Oszajca: Złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry? 2
XXV niedziela zwykła (Iz 55,6-9; Flp 1,20c-24.27a; Mt 20,1-16a)
Sprawiedliwym człowiekiem jest ten, kto daje drugiemu tyle, ile mu się należy. Proporcjonalnie odpłaca, każe za zło i wynagradza za dobro. Okazuje się jednak, że to, co jest sprawiedliwe według prawa, nie wystarcza. Istnieje jeszcze coś ponad prawem, co się nikomu nie należy, a bez czego trudno sobie wyobrazić ludzkie życie.
Gospodarz z dzisiejszej Ewangelii umawia się z robotnikami najętymi o świcie o denara zapłaty za dzień. Następnym najemnikom nie podaje już wysokości zapłaty, ale obiecuje dać, co będzie słuszne. Wiemy, że pod koniec dnia wszyscy otrzymali tyle samo. Ten wspaniałomyślny gospodarz jest obrazem Boga Ojca, a jego zachowanie obrazuje postępowania Boga, który zarówno najętym najwcześniej do pracy w Bożej winnicy, a więc Izraelitom, jak też tym, którzy przyjdą do niej na trzy kwadranse przed końcem pracy, wszystkim daje tyle samo – siebie. Czasami z tego powodu powstają nieporozumienia. Pobożny chrześcijanin woła do swego Boga o pomoc, o to czy o tamto i czeka, kiedy Bóg spełni prośbę, gdy tymczasem Bóg, jak matka, usłyszawszy głos dziecka, pierwsze co robi, to do dziecka przychodzi. Wie przecież, że dziecko, prosząc o mleko, w rzeczywistości prosi o nią samą, o jej obecność przy nim.
* * *
Mówiąc o nagrodzie i karze, nie sposób pominąć sprawy śmierci i piekła, jako że piekło jest przez część chrześcijan postrzegane jako kara nieodwracalna, a więc w jakimś sensie porównywalna ze śmiercią. Podejście katolików do tej sprawy ma swoją historię. Był czas, gdy chrześcijanie nawet dość chętnie stosowali karę śmierci. Obecnie ulega to zmianie, a świadczy o tym Katechizm Kościoła Katolickiego i nauczanie Jana Pawła II. To odchodzenie od dotychczasowego stanowiska odbywa się z niejaką trudnością, zwłaszcza dla tych, którzy wszystkiego, co najlepsze, upatrują w przeszłości, jakby Gospodarz Świata nie był Panem również współczesności.




Piekło i niebo – symbole oczywiste. Na przesłanie dzisiejszej Ewangelii patrzę jednak przede wszystkim w kontekście miłosierdzia Bożego. A to oznacza, ze nawet największy grzesznik ma szansę na zbawienie.
Jakkolwiek niesprawiedliwe wydawałoby się nam to z ludzkiego punktu widzenia.
Tak. Jest to też przestroga, żeby nie zazdrościć innym ich powodzenia (według nas niezasłużonego).Ten fragment Ewangelii ma podobny wydźwięk jak przypowieść o synu marnotrawnym.
Interesujące, bo wydaje się, że autor sugeruje, że tak jak chrześcijanie zrezygnowali ze stosowania kary śmierci tak też “przeżyło się” piekło jako koncepcja śmierci wiecznej.