Czytając PP: “Ewangeliczna kontestacja” 2
We wrześniowym Przeglądzie Powszechnym znaleźć można świetne współczesne odczytanie znaczenia i miejsca Ewangelii. Zawarte jest ono w eseju francuskiego myśliciela, Maurice Belleta pt. “Ewangeliczna kontestacja”.
Autor wyprowadza swe rozważania z refleksji nad skutkami kontestacji, która pojawiła się w Kościele w latach Soboru i w wyniku wydarzeń marca 68. Wydarzenia te obiecywały „odnowić i wyprowadzić Kościół z niepowodzeń i ślepych zaułków, w które zapędziła go współczesność”. Na ich tle ostatnie półwiecze w niezwykle wyrazisty sposób uwydatniło charakterystyczny dla chrześcijaństwa fakt poszukiwania dla siebie miejsca w świecie i niespokojnego oscylowania między dążeniem, aby „wiara weszła w świat”- tendencją, którą Sobór wzmocnił, a przeciwną tendencją, pewnego rodzaju tradycjonalizmem, który chce, by „religia była w religii, a nie zaplątana w społecznym, psychologicznym i w jakimkolwiek innym aspekcie człowieczej kondycji”.
Bellet dostrzega zagrożenia wynikające z przemian posoborowych: nie uważa ich za zjawisko jednoznacznie pozytywne, gdyż „nie wystarczy być kompatybilnym ze współczesnym światem albo współczesną myślą”. Tak myśląc można trafić do ślepego zaułka, bo gdyby taki zamiar się powiódł, chrystianizm zostałby zredukowany do „chrześcijańskiego wariantu wierzeń uznanych za powszechne”. Wiara stałaby się „co najwyżej formą, w której chrześcijanie przyjmują humanizm, właściwy zresztą i innym”. Pogrążona zostałaby w byle czym.
Gdyby zaś zwyciężyła tendencja przeciwna: wyniosły tradycjonalizm, który czuje się niezależny od świata, to właściwym zwycięzcą byłyby moce pieniądza, bo duchowość, nabożność i porywy serca nie liczyłyby się. „Jeśli Bóg jest Bogiem zamkniętym u siebie, w swoich kościołach – biznes będzie biznesem.”- pisze. Zwłaszcza, że pociąga to za sobą słabość myśli Kościoła, która „ujawnia się w postaci wierzenia, jakiegoś dejà-là, zasad i dogmatów, przeciwko którym podnosi się różnorodna krytyka: filozofia, historia, egzegeza, nauka, polityka, nauki społeczne, psychoanaliza…” Jeśli owa słabość ma być przezwyciężona wiara na powrót musi stać się inicjatywą, ma sięgać wzrokiem w przyszłość.
Dla chrześcijan nie ma innej drogi niż powrót do Ewangelii. Ale chrześcijanin nie może się cofać. Musi na nowo dostrzec, że przyjście Chrystusa oznacza krytykę całego świata a nie tylko jakiegoś wierzenia czy jakiegoś elementu ustroju. I że Ewangelia objawia swą prawdę nie inaczej, tylko w działaniu dziś. W słowach Chrystusa chodzi o ludzki byt, o człowieka, który jest dzięki Ewangelii ratowany i wyprowadzany z błędu, kłamstwa i morderstwa. Przy czym Ewangelia nie dotyczy jakiejś zamkniętej grupy chrześcijan, ale świata, który Bóg chce zbawić! Nie jakiejś chrześcijańskiej idei świata, lecz tego realnego świata.
Autor zauważa trzy poziomy ewangelicznego sprzeciwu. Pierwszy dotyczy grupy chrześcijan, problemu funkcjonowania ich instytucji, aparatu władzy, wzajemnych konfliktów i porachunków. Następnie drugi poziom, który dotyczy wiary: Boga, Chrystusa, dogmatów i moralności, Kościoła i sakramentów. A na trzecim poziomie są pytania, które nie są pytaniami tylko chrześcijańskimi. Są to pytania o kondycję ludzką dziś i właściwie nie zadaje ich już człowiek, ale sam człowiek jest tym pytaniem. Autor podkreśla, że to właśnie Ewangelia ujawnia całą ich moc.
To, że pytania z trzeciego poziomu są tak palące jest zdaniem Belleta szansą dla Ewangelii, Kościoła i wiary na uniezależnienie się od „świata biegnącego i trudzącego się w zgodzie z własnymi prawami”.
Wiara chrześcijan jest więc marzeniem o innym świecie, który zastąpiłby ten nasz, który wzywa na pomoc. Szansą dla świata mogliby być chrześcijanie, którzy mówią, że to nie czas na międzykościelne spory i którzy wiedzą, że ich zadaniem jest ukierunkowanie całej energii na to, co się zapowiada, w kierunku tego, co wiara może przynieść światu odkrywającemu swój istotny brak. Tacy, którzy wiedzą, że „duchowy głód otwiera nowiutką przestrzeń dla ewangelizacji”.
Ich wiarą jest inicjatywą, którą – jak pisze Bellet - wiara była u początków, gdyż wierzą, że „jeśli Ewangelia nie jest z tego świata, nie może ona być niczym innym w tym świecie niż tym, co nadchodzi.”
Stwierdzam z satysfakcją, że jest to wizja opartej na Ewangelii wiary, która przemawia do mojej wyobraźni, bo żeby inicjować, zapoczątkowywać, trzeba mieć nadzieję, że to, co nadchodzi może być lepsze od tego, co było kiedyś i tego, co jest teraz.





Artykuł o artykule. Może po prostu należało oddać głos samemu autorowi (tj. Belletowi)?
Komentarz do dzisiejszego czytania o. Oszajca kończy uwagą, że Gospodarz Świata jest nie tylko Panem przeszłości, ale również współczesności. Bellet zaś kładzie nacisk na to, że jest On również Panem przyszłości.Stąd czerpać można najwięcej nadziei, ale też dzięki temu można spoglądać krytycznie na współczesność.
Wówczas takie krytyczne spojrzenie nie będzie oznaczało chęci powrotu od tego, co było.