XIX niedziela zwykła: W sercu moim wielki żal 1
(Krl 19,9a.11-13; Rz 9,1-5; Mt 14,22-33)
Marzy nam się, a zwłaszcza tym, którzy chcieliby raz na zawsze udowodnić wszystkim wyższość religii chrześcijańskiej nad innymi religiami, by wreszcie Pan Bóg zaczął lepiej dbać o własne przecież interesy i stosował jakieś nadzwyczajne środki. Jak długo można cierpliwie znosić te wszystkie burze, cyklony, nawałnice wszelkiego zła, to rujnowanie porządku społecznego, politycznego, religijnego. Marzy nam się Kościół, w którym znaleźlibyśmy schronienie, błogi spokój i nieustanne zadowolenie z przemiłego towarzystwa. Ludzi, jak my pobożnych, bezkonfliktowych, spełnionych, jednym słowem szczęśliwych ponad wszelka miarę. Wokół, w tzw. świecie, szaleją burze, walą pioruny, a my sobie spokojnie płyniemy nie zważając na nic i na nikogo. Cóż nas może obchodzić los ginących za naszą burtą? Sami sobie są winni, przecież nie przyjęli Chrystusa, odrzucili prawdziwego Boga! Przecież to ich własny grzech doprowadził ich do takiego nędznego stanu.
Nie tak reaguje chrześcijanin. Widząc nieszczęście, w jakim znaleźli się inni, nieważne, ze swojej czy nie ze swojej winy, pragnie być razem z nimi, zająć ich miejsce. Opuścić bezpieczną łódź i ratować, a nawet zginąć, byleby ocalić tych, których inni postrzegają tylko jako będących za burtą. Kościół nie jest dla niego twierdzą, wojennym okrętem ani nawet łodzią, jest jak drożdże, jak woda czy też światło. Nie unosi się ponad ludźmi, ale na rożne sposoby ich ogarnia. Będąc ciałem Chrystusa, jest również Jego słowem. Żyje pośród ludzi rożnych religii i kultur nie po to, by je unicestwiać, zatapiać, a przeciwnie, razem z nimi pragnie wzrastać, wierząc, że nowa ziemia będzie dziełem wszystkich, którzy mają odwagę wysiąść ze swoich łodzi i próbują chodzić po wodzie, czyli sięgać po niemożliwe.
* * *
Papież Jan Paweł II pocałował Koran, Żydów nazwał starszymi braćmi w wierze, ks. Marcina Lutra świadkiem wiary, no i w Asyżu modlił się z kapłanami pierwotnych religii. Niektórzy uważają, że nie tędy droga. Trudno komentować taką postawę, ale warto przypomnieć św. Pawła apostoła, który myśląc o swoich pobratymcach, Żydach, mówi: W sercu swoim odczuwam wielki smutek i nieprzerwany ból. Wolałbym bowiem sam być pod klątwą i odłączonym od Chrystusa dla zbawienia braci moich, którzy według ciała są moimi rodakami.





“Niektórzy uważają, że nie tędy droga.”
Ba, obecny papież uważa, że nie tędy droga. :(