Artykuł

Ochrzczony i chrześcijanin 4

Aug1

Zastanawiający jest impet, z jakim – zwłaszcza młodzi ludzie – atakują chrześcijaństwo, a w szczególności Kościół. Nie są to przypadki odosobnione, z pewnością wszyscy mogą przytoczyć ich wiele z własnego środowiska, nie mówiąc już o prasie i innych mediach. A ponieważ pochodzą one również od ludzi wrażliwych i inteligentnych nie będzie dobrym wyjściem reagowanie na nie urazą albo odchodzenie w swoją stronę bez podejmowania dyskusji. Ten impet wywołany jest bowiem, po części przynajmniej, frustracją wynikającą z braku prawdziwego dialogu. Jeśli strona chrześcijańska ma do powiedzenia tylko: „Jesteś w błędzie, modlę się, żeby Cię Bóg oświecił”, to dla niewierzącego albo wątpiącego stanowi to prowokację do wymyślania inwektyw pod adresem tępego – bo tak go postrzega – niedoszłego rozmówcy. Niedoszłego, bo rozmowa zostaje ucięta zanim się w ogóle rozpoczęła.

A czy z czystym sumieniem można twierdzić, że jest winą współczesnego człowieka żyjącego w kraju o tradycjach chrześcijańskich to, że ucieka od Kościoła i bliżej mu do New age’u, buddyzmu, jogi, tai-chi, reiki, numerologii czy astrologii? Czy nie należałoby zastanowić się, czego tam poszukuje? I jakiego Kościoła potrzeba współczesnemu człowiekowi? Czego w nim brak teraz? Oczywiście na te pytania niełatwo odpowiedzieć i trudzą się nad nimi tęgie głowy. Można myśleć tylko o zasygnalizowaniu jakiegoś fragmentu tej złożonej sytuacji. Więc przede wszystkim należy zauważyć, iż pod płaszczykiem szyderstwa i lekceważenia brzmi w tych głosach ataku na chrześcijaństwo wielka gorycz i rozczarowanie. Warto chyba się w te głosy wsłuchać, żeby usłyszeć, czego protest dotyczy. Szukając odpowiedzi zwykle wysuwa się na pierwszy plan kontrowersyjne, bo trudne i w znakomitej większości nieakceptowane nawet przez katolików nauczanie Kościoła dotyczące spraw związanych z płciowością (antykoncepcja, przerywanie ciąży, zapłodnienie in vitro, dziewictwo, współżycie przed ślubem, masturbacja, celibat, pedofilia księży, związki niesakramentalne, homoseksualizm- każdy z tych tematów to istna puszka Pandory). Lecz, czy gdyby pominąć te kwestie, czy gdyby tych tematów w ogóle nie poruszać, to Kościół byłby miejscem spełniającym swe zadanie? Czy mógłby być miejscem, do którego przychodziłby ktoś, kto teraz ćwiczy jogę lub siedzi w zazen pod kierunkiem buddyjskiego mistrza? Albo przynajmniej czy byłby miejscem, o którym taki ktoś mówi zaciekawieniem, szacunkiem i sympatią nawet, jeśli wybrał inną drogę? Tak jak mówi o indiańskich szamanach, czy wierzeniach Eskimosów? Z obowiązującą tolerancją, której raptem zaczyna brakować, gdy mowa o niedzielnej mszy lub katolickich świętych?

Otóż nie! Chrześcijaństwo w instytucjonalnym wydaniu w jego mniemaniu nie zasługuje na szacunek, gdyż wyróżnia się tym, że jest nieprawdziwe. I niestety przyznać należy chyba rację tym, którzy zwracają uwagę na powierzchowność a często pozorność i fasadowość wiary chrześcijan. Jeśli dla przeciętnego katolika modlitwa jest tylko tym, co słyszy raz w tygodniu w kościele myśląc w tym czasie o czym innym, a czego ani nie praktykuje ani w czym tak naprawdę nie dostrzega sensu, to i cała wiara sprowadza się do społecznego rytuału. Wydaje się, że dramat polega na tym, że współczesny przeciętny chrześcijanin nie znajduje w Kościele duchowości a tylko obyczaj, na co zwracał uwagę już ponad 150 lat temu Soren Kierkegaard a po nim Fryderyk Nietzsche i wielu innych. Jednak życie duchowe niezmiennie jest głęboką potrzebą, którą współczesny człowiek nosi w sobie i która zbyt często pozostaje niezaspokojona. Dlatego tak irytujące są tematy zastępcze – choćby te obyczajowo-płciowe – obecne w dyskusjach chrześcijan. Prawdziwie istotnym tematem powinno zaś być to, że w Kościele o wiele za rzadko następuje dotknięcie duszy człowieka. To, co się odbywa zamiast życia duchowego, to dla wielu po prostu niezrozumiałe przedstawienie, moralizowanie i podawanie norm do stosowania a nawet, co gorsza, uzurpowanie sobie duchowego przewodnictwa, bez żadnego – poza formalnym – do tego tytułu.

