Księża powrócą po Igrzyskach 1
Mówią, że ceremonia otwarcia Olimpiady w Pekinie zaszokowała świat swoją wspaniałością. Osobiście nie czuję się radośnie zszokowany. Towarzyszy mi raczej pewien niepokój i zażenowanie. Kiedy zobaczyłem setki precyzyjnie zsynchronizowanych Chińczyków krzyczących i grających precyzyjnie na bębnach, pomyślałem, że to doskonała ilustracja ideologii, w której „jednostka zerem, jednostka bzdurą”. Liczy się bezduszny system i wytrenowanie posłusznych systemowi trybików.
Zapewne dam się – przynajmniej w pewnym momentach – ponieść emocjom olimpijskiej rywalizacji. Będę śledził występy polskich sportowców, podziwiał kunszt najlepszych, czytał zestawienia i medalowe statystyki. A jednak nie opuści mnie przeczucie, że uczestniczę w jakiejś światowej hucpie, w której komunistyczny chiński zamordyzm będzie udowadniał światu, iż jest potężny, ergo, ma rację. A świat będzie udawał, że generalnie jest pięknie…
Mówi się dużo o męczeństwie Tybetańczyków. I słusznie! Ja poczytałem trochę o losie katolików w Chinach. Z raportu organizacji „Kościół w Potrzebie” na temat prześladowań chrześcijan w latach 2005-2006 możemy się dowiedzieć, że w momencie oddania raportu do druku „co najmniej dwóch biskupów przebywało w więzieniu, podczas gdy 13 innym uniemożliwiono sprawowanie posługi duchowej; około 20 księży było w więzieniu lub zaginęło. Oskarża się ich o sprawowanie nielegalnych Mszy świętych i głoszenie rekolekcji”. Raport opisuje wiele konkretnych przypadków pobić, zastraszeń i rozmaitych prześladowań chrześcijan.
Niektórzy wyrażali nadzieję, że Olimpiada przyczyni się do zmiękczenia postępowania władz chińskich. Niestety, nic na to nie wskazuje. Wręcz przeciwnie! Serwisy donoszą: Na czas Igrzysk Olimpijskich w Pekinie władze chińskie nałożyły szereg restrykcji na duchowieństwo Kościoła „podziemnego” (wiernego Stolicy Apostolskiej). Wielu biskupów i księży otrzymało pod koniec lipca zakaz sprawowania sakramentów i prowadzenia pracy duszpasterskiej. Wobec ścisłej kontroli, wprowadzonej przez władze miejskie Pekinu, księża z nieuznawanego przez państwo Kościoła „podziemnego” pracujący na co dzień w stolicy Chin, opuścili miasto, zamierzając powrócić po zakończeniu Igrzysk. Niektórzy biskupi „podziemni” zostali umieszczeni w areszcie domowym i znajdują się pod ścisłym nadzorem.
Olimpiada będzie zapewne wielkim sukcesem organizacyjnym i sportowym Chin. Jak się skończy, to jedni księża wrócą do Pekinu, a inni wyjdą z aresztu domowego. Ci w więzieniach pozostaną tam, gdzie są. A może mimo wszystko coś drgnie? Ech! Ta nadzieja!





Od kilku miesięcy śledzę wydarzenia w Chinach, Tybecie i wokół olimpiady. Chyba napisano już na ten temat wszystko, co było można. Jeden worek tematów pozostaje jednak bez dna: Chiny okazują się światem, który po raz pierwszy otworzył się na taką skalę przed innymi, nigdy chyba nie było tylu tekstów o tym kraju, nie mieliśmy informacji, analiz, komentarzy, reportaży.
Nie można było oczekiwać, że igrzyska Chiny zdemokratyzują, ale to, że Państwo Środka w ogóle daje się trochę poznać, jest już wielką wartością. Mimo panującego reżimu, cenzury, ukrywania wszystkiego, czego nie akceptuje Zachód.
A sama ceremonia otwarcia igrzysk – myślałem, że nie będę oglądał, ale w pracy był włączony telewizor – zrobiła na mnie duże wrażenie.