Raz jeszcze o atrakcyjnych działkach jezuitów w Krakowie 17
O działce jezuitów w Krakowie napisano i powiedziano w mediach wiele. Znając sprawę od środka stwierdzam (a ode mnie zna ją lepiej tylko o. Ekonom Prowincji), że w 99,9 procentach są to brednie i kłamstwa. I choć widzę, że wyjaśnianie tej sprawy, to walka z wiatrakami, postaram się w punktach raz jeszcze pokazać podstawowe fakty. Najpierw dwie ogólne uwagi.
1. Warto zauważyć, że choć dziennikarze napisali wiele, to nikt z nich nie zgłosił sie do mnie o wyjaśnienie lub komentarz. Nikt! Wyciagam z tego wniosek, że nie interesują ich fakty, ale z góry gotowa teza. Zacytowanie przez GW fragmentu z tego bloga niczego w tej kwestii nie zmienia. Żaden z dziennikarzy perorujących o działce jezuitów nie zapytał mnie o zdanie. A przecież to jest sprawa, którą od lat prowadzi prowincja zakonna, której mam zaszczyt być od 5 lat przełożonym.
2. Nieustannie manipuluje się mowiąc, że Kościoł robi to albo tamto. Otóż na Kościół składa się – z punktu widzenia prawnego, ekonomicznego itd. – bardzo wiele różnych podmiotów, różnie umocowanych społecznie i prawnie. Tymczasem bierze się jakąś sprawę jakiegoś konkretnego podmiotu kościelnego i dowolnie ekstrapoluje na inne podmioty czyniąc im krzywdę.
A teraz w punktach co do działki w Krakowie.
1. Po pierwsze nie jest prawdą, co pisali niektórzy dziennikarze, że Komisja Majątkowa przyznała jezuitom działkę w Krakowie. Takiej decyzji nie ma, gdyż przewidziana prawem procedura nie jest zakończona.
2. Na początku roku 2007 (pomijam wcześniejsze kilkunastoletnie starania i ich efekty) MON wskazał kilka nieruchomości jako możliwe dobra zamienne za teren i budynek w Lublinie, zabrany bezprawnie jezuitom, a obecnie użytkowany przez wojsko.
3. Prowincja warszawska jezuitów z kilku przedstawionych przez MON możliwości wybrała działkę w Krakowie. MON ze swej strony oficjalnie zaakceptował nieruchomość w Krakowie jako nieruchomość zamienną.
4. Prowincja jezuitów na własny koszt dokonała wyceny utraconej bezprawnie nieruchomości w Lublinie. Strona Wojskowa dokonała wyceny nieruchomości zamiennej w Krakowie. Obydwie powyższe wyceny zostały przedstawione do oceny Komisji Arbitrażowej przy Polskiej Federacji Stowarzyszeń Rzeczoznawców Majątkowych. Okazało się, że wartość utraconej działki w Lublinie jest większa niż wartość działki zamiennej w Krakowie, ale Prowincja jezuitów pomimo to uznała obie nieruchomości za równoważne, to znaczy uznała działkę zamienną w Krakowie za sprawiedliwe odszkodowanie za działkę w Lublinie.
5. Kiedy te zgodne z prawem (Ustawa z dnia 17 maja 1989 roku o stosunku Państwa do Kościoła Katolickiego) i sprawiedliwością działania zostały dokonane rozpoczął się oszczerczy ostrzał medialny. Pytanie: Kto dał sygnał do ataku?
6. Sugerowanie, że MON wskazał działkę trzem podmiotom jest matactwem. Otóż MON wskazał na początku 2007 roku tę działkę jezuitom jako nieruchomość zamienną. Krakowowi i Ministerstwu Sprawiedliwości nic nie musiał wskazywać i nic de facto nie wskazał, bo te podmioty nie mają żadnych roszczeń wobec wojska. Kraków mógłby kupić od wojska działkę w Krakowie, gdyby wojsko chciałoby tę działkę sprzedać. Powtarzam: miasto Kraków nie ma nic do tej działki. Może jedynie oznajmić, że byłoby zainteresowane kupnem tej działki. W 2007 roku, kiedy MON wskazał jezuitom tę działkę, nie było mowy, że ktoś inny chce tę działkę kupić i coś tam robić. Raptem, ostatniego tygodnia media donoszą, ile to na tej właśnie działce jest planowanych rzeczy…
7. Sugerowanie, że jezuici mogliby od razu sprzedać działkę kilka razy drożej niż to wycenili rzeczoznawcy jest pomówieniem nie tylko jezuitów, ale i rzeczoznawców (trzech) o jakąś korupcję i krętactwo.
8. Ks. Piesiur zwrócił uwagę, że wiele podmiotów użytkujących nabyte nieprawnie dobra kościelne nie chce współpracować z Komisją Majątkową i konkretnymi podmiotami kościelnymi grając na zwłokę, co tworzy napięcia. Przy czym zaznaczam, że nie wiem, jakie konkretnie sytuację miał ks. Piesiur na myśli. Nie znam tych spraw. Ja znam sprawę “jezuicką” i stwierdzam, że została ona doszczętnie zakłamana w mediach.
9. We wczorajszej “GW” K. Wiśniewska pisze: “zakon składa wniosek o zwrot utraconego majątku. Jest to najczęściej niemożliwe, bo od lat na odebranym terenie stoi szpital czy centrum handlowe. Wtedy zakon wskazuje inną ziemię, którą jest zainteresowany. (…) Rzecz w tym, że cenę obu nieruchomości określa sam zakon. (…) Po uzyskaniu nieruchomości zakon sprzedaje ją na wolnym rynku, często z kilkakrotnym przebiciem”. Oceniam taki tekst jako bałamutny i oszczerczy, gdyż w swojej ogólności rzuca błoto na wszystkich, w tym na jezuitów.
10. Z mojej prowincjalskiej perspektywy sprawa wygląda tak. Skradziono jezuitom nieruchomość. Zgodnie z prawem (ustawą) podejmujemy starania, aby tę nieruchomość odzyskać lub otrzymać nieruchomość zamienną. Robimy to sumiennie, uczciwie, kosztem czasu i wkładanych (np. w wyceny) pieniędzy. Na koniec wylewa się na nas w mediach wiadra pomyj, że niby oszukujemy, kradniemy itp. No cóż! gdyby nie słynna jezuicka pokora, nie wiem, jakbym to przeżył. Co gorsza, mam powody sądzić, że wiele spraw kościelnych jest w mediach przedstawianym z podobnie złą wolą lub głupotą. Trudno wciąż udowadniać, że nie jest się wielbłądem…




Dziękuję za szczegółowe wyjaśnienie sprawy. Byłoby mimo wszystko lepiej, gdyby zaczął Ksiądz od tego, a nie od emocjonalnych wykrzykników (mam na myśli poprzedni tekst).
Niestety i tutaj emocje Księdza poniosły w jednym miejscu. Pisze Ksiądz o pomawianiu jezuitów, że mogliby sprzedać działki drożej. Pije Ksiądz wyraźnie do mnie, bo to ja napisałam pod poprzednim tekstem:
““Ks. Mirosław Piesiur, współprzewodniczący Komisji Majątkowej, powiedział wczoraj KAI, że wyceną ziem zajmuje się Kościół, “ponieważ Agencja Nieruchomości Rolnych nie wywiązywała się z tych obowiązków”. – Strona kościelna sama od lat musi poszukiwać zastępczych nieruchomości i zlecać wykonanie wyceny biegłym rzeczoznawcom. Dodatkowo ponosi ona koszty tej operacji, a później jest oskarżana, że dokonała takiej a nie innej wyceny gruntu – ubolewał.”
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80271,5855440,Oddaja_ziemie_Kosciolowi__panstwo_za_to_zaplaci_.html
Ale z tego wynika, księże Dariuszu, że to jednak Kościół sam wskazuje i wycenia sobie te działki.
Po czym, po uczciwej jakoby wycenie, dosłownie na drugi dzień sprzedaje je kilkakrotnie drożej.
Trudno się dziwić, że wiele osób w tej sytuacji podejrzewa przekręt.”
Nigdzie tu nie pomawiam jezuitów. Opisuję dotychczasową sytuację polskiego Kościoła w tej kwestii i mówię, że nie dziwi, iż w jej świetle ludzie mają o Kościele złe opinie (właśnie nad tymi opiniami Ksiądz ubolewał).
Jeśli Ksiądz to uważa za pomówienie, to ja tu nie widzę “słynnej jezuickiej pokory”, tylko raczej inną słynną jezuicką właściwość. