Obrona wierności 7
Jedną z wartości, które niemal przestały być wartością a stały się jej antytezą jest wierność. Niedawno w trakcie dzielenia się poglądami na temat cech, które powinien mieć człowiek, z którym chcemy stworzyć dobry związek ktoś wspomniał na forum grupy, że właśnie przede wszystkim wierności oczekuje od swego partnera i wierność jest tym, co on sam ma do dania. Spotkały go spojrzenia z pewnością zdziwione i niemal współczujące. Dla większości uczestników spotkania wierność nie liczyła się wśród pożądanych cech partnera tak jak poziom inteligencji, wrażliwość, czułość, atrakcyjność fizyczna. No bo czym jest wierność w świecie, w którym ceni się zdolność do szybkiego przystosowania się do zmian? W którym stałość oznacza zatwardziałość, niemożność rozwoju, chęć utrwalania tego, czego nie da się zatrzymać?
W książce Zygmunta Baumana pt. „Płynna nowoczesność” autor pisze, że otaczająca człowieka rzeczywistość staje się tak szybko zmienna, że nie przybiera trwale określonego kształtu. Zachowuje się pod tym względem jak ciecz przyjmująca kształt naczynia, w które jest wlewana. Wobec tego nie można już mówić o rządzących nią normach, zasadach i regułach, które z definicji niejako wymagają niezmienności w czasie, czyli właśnie trwałości. Wszystko staje się chwilowe, tymczasowe, do odwołania. Pożądaną cechą poszczególnych elementów rzeczywistości staje się to, że za chwilę można o nich zapomnieć, odrzucić je i wymienić na coś innego, pozbyć się, w razie, gdy przyjdzie taka ochota.
Stąd człowiek nabywa nowego stosunku do czasu. Zygmunt Bauman określa go jako momentalność. Momentalność polega na odebraniu czasowi trwania. Czas, który człowiek bierze pod uwagę w swoich kalkulacjach i strategiach skurczył się do jednego, teraz właśnie przeżywanego momentu Szybkość i wielokierunkowość zachodzących zmian w coraz większym stopniu wyklucza kontynuację a więc również wyklucza jakiekolwiek spotkanie się jutro. Jutro bowiem ani ja nie będę już taka jak dziś ani ty. Nie warto poznawać się nawzajem, bo nasza wiedza o sobie już za chwilę okaże się zupełnie nieprzydatna i nie rozpoznamy się. Przyszłość jest tak niepewna, ze rozsądne jest życie tylko tą jedną, teraz przeżywaną chwilą. Tym bardziej, że w każdej chwili otwiera się przed nami nieskończona liczba możliwości, więc jeżeli nieskończoność może się zawrzeć w jednym momencie, to długotrwałość jest bez znaczenia, gdyż nie może przynieść nic więcej. Momentalność oznacza wszechogarniającą, zawrotną zmienność. Zmieniają się miejsca zamieszkania, podejmowane działania, wykonywane zawody, zainteresowania, związki z ludźmi i zobowiązania.
Twierdzi się, że poczucie zagubienia, które temu towarzyszy nie świadczy jeszcze o tym, że z człowiekiem dzieje się coś złego, lecz że to jest koszt wolności i przyjęcia odpowiedzialności za własne życie i własne wybory. Skoro zaś wzrostu tempa zmian nie da się powstrzymać, człowiek powinien dążyć do tego, żeby być coraz bardziej elastycznym. To zaś udaje się, gdy żyje się bez przywiązań, pełnią szybko następujących po sobie wrażeń, bez wyraźnych poglądów, bez autorytetów. Zamiast przywódców ma się doradców, za którymi nie podąża się, można ich za to w każdej chwili zwolnić. W takiej sytuacji trwałość oznaczałaby sztywność, brak płynności a więc przeszkodę w swobodzie z korzystania z wyłaniających się w każdej chwili nowych perspektyw. Dążenie do trwałości jest w ramach takiego stanowiska postrzegane jako próba ściągnięcia człowieka na powrót do stanu skrępowania, z którego właśnie się wyzwolił. Jest uważane za przejaw powodowanej lękiem nostalgii za minioną epoką, kiedy to, że miało się jedną ojczyznę, jedną żonę, jeden dom i jeden zawód wynikało z konieczności a nie z wyboru.
W takiej atmosferze wierność może być tylko przeszkodą w dokonywaniu postępu w życiu, może oznaczać lęk przed przyznaniem, że wyrosło się już z jakiegoś etapu życia. Jeśli już musimy używać tego słowa, to uprawnione jest tylko takie jego znaczenie jak wierność sobie. Ja jednak przyznaję rację temu panu, który stawiał na wierność w związku. Myślę że jest to trudne, ale że warto jest – nawet wbrew swojemu interesowi, nawet wiedząc, że ktoś jest dla mnie już teraz kulą u nogi – być mu wiernym. Być wiernym, gdy zachoruje, gdy przestanie być atrakcyjny, gdy nie zrobił takich postępów w swoim rozwoju jak ja i został gdzieś w tyle i muszę go ciągnąć za sobą. I zależy mi na przeświadczeniu, że gdy ja zostanę z tyłu, ten z kim się związałam nie powie mi cześć, tylko weźmie mnie pod ramię, mimo, że będę mu ciążyć.
Nawet w tej płynnej rzeczywistości potrzeba stałych punktów odniesienia. A takie wzajemne zobowiązanie do wierności jest stałym gruntem, na którym można oprzeć swoje stopy. Dzięki temu można uniknąć zaplątywania się w tyleż gorączkowych co bezowocnych poszukiwaniach najkorzystniejszej dla siebie ścieżki, tylko podążać tą jedną, którą uzna się za swoją. Aż w końcu w jakiś przedziwny sposób wierność, owo ograniczenie, które wydaje się nielogiczne i zawężające, okazuje się właśnie tą ścieżką, na której można odkrywać duże sprawy, o których nie miało się pojęcia.




Pani Małgosiu, owszem w doczesnej rzeczywistości, my ludzie potrzebujemy “stałych punktów odniesienia”, aby “odkrywać duże sprawy” i urzeczywistniać nasze człowieczeństwo.
Wzajemne zobowiązanie np: współmałżonków do wierności, może być “stałym gruntem”, a nawet solidnym fundamentem.
Ale tylko wtedy, gdy oboje korzystają z pomocy Tego, który potrafi ich uratować, gdy tracą wiarę tzn. grunt pod nogami i toną !
@Małgorzata
W moim życiu coraz większą karierę robi stwierdzenie “zależy do czego”. Moim zdaniem nie ma stałych punktów odniesienia w sensie w jakim Ty je rozumiesz.
Wierność może być pozytywna i może być negatywna. Czym jest wierność żony alkoholika, bitej przez niego. Kiedy ojciec dręczy jej dzieci, niszcząc je fizycznie i psychicznie. Warto być wtedy wiernym? Nie sądzę.
A jeśli ktoś zostaje z tyłu? To piękne jeśli weźmiesz go pod ramię i będziesz ciągnąć ze sobą. Ale tylko wtedy jeśli i on tego chce. Jeśli on wybrał inną drogę, to po prostu jesteś egoistką ciągnąc go na siłę ze sobą. Uznajesz, że Twój wybór drogi jest jedynym słusznym. Nie pozwalasz mu pójść swoją drogą.
A jeśli ktoś stawia na wierność, i wykorzystuje wierną osobę, bo dla niej wierność też jest wartością fundamentalną?
A zatem wierność absolutną wartością?
@Rafał
To nie tylko w Pana życiu “robi karierę ” – relatywizm!
U wielu osób, także znajduje uznanie głupota, lenistwo, wygodnictwo, cwaniactwo i “róbta co chceta” – no nie ?…..
Wiernym i uczciwym napewno nie jest łatwo być, kiedy jeszcze nie wiemy, czym jest naprawdę dobro, dobrobyt, przyjaźń i miłość?……..
@Zibik
Świat się zmienia, a Zibik nie :). Tylko po co te obelgi? :)
@ Rafał
Samych siebie nie możemy się pozbyć bez względu na to jak bardzo chcielibyśmy być inni i jak bardzo nasze wyobrażenia o sobie odbiegają od rzeczywistości. Zobowiązanie do wierności wyrażone w słowach “że Cię nie opuszczę aż do śmierci” rozszerza tę nieodwołalność na drugiego człowieka. Zobowiązuje do traktowania kogoś innego tak jak siebie, jako kogoś z kim dzieli się całe życie. Jeśli tak traktuje się innego człowieka, to przekracza się siebie w największym stopniu, bo nasze ja rozciąga się na nie-ja. Tego przekraczania nie ma, jeśli druga osoba jest z nami na trochę: dopóki jest to przyjemne, korzystne, ciekawe, w jakiś sposób opłacalne. Wtedy człowiek tak naprawdę żyje sam, chociaż niby z kimś. Pozostaje zamknięty w swoim ja. I tej szansy na przekroczenie siebie bronię broniąc wierności jako wartości.
A inną sprawą jest to, czy za wszelką cenę i zawsze trzeba trwać w związku. Oczywiście nie. Na przykład nie można dopuszczać do krzywdzenia słabszych, albo nie można rezygnować z godności. Trudno mówić o absolutnych wartościach w niedoskonałym świecie. Nawet od przykazania “nie zabijaj” dopuszczalne są wyjątki.
Jednak chwilowość związków podyktowana jest często nie jakimś poważnym dramatem tylko wygodą i zachcianką, przekonaniem, że zmiana partnera wzbogaci nasze życie. Tymczasem sądzę, że wrażeń i przyjemności jest istotnie więcej, ale traci się niezmiernie istotny wymiar życia – tworzenie wspólnoty. A wydaje mi się, że o tym się zapomina. :)
@Małgorzata
Bardzo ładnie napisałaś, ale tak naprawdę nie o wierności, lecz o miłości. Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego. A wierność to sposób postępowania, który może być wyrazem miłości niemal doskonałej o jakiej piszesz. A zatem jest ona nie przyczyną, lecz środkiem :). A zatem to w obronie czego powinniśmy występować to raczej miłość doskonała i lepiej jej oczekiwać niż samej tylko wierności. Wierność pozostaje bezwartościowa, jeśli nie wynika z miłości. Wrażenie wierności może być złudne lub błędnie zinterpretowane – tak naprawdę jak zawsze idzie tylko o miłość… a może aż… :)
A czy moze byc wiernośc bez miłosci ?
Wśród ludzi chyba nie ale mój pies jest wierny chociaż podejrzewam, że wcale mnienie kocha bo ja go tez nie darzę sympatią.