Archiwum August 2008

Szeroki kąt 58 Autor: Rafał Figas

Aug17

Zamknij oczy i wyobraź sobie, że jesteś poza czasem i szybujesz nad gęstymi lasami w górach i obserwujesz starożytne plemię Indian. Prowadzi ich wódz, który próbuje znaleźć dla nich nowe schronienie po tym jak poprzednie uległo zniszczeniu przez kataklizm. Docierają do doliny bogatej w roślinność i zwierzynę. Rozpoczynają nowe życie. Żyje wśród nich mały chłopiec, który obserwuje życie plemienia. Z niezrozumiałej dla niego przyczyny, pewnego dnia, dochodzi do walki między dwoma członkami plemienia, w trakcie której jeden z nich ginie. Niespokojny dzień przemienia się w niespokojną noc – w trakcie burzy piorun powoduje pożar chat, które pobudowali. Wielu ginie, tracą domy. Załamany wódz wykrzykuje błagalnie w niebo, z którego szczęśliwie spada deszcz i ratuje to, co jeszcze zostało.

Następne co widzisz to ognisko, przy którym ten, którego pamiętasz jako chłopca, już jako starzec opowiada młodym dawne dzieje plemienia. W dawnych czasach tego plemienia bogowie zniszczyli ich domostwa i kazali im wynosić się z ich wspaniałej krainy. Aby nie pozostawiać ich samym sobie dali im Wielkiego Ducha – wodza, który ich prowadził, aż doprowadził ich do wspaniałej krainy, jednakże pobratymcy nie uszanowali daru bogów i znowu zaczęli czynić zło i zabijać się wzajemnie. Za karę bogowie zesłali ogień z nieba, który zaczął ich zabijać. Tylko gorące modły Wielkiego Ducha powstrzymały bogów, którzy zgasili wielki ogień i uratowały im życie. Od tego czasu plemię wyznaje zasadę, zakazującą zabijania się wzajemnie, a ludzie wznoszą modły do Wielkiego Ducha, by zaniósł ich prośby do bogów, a raz do roku całe plemię wykonuje taniec dziękczynny.

Plemię prosperuje całkiem nieźle i rośnie w siłę. Granice jego terytorium zaczynają stykać się z granicami terytoriów innych plemion. Początkowy strach plemienia zostaje podsycony wizerunkiem nieznanego, bezimiennego boga o dwóch twarzach. Wódz plemienia uznaje obcych za bluźnierców, ponieważ uważają, że ich bóg jest potężniejszy od Wielkiego Ducha. Dochodzi do wojny między plemionami. Skutkiem tej wojny jest podbicie obcego plemienia, ale jednocześnie również wyłonienie się grupy, która uważa, że zasada Wielkiego Ducha „nie zabijaj” musi dotyczyć wszystkich, a nie tylko członków plemienia. W ten sposób powstaje nowy odłam wyznawców Wielkiego Ducha.
czytaj dalej »

XX niedziela zwykła: Dom modlitwy dla wszystkich narodów 1 Autor: Wacław Oszajca SJ

Aug17

(Iz 56,1.6-7; Rz 11,13-15.29-32; Mt 15,21-28)

Nauczono nas dzielić rzeczywistość na dwie części, na sacrum i profanum. Sacrum to msza, sakramenty, w ogóle liturgia, modlitwa, następnie świątynia, ołtarz, a przede wszystkim tabernakulum, gdzie przechowywany jest Najświętszy Sakrament. Natomiast profanum to cała reszta, czyli prawie całość rzeczywistości. Co prawda można przez poświęcenie lub błogosławienie wyłączać poszczególne elementy i przenosić do tej ważniejszej sfery, do sacrum, ale efekt nadal będzie marny. Sacrum pozostaje małą wysepką na bezbrzeżnym oceanie materii, zmysłów, cielesności, pieniądza, a zwłaszcza seksu, w którym upatruje się największe zagrożenie dla świętości, mimo że małżeństwo jest sakramentem, a więc wydarzeniem upewniającym nas o realnej obecności Chrystusa.

Tymczasem Jezus jest najlepszym przykładem na to, że takie myślenie nie jest najszczęśliwszym sposobem wyobrażenia i mówienia o świecie i o Bogu. Jezus jest przecież Bogiem i człowiekiem, a więc jednocześnie sacrum i profanum, mówiąc inaczej, jest i niebem, i ziemią. Patrząc na człowieka-Jezusa, widzimy Boga. A zatem iść do nieba, wracać do domu Ojca, być wniebowziętym, wniebowstąpić, nie oznacza odejść, oddalić się, istnieć poza czasem. Nie oznacza stać się czystym duchem, by już nie mieć nic wspólnego z tą marnością nad marnościami, jaką jest materia, ciało. A przecież wierzymy w Chrystusowe zmartwychwstanie i wniebowzięcie Maryi. Tych dwoje ludzi żyje ciałem i duszą w wieczności.

Podział świata na dwie części, nawet nie połowy, na tę, należącą do Boga, i tę do Niego nienależącą, Chrystus zasypywał przez jednakowe traktowanie Żydów i pogan, i za naruszenie tego dogmatu zapłacił życiem.

* * *

Papież Pius XII ogłosił dogmat o wniebowzięciu Maryi 1 listopada 1950 r., a więc w pięć lat po zakończeniu II wojny światowej, podczas której na różne sposoby profanowano ludzkie ciała i dusze. Ciało miało stać się surowcem do produkcji przedmiotów bardziej użytecznych niż żywy człowiek. Czyżby ogłoszenie dogmatu o wniebowzięciu należało odczytać jako napomnienie skierowane do tych, którzy zapominają, że cały świat jest święty? Jednocześnie dogmat ten dodaje odwagi tym, którzy trudzą się dla świata. Jest to ich trud dla nowej ziemi, a więc ziemi stającej się niebem.

XIX niedziela zwykła: W sercu moim wielki żal 1 Autor: Wacław Oszajca SJ

Aug11

(Krl 19,9a.11-13; Rz 9,1-5; Mt 14,22-33)

Marzy nam się, a zwłaszcza tym, którzy chcieliby raz na zawsze udowodnić wszystkim wyższość religii chrześcijańskiej nad innymi religiami, by wreszcie Pan Bóg zaczął lepiej dbać o własne przecież interesy i stosował jakieś nadzwyczajne środki. Jak długo można cierpliwie znosić te wszystkie burze, cyklony, nawałnice wszelkiego zła, to rujnowanie porządku społecznego, politycznego, religijnego. Marzy nam się Kościół, w którym znaleźlibyśmy schronienie, błogi spokój i nieustanne zadowolenie z przemiłego towarzystwa. Ludzi, jak my pobożnych, bezkonfliktowych, spełnionych, jednym słowem szczęśliwych ponad wszelka miarę. Wokół, w tzw. świecie, szaleją burze, walą pioruny, a my sobie spokojnie płyniemy nie zważając na nic i na nikogo. Cóż nas może obchodzić los ginących za naszą burtą? Sami sobie są winni, przecież nie przyjęli Chrystusa, odrzucili prawdziwego Boga! Przecież to ich własny grzech doprowadził ich do takiego nędznego stanu.

Nie tak reaguje chrześcijanin. Widząc nieszczęście, w jakim znaleźli się inni, nieważne, ze swojej czy nie ze swojej winy, pragnie być razem z nimi, zająć ich miejsce. Opuścić bezpieczną łódź i ratować, a nawet zginąć, byleby ocalić tych, których inni postrzegają tylko jako będących za burtą. Kościół nie jest dla niego twierdzą, wojennym okrętem ani nawet łodzią, jest jak drożdże, jak woda czy też światło. Nie unosi się ponad ludźmi, ale na rożne sposoby ich ogarnia. Będąc ciałem Chrystusa, jest również Jego słowem. Żyje pośród ludzi rożnych religii i kultur nie po to, by je unicestwiać, zatapiać, a przeciwnie, razem z nimi pragnie wzrastać, wierząc, że nowa ziemia będzie dziełem wszystkich, którzy mają odwagę wysiąść ze swoich łodzi i próbują chodzić po wodzie, czyli sięgać po niemożliwe.

* * *

Papież Jan Paweł II pocałował Koran, Żydów nazwał starszymi braćmi w wierze, ks. Marcina Lutra świadkiem wiary, no i w Asyżu modlił się z kapłanami pierwotnych religii. Niektórzy uważają, że nie tędy droga. Trudno komentować taką postawę, ale warto przypomnieć św. Pawła apostoła, który myśląc o swoich pobratymcach, Żydach, mówi: W sercu swoim odczuwam wielki smutek i nieprzerwany ból. Wolałbym bowiem sam być pod klątwą i odłączonym od Chrystusa dla zbawienia braci moich, którzy według ciała są moimi rodakami.

O postępie w futbolu 0 Autor: Tomasz Jędrzejewski

Aug9

Akurat mamy olimpiadę, więc temat sportowy będzie na naszym blogu na miejscu. Otóż w sporcie, jak w życiu, potrzebne są mity. Takie na przykład, że dawno temu był bramkarz, który bronił połowę rzutów karnych, że był jakiś niezwyciężony zapaśnik albo niedościgniony płotkarz. Niektóre z tych opowieści są pewnie bliskie prawdy, inne niekoniecznie. Chciałbym zwrócić Państwa uwagę na jeden z tych mitów – nie po to, żeby go wymazać z czyjejś świadomości i nie po to, żeby kogoś urazić, ale po to, żeby móc otwarcie przyznać, że to właśnie mit. Chodzi mi mianowicie o drużyny piłkarskie, które w minionych dekadach wspaniale zapisały się na kartach historii futbolu.

Czasami telewizja przypomina urywki, a nawet całe mecze z lat siedemdziesiątych czy osiemdziesiątych. Słyszy się wtedy nieraz, że to mistrzowska drużyna, że teraz piłkarze są dużo słabsi. Zdaje mi się, że tylko to pierwsze twierdzenie jest trafne. Bo ówczesne zespoły Niemiec, Holandii, Polski czy Anglii na pewno były świetne – ale, proszę wybaczyć, nie były lepsze od od obecnych. Przypuszczam, że tegoroczny spadkowicz z Premiership bez kłopotu pokonałby reprezentację wyspiarzy sprzed trzydziestu lat. Narażam się na krytykę kibiców pamiętających dawne czasy, ale zapomnijmy na chwilę o emocjach. Spójrzmy na dowolny mecz ze starych mundiali i zestawmy go z dowolnym meczem ostatnich Mistrzostw Europy. Przyłóżmy do tego kryteria szybkości, techniki (np. zwody, prowadzenie piłki), dokładności zagrań.

Podobnie rzecz się ma z siatkówką (i prawdopodobnie paroma innymi sportami zespołowymi) – ale już chyba nie, na przykład, z lekkoatletyką.

Myślę, że można znaleźć analogię w upodobaniu do starych aut: one mogą mieć swoją “duszę”, jakiś niepowtarzalny urok, ale nie są przecież technicznie lepsze od współczesnych, bo technika idzie do przodu. W futbolu swoje robi profesjonalizacja.

Oczywiście to wszystko nie obniża sportowej klasy piłkarzy z dawnych lat. Ich wysiłek, praca i osiągnięcia są poza kwestią, a oglądanie tamtych spotkań sprawia dużą przyjemność.

Ciekaw jestem, co myślą o tym zagadnieniu inni kibice. Spodziewam się polemiki prowadzonej, rzecz jasna, w duchu olimpijskim.

Księża powrócą po Igrzyskach 1 Autor: Dariusz Kowalczyk SJ

Aug9

Mówią, że ceremonia otwarcia Olimpiady w Pekinie zaszokowała świat swoją wspaniałością. Osobiście nie czuję się radośnie zszokowany. Towarzyszy mi raczej pewien niepokój i zażenowanie. Kiedy zobaczyłem setki precyzyjnie zsynchronizowanych Chińczyków krzyczących i grających precyzyjnie na bębnach, pomyślałem, że to doskonała ilustracja ideologii, w której „jednostka zerem, jednostka bzdurą”. Liczy się bezduszny system i wytrenowanie posłusznych systemowi trybików.

Zapewne dam się – przynajmniej w pewnym momentach – ponieść emocjom olimpijskiej rywalizacji. Będę śledził występy polskich sportowców, podziwiał kunszt najlepszych, czytał zestawienia i medalowe statystyki. A jednak nie opuści mnie przeczucie, że uczestniczę w jakiejś światowej hucpie, w której komunistyczny chiński zamordyzm będzie udowadniał światu, iż jest potężny, ergo, ma rację. A świat będzie udawał, że generalnie jest pięknie…

Mówi się dużo o męczeństwie Tybetańczyków. I słusznie! Ja poczytałem trochę o losie katolików w Chinach. Z raportu organizacji „Kościół w Potrzebie” na temat prześladowań chrześcijan w latach 2005-2006 możemy się dowiedzieć, że w momencie oddania raportu do druku „co najmniej dwóch biskupów przebywało w więzieniu, podczas gdy 13 innym uniemożliwiono sprawowanie posługi duchowej; około 20 księży było w więzieniu lub zaginęło. Oskarża się ich o sprawowanie nielegalnych Mszy świętych i głoszenie rekolekcji”. Raport opisuje wiele konkretnych przypadków pobić, zastraszeń i rozmaitych prześladowań chrześcijan.

Niektórzy wyrażali nadzieję, że Olimpiada przyczyni się do zmiękczenia postępowania władz chińskich. Niestety, nic na to nie wskazuje. Wręcz przeciwnie! Serwisy donoszą: Na czas Igrzysk Olimpijskich w Pekinie władze chińskie nałożyły szereg restrykcji na duchowieństwo Kościoła „podziemnego” (wiernego Stolicy Apostolskiej). Wielu biskupów i księży otrzymało pod koniec lipca zakaz sprawowania sakramentów i prowadzenia pracy duszpasterskiej. Wobec ścisłej kontroli, wprowadzonej przez władze miejskie Pekinu, księża z nieuznawanego przez państwo Kościoła „podziemnego” pracujący na co dzień w stolicy Chin, opuścili miasto, zamierzając powrócić po zakończeniu Igrzysk. Niektórzy biskupi „podziemni” zostali umieszczeni w areszcie domowym i znajdują się pod ścisłym nadzorem.

Olimpiada będzie zapewne wielkim sukcesem organizacyjnym i sportowym Chin. Jak się skończy, to jedni księża wrócą do Pekinu, a inni wyjdą z aresztu domowego. Ci w więzieniach pozostaną tam, gdzie są. A może mimo wszystko coś drgnie? Ech! Ta nadzieja!

Obrona wierności 7 Autor: Małgorzata Felicka

Aug8

Jedną z wartości, które niemal przestały być wartością a stały się jej antytezą jest wierność. Niedawno w trakcie dzielenia się poglądami na temat cech, które powinien mieć człowiek, z którym chcemy stworzyć dobry związek ktoś wspomniał na forum grupy, że właśnie przede wszystkim wierności oczekuje od swego partnera i wierność jest tym, co on sam ma do dania. Spotkały go spojrzenia z pewnością zdziwione i niemal współczujące. Dla większości uczestników spotkania wierność nie liczyła się wśród pożądanych cech partnera tak jak poziom inteligencji, wrażliwość, czułość, atrakcyjność fizyczna. No bo czym jest wierność w świecie, w którym ceni się zdolność do szybkiego przystosowania się do zmian? W którym stałość oznacza zatwardziałość, niemożność rozwoju, chęć utrwalania tego, czego nie da się zatrzymać?

W książce Zygmunta Baumana pt. „Płynna nowoczesność” autor pisze, że otaczająca człowieka rzeczywistość staje się tak szybko zmienna, że nie przybiera trwale określonego kształtu. Zachowuje się pod tym względem jak ciecz przyjmująca kształt naczynia, w które jest wlewana. Wobec tego nie można już mówić o rządzących nią normach, zasadach i regułach, które z definicji niejako wymagają niezmienności w czasie, czyli właśnie trwałości. Wszystko staje się chwilowe, tymczasowe, do odwołania. Pożądaną cechą poszczególnych elementów rzeczywistości staje się to, że za chwilę można o nich zapomnieć, odrzucić je i wymienić na coś innego, pozbyć się, w razie, gdy przyjdzie taka ochota. czytaj dalej »

Inspiracje III 1 Autor: Andrzej Figas

Aug6

Dzisiaj inpiracje przeróżne. Trochę dające do myślenia, trochę zabawne, trochę sentymentalne. Na początek takie, co dają do myślenia.

W Republice Południowej Afryki w czasach Apartheidu żyło ponad 20 milionów ludzi, z czego uprzywilejowana, biała populacja (w liczebności ponad 4 milionów) posiadała na własność 87 proc. całej powierzchni państwa. Reszta, osiemnaście milionów, miała się zadowolić trzynastoma procentami. Ale to sucha statystyka. Projektanci związani z Apartheid Museum postawili sobie za zadanie uzmysłowić, jakie skutki ze sobą niosła ta oczywista niesprawiedliwość (click!).

czytaj dalej »

XVIII niedziela zwykła: Kupujcie bez pieniędzy 2 Autor: Wacław Oszajca SJ

Aug3

(Iz 55,1-3a; Rz 8,35.37-39, Mt 14,13-21)

Kupować, uprawiać handel i nie używać do tego pieniędzy, to upatrzony towar dostawać za darmo. Natomiast wydawać pieniądze na to, co nie jest chlebem, a więc nie nasyci, to marnotrawstwo, mówiąc wprost – głupota. Jeśli więc nasze powiązania z innymi ludźmi i z Bogiem opierają się na zasadzie „coś za coś”, to przynajmniej starajmy się, by to nasze handlowe podejście do życia było uczciwe. Nie zmuszajmy jednak, przede wszystkim Chrystusa, by też przyjął podobny sposób myślenia i postępowania. Dam, jeśli mi dacie, wysłucham, jeśli poprosicie, przebaczę, jeśli padniecie na kolana. Przed takim traktowaniem nas, ludzi, jak to wynika z dzisiejszych czytań mszalnych, Bóg, i to zarówno Nowego jak i Starego Testamentu, się wzdryga. Warto o tym pamiętać, zwłaszcza gdy znowu odżywają stare herezje, gdzie Jahwe jest krwiożerczym bóstwem, z zapałem tępiącym każdego, kto Mu się w taki czy inny sposób narazi.

Tymczasem Ewangelia tylko wtedy spełniała swoje zadania, gdy była rzeczywiście Dobrą Nowiną. To znaczy ukazywała Boga, który w relacjach z ludźmi nie uprawia handlu, nie czeka na prezenty i hołdy, a nawet na nasze błagania o litość, bo jest Niezmienny. Nie może przestać być Tym, ktory daje za darmo, bo jest Miłością. Jest bezinteresowny, aż w nieskończoność, aż do zatracenia samego siebie, byleby tylko pozostać wiernym tym, którym dał życie.

Bóg nie jest katem wymierzającym karę, gdyż jest ona wpisana w zło. Po prostu kara jest owocem grzechu. Dlatego Bóg odpuszcza grzechy, to znaczy stara się przekonać człowieka, by nie pokładał nadziei w złudzeniach.

* * *

Moda na satanizm, egzorcyzmy, demonologię jest tak wielka, że czasami odnosi się wrażenie, iż Szatan jest lustrzanym odbiciem Boga, Jego alter ego. Jeśli Boga oznaczymy znakiem plus, to Szatan byłby naznaczony minusem. Niebezpieczna to moda. Zmusza przecież człowieka do wydatkowania czasu i zdrowia na walkę z kimś, komu właśnie zależy, by z nim walczyć. A więc tracić czas na zło, zamiast na dobro.

Ochrzczony i chrześcijanin 4 Autor: Małgorzata Felicka

Aug1

Zastanawiający jest impet, z jakim – zwłaszcza młodzi ludzie – atakują chrześcijaństwo, a w szczególności Kościół. Nie są to przypadki odosobnione, z pewnością wszyscy mogą przytoczyć ich wiele z własnego środowiska, nie mówiąc już o prasie i innych mediach. A ponieważ pochodzą one również od ludzi wrażliwych i inteligentnych nie będzie dobrym wyjściem reagowanie na nie urazą albo odchodzenie w swoją stronę bez podejmowania dyskusji. Ten impet wywołany jest bowiem, po części przynajmniej, frustracją wynikającą z braku prawdziwego dialogu. Jeśli strona chrześcijańska ma do powiedzenia tylko: „Jesteś w błędzie, modlę się, żeby Cię Bóg oświecił”, to dla niewierzącego albo wątpiącego stanowi to prowokację do wymyślania inwektyw pod adresem tępego – bo tak go postrzega – niedoszłego rozmówcy. Niedoszłego, bo rozmowa zostaje ucięta zanim się w ogóle rozpoczęła.

A czy z czystym sumieniem można twierdzić, że jest winą współczesnego człowieka żyjącego w kraju o tradycjach chrześcijańskich to, że ucieka od Kościoła i bliżej mu do New age’u, buddyzmu, jogi, tai-chi, reiki, numerologii czy astrologii? Czy nie należałoby zastanowić się, czego tam poszukuje? I jakiego Kościoła potrzeba współczesnemu człowiekowi? Czego w nim brak teraz? Oczywiście na te pytania niełatwo odpowiedzieć i trudzą się nad nimi tęgie głowy. Można myśleć tylko o zasygnalizowaniu jakiegoś fragmentu tej złożonej sytuacji. Więc przede wszystkim należy zauważyć, iż pod płaszczykiem szyderstwa i lekceważenia brzmi w tych głosach ataku na chrześcijaństwo wielka gorycz i rozczarowanie. Warto chyba się w te głosy wsłuchać, żeby usłyszeć, czego protest dotyczy. Szukając odpowiedzi zwykle wysuwa się na pierwszy plan kontrowersyjne, bo trudne i w znakomitej większości nieakceptowane nawet przez katolików nauczanie Kościoła dotyczące spraw związanych z płciowością (antykoncepcja, przerywanie ciąży, zapłodnienie in vitro, dziewictwo, współżycie przed ślubem, masturbacja, celibat, pedofilia księży, związki niesakramentalne, homoseksualizm- każdy z tych tematów to istna puszka Pandory). Lecz, czy gdyby pominąć te kwestie, czy gdyby tych tematów w ogóle nie poruszać, to Kościół byłby miejscem spełniającym swe zadanie? Czy mógłby być miejscem, do którego przychodziłby ktoś, kto teraz ćwiczy jogę lub siedzi w zazen pod kierunkiem buddyjskiego mistrza? Albo przynajmniej czy byłby miejscem, o którym taki ktoś mówi zaciekawieniem, szacunkiem i sympatią nawet, jeśli wybrał inną drogę? Tak jak mówi o indiańskich szamanach, czy wierzeniach Eskimosów? Z obowiązującą tolerancją, której raptem zaczyna brakować, gdy mowa o niedzielnej mszy lub katolickich świętych? czytaj dalej »

Blog Powszechny is powered by WordPress and FREEmium Theme.
developed by Dariusz Siedlecki and brought to you by FreebiesDock.com