Solidarność 7

Zamiast cieszyć się z obrotu rzeczy, z naszej historii pełnej sukcesów, przygotowujemy się na wielką premierę książki, która opowie o naszej klęsce
Przy okazji kolejnej rocznicy Sierpnia czytam „Polską rewolucję. Solidarność 1980-1981” Timoty’ego Gartona Asha. Brytyjski historyk pisze nie kryjąc zachwytu naszym wybuchem.: „W 1979 roku istniał już zarodek cichego porozumienia robotników, inteligencji i Kościoła, bez precedensu w polskiej historii, unikalnego w bloku radzieckim, nieznanego na Zachodzie, zarodek, który miał zrosnąć się w >Solidarność<.
(…) niekomunistyczna lewica polska porzuciła przestarzały stereotyp bigoteryjnego, nacjonalistycznego, >reakcyjnego<, antysemickiego Kościoła (który to stereotyp dalej przecież straszył w wyobraźni zachodniej). Katoliccy i niekatoliccy intelektualiści znajdowali coraz rozleglejszy wspólny grunt dla obrony wspólnych wartości, zdrowego rozsądku i podstawowych praw w ostatnich latach Gierka. Natomiast Kościół Wyszyńskiego i Wojtyły osłaniał i chronił coraz otwarciej wypowiadającą się opozycję”.
Nie rozumiem, jak to się stało, że nie mamy dziś święta i że duża część opinii publicznej wypiera się największych sukcesów kraju, porozumień od Sierpnia do Okrągłego Stołu, od 1980 do 1989 r. Przecież „Okrągły Stół od początku do końca to były twarde, trudne negocjacje dla dobra Polski. Wielokrotnie dramatyczne, nawet z rzucaniem papierami, trzaskaniem krzesłami. Nie było żadnych spisków, porozumień pod stołem”, mówi ledwo słyszalnym głosem bp Alojzy Orszulik.
A co mówią Kaczyńscy? I gdzie wtedy byli – przecież po słusznej stronie. Jan Skórzyński przypomina ciekawą historię z 25 sierpnia 1988 r., kiedy grono doradców Lecha Wałęsy z udziałem braci Kaczyńskich, Tadeusza Mazowieckiego i Adama Michnika przeprowadziło naradę, kryjąc się przed podsłuchem, w dalekim kącie Stoczni. Tam na zaimprowizowanych ławach Stelmachowski wraz z Jarosławem Kaczyńskim sporządzili brulion oczekiwanego przez sekretarza Czyrka oświadczenia Lecha Wałęsy w sprawie możliwości rozpoczęcia negocjacji opozycji z władzą.
Droga do wolności byłaby niemożliwa bez woli każdej ze stron, bez porozumienia inteligencji z robotnikami i bez Kościoła. A my zamiast cieszyć się z obrotu rzeczy, z naszej historii pełnej sukcesów, przygotowujemy się na wielką premierę książki innego brytyjskiego historyka, który w wyczerpujący sposób opowie o naszej klęsce w kontekście Europy walczącej w latach 1939-45.