Dlatego właśnie po strawę duchową zwracają się ludzie do różnego typu zwiastunów nowinek. Z desperacją tonącego, który nie sprawdza jakości deski, której się chwyta. Według specyficznego klucza: im mniej racjonalnie tym lepiej. Z tego wszystkiego wynika zatem, że rację miał Andree Malraux, gdy mówił, że „wiek XXI będzie wiekiem mistyki albo nie będzie go wcale”. Jego przepowiednia chyba zaczyna się sprawdzać. Parafrazując, jeśli chrześcijaństwo ma przetrwać, musi stać się religią mistyczną a nie religią władzy, tradycji czy obyczaju – w przeciwnym razie nie będzie go wcale. Lub będzie w coraz większym stopniu przedmiotem drwin. Wydaje się, że Kościół to zauważa, organizując różnego rodzaju rekolekcje, chrześcijańskie medytacje, dni skupienia, prowadząc ignacjańskie ćwiczenia duchowe, szkoły duchowości. Jednak jakaś forma pracy duchowej, choćby pogłębionej modlitwy, której wzory znaleźć można w tradycji chrześcijańskiej w obfitości, powinna być chyba nie tylko proponowana ale i wymagana. Tak jak było na samym początku. Może ktoś, kto jej nie praktykuje nie powinien nazywać się chrześcijaninem a tylko obserwatorem chrześcijaństwa, widzem, lub co najwyżej „ochrzczonym”.

Komentarze przez RSS

4 komentarzy(e) dla tego wpisu

  1. marzatela says:

    Bardzo ważny temat poruszasz. Przecież chrześcijanin nie żyje w próżni. Życie codzienne przynosi wiele wyzwań i dylematów, na które wcale nie ma łatwych odpowiedzi. Jak pogodzić Dekalog z realiami XXI wieku, nie wpadajac w schizofrenię “bycia chrześcijaninem” i “normalnym życiem”? I nie poddać się rutynie coniedzielnego chodzenia do kościoła, ale bez jakichkolwiek efektów wpływających na to co robimy w deszczowy wtorek czy upalny czwartek?

  2. maria.chodyko says:

    Rozgoryczonam wielce dekadencyjnym banałem tekstu. Czekam na lepsze.

  3. Rafał says:

    Szczerze mówiąc raczej się nie zgadzam z Twoją tezą. A dokładniej rzecz ujmując to mogę powiedzieć, że nie uważam, że konieczny jest mistycyzm w kościele, bo akurat z diagnozą stanu kościoła się zgadzam :).

    Trochę wrzuciłaś za dużo do jednego worka. Czym innym jest joga, czym innym tai-chi, jeszcze czym innym reiki, a już zupełnie nie pasuje do tego towarzystwa astrologia.

    Zbyt chyba mimo wszystko uproszczone przejście od tego worka do potrzeby mistycyzmu.

  4. marmaz says:

    Mistycyzm jest w Kościele. Wielu chrześcijan prowadzi bardzo głębokie życie duchowe.
    „Chrześcijaństwo w instytucjonalnym wydaniu” jest potrzebne. Chyba że ktoś uważa że z nie może się mylić. Specjalizacja jest dobrą metodą dochodzenia do prawdy która nie jest względna. To że w śród duchowieństwa zdarzają się patologie nie oznacza że trzeba zlikwidować Kościół.
    marzatela zgadzam się z tobą że wiara nie może istnieć w człowieku w oderwaniu od rzeczywistości
    Rafał August nie zgadzam się z tobą że „Czym innym jest joga, czym innym tai-chi, jeszcze czym innym reiki, a już zupełnie nie pasuje do tego towarzystwa astrologia.”
    Wszystko to są idee sprzeczne z chrześcijaństwem więc szkodliwe dla sfery duchowej człowieka.
    Z wyrazami szacunku Marek

Proszę, zostaw swój komentarz

* Pola wymagane

Blog Powszechny is powered by WordPress and FREEmium Theme.
developed by Dariusz Siedlecki and brought to you by FreebiesDock.com