Artykuł

Kazania nieksięży (14): Serce, nie umysł 8

Oct24

Autorka: Ewa Ryniewicz. Aby ocenić konkursowe kazanie, wybierz od jednej do pięciu gwiazdek poniżej tego wpisu. Przeczytaj o konkursie | Zobacz wszystkie kazania

Z objaśnianiem czy interpretacją biblijnych czytań jest trochę tak jak ze współczesną sztuką – bardzo wielu o niej mówi, na różne sposoby ją komentuje, rozkodowuje i tłumaczy, ale chyba niewielu tak naprawdę cokolwiek wyjaśnia. Znacząca większość przeróżnych komentatorów i krytyków, którzy „przecedzają komara, a połykają wielbłąda” gubi gdzieś istotę rzeczy, traci z oczu wybrany obiekt- obraz czy tekst- i niesiona na retorycznej fali własnej nieomylności, topiąc po drodze wielu pasażerów- rzadko dopływa do właściwego portu. Jednoznaczne i kategoryczne wyjaśnienia- z prostego powodu są niebezpieczne- zawężają bowiem dostęp światła, a co za tym idzie zaciemniają rzecz całą, zamiast ją rozjaśniać.

Przewodnicy ślepi – owi zawodowi interpretatorzy chyba nazbyt często zapominają, że ich odbiorcy- słuchacze, czytelnicy czy wierni, którzy przychodzą do muzeum nie tylko ze szkolną wycieczką, tak jak i ci przychodzący do kościoła nie tylko na ślub znajomych- przybyli tam nie z innych powodów, ale z powodu…uczuć; Tak właśnie! Bo kochają i chcą być blisko tego kogoś (czy czegoś?) kogo (czy co), kochają.

Właśnie tak! Przyczyną ich tam obecności- jest Miłość. A tam gdzie chodzi o miłość- zawsze jest niepewność, przeróżne wątpliwości i niedopowiedzenia; Tam często istotne jest nie to, co powiedzieliśmy, ale właśnie to, czegośmy NIE powiedzieli; To, czego nie wiemy, nie widzimy i nie potrafimy nazwać, ale odczuwamy przedziwną, niczym nie umotywowaną pewność, że to jest właśnie TO. Skąd to wiemy? Skąd? -„GDYBY SERCE ZACZĘŁO MYŚLEĆ, PRZESTAŁOBY BIĆ”- podzielę rację Pessoi, który przed chwilą podszepnął mi swoją odpowiedź. Ta niczym nie umotywowana pewność- to nie mądrość, ani żadna rozumowa spekulacja- taką pewnością jest wiara.

A wiara jest wiarą w to, czego nie potrzebuje mój umysł, ale czego – jak tlenu – potrzebuje moje serce. – A on, Fernando Pessoa – ten smutny i cichy Portugalczyk, tak cichy za życia, że opublikowany dopiero po śmierci, skąd on to wie? – Bo, być może poza tym, że jest jednym z najwybitniejszych europejskich pisarzy, jest być może także niejednym z wielu anonimowych Błogosławionych i Świętych, których imion nie przywołujemy w śpiewanej dzisiaj Litanii, ale którzy przecież stoją teraz w tym samym rzędzie, co ci, których wymieniliśmy. Błogosławieni czyli Szczęśliwi. Widzę ich – stoi na tym apelu siostra Immakulata – znajoma karmelitanka – najczystszego serca i umysłu, milcząco wsłuchana w słowa Edyty Stein, które niestrudzenie i cierpliwie przekładała; mój ojciec, który cierpiał prześladowania dla sprawiedliwości i nigdy nie wyrównywał grzechu grzechem; ta pani, z którą leżałam w jednej szpitalnej sali i której imienia już nie pamiętam- pogodzona ze sprzecznościami, a w swojej biedzie i cierpieniu najpokorniejsza; Mój Boże! Jest i moja sąsiadka, z której wszyscy się naśmiewali i dokuczali jak mogli, i mój wykładowca literatury współczesnej, za którym przepadałam – a którego poczucie sprawiedliwości nie wszystkim się podobało, bo zacierało wszelkie między ludźmi różnice.

I całe rzędy twarzy, które znam, obok tych, których nigdy nie widziałam, a wszyscy są jakby opieczętowani tym samym uśmiechem dziecka, i czuję, że ich myśli patrzą na mnie i słyszę ich mowę, która jest muzyką, że to Bóg „wycisnął na nich pieczęć i zostawił zadatek Ducha w ich sercach”, że jest tam miejsce i dla mnie, że mam imienną przepustkę, bo mam w sercu taki sam znak, taką samą jak oni pieczątkę. Wierzymy przecież w rzeczy nie tylko widzialne i wiemy, że „widzi się więcej niż ogląda i rozumie się więcej niż się wie”; Czasami niezwykle trudno przychodzi zobaczenie tego, co leży przed naszymi oczami, ale trzeba się starać; Nieustannie.

Mówię Wam to, co widziałam, a wielu z tych, którzy mnie teraz słuchają wie, że istota rzeczy i tak leży w czymś innym, w czymś co jest niewypowiadalne, i że najistotniejsze jest właśnie to, czego tu i teraz NIE udało mi się powiedzieć. Tym, którzy tak sądzą można wierzyć, bo oni mają te niebieskie stemple w kształcie serca, które pozwalają posiadać tę niczym nie umotywowaną pewność. /Od Arystotelesa wiem, że „wystarczy, jeśli opracowanie danego przedmiotu osiągnie ten stopień jasności, na jaki przedmiot ten pozwala; nie we wszystkich bowiem wywodach trzeba szukać tego samego stopnia ścisłości” – i właśnie tym się kierowałam przygotowując to swoje kazanie. To tyle/

Ewa Ryniewicz

Komentarze przez RSS

8 komentarzy(e) dla tego wpisu

  1. xxx says:

    Po prostu prawdziwe.

  2. Milena says:

    To jest to!

  3. Roman says:

    calkiem nie glupie przemyslenia , zgadzam sie w wiekszosci z przeslaniem autorki

  4. kuba says:

    Moim zdaniem najlepsze kazanie, no i szykuje się nagroda publiczności:)

  5. Konrad says:

    Na podstawie 2 komentarzy “To jest to” i drugiego jednozdaniowego została przyznana nagroda publiczności. Wstyd!

  6. Andrzej says:

    Nagroda publiczności przyznawana jest za gwiazdki, a nie za komentarze.

  7. PRZEMEK says:

    Jesteś Ewa pewnie małą dziewczynką a myśli masz takie wielkie!! Odzywaj się częściej.

Proszę, zostaw swój komentarz

* Pola wymagane

Blog Powszechny is powered by WordPress and FREEmium Theme.
developed by Dariusz Siedlecki and brought to you by FreebiesDock.com