i sprawiedliwych? – jako tych, co mawiają i w sercach swych czują ‘wiemy, co zacz dobrym jest i co sprawiedliwym, mamy to wszak już; biada tym, którzy tu jeszcze szukają!’ (…) O, bracia moi, dobrym i sprawiedliwym ten oto w serce zajrzał, kto ongi rzekł: ‘faryzeusze to są’. Nie rozumiano go jednak. (…) Dobrzy muszą krzyżować tych, co własną sobie wynajdują cnotę! Oto co jest prawdą!” (Tako rzecze Zaratustra, przeł. Wacław Berent, Warszawa 1912, s.299)
Nietzsche szlachetny buntownik owszem, owszem, popieram. Dobre zwłaszcza dla juniorów.Ale tytuł tego postu przywiódł mi na myśl inny tytuł – filmu “Kiedy miłość była zbrodnią” Pamiętacie go? Historia owoców szlachetnej filozofii Nietzschego…