Nycz odpuszcza religię? 3

Czy abp Nycz odpuszcza uczniom wiarę, a pozostawia religioznawstwo? Często słychać tego typu opinie, jednak są one nieporozumieniem. Absolutyzowanie praktyk religijnych przez katechetę powoduje, że nie spełnia on swojej roli
Komisja Wychowania Katolickiego Konferencji Episkopatu Polski, której przewodniczy abp Kazimierz Nycz, opublikowała „Zasady oceniania osiągnięć edukacyjnych z religii rzymsko-katolickiej w szkołach”. Według dokumentu, ocena zależy od „poziomu i postępów w opanowaniu przez ucznia wiadomości i umiejętności w stosunku do wymagań edukacyjnych wynikających z Podstawy programowej katechezy Kościoła katolickiego w Polsce oraz realizowanego przez nauczyciela programu nauczania, uwzględniającego tę Podstawę”. Natomiast „ocenianiu nie podlegają praktyki religijne”.
Czy abp Nycz odpuszcza uczniom wiarę, a pozostawia religioznawstwo? Często słychać tego typu opinie, jednak są one nieporozumieniem.
Absolutyzowanie praktyk religijnych przez katechetę powoduje, że nie spełnia on swojej roli. Nie uczy religii, nie podaje wiedzy swoim wychowankom, nie daje im szansy, aby mogli zrozumieć modlitwy, które i tak odmawiają w domu i w kościele. Zatem katecheta, który wymaga od uczniów zaliczania praktyk religijnych i poświęca temu cenny czas zajęć, nie wypełnia swojego zadania. Zaryzykuję twierdzenie, że katecheci, często obarczeni wieloma obowiązkami księża, po prostu nie mają czasu, by solidnie przygotować się do zajęć, i dlatego wybierają wiarę zamiast wiedzy. Jest to dla nich wygodne. Poza tym, nauczyciele często nie traktują uczniów poważnie, jak partnerów do rozmowy.
Gazeta Wyborcza cytuje słowa anonimowego katechety z podwarszawskiej miejscowości: – Człowiek wierzący nie może sobie odpuszczać praktyk religijnych. A teraz uczniowie dostali sygnał, że tak może być. Będą więc ambitnie walczyli o oceny z wiedzy, a wiara zostanie dla nich w tyle.
O ile pamiętam lekcje religii, najbardziej zaangażowani w naukę byli ci, którzy gorliwie praktykowali wiarę. Prawdziwym osiągnięciem katechety było jednak dotarcie do ucznia poprzez przekazywanie mu wiedzy i tłumaczenie prawd wiary nawet wtedy, gdy uczeń wykazywał opór lub obojętność. Niemałe znaczenie miała wówczas postawa katechety, umiejętność znalezienia wspólnej płaszczyzny do rozmowy z młodym człowiekiem, empatia oraz chęć zasłużenia sobie na zaufanie. Miałem szczęście spotkać na swojej drodze takiego katechetę. Później przyszedł nieciekawy ksiądz, więc zapisałem się na etykę, gdzie toczyły się interesujące dyskusje. A zajęcia prowadziła nauczycielka, którą spotykałem na dzielnej mszy w kościele.
Co sądzicie o zasadach nauczania i oceniania religii w szkołach? A może czytają nas katecheci?





Wiesz, zgadzam się z Tobą, że religia w szkole powinna uczyć i oceniać wiedzę, a nie praktyki religijne. Przede wszystkim dlatego, żeby przekazać i wytłumaczyć – co oznaczają podstawy naszej wiary i na czym polegają poszczególne praktyki. W ten sposób nabierają głębszego wymiaru i sensu, a nie stają się bezmyślnymi pustymi gestami i zwyczajami, nie mającymi nic wspólnego z wiarą.
Mój syn kilka miesięcy temu skończył technikum. Gdy byl w I klasie – na pytanie katechety – kto jest wierzący i praktykujący – oprócz niego zgłosił tylko jeden kolega. Reszta nie, a mimo to przez cztery lata na religie chodzili prawie wszyscy. Nikt ich nie zmuszał, ale katecheta (młody psycholog) uczył ich myślenia i zastanawiania się nad tym co robią i czują, w co wierzą i co jest w zyciu ważne. Część z nich pochodziła z rodzin deklarujących się jako niewierzące i tego czego uczyli się na lekcjach religii z pewnością posiało w nich jakieś ziarno. Nie mieliby tej szansy, gdyby katecheza polegała na odpytywaniu z treści niedzielnej mszy czy przynoszenia kartek do spowiedzi.
moim zdaniem ocenianie wiary jest niemoralne, a kim jest katechate by mial prawo to oceniac, skad on wie z jakiego pulapu startuja uczniowie- to ze dziecko chodzi do kosciola, to zazwyczaj konsekwencja postepowania rodzicow.
a wiedza religijna by sie przydala, ja osobiscie nic madrego na religii w trakcie swojej edukacji sie nie dowiedzialem, choc wielu spraw bylem bardzo ciekawe
na wszystko jest czas, zdobywanie wiedzy w szkole, ksztalcenie ducha w domu, czy grupach parafialnych, etc.
No tak, bo przecież wiara jest łaską, więc stawiając stopnie z wiary stawialibyśmy stopnie Panu Bogu.