Szeroki kąt 58
Zamknij oczy i wyobraź sobie, że jesteś poza czasem i szybujesz nad gęstymi lasami w górach i obserwujesz starożytne plemię Indian. Prowadzi ich wódz, który próbuje znaleźć dla nich nowe schronienie po tym jak poprzednie uległo zniszczeniu przez kataklizm. Docierają do doliny bogatej w roślinność i zwierzynę. Rozpoczynają nowe życie. Żyje wśród nich mały chłopiec, który obserwuje życie plemienia. Z niezrozumiałej dla niego przyczyny, pewnego dnia, dochodzi do walki między dwoma członkami plemienia, w trakcie której jeden z nich ginie. Niespokojny dzień przemienia się w niespokojną noc – w trakcie burzy piorun powoduje pożar chat, które pobudowali. Wielu ginie, tracą domy. Załamany wódz wykrzykuje błagalnie w niebo, z którego szczęśliwie spada deszcz i ratuje to, co jeszcze zostało.
Następne co widzisz to ognisko, przy którym ten, którego pamiętasz jako chłopca, już jako starzec opowiada młodym dawne dzieje plemienia. W dawnych czasach tego plemienia bogowie zniszczyli ich domostwa i kazali im wynosić się z ich wspaniałej krainy. Aby nie pozostawiać ich samym sobie dali im Wielkiego Ducha – wodza, który ich prowadził, aż doprowadził ich do wspaniałej krainy, jednakże pobratymcy nie uszanowali daru bogów i znowu zaczęli czynić zło i zabijać się wzajemnie. Za karę bogowie zesłali ogień z nieba, który zaczął ich zabijać. Tylko gorące modły Wielkiego Ducha powstrzymały bogów, którzy zgasili wielki ogień i uratowały im życie. Od tego czasu plemię wyznaje zasadę, zakazującą zabijania się wzajemnie, a ludzie wznoszą modły do Wielkiego Ducha, by zaniósł ich prośby do bogów, a raz do roku całe plemię wykonuje taniec dziękczynny.
Plemię prosperuje całkiem nieźle i rośnie w siłę. Granice jego terytorium zaczynają stykać się z granicami terytoriów innych plemion. Początkowy strach plemienia zostaje podsycony wizerunkiem nieznanego, bezimiennego boga o dwóch twarzach. Wódz plemienia uznaje obcych za bluźnierców, ponieważ uważają, że ich bóg jest potężniejszy od Wielkiego Ducha. Dochodzi do wojny między plemionami. Skutkiem tej wojny jest podbicie obcego plemienia, ale jednocześnie również wyłonienie się grupy, która uważa, że zasada Wielkiego Ducha „nie zabijaj” musi dotyczyć wszystkich, a nie tylko członków plemienia. W ten sposób powstaje nowy odłam wyznawców Wielkiego Ducha.
Teraz szybko przenosisz się ponad różnymi ludami poznając fragmenty ich wierzeń.
Poznajesz historię Siddharthy Gautama, który medytował pod drzewem 49 dni, a w czasie tych medytacji zły duch Mara kusił go obiecując mu władzę nad światem. Siddhartha jednak nie ulega i doznaje oświecenia. Na skutek oświecenia zaczyna głosić Cztery Szlachetne Prawdy i Ośmioraką Ścieżkę, która nakazuje między innymi nie zabijać, nie kraść i odpowiednio prowadzić się seksualnie.
Po chwili znajdujesz się nad ludem, który kieruje się naukami zawartymi w świętej księdze – Koranie, uzyskanej od świętego proroka Mahometa, który został oświecony przez archanioła Dżibrila. W czasie swych nauk doznał on wniebowstąpienia i rozmawiał z Bogiem, od którego uzyskał wskazówki w sprawie rytuałów wiernych. Mahomet naucza, że zabijanie i cudzołóstwo to występki przeciwko bogu Allahowi.
Chwilę później poznajesz lud, wyznający boga Jahwe, który nakazuje by nie zabijać, nie cudzołożyć i nie kraść. Poznajesz historię o człowieczym synu tego Boga o imieniu Jezus, który był tak wielki, że oddał swoje życie za cały swój lud, chcąc go wybawić od kar, jakie groziły mu ze strony Boga za występki. Dowiadujesz się, że w czasie swoich nauk udał się na pustynię, gdzie 40 dni się modlił, a w czasie tych modlitw kusił go zły duch Szatan obiecując mu panowanie nad światem. Ten jednak nie ulega, lecz trzyma się swego postanowienia wybawienia swojego ludu, ucząc ich, że powinni kochać się wzajemnie.
Teraz obserwujesz świat sprzed 100 lat. Okazuje się, że panuje na świecie wiele religii. Nazywają się między innymi Buddyzm, Chrześcijaństwo, Islam i Judaizm. Chrześcijanie nie uznają nauk Buddy i nie wypełniają rytuałów nakazywanych przez tę religię. Judaiści uznają Jezusa za oszusta, a Islamiści uznają go za proroka, lecz odwróconego od Boga. Islamiści, Judaiści i Chrześcijanie wierzą w tego samego Boga, lecz uważają, że wzajemnie się mylą, co do interpretacji nauk proroków jednych uważając za prawdziwych, a innych za oszustów. Toczą nawet wojny między sobą o to, kto mówi prawdę zarzucając sobie wzajemnie nieprzestrzeganie prawa boskiego i niewypełnienie stosownych rytuałów.
I to koniec naszej podróży. Uruchommy część analityczną naszego umysłu. Wszystkie te ludy wyznają jakąś religię. Religia to system składający się z trzech elementów: wartości, wierzeń i praktyk. Kiedy przeanalizujemy wszystko to, co do tej pory zobaczyliśmy, okaże się, że każdy z tych systemów, ma identyczne wręcz wartości. Życie uznaje za wartość – zakazuje zabijania. Zachęca do wzajemnego wspierania się – miłość, jałmużna. Okazuje się, że systemy te zazwyczaj różnią się wierzeniami i praktykami.
Każdy z systemów zakłada, że wyznawanie tych i dokładnie tych wierzeń i praktykowanie jest jedyną możliwą drogą do lepszego życia. Jeśli tak jest, to znaczy, że zgodnie z zasadami logiki, skoro wzajemnie się wykluczają w dosłownej interpretacji, to znaczy, że co najwyżej jeden z nich jest prawdziwy lub nieprawdziwe są wszystkie. Ewentualnie może się okazać, że nie należy ich interpretować dosłownie i wtedy możliwe, że w każdym z nich tkwi przysłowiowe ziarenko prawdy.
Co dziwne każdy z tych systemów opiera się na tych samych wartościach. A co jeszcze dziwniejsze nadal najbardziej istotne jest czy ktoś je „wafelka” maczanego w winie raz w tygodniu, czy raz do roku idzie do specjalnej świątyni, czy też oddaje się medytacji. Zupełnie ginie gdzieś kwestia wartości jakim to wszystko służy.
Pierwsza konkluzja tego wywodu jest taka, że mamy jedną z dwóch dróg do wyboru:
- uznać, że wszystkie inne religie mylą się w sprawie wierzeń i praktyk i tylko nasza jest jedyną słuszną – odrzucam, ponieważ jest to droga konfliktu, a nie miłości bliźniego. A gdyby było tak, że jedna jest słuszna, to jak stwierdzić która? I czy to oznacza, że kilka miliardów nam współczesnych zginie w czeluściach piekielnych?
- uznać, że wszystkie religie się mylą lub nie należy czytać ich dosłownie – scaliłem to do jednego punktu, ponieważ uważam, że efekt obu sytuacji jest taki sam: wszystkie księgi możemy uznać za mitologię i traktować ich przekaz jako alegorię, swego rodzaju podpowiedź, z której mamy sobie wywnioskować wskazówki dla nas samych.
Właśnie to drugie rozwiązanie jest mi najbliższe w chwili obecnej – książka o facecie w rybie jest tylko książką. Mądrą oczywiście, pełną cennych myśli, ale tylko książką…
I to jest właśnie druga konkluzja – lepiej być wyznawcą wartości niż religii. Religia, to tylko system. Są wyznawcy systemu Windows, są wyznawcy systemu Linux. Każdy gotów jest bronić swojego wyboru jak niepodległości. A tak naprawdę przecież chodzi o to, by osiągnąć cel – zrobić to, co jest do zrobienia.
Róbmy to, co jest do zrobienia – „miłuj bliźniego swego jak siebie samego”.





Przekonywanie o słuszności innej religii (ewangelizacja) nie musi prowadzić do konfliktu. Chociaż praktyka istotnie wskazuje, że wyznawcy religii, która traci swoje wpływy, uciekają się do przemocy.
@Andrzej – proszę zadać sobie trud, rozszerzyć swoje horyzonty, a nie publicznie sugerować, a tym bardziej autorytatywnie stwierdzać, że – “Przekonywanie o słuszności innej religii” jest ewangelizacją !
Sekunda. Ewangelizacją ludów pogańskich, np. w Afryce, zdaje się nazywamy przekazywanie prawdy o Chrystusie i jego zbawczej misji na ziemi. Jeżeli to nie przekonywanie, że chrześcijaństwo jest tą Prawdą, a nie jakieś pogańskie wierzenia, to jak inaczej należy to nazwać?
@Andrzej – dla mnie “Przekonywanie o słuszności innej religii” nie jest tożsame z ewangelizacją, bo religie są różne, a św. Ewangelia jedna !
@Rafał
Aha, z Twojej opowieści wynika więc jednak, że to Wielki Duch pouczył człowieka, że wzajemne zabijanie się jest złe i ściąga nieszczęścia. Od Wielkiego Ducha dowiedział się człowiek o wartość miłości. Tylko twierdzisz, że niepotrzebnie człowiek upiera się przy nazywaniu Wielkiego Ducha każdy w swoim języku, czy tak? I twierdzisz, że gdyby w ogóle nie mówiło się o Wielkim Duchu, tylko zapamiętało tę lekcję, to by wystarczyło. Tak?
Moje ale jest następujące: Jeśli coś jest wartością to się jej broni. Jeśli człowiek będzie bronił wartości, jaką jest miłość, w praktyce a nie tylko teoretycznie, nie ograniczy się do obrony abstrakcyjnej idei, ale nieuchronnie wpisze w tę ideę konkrety. Konkretni ludzie wpiszą konkretne postaci miłości, której będą bronić. Jeden do swojej matki, drugi do swojej, jeden do swojej ziemi, drugi do swojej, jeden do swojego dziecka, drugi do swojego itd. To właśnie konkret – od którego nie można uciec, bo człowiek nie jest samym duchem ale też ograniczonym w czasie i przestrzeni ciałem – sprawia, że współżyciu ludzi towarzyszy pokonywanie sprzeczności. Brak religii nie załatwi sprawy, nie doprowadzi do zaniku sprzeczności, tylko je rozczłonkuje.
Posiadanie różnych religii – wbrew temu, co się często sugeruje – nie jest powodem istnienia konfliktów między ludźmi. Ubolewać należy, że im nie zapobiega. Jednak posiadanie wspólnej religii łagodzi przynajmniej konflikty między ludźmi wyznającymi tę religię, ponieważ wartość, której się broni jest teraz nadrzędna nad wartościami indywidualnymi. Zamiast występować każdy przeciw każdemu, czy każda rodzina przeciw każdej, występuje jedna grupa religijna przeciw innej. Moim zdaniem to postęp, ponieważ mamy do czynienia z procesem scalania ludzkości. Ten proces trwa. Mistycy i mędrcy już teraz wiedzą, że Wielki Duch jest jeden, a pozostali muszą się tego uczyć. Między innymi ze świętych ksiąg, podchodząc do nich z namaszczeniem a nie z lekceważeniem, bo one uczą w szczegółach, czym jest ta miłość z lekcji udzielanej przez Wielkiego Ducha.
P.S. Fajny tekst. Pozdrawiam:)
@Rafał
“Religia, to tylko system.” , czyżby ?…., a nie forma świadomości społecznej obejmująca sprawy podstawowe, fundamentalne i najważniejsze, m.in. cel istnienia człowieka, ludzkości i świata, jednocześnie wiara w Boga.
Wobec tego – kim dla ciebie Rafale jest Syn Boga Ojca -Jezus Chrystus ?….., a czym urzeczywistnianie Jego człowieczeństwa, tzn. dążenie do wielkości, doskonałości i świętości ?……… albo po co jest wspólnota rodzinna, religijna, czy narodowa ?……..
@Małgorzata
Dziękuję za uznanie dla tekstu :).
Nie do końca chodziło mi o to co zrozumiałaś :). Idea jest taka, że istotna jest wartość. Wielkiemu Duchowi przypisano coś więcej niż się stało i dointerpretowano pewne elementy. Ale to jest nieistotne. Ważne jest to, że ostatecznie ta grupa ludzi, to plemię doszło do wniosku, że miłość międzyludzka jest cenną wartością. I to jest ważne. Kim był Wielki Duch, co zrobił itp. jest tak naprawdę nieistotne. Istotna jest wartość, która z tego wynika.
Co do Twojego “ale” to istnienie czy brak religii nie zmienia faktu, że różne są postacie miłości i będzie się o tym dysktuować. Chciałbym tutaj zwrócić także uwagę, że mówię o miłości bliźniego. Miłość do ziemi itp. to jest odrębny temat.
Poza tym konkret nie ma wielkiego związku z religią i to między innymi staram się pokazać.
Nie jest dla mnie też oczywiste, że religia rzeczywiście nam pomaga. Myślę, że nie prowadzi ona do scalania ludzkości wbrew pozorom. W najlepszym wypadku nie ma ona wpływu, chociaż ja osobiście uważam, że prowadzi ona właśnie do konfliktów. Dlaczego? Dlatego, że plemię, które nie okazało stosownego szacunku Wielkiemu Duchowi musiało zostać ukarane – doszło do wojny pomiędzy plemionami. I to jest dość naturalne. Ergo, religia dzieli.
Religia i święte księgi zmuszają wyznawcę do zaangażowania się w system, ponieważ oczekują, że będzie on praktykował. Komuś kto praktykuje trudno zrozumieć kogoś kto nie praktykuje – wręcz może wysnuć wniosek, że obraża on Boga i jak może wierzyć w innego Boga, skoro Bóg jest tylko jeden? To ostatecznie musi prowadzić do konfliktu – ja nie widzę za bardzo innej możliwości. Są nawet badania psychologiczne na ten temat.
I jeszcze ważna uwaga co do mędrców i mistyków. Czy ja jestem gorszy? Czy ja jestem jakiś tuman z przeproszeniem? Mam nadzieję, że nie, ale to jednak mędrcy mają scalać ludzi, a taki ciemny lud jak ja musi uznać naukę w jej bieżącym stanie pod rygorem nieotrzymania odpuszczenia grzechów. O co to to nie :).
@Zibik
A czy forma to nie jest inna nazwa dla systemu?
Twoje pytania nadają się co najmniej na nowy artykuł jeśli nie na książkę :). Nie wiem czy powinienem nawet próbować na nie odpowiedzieć. Jezus… Nieważne kim jest, to taki Wielki Duch… Istotne jest o czym naucza. Dla mnie to nie ma znaczenia kim jest. Może być czarny, żółty, może być biedakiem, może być bogaczem, może być nawet gejem. Naprawdę istotne jest to o czym mówił. To samo drażni mnie w postrzeganiu papieża. Czy powszechnie analizuje się jego nauki? Nie. A co się z papieżem kojarzy? Kremówki!
“Wielkość, doskonałość, świętość”… Nic mi to nie mówi. Czy Matka Teresa jest wielka? Czy księżna Diana jest wielka? Czy papież jest doskonały? A może jest święty? Czy Szymon Słupnik jest święty? Czy Jezus jest doskonały? Zbyt szerokie pojęcia by odpowiedzieć.
Po co wspólnota? Głównie dla naszego dobrego samopoczucia. Już Oskar Wilde powiedział “Patriotyzm jest cnotą ludzi niebezpiecznych”.
@Rafał -”A czy forma to nie jest inna nazwa dla systemu?” – przecież chodzi o rażące uproszczenie -”tylko system”
“Jezus… Nieważne kim jest,……” – “Naprawdę istotne jest to o czym mówił.” – a co uczynił, dla nas to bez znaczenia ?…… Człowieku wobec tego, kogo pragniesz naśladować ?……,jak zamierzasz urzeczywistniać swoje człowieczeństwo ?…..
Co za fatalne skojarzenia i porównania – Matka Teresa i księżna Diana ?……
Dążenie do….. – to nie są zbyt szerokie pojęcia, ale
kierunek właściwego bytowania.
Wspólnota rodzinna, religijna i narodowa są m.in.po to, abyśmy mogli razem modlić się, wielbić i adorować Boga, razem doświadczać Jego obecność i bliskość, tzn. Jego Miłość, a nie “głównie dla naszego dobrego samopoczucia”.
@Zibik
Dla mnie to nie jest rażące uproszczenie. A Tobie nie udało się mnie o tym przekonać :).
Ja nie zamierzam nikogo naśladować. Zamierzam żyć tak, żeby każdego dnia rano móc sobie powiedzieć: nie mam nic do naprawienia, mogę umrzeć.
Fatalne skojarzenia i porównania? Dlaczego?
Jezus uczył o tym, że każdy jest naszym bliźnim. Nawet setnik i faryzeusz. Wielbić i adorować Boga możesz z każdym człowiekiem na ziemi. Jeśli szukasz wspólnoty rodzinnej, narodowej czy religijnej dla tego celu to znaczy, że nie zrozumiałeś idei Jezusa. A w dodatku boisz się adorować Boga wobec obcych i kryjesz się w grupie, co do której masz pewność, że nie spojrzy na Ciebie jak na wariata.
@Rafał – rzeczywiście trudno przekonywać kogoś, kto nie czyta uważnie lub swoje wie. Więcej specjalizuje się w prowokacji, unikach, manipulacjach słownych etc. zamiast rzetelnie odnosić się do konkretu np; “Naprawdę istotne jest to o czym mówił.” – a co uczynił, dla nas to bez znaczenia ?…… to nie jest istotne ?….
Co za bzdura :
” A w dodatku boisz się adorować Boga wobec obcych i kryjesz się w grupie,…..” , jakiej grupie ?…. , kiedy mówię o wspólnocie ?….., przecież to nie jest tożsame, jak wiele innych pojęć, które jednak świadomie relatywizujesz, wyrywasz z kontekstu lub przekręcasz.
Dziwię się, że nie dostrzegasz dysonansu, w swoich skojarzeniach, porównaniach i wypowiedziach, a w tym portalu nikomu to nie przeszkadza ?…..
Przecież to bardzo ciekawy wpis:) Myślę, że spośród rzeczy, które mogą przeszkadzać, plasuje się na dalekiej pozycji.
@Zibik
Masz rację :). Tylko, że ja nie wiem czemu nie czytasz uważnie :).
Z punktu widzenia systemu jest istotne co zrobił. Z punktu widzenia wartości jest istotne w tym sensie, że ilustruje jak można realizować wartości i tak to należy postrzegać moim zdaniem.
Czy zdanie “a w dodatku boisz się adorować Boga wobec obcych i kryjesz się we wspólnocie” brzmi dla Ciebie lepiej? Jeśli tak to przyjmijmy, że taki był sens mojej wypowiedzi.
Ja wiem, że chciałbyś, żeby inne zdanie niż Twoje było zakazane. Natomiast w demokracji jest tak, że możemy wyrażać swoje zdanie i każdy ma do tego prawo. I nikomu nie można go odebrać, bo Zibik uważa, że moje wypowiedzi zawierają dysonans.
@Kuba – przecież to nie chodzi o “wpis”, ale konkretne wypowiedzi, stwierdzenia, czy konkluzje np: “druga konkluzja – lepiej być wyznawcą wartości niż religii.”
Naprawdę ?….., a nie wyznawcą Boga Ojca, Syna i Ducha Świętego?…..
