Artykuł

Kazania nieksięży (12): Święto zmarłych, ale żywych 0

Oct23

Autor: Marek Krzysztofik. Aby ocenić konkursowe kazanie, wybierz od jednej do pięciu gwiazdek poniżej tego wpisu. Przeczytaj o konkursie | Zobacz wszystkie kazania

Dzisiejszy dzień nie jest świętem zmarłych, ale żywych

Ten świat, który nas otacza, dotknięty jest dziwną skazą. Wiele w nim piękna, radości, powodzenia – a przecież równocześnie pleni się w nim zło, cierpienie, choroby, niesprawiedliwość, ubóstwo i w końcu śmierć. Chciałoby się powiedzieć: za dużo tego zła. Za dużo nieszczęścia. Bolesław Leśmian wyraził chyba uczucia większości ludzi, gdy pisał w swoim wierszu: „Takiż to świat! Niedobry świat! Czemuż innego nie ma świata?”

Do takiego świata przychodzi Jezus i zaczyna nauczać. Dzisiejsza Ewangelia przypomina początek Jego Kazania na Górze.  Zebrały się wokół Niego tłumy, bo poszedł o nim słuch, że uzdrawia. Więc zgromadziło się wokół niego mnóstwo ludzkiego nieszczęścia. A On wyszedł na górę, żeby Go było lepiej słuchać, i zaczął mówić.

Dziwne rzeczy mówił Jezus. Kto wie, czy nie przywykliśmy już do tych Jego słów, których pewnie dziś słuchaliśmy nie po raz pierwszy. Nazywamy je „Ośmioma błogosławieństwami”, więc wyobrażamy sobie, że Jezus pobłogosławił tych wszystkich biedaków wokół, trochę jak papież, czy biskup, który, wizytując parafię, robi nad tłumami znak krzyża.  Ale kolejnych osiem zdań Jezusa to nie są pozdrowienia czy życzenia, ale zdania twierdzące. Jezus mówi ludziom – mówi także nam, po dwóch tysiącach lat – coś zaskakującego. Każde zdanie zaczyna od słowa, które w greckiej Ewangelii brzmi makarioi, co tłumacze oddają nam tradycyjnie jako „błogosławieni”. Ale warto inaczej, również prawidłowo, przełożyć ten wyraz, żeby do nas znowu dotarło, jaka to zaskakująca nauka. Bo makarioi oznacza też „szczęśliwi”. Więc Jezus tym zgromadzonym wokół biedakom, tym chorym i przygnębionym ludziom mówi, że są szczęśliwi.

Spróbujmy to sobie uświadomić. Z jednej strony ludzie, którzy wołają: „Takiż to świat! Niedobry świat! Czemuż innego nie ma świata?” – a z drugiej ten niezwykły Nauczyciel, który odpowiada na to: „Skoro tak mówicie, to jesteście szczęśliwi”. Jak mógł tak powiedzieć?!

Narzekamy, a zatem zdajemy sobie sprawę z ludzkiej kondycji. Nie mamy wrażenia, że jesteśmy bogaci, zdrowi i wszystko nam się uda. To właśnie wyraża sformułowanie „ubodzy w duchu”: to ci, którzy wiedzą, że są ubodzy. Którzy nie mają złudzeń na temat swojej sytuacji. Człowiek na tym świecie jest ubogi.  Chwile powodzenia są na kredyt, a bank trzyma śmierć, która przyjdzie się upomnieć o swoje. Jeśli o tym wiesz, to twoje jest Królestwo Niebieskie, mówi Jezus. Wykupię cię od śmierci. Greckie słowo, które tłumaczymy jako „zbawienie” oznaczało również: wykupienie dłużnika.

Po „ubogich w duchu” Jezus wymienia także innych, paradoksalnie szczęśliwych. Między innymi szczęśliwi są łagodni, więc ci, którzy nie rozpychają się łokciami, idąc po swoje, bo to oni na własność posiądą ziemię – czyli zostaną potraktowani jak pierworodni synowie, którzy mieli w tamtych czasach pierwszeństwo przy podziale odziedziczonego majątku.

Oni wszyscy, także pozostali, których wymienia Jezus, a także my, którzy też żyjemy w tym świecie dotkniętym skazą zła, my wszyscy zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi – przypomina się nam w Pierwszym liście świętego Jana.  „I rzeczywiście nimi jesteśmy” – potwierdza się z mocą. Właśnie dlatego jesteśmy szczęśliwi. Nawet, jeśli nieraz wydaje nam się inaczej.

Ale przecież istnieje śmierć, mógłby ktoś powiedzieć. I zdarza się, że ludzie płaczą aż do śmierci, i umierają w rozpaczy. A ci, którzy dla sprawiedliwości cierpieli prześladowania – przecież wielu z nich zostało po prostu zamęczonych. Więc co z tą pociechą? Co z tym szczęściem?

Na to odpowiada Apokalipsa świętego Jana, której fragmentu wysłuchaliśmy na początku. Oto Jan opowiada nam, jak u kresu historii ujrzał nieprzebrany tłum ludzi ze wszystkich narodów i pokoleń, odzianych w białe szaty. Przyszli z wielkiego ucisku. I „wybielili swoje szaty we krwi Baranka”. Czyli mieli swój większy lub mniejszy udział w męczeństwie Chrystusa. Męczeństwie zakończonym śmiercią. A jednak żyją. Bo śmierć nie kończy wszystkiego. Bo święci – przecież o świętych mówimy cały czas, nie tylko o tych świętych z kalendarza, ale o wszystkich świętych, wszystkich zbawionych – zatem: święci są żywi. Są zbawieni, czyli wykupieni z rąk śmierci. Są zbawieni, czyli obdarowani życiem wiecznym, już nie na kredyt.

Wróćmy jeszcze na chwilę do listu świętego Jana. Przeczytaliśmy tam, że dziećmi Bożymi jesteśmy już teraz. Ale kiedyś, gdy czasu już nie będzie – „jeszcze się nie objawiło, czym będziemy”. Królestwa Niebieskiego nie potrafimy sobie wyobrazić. Jedna pewność ma nam towarzyszyć od chwili, kiedy Jezus rozpoczął swoje Kazanie na górze: jesteśmy szczęśliwi. Bo otrzymamy życie. Bo zbawienie, świętość, to życie, ostateczne zwycięstwo nad śmiercią, cierpieniem. Nad złem: skazą naszego świata.

Dlatego dzisiejsze święto, Dzień Wszystkich Świętych, to nie święto zmarłych, ale żywych. Święto tych, którzy żyją, choć straciliśmy ich z oczu. I święto tych wszystkich, których jeszcze stracimy z oczu. Oby to było także święto każdego z nas.

Marek Krzysztofik

Komentarze przez RSS

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy dla tego wpisu

Proszę, zostaw swój komentarz

* Pola wymagane

Blog Powszechny is powered by WordPress and FREEmium Theme.
developed by Dariusz Siedlecki and brought to you by FreebiesDock.com