Kazania nieksięży (17): Podstawowe pytania 2
Autor: Maciej Gliński. Aby ocenić konkursowe kazanie, wybierz od jednej do pięciu gwiazdek poniżej tego wpisu. Przeczytaj o konkursie | Zobacz wszystkie kazania
Podstawowe pytania
Potem ujrzałem wielki tłum, którego nikt nie mógł policzyć, z każdego narodu i wszystkich pokoleń, ludów i języków, stojący przed tronem i przed Barankiem [Ap 7,9]. Mam nadzieję, że dzięki Łasce Bożej i przynależności do Kościoła, wśród tego tłumu znajdziemy się również my, świeccy – chociaż może nie przyjdziemy z wielkiego ucisku. Bo Chrystus wywyższony ponad ziemię wszystkich do siebie pociągnął (…) powstawszy z martwych Ducha swego ożywiciela zesłał na uczniów i przez Niego ustanowił Ciało swoje, którym jest Kościół, jako powszechny sakrament zbawienia [KK.48].
Żyjąc w środowisku katolickim „z dziada, pradziada” zdarza się, że zapominamy o sprawach najważniejszych. Poddajemy się atmosferze otaczającego nas świata z jego hierarchią wartości, dążenia do zapewnienia sobie i najbliższym sukcesu materialnego i szczęścia, w powodzi informacji (często tendencyjnych i nie zawsze prawdziwych) ulegamy różnym modom, wykorzystujemy czas w sposób niejednokrotnie przypadkowy lub nawet irracjonalny. Nasza wiedza religijna mogła pozostać na jakimś poziomie z przed lat, jeśli nie jest pogłębiana np. przez lektury, wartościowe filmy czy spektakle teatralne, przez kontakty z innymi wierzącymi ludźmi. Przekazywana w czasie niedzielnych kazań nie zawsze do nas dociera – podawana bywa często w sposób nudny, nie związany z codziennym życiem, zbyt rozwlekły lub wielowątkowy a przy ogromnym natłoku informacji zdolność do koncentracji przy słuchaniu wyczerpuje się (jak to wiem z własnego doświadczenia) po 10 – 12 minutach. Brak nam małych katolickich środowisk, które promieniowałyby radością i miłością – po czym były rozpoznawane grupy pierwszych chrześcijan. Zapominamy o tym, że jesteśmy na ziemi tylko przejściowo, że warunki naszej egzystencji, zdrowia, mądrości tylko w bardzo małym stopniu zależą od nas. Nie znamy przecież „dnia ani godziny” kiedy zostanie zakończona nasza cielesna obecność na ziemi.
Wydaje mi się ważne, aby sobie i innym przypomnieć o celu życia każdego człowieka wierzącego w Boga, naszego miejsca w Bożym planie zbawienia i wynikających stąd konsekwencji, a więc odpowiedzieć na podstawowe pytania: poco żyjemy, poco nam Kościół i jakie powinno być w nim nasze miejsce, czy musimy dążyć do świętości?
Poco żyjemy?
W dokumentach Soboru Watykańskiego II czytamy:
• Przedwieczny Ojciec (…) stworzył cały świat, a ludzi postanowił wynieść do uczestnictwa w życiu Bożym (…) [KK 2].
• (…) zadaniem ludzi świeckich, z tytułu właściwego im powołania, jest szukać Królestwa Bożego zajmując się sprawami świeckimi i kierując nimi po myśli Bożej [KK.31].
A Piśmie Świętym: Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi i rzeczywiście nimi jesteśmy … Każdy zaś, kto pokłada w Nim nadzieję, uświęca się, podobnie jak On jest święty. [1 J 3.1,3]
Bóg chce w nas widzieć swoich współpracowników w dziele kontynuowania stwarzania świta, rozdających ludziom i światu dobro, miłość i prawdę. A więc taki powinien być cel naszego życia! Jak to realizować? Musimy uznać, że Bóg wskazał nam drogę: zesłał Syna, który ustanowił Kościół. A więc, jeśli Chrystus jest na pierwszym miejscu – wszystko będzie na miejscu właściwym! (św. Augustyn i nie tylko). A dążenie do świętości jest tego naturalną konsekwencją.
Poco nam Kościół?
W dokumentach Soboru Watykańskiego II czytamy:
• Chrystus jedyny Pośrednik, ustanowił swój Kościół święty, tę wspólnotę wiary, nadziei i miłości tu na tej ziemi, jako widzialny organizm, nieustannie go też przy życiu utrzymuje, prawdę i łaskę rozlewając przez niego na wszystkich [KK 8].
• (…)Kościół jest w Chrystusie niejako sakramentem, czyli znakiem i narzędziem wewnętrznego zjednoczenia z Bogiem i jedności całego rodzaju ludzkiego(…)[KK 1].
• (…)Podobało się jednak Bogu uświęcić i zbawiać ludzi nie pojedynczo, z wykluczeniem wszelkiej wzajemnej między nimi więzi, lecz uczynić z nich lud, który by Go poznawał w prawdzie i zbożnie Mu służył. (…) Toteż ów lud mesjaniczny, choć nie obejmuje aktualnie wszystkich ludzi, a nieraz nawet okazuje się małą trzódką, jest przecież potężnym zalążkiem jedności, nadziei i zbawienia dla całego rodzaju ludzkiego. Ustanowiony przez Chrystusa dla wspólnoty życia, miłości i prawdy, używany jest również przez Niego za narzędzie zbawienia wszystkich i posłany jest do całego świata, jako światłość świata oraz sól ziemi (por. Mt 5,13-16) [KK 9].
• Pan Jezus (…)zapoczątkował Kościół swój głosząc radosną nowinę, a mianowicie nadejście Królestwa Bożego obiecanego od wieków w Piśmie. (…) Kościół (…) otrzymuje posłannictwo głoszenia i krzewienia Królestwa Chrystusowego i Bożego wśród wszystkich narodów i stanowi zalążek oraz początek tego Królestwa na ziemi [KK.5].
Świeccy nie tylko należą do Kościoła, ale ze sami są Kościołem (…) [ChL.9]. Bo Przedwieczny Ojciec (…) stworzył świat cały, a ludzi postanowił wynieść do uczestnictwa w życiu Bożym (…) wierzących w Chrystusa postanowił zgromadzić w Kościele świętym, który (…) cudownie przygotowany w historii narodu izraelskiego i w Starym Przymierzu, ustanowiony w czasach ostatecznych, objawiony został przez wylanie Ducha [KK.2].
Wynika z tego, że nasze miejsce jest w Kościele, we wspólnocie a nie tylko w samotności czy w kręgu najbliższych ludzi. Tylko we wspólnocie Kościoła możemy być współpracownikami Boga. Inaczej zagubimy się, pilnując interesów własnych bądź grupowych, ulegając presji środków masowego przekazu, otoczenia i własnej interesowności.
Nasze miejsce w Kościele.
W dokumentach Soboru Watykańskiego II czytamy:
• Ludzie świeccy zaś szczególnie powołani są do tego, aby czynić obecnym i aktywnym Kościół w takich miejscach i w takich okolicznościach, gdzie jedynie przy ich pomocy stać się on może solą ziemi. Tak oto każdy świecki na mocy samych darów, jakie otrzymał staje się świadkiem i zarazem żywym narzędziem posłannictwa samego Kościoła “według miary daru Chrystusowego” (Ef 4,7) [KK 33].
• Jest rzeczą konieczną by każdy katolik świecki miął zawsze żywą świadomość tego, że jest “członkiem Kościoła”, czyli osobą, której dla dobra wszystkich powierzone zostało oryginalne, niezastąpione i ściśle osobiste zadanie. Do (…) apostolstwa, zawsze i wszędzie owocnego, a w niektórych okolicznościach jedynie przydatnego i możliwego, są wezwani i zobowiązani wszyscy świeccy (…) [ChL.28]
Jak to realizować? Podobno w USA każdy, kto przychodzi do kościoła po raz pierwszy dostaje kartkę, na której ma podać swoje dane do kontaktu, informacje o sobie i rodzinie oraz czym może służyć wspólnocie parafialnej. U nas chyba raczej myśli się, co mogę otrzymać w sferze materialnej ewentualnie duchowej, a nie co mogę zrobić dla ludzi w parafii. A przecież:
Parafia jest niejako ostatecznym umiejscowieniem Kościoła, a poniekąd samym kościołem zamieszkującym pośród swych synów i córek (…) nie jest po prostu strukturą, terytorium, budynkiem, ale raczej “rodziną Bożą jako braci ożywionych duchem jedności”, „domem rodzinnym, braterskim i gościnnym”, „wspólnotą wiernych” [CHL.26].
Z kolei w dokumentach II Polskiego Synodu Plenarnego czytamy: należy usilnie starać się o kształtowanie modelu parafii jako wspólnoty wspólnot [str.22 p.43], gdzie świeccy mogą realizować swoją podmiotowość w Kościele [p.44].
Czy jest nadzieja na to, że tak będziemy rozumieć nasze miejsce w Kościele? Nadzieją jest ufność Chrystusowi, który obiecał, że będzie z nami aż do skończenia świata (Mt 28,20). A jest obecny nie tylko „duchowo” ale i fizycznie – w Eucharystii! To też realizuje się dzięki Kościołowi, który mimo grzeszności ludzi zapewnia obecność Jego w każdej Mszy św. Czy zdajemy sobie w pełni sprawę, że Chrystus ukochał nas jeszcze przed naszym narodzeniem, że stale się nami opiekuje, że możemy z łączyć się z Nim nie tylko w modlitwie ale że pozwala również na pełną fizyczną bliskość?
Pozostaje nam „narodzić się na nowo” (J3.5) i z dziecięcą ufnością iść przez dalsze życie. Wszystkie bowiem (…) uczynki, modlitwy i apostolskie przedsięwzięcia, życie małżeńskie i rodzinne, codzienna praca, wypoczynek ducha i ciała, jeśli odbywają się w Duchu, a nawet utrapienia życia, jeśli cierpliwie są znoszone, stają się duchowymi ofiarami, miłymi Bogu przez Jezusa Chrystusa. (KK.34).
Musimy też mieć świadomość, że nie dostępuje jednak zbawienia, choćby był wcielony do Kościoła ten, kto nie trwając w miłości, pozostaje wprawdzie w łonie Kościoła „ciałem”, ale nie „sercem”. Wszyscy zaś synowie Kościoła pamiętać winni o tym, że swój uprzywilejowany stan zawdzięczają nie własnym zasługom, lecz szczególnej łasce Chrystusa; jeśli zaś z łaską tą nie współdziałają myślą, słowem i uczynkiem, nie tylko zbawieni nie będą, ale surowiej jeszcze będą sądzeni. (KK.14)
Maciej Gliński




Chyba się pogubiłem. Tłumaczysz po co nam Kościół za pomocą dokumentów Kościoła? :)
Kazanie pt. “po minucie nie wiadomo o czym było”