A które rzeczy według Ciebie mogą przeszkadzać ?……
Niech będzie, że ja też jakiś spaczony jestem, ale również jestem wyznawcą przede wszystkim wartości, a nie religii. Uważam, że jeżeli ktoś wyznaje wartości, którymi się kierował Chrystus na ziemi, zostanie zbawiony. Tak rozumiem, to że „Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie” (J 14, 6). Ratzinger kiedyś powiedział, że tyle jest dróg do Boga ilu ludzi na Ziemi. I to mi jest bliskie. Nie zostanę zbawiony, bo pokażę św. Piotrowi, że mam numer do Jezusa w mojej komórce. To moja droga ma mnie zbawić. Tak to widzę. Jestem katolikiem. Stety, albo niestety. Ale nie uważam, że wyznawcy innych religii, jeżeli tylko byli godnymi ludźmi, mieli nie dostąpić zbawienia.
Pewnie Zibik mnie obrzuci zaraz ekskomuniką, ale to jest ryzyko, które podejmuję :P.
Andrzeju, masz naprawdę numer Jezusa w swojej komórce? To podaj mi natychmiast! Ja też chcę!
@maria
Proszę uprzejmie: +39 06-698-85518
Numer znalazłem pod promocyjną nakrętką od jogurtu ;-).
@Andrzej – mnie zdecydowanie nie interesuje : – jaki jesteś ?…., co Tobie wydaje się ?……, jakie są Twoje domniemania, przypuszczenia odnośnie mojej osoby ?……
Natomiast bardzo mnie i być może innych interesuje – kim jest dla Ciebie Bóg ?….kim Ty naprawdę jesteś ?……, komu najbardziej ufasz ?…., – jakie uznajesz i urzeczywistniasz wartości ?….. etc.
Mam świadomość, że są to osobiste, trudne i zwykle kłopotliwe pytania, więc nie oczekuję w dyskursie publicznym odpowiedzi jednoznacznej.
“To moja droga ma mnie zbawić. Tak to widzę.” – chyba zbyt anigmatyczne widzenie ?…….., a nie Twoje codzienne życie tzn. doświadczenie i świadectwo (myśli, słowa, modlitwy, wyznania, pragnienia, wybory, decyzje, dążenia – spełnione uczynki) ?……….
Pozdrawiam
@Rafał, a według mnie z punktu widzenia twórców i użytkowników, a nie wyznawców “systemu” .
Najważniejsze jest – czy wykonałeś zadanie efektywnie, sprawnie, szybko i tanio, także dokładnie, dobrze, rzetelnie i solidnie, ale nie zawsze !
O etyce i moralności nie wspominam – ale, w tym tkwi zasadnicza różnica między “systemem”, a religią KKiPA, naszą wiarą i wartościami.
“Ja wiem, że chciałbyś, żeby inne zdanie niż Twoje było zakazane.” – totalna bzdura, niby skąd Ty możesz wiedzieć, co ja chciałbym ?…..
Proszę nie przysłaniać się “demokracją”, a raczej mediokracją.
Mamy rozum, wolną wolę i względną wolność nie po to, aby pisać publicznie cokolwiek !
Pozdrawiam
@Zibik
Widzę tu jakieś problemy z rozumieniem tych samych słów. Skoro całe nasze życie jest drogą, to “moja droga ma mnie zbawić” = “Twoje codzienne życie tzn. doświadczenie i świadectwo”.
@Andrzej
Łe, to pewnie jakaś pizzeria w Watykanie.
@Maria
Nie wiem, czy pizzeria, ale na pewno okrągła i z kopułą. Rozdają tam wafelki i wino ;).
@Andrzej – to nie jest sprawa rozumienia słów, ale w miarę poprawnego formułowania myśli, bądź stosowanych publicznie interpretacji powszechnie znanych i uznanych pojęć.
Przecież nie “droga” ma nas zbawić, a jedynie miłosierny Bóg, który mam nadzieję, że łaskawie daruje nam popełnione winy i zaniedbania, a doceni to, co będziemy z własnej woli i świadomie czynili, robili – na tej drodze !
@Zibik
Ja nie piszę czegokolwiek. Ja piszę to co myślę. Nic nie poradzę na to, że Twoim zdaniem powinno być to zakazane i jest przejawem mediokracji cokolwiek to znaczy wg Ciebie.
Dla mnie wyrazem demokracji na tym blogu jest to, że mogę napisać to co myślę. Być może niektórzy się z tym nie zgodzą. Być może niektórzy będą z tym się spierać, ale nikt tego nie zakazuje. Idąc za Twoją logiką ja mógłbym ogłosić, że to Ty manipulujesz i prowokujesz i wyrazić zdziwienie, że nikomu na tym blogu to nie przeszkadza. Nie mogę?
Co do Boga… wiesz, ja myślę, że jemu jest dokładnie obojętne czy taki Zibik, czy taki Rafał w niego wierzą. Jak nie wierzą, to nadejdzie czas, że uwierzą :). Dla niego istotne jest, żebyśmy się wzajemnie miłowali. Wg książki o facecie w rybie jego syn, Jezus, umarł na krzyżu z miłości do bliźnich, a nie z wiary w Boga. Wiara w Boga pomogła mu to przejść. Sensem była miłość człowieka do człowieka. Bóg jest dość wszechmogący i raczej trudno mi sobie wyobrazić, żeby go strasznie zasmuciło, że ktoś w niego nie wierzy. Natomiast mogę sobie wyobrazić smutek, że krzywdzimy siebie wzajemnie. Ergo ważna jest wartość: miłość pomiędzy ludźmi.
@Rafał – “Ja wiem, że chciałbyś, żeby inne zdanie niż Twoje było zakazane.”
“… Nic nie poradzę na to, że Twoim zdaniem powinno być to zakazane” – totalna bzdura po raz wtóry !
Chłopie drogi nasz dyskurs staje się podobny do – ” mów babie święte słowa, a ona, że jej krowa “….., więcej zaczyna być całkowicie bez sensu, prostacki i nudny.
Ponadto – jeśli rzeczywiście w cytowanych i komentowanych fragmentach nie piszesz “czegokolwiek” tzn. ……lub niezbyt sensownie i precyzyjnie ?…..
A więc czynisz to, z innych pobudek……., być może, dla zgrywu, zabawy ?……, ale rozumiem z rozmysłem i premedytacją.
“Co do Boga… wiesz, ja myślę, że jemu jest dokładnie obojętne czy taki Zibik, czy taki Rafał w niego wierzą.” – kolejna nazbyt………konkluzja, może wystarczy “nonszalancka”!!!
“Dla niego istotne jest, żebyśmy się wzajemnie miłowali.” – a nie jest lepiej tak : – dla Niego istotne jest, żebyśmy się wzajemnie rozumieli, szanowali i miłowali.
Zgadzam się, żę miłość bliźniego jest głównym dziełem ludzkiego istnienia i jedynym medium doświadczenia Boga.
Pozdrawiam
Jezus Chrystus nasz odkupiciel i zbawiciel konając na krzyżu powiedział : “Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią.”(ŁK23,24)
@Zibik
No istotnie niełatwa to dyskusja. Po pierwsze dlatego, że Ciebie ciężko zrozumieć. Tak czysto technicznie ciężko zrozumieć – Wstawiasz mnóstwo cytatów i jeszcze więcej wielokropków. Twoje zdania po prostu ciężko technicznie zrozumieć.
Po drugie lubujesz się w patetycznych zdaniach, które jak twierdzisz dla Ciebie są oczywiste, ale jakoś dla słuchaczy, a przynajmniej dla mnie, nie są.
Ponieważ nie rozumiem co do mnie piszesz, powtórzę raz jeszcze, że to co piszę to są pewne przemyślenia. I piszę je dlatego, że jest to forum wymiany myśli, przemyśleń. Te pobudki nie są jakieś trudne do odkrycia. Zaryzykowałbym nawet tezę, że są oczywiste.
A co do moich konkluzji: dziękuję za informację, że Twoim zdaniem jest ona nonszalancka. Moim zdaniem to po prostu konkluzja. Można się z nią zgodzić lub nie. Na tej podstawie można dyskutować. Natomiast ja nie zamierzam dyskutować nad Twoją oceną stopnia nonszalancji moich konkluzji – to aż nadto nieciekawa dyskusja :).
@Rafał
“Po pierwsze dlatego, że Ciebie ciężko zrozumieć.”
“Tak czysto technicznie ciężko zrozumieć”
“Twoje zdania po prostu ciężko technicznie zrozumieć.”
“Ponieważ nie rozumiem co do mnie piszesz,……”
Przepraszam – masz jakieś kłopoty z percepcją ?……., co nie rozumiesz ?……
“Dla niego istotne jest, żebyśmy się wzajemnie miłowali.” – kogo masz na myśli Boga, czy jakiegoś faceta ?…….
Dotychczas starałem się być rzetelny w komentarzu i wstrzemięźliwy w słowach. Stąd Twoje cytaty i moje ponoć “niezrozumiałe” odniesienia, oraz kropki zamiast bardziej dosadnych słów.
Proszę wybaczyć to jest moja końcowa konkluzja – kiedy brakuje stosownych argumentów, to najprościej udawać głupiego.
Zibiku drogi, to nie owijaj w bawełnę i daj wszystko co masz :). A odniesienia są niezrozumiałe. Tony kropek, przymiotników.
Rozumiem, że tutaj:
Twój zarzut polega na tym, że Rafał “Niego” nie napisał z wielkiej litery. Pasjonujące. Ja bym się jednak chciał skupić na meritum wypowiedzi. Wydaje mi się, że ciężko Wam będzie znaleźć płaszczyznę porozumienia. Ty widzisz drogę poprzez KKiPA (nie wiem czemu akurat takim skrótem, ale spoko), a Rafał, czy nawet ja, widzimy naszą drogę poprzez siebie. Przykład: szczerze wątpię, że popełnię grzech śmiertelny i będę cierpiał w strasznych męczarniach, jeżeli pójdę w niedzielę na nabożeństwo do Ewangelików (jak mi się zdarza), a nie na mszę do Kościoła Katolickiego. Mówiąc szczerze mógłbym przejść do Ewangelików, ale to dla mnie prawie żadna różnica.
Podsumowując. Jestem katolikiem. Ale jeżeli urodziłbym się w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, najpewniej byłbym muzułmaninem. Pomijając całą celebrę i dogmaty, to obie religie dążą do tego samego. Inaczej dialog ekumeniczny nie byłby możliwy. Jezus mówi, żebyśmy łamali chleb i pili wino na jego pamiątkę. Ale mamy też głosić dobrą nowinę, nowinę o zbawieniu i tym, abyśmy siebie wzajemnie miłowali. Myślę, że można to osiągnąć nie będąc nawet chrześcijaninem (przepraszam, jeżeli się mylę, ale pisał o tym bodajże Karl Rahner). Jezus nie umarł jedynie za chrześcijan, ale też za Żydów, czy muzułmanów. I tu jest ta ściana niezgody pomiędzy nami. Zapewne obydwaj mamy ten sam cel, miłować bliźniego i dostąpić zbawienia. Choć cel ten sam, to ścieżki inne. Szanuję Twoją ścieżkę, uszanuj i moją.
Teraz sobie w sumie uświadomiłem, że “przez siebie”, to zbyt duży skrót myślowy. Inaczej, nasza droga wiedzie w małym stopniu przez Kościół. Kościół to jakaś wspólnota i celebra, która ma nam pomóc w modlitwie. Całe nasze zbawienie leży poza tym budynkiem i poza przynależnością we wspólnocie. Może nam ona w tym wszystkim jedynie trochę pomóc. O :)
@ Rafał i Andrzej
To, co mówicie jest współcześnie dość powszechne. Do tego stopnia, że staje się niemal konformistyczne. Tzn. trudniej przyznać się do wiary w Jezusa w wielu środowiskach niż z niej wyśmiewać. Tak to przynajmniej widzę na podstawie własnego środowiska.
W skrócie sprowadza się to do twierdzenia, że religia i wiara to zabobon dla niezbyt rozgarniętych i że współczesny człowiek takich rzeczy nie potrzebuje do dobrego życia, bo jest mądry i samowystarczalny.
Dziwi mnie tylko, że jednocześnie, Andrzeju, nazywasz siebie katolikiem. Sądzę, że częściowo przynajmniej, Zibik stara się pokazać, że jemu też nie zgadza się to, co mówicie z byciem katolikiem. A ma przesłanki, żeby sądzić, że trafił na katolicki blog i myśli, że pisują w nim katolicy.
Myślę, ze poglądy Zibika są nie do uzgodnienia z Waszymi, tak bywa i trudno. Ale Zibik może być autentyczny w swojej miłości do Boga. Nie wszyscy wierzący to tępi obłudnicy. A może on doświadczył czegoś ważnego i drogiego dla siebie? Nie potrafi was przekonać, ale to jeszcze nie oznacza, że z jego wiary trzeba kpić i przy okazji wytykać mu nieliterackość wypowiedzi. Podobno ważne jest, aby kochać bliźniego.
@Małgorzata
@Zibik
Ja się absolutnie nie wyśmiewam z formy wypowiedzi Zibika. Ja ją krytykuję jako taką, którą naprawdę trudno zrozumieć. Uważam, że jeśli jego zdaniem powinien użyć mocnego słowa to niech go użyje. Przynajmniej wiadomo o co mu chodzi. A tak jak wstawia sobie wielokropki gdziekolwiek bądź to prowadzi to tylko do tego, że ja sobie muszę dopowiadać, a jak już dopowiem, to Zibik automatycznie pisze coś w stylu “Bzdura! Skąd możesz wiedzieć co ja uważam!”. No właśnie? Skąd? Z wielokropków? To po co w ogóle ta dyskusja?
Dla porządku ja w zasadzie coraz rzadziej nazywam się katolikiem. Wręcz ostatnio chyba na dobrą sprawę przestałem to robić. I właśnie o tym jest ten artykuł – dla mnie to tylko system.
Blog oczywiście jest katolicki. Pytanie czy przeznaczony tylko na publicystykę pro-katolicką lub wewnątrz-katolicką. Jeśli tak to oczywiście mój tekst jest nie na miejscu. Ale skoro został zamieszczony to albo doszło do pomyłki, albo jednak jest to blog znacznie bardziej otwarty :). To już pytanie do adminów :).
I po raz wtóry Małgorzato: trudno mi uwierzyć, że Jezus się strasznie cieszy, że ktoś w niego wierzy. Pewnie bardziej jest zainteresowany tym czy przejmuje się jego naukami.
Moim zdaniem wiara w Jezusa nie czyni człowieka ani lepszym, ani gorszym. Istotne jest jak się żyje i wg jakich reguł postępuje. Krzyżacy też w Jezusa bardzo gorąco wierzyli. Tak bardzo w niego wierzyli i kochali go tak mocno, że aż normalnie gotowi byli zabijać i nawet zabijali dla obrony czci ich ukochanego Jezuska.
Ja uważam, że jeśli katolicyzm Ci pomaga być na tej dobrej drodze, to jak mawiają brytyjczycy good for you! Nie będę Ci tego zabraniał. I będę też protestował jeśli ktoś będzie chciał Ci tego zabronić. Ale jeśli dla kogoś nie ma to znaczenia i nie musi/nie chce przynależeć do tej społeczności to nie znaczy, że jest gorszy. Tak samo jeśli ktoś jest muzułmaninem to też może być dobrym człowiekiem i podążać za naukami Jezusa. I mam nadzieję, że nikt go nie będzie w piekle obsmażał tylko dlatego, że nie jadł wafelków popijanych winem upraszczając nieco.
@Małgorzata
Katastrofalne nieporozumienie.
Nazywam się człowiekiem – chrześcijaninem – katolikiem
Człowiekiem: należę do rodzaju ludzkiego
Chrześcijaninem: wierzę w Chrystusa, przyjąłem chrzest
Katolikiem: kulturowo utożsamiam się z katolicyzmem. Widzę wiele wad Kościoła Katolickiego, ale ostatecznie zdecydowałem się w nim zostać, mimo, że nie mam problemów z chodzeniem do kościołów protestanckich.
Tylko tyle i aż tyle. Nigdy nie kwestionowałem tego, że miłość Zibika do Boga jest autentyczna. I nigdy bym tej miłości u nikogo nie kwestionował. Każdy ma inny sposób adoracji Boga i na pewno nie mi to oceniać.
Nigdy również nie kpię z wiary. Mogę kpić z wielu rzeczy, ale na pewno nie z wiary.
Chciałbym mówić o nieliterackości Zibika, ale tutaj mamy do czynienia z językiem tak nieprzejrzystym, że muszę post 8 razy przeczytać, żeby go zrozumieć. Nie tylko ja mam ten problem.
Ja nie mówię, że Jezus to dla mnie jakiś kolo z bajki. Mówię tylko, że powinniśmy przestać się kłócić kto jest powiernikiem “Wielkiej Prawdy” (czyli Królestwa Bożego, zbawienia, czy cokolwiek sobie tutaj wstawicie). Wszyscy Ci, którzy kierują się dekalogiem w życiu są powiernikami tej “Wielkiej Prawdy”. Śmieszą mnie te ciągłe kłótnie o kapłaństwo kobiet, nieomylność papieża i inne głupoty, które tak naprawdę nie mają żadnego znaczenia, a dzielą nas wszystkich. Jeden akapit to za mało na opisanie o co mi chodzi, z resztą powstało już 100 książek na ten temat. Dzisiaj Jan Turnau napisał w “Metrze”, że żaden poważny autorytet kościelny nie powie już, że kto nie wierzy w Jezusa pójdzie do piekła. O to tylko mi chodzi. Jeżeli Bóg Stwórca zwraca uwagę na takie głupoty, to musi mieć naprawdę wielkie ego.
I niech mi ktoś wreszcie wytłumaczy, co definiuje katolika, bo może ja mam faktycznie błędne o sobie wyobrażenie. Ale kiedy czytałem Rahnera, Dupuisa, czy nawet Obirka to nie miałem problemów ze zdefiniowaniem siebie.
@Andrzej
Wybacz, ale według mnie dyskurs w necie ma swoje ograniczenia, dlatego nie polega na tym, że piszemy monologi – “dajemy wszystko co mamy”. Wręcz przeciwnie zamiast domyślać się, dywagować, rozprawiać, usiłujemy bardziej czytać uważnie, co inni piszą i raczej jedynie odnosić się, do ich wypowiedzi.
Cieszę się, że zauważyłeś, co dla mnie znaczy publiczne demonstrowanie, braku szacunku, dla Boga lub innych osób.
Kropeczki moje jedynie mają inspirować czytających, do zastanowienia się, co adwersarz jeszcze chciał napisać albo jakich oszczędzić przymiotników.
Tym razem nie skomentuję pozostałych Twoich wypowiedzi. Natomiast będę bardzo zobowiązany, jeśli ktoś inny odniesie się, choćby do Twojego zrównania katolicyzmu z innymi religiami, czy nam sugerowanej celowości męki,cierpienia i konania na krzyżu Syna Człowieczego – Jezusa Chrystusa.
Andrzeju na zakończenie, pomijasz i chyba lekceważysz jedną istotną rzecz, że na tych “ścieżkach” jest bardzo łatwo zagubić się, kiedy zbyt ufa się ludziom, a szczególnie fałszywym prorokom i faryzeuszom.
Pozdrawiam i życzę wytrwałości w poszukiwaniu prawdy.
@Zibik
To ja tylko napiszę, że nie mówię, iż cierpienie Syna Człowieczego na krzyżu miałoby być bezcelowe, nie było ono nawet przez chwilę tematem mojej wypowiedzi.
Pozdrawiam!
@Rafał
Ty nie mówisz, że jesteś katolikiem, nawet więcej, mówisz, że w ogóle nie jesteś religijny, więc wyraźnie zaadresowałam zdziwienie do Andrzeja. Jak wiesz Twoje wpisy prowokują mnie do myślenia, uważam je za uczciwe i dlatego je sobie cenię. Odezwałam się, żeby nie wyglądało, że zgadzam się, że hostia to wafelek, wszystkie religie są takie same i niepotrzebne, wiemy, na czym zależy a na czym nie Bogu, w czym Jezusowi pomagała wiara w Boga (sic!) i w ogóle jesteśmy tacy fantastyczni, że sami wiemy dokładnie, jak należy żyć i kochać i nikogo nie będziemy słuchać, a już na pewno nie Kościoła.
Nie chcę się czepiać, ale np. Twój głos: “Jezus uczył o tym, że każdy jest naszym bliźnim. Nawet setnik i faryzeusz. Wielbić i adorować Boga możesz z każdym człowiekiem na ziemi. Jeśli szukasz wspólnoty rodzinnej, narodowej czy religijnej dla tego celu to znaczy, że nie zrozumiałeś idei Jezusa. A w dodatku boisz się adorować Boga wobec obcych i kryjesz się w grupie, co do której masz pewność, że nie spojrzy na Ciebie jak na wariata.” jest serią zdań, z którymi się nie zgadzam.
1.Nie mogę wielbić i adorować Boga np. z Tobą, bo Ty w Niego nie wierzysz. 2. Każdy człowiek szuka dla siebie bezpiecznej i wspierającej go wspólnoty, więc nie wiem, dlaczego wspólnota religijna miałaby być z tej reguły wyłączona a jej szukanie miałoby być czymś negatywnym.
@ Andrzej Nie wiem co to znaczy “kulturowo utożsamiam się z katolicyzmem” i nie wiem dlaczego “stety albo niestety jesteś katolikiem”. Czy katolik nie jest tym, kto przede wszystkim wyznaje Credo? Tak mi się wydaje, że to najprostsze kryterium. Z tego, co piszesz, większość treści Credo budzi Twój sprzeciw. A przecież nie każdy musi być katolikiem. Jak słusznie stwierdzasz, ważne jest, żeby być uczciwym i dobrym człowiekiem.
@Małgorzata
Serdeczne dzięki za włączenie się, do dyskusji i wyrażenie własnych myśli, wielu zbieżnych z moimi poglądów, także zrozumienie i wsparcie moich argumentów.
Pani Małgosiu proszę o więcej optymizmu – poglądy można i należy korygować, wystarczy dobra wola i zrozumienie obu stron.
Moje wypowiedzi rzeczywiście nie są literackie, staram się jedynie, żeby były prawdziwe, sensowne, poprawne i na temat.
Napewno ważne jest, abyśmy godnie przyjmowali i odwzajemniali miłość Boga, oraz starali się wypełniać Jego wolę tzn. naśladowali i urzeczywistniali człowieczeństwo Jezusa Chrystusa, także osób mądrych, prawych, wybitnych i świętych
@Andrzej – według mnie Jezus świadomie i dobrowolnie, także bezinteresownie cierpiał i ofiarował Swoje życie, abyśmy uwierzyli w Jego Miłość i zostali zbawieni, a to nie jest tożsame, z tym co napisałeś.
“Długoś szukał mnie znurzony,Zbawił krzyżem umęczony,
Niech ten trud nie będzie płony.” – Mszał niedzielny i świąteczny.
@Zibik
W pierwszej kolejności dziękuję za znaczącą poprawę jakości technicznej Twoich postów :). Dokładnie o to mi chodziło – teraz już czytam można by rzec z łatwością.
@Małgorzata
Sekwencja nieporozumień zaszła :). Nigdy nie powiedziałem, że nie wierzę w Boga. Wierzę w to, że Bóg istnieje. Podejrzewam natomiast, że nasze jego definicje są odmienne :). Prawdą natomiast jest, że nie podoba mi się zbytnio system religijny zwany katolicyzmem. Andrzej bardzo ładnie to wyraził ciągiem wyrazów mówiąc o sobie:
człowiek-chrześcijanin-katolik
Ja bym mu to nawet poprawił na:
teista->chrześcijanin->katolik.
U mnie ten ciąg urywa się gdzieś na słowie “teista” :). Być może można dodać, że chrześcijanin. Ale zauważ, że można być teistą, nie będąc katolikiem :). Ale nie można być katolikiem nie będąc teistą :).
Nie chodzi o to, że wspólnota jest czymś negatywnym. Chodzi dokładnie o to, o czym Ty pisałaś, że dzisiaj ludzie boją się przyznać, że w coś wierzą, wyznają jakąś religię. A ci, którzy to robią to w swoich wspólnotach, bo tam mogą to robić “bezpiecznie”. Jak daleko jest to od prawdziwego chrześcijaństwa? Jak to było z tym Piotrem i kogutem…? ;).
A co do słuchania siebie: poruszaliśmy już ten temat na blogu. Zakładam, że po to mamy sumienie i wolną wolę, aby właśnie siebie szukać. Nie znajduję powodów, dla których miałbym być podporządkowany instytucji takiej jak kościół. Oczywiście, być może warto ich posłuchać, bo mają coś ważnego do powiedzenia. Tylko czemu zaraz zrobili z tego system? Jedz wafelki, opowiadaj świństewka do faceta za kratką itp. Jezus nawet do apostołów powiedział “idźcie i nauczajcie”, a nie lećcie budować jakiś skomplikowany system. Nie rozumiem dlaczego ktokolwiek rości sobie prawa do ustalania co mam robić, żeby być zbawionym. Czytam tę samą ewangelię co papież czy ksiądz. Dlaczego jego rozumienie ma być lepsze od mojego?
Nie wyciągnij tylko proszę wniosku, że jestem za zniszczeniem wszystkich religii. To nie o to chodzi – chodzi o wyjaśnienie pewnych dość istotnych kwestii podstawowych. Jeśli Tobie pomaga bycie we wspólnocie, nawiedzanie świątyń to super! Mówię poważnie i wcale się nie naigrywam. Chciałbym jedynie wyjaśnić dlaczego tak wielu ludzi uważa, że w związku właśnie z tym zachowaniem Ty będziesz zbawiona a ja nie. Uprościłem trochę, wiem, ale chcę wydatnie podkreślić sens pytania.
@Małgorzata
Credo nie definiuje katolika. Nie wiem, czy byłaś, czy nie byłaś na nabożeństwie ewangelickim, ale ich credo jest identyczne z naszym. Jeżeli rozumiemy przez credo obydwoje słowa “Wierzę w Boga, Ojca Wszechmogącego…”
Co ma budzić mój sprzeciw wobec credo? To raczej wyznanie chrześcijańskie. Nie widzę żadnego wyznania chrześcijańskiego, które miałoby się z nim nie zgodzić.
Mówię, że kulturowo blisko jest mi do katolicyzmu, bo “przekonaniowo” jestem chrześcijaninem. Nie mam problemu z kościołami protestanckimi. A teza hierarchów Kościoła Katolickiego, że kapłani protestanccy są źle wyświęceni moim zdaniem jest śmieszna. Chodzę do Kościoła Katolickiego bo jakoś się w nich lepiej czuję, myślę, że to tylko kwestia przyzwyczajenia.
Co to “stety i niestety”. Stety, bo uważam, że będąc katolikiem lepiej się spełniam niż będąc np. baptystą. Ale wciąż, to raczej przyzwyczajenie. Co do niestety nie muszę się specjalnie rozpisywać, chyba każdy z nas ma jakieś ale wobec samej instytucji.
@Rafał – proszę uprzejmie nie skupiać się na formie moich wpisów, bądź komentarzy, a raczej starać się spokojnie zastanowić, nad ich treścią. Potem ewentualnie odnosić się, do moich wątków lub zastrzeżeń, być może niezbyt fortunnie ujętych.
Oczywiście nie wystarczy jedynie wierzyć, ufać Bogu Ojcu, Synowi i Duchowi Św. Trzeba jeszcze starać się być właściwie wychowanym, wyedukowanym i ukształtowanym człowiekiem, aby lepiej poznać, zrozumieć i uznać Jego nauki i przykazania. A zatem w sposób świadomy, dobrowolny, wiarygodny i odpowiedzialny składać wobec innych świadectwo, że jesteśmy Jego wyznawcami i naśladowcami.
“Ale jeśli dla kogoś nie ma to znaczenia i nie musi/nie chce przynależeć do tej społeczności to nie znaczy, że jest gorszy.” – tu nie byłbym taki pewny.
Każdy – kto świadomie, dobrowolnie i z premedytacją odrzuca i lekceważy miłość Boga Ojca i Jego Syna, również nie uznaje przynależność do Jego Kościoła tzn. KK-PA, chyba będzie surowiej ukarany, od praktykującego i wiernego chrześcijanina. Nawet wtedy, kiedy będzie starał się być prawym i dobrym człowiekiem.
Pozdrawiam – wszystkich czytających zachęcam do wymiany myśli i wzajemnego dialogu.
@Zibik
Sorry, ale nie dogadamy się. Jeżeli wg Ciebie chrześcijanin=katolik, inaczej niech się pali w piekle, to ja wysiadam.
“Najwięcej wymagać należy, od tego, któremu dużo powierzono, a mniej, od tego, któremu jedynie dano.”
“Kto nie zna woli Pana, a postępował źle, będzie sprawiedliwie osądzony i ukarany mniej surowo.
Natomiast ten, który poznał Jego wolę, a był głupi i leniwy, uparty w złem i opieszały w dobrych uczynkach. Bądź zaniedbał, niczego nie przygotował i postępował wbrew Jego woli – napewno będzie sprawiediwie osądzony i chyba bardziej surowo ukarany.”- nikt z nas nie zna Jego Miłosierdzia!
Kościół ma na ten temat ciekawy pogląd. Deklaracja “Dominus Iesus” podpisana przez kard. Ratzingera i abp. Bertone, a zatwierdzona przez Jana Pawła II mówi, że “istnieje jeden Kościół Chrystusowy, który trwa w Kościele katolickim”, a “pełnia tajemnicy zbawczej Chrystusa należy także do Kościoła, nierozerwalnie złączonego ze swoim Panem”. Jednocześnie, jak rozwija watykanista Andrea Tornielli w swojej biografii Benedykta XVI (“Współpracownicy prawdy”), “stwierdzenie o jedyności zbawczej Chrystusa nie znaczy jednak, że tylko ten, kto jest formalnie i widzialnie członkiem Kościoła zbawia się, ale ktokolwiek się zbawia, zbawia się przez Chrystusa i jego Kościół, który swym niewidzialnym działaniem wykracza daleko poza granice, o których wiemy”.
I dalej “Dominus Iesus”: “Dla tych, którzy nie są w sposób formalny i widzialny członkami Kościoła, Chrystusowe zbawienie dostępne jest mocą łaski, która choć ma tajemniczy związek z Kościołem, nie wprowadza ich do niego formalnie, ale oświeca ich w sposób odpowiedni do ich sytuacji wewnętrznej i środowiskowej”.
@Rafał – nawet, jeśli zdania, teksty są na pierwszy rzut oka mało zrozumiałe. Czasem to oznacza, że trzeba się więcej wysilić i zatrzymać nad nimi dłużej, aby ostatecznie je należycie odczytać i zrozumieć.
Takie wpisy są zwykle najciekawsze, bo trudne, prawdziwe, wartościowe, refleksyjne, inspirujące i wymagające !
Byłbym jeszcze bardziej zadowolony i usatysfakcjonowany, gdybyś nie tylko czytał z łatwością moje teksty, ale również lepiej je poznawał i rozumiał.
Bywa i tak, że trudno publicznie wyrazić słowami to, co naprawdę doświadczamy, czujemy, myślimy, wiemy albo jedynie przeczuwamy.
Pozdrawiam
“Kto słucha słowa mego i wierzy onemu, który mnie posłał ma żywot wieczny i nie przyjdzie na sąd, ale przyszedł z śmierci do żywota”
Zbawienna wiara w Boga Ojca, Syna Człowieczego – Jezusa Chrystusa i Ducha Świętego jest potrzebna i konieczna, tak nieodzowna, że nawet ten, co się ochrzci, a szczerze nie wierzy, że Bóg Ojciec, Syn i Duch Św. stanowią jedno – będzie potępiony !
@Andrzej
Uprzejmie proszę nie zmyślać, ale zacytować, gdzie napisałem, że wg. mnie chrześcijanin=katolik ?………
Królestwo Chrystusa jest rządzone absolutną prawdą, sprawiedliwością i miłością, nie jest z tego świata !
@Andrzej
Przepraszam. Masz rację, że wcale nie do większości Credo masz zastrzeżenia, jak napisałam, a tylko do fragmentu o wierze w kościół. Mam nadzieję, że się nie obrazisz, że w kolejnym poście wykorzystałam naszą rozmowę do zadania pytania, kim jest katolik.:)
@kuba
Dzięki za podrzucenie tych fragmentów deklaracji. Ciekawe, chociaż jeszcze nie wiem co o tym myślę :).
@ Zibik
Jeżeli ja rozumiem dobrze KK-PA, Kościół Katolicki Powszechny i Apostolski. Ja to zrozumiałem tak, że Kościołem Boga Ojca jest jedynie Kościół Katolicki. Nie wiem, jak można to zrozumieć inaczej. A jeżeli źle zrozumiałem to ponownie proszę o jaśniejsze wypowiadanie myśli.