Po konferencji na temat raportu “Laboratorium Więzi” 6
We wtorek odbyła się konferencja pt „DZIŚ I JUTRO POLSKIEJ WIARY” poświęcona prezentacji bardzo ciekawego raportu opatrzonego tym samym tytułem a opracowanego przez powołane przez „Więź” gremium naukowców i teologów zgromadzonych w „Laboratorium Więzi”. Zaproszeni goście komentowali raport, a wybrani autorzy na owe komentarze odpowiadali.
W trakcie spotkania doszło do dość zabawnego w moich oczach starcia wywołanego przez zaproszonego publicystę „Polityki”, Adama Szostkiewicza. Otóż w krótkich słowach podważył on wartość raportu przygotowanego przez obecnego i siedzącego za stołem prezydialnym socjologa, dr Tadeusza Szawiela, stwierdzając, że przecież nie można opierać się na wynikach badań socjologicznych, gdyż badani ludzie na zadawane przez socjologów pytania odpowiadają nieprawdę. Hm, zdumiała mnie bezceremonialność, z jaką p. Adam Szostkiewicz potraktował poważną przecież naukę.
Tym bardziej, że zamiast niewiarygodnych – jego zdaniem – badań socjologicznych p. Szostkiewicz zaproponował szereg własnych wniosków opartych na wyczuciu i intuicji, ale nie popartych żadnymi badaniami. Wśród ciekawych przemyśleń publicysty „Polityki” było takie, że religijność Polaków jest wysoka dzięki temu, że panowały w Polsce przez pięćdziesiąt lat rządy nieudolnie krzewiących ateizm komunistów i w związku z tym Polska jest w stosunku do Hiszpanii i Irlandii opóźniona o te pięćdziesiąt lat, ale te same co tam procesy laicyzacji społeczeństw nas czekają. Innym druzgocącym dla przyszłości religii w Polsce wnioskiem było to, że w Stanach Zjednoczonych utrzymuje się wysoki procent ludzi określających siebie jako religijnych dlatego, że istnieje tam bogata oferta konkurujących ze sobą wyznań, coś w rodzaju wolnego rynku religijnego. W Polsce zaś pod tym względem sytuacja wygląda marnie – wskazywał p. Szostkiewicz – bowiem zdecydowanie dominuje katolicyzm, który jest monopolistą na rynku religijnym, a to nie stwarza warunków sprzyjających staraniu się kościoła zdobywanie i przyciąganie wiernych.
Tryumf własnej obserwacji i intuicji publicysty nad socjologią trwał jednak bardzo krótko.
Przede wszystkim dr Szawiel spokojnie wyjaśnił, na czym polegają badania socjologiczne i pokazał, że w sposobie dochodzenia do wniosków socjologia posługuje się dedukcją wyprowadzaną z danych doświadczalnych, a więc metodologicznie nie odbiega od nauk ścisłych. Jeśli chodzi o charakter danych doświadczalnych, są one złożone – przyznał – bo dotyczą zachowań ludzkich, ale badaczowi w sukurs przychodzi statystyka i prawa wielkich liczb. Np. nawet, jeśli określona liczba respondentów nie mówi prawdy, to w kolejnych badaniach można się spodziewać, że zbiór mówiących nieprawdę będzie równie liczny, chociaż teraz inni ludzie mogą kłamać, a inni mówić prawdę. Porównanie wyników obu badań da dość precyzyjną informację na temat kierunku i tempa zachodzących zmian w badanym obszarze zachowań czy preferencji.
Dalej było jeszcze gorzej: w toku dyskusji pierwszy wniosek p. Szostkiewicza został zakwestionowany przez podanie przykładu dwóch innych krajów z tak zwanego obozu socjalistycznego, również rządzonych przez komunistów: Czechosłowacji i Niemiec Wschodnich, gdzie sytuacja religii jest diametralnie różna niż w Polsce, a mianowicie odsetek ludzi twierdzących, że wierzą w Boga należy do najniższych w Europie.
Drugi odkrywczy wniosek został podważony przez podanie przykładu Niemiec Zachodnich i Holandii, w których jest prócz katolików znaczna liczba protestantów z różnych kościołów. Jest tam również proporcjonalnie więcej muzułmanów niż w USA, a jednak – w odróżnieniu od USA – odsetek ludzi wierzących a zwłaszcza wierzących i praktykujących drastycznie zmalał w ciągu ostatniego półwiecza.
W sumie pouczająca dyskusja, pokazująca, że z wyciąganiem własnych wniosków należy zachować ostrożność, żeby po zauważeniu jakiejś prawidłowości zbyt szybko nie uznać, że ogarnęło się całość skomplikowanych przecież związków jednym genialnym spojrzeniem. Żmudne badania nie są tak spektakularne, ale za to prowadzą do poznania rzeczywistości a nie tylko wnętrza czyjejś głowy.




Istotnie spotkanie musiało być ciekawe :). Gdzie się można zapoznać z wynikami raportu? W Więzi? Nie widzę tego w Internecie.
Prawie na pewno kryje się pod poniższym linkiem.
http://www.laboratorium.wiez.pl/raporty.php?zawsze_mierna_czy_wierna&p=1
Cały raport jest też dostępny w formie drukowanej we wrześniowym numerze “Więzi”
@może tak
Nie byłem pewien czy to to. Dzięki.
polecam wykład Agaty Bielik Robson z 06.03.2004 wygłoszonym dla DSW http://www.dsw.dominikanie.pl/starearchiwum.php nic dodac nic ujac
Raport w samej rzeczy może robić zaskakujące wrażenie na ludziach żyjących w niektórych środowiskach: w wielkich miastach, obracających się wśród osób wykształconych i raczej zamożnych. Bo w tych środowiskach z religijnością jest całkiem inaczej.
Nie jestem zadowolona z tego raportu, bo nie uwzględnia on ani tego rodzaju podziałów na środowiska społeczne, ani nie uwzględnia zmian w czasie. Najbardziej niezadowalająca jest interpretacja raportu przez specjalistów. Sprowadza się ona do: wiara wciąż płytka, ale gdzieniegdzie się wzmacnia, poza tym jest wciąż masowa, więc hura!
Proponuję socjologom zbadać młodzież: gimnazjum, liceum, studia. Od tych ludzi będzie zależał kształt lub bezkształt polskiego Kościoła już za rok, dwa, trzy lata. Wystarczy spojrzeć w przyszłość, żeby żadnego “hura!” nie było. W całej Polsce gimnazjaliści masowo wypisują się z religii zaraz po bierzmowaniu. W dużych miastach rodzice nie posyłają nawet młodszych dzieci na religię, ze strachu przed niekompetencją katechetów. Maturzyści już nie palą się do wstępowania do seminariów.
Wiem to wszystko z badań socjologicznych publikowanych co jakiś czas w mediach. Szkoda, że eksperci Więzi nie poszli tym tropem. Jakie przewidywania na przyszłość można robić, jeśli nie przeanalizuje się sytuacji wśród młodzieży? Ja prorokuję, że jeszcze kilka lat i wszystko to się rypnie. Młode pokolenie masowo żegna się z Kościołem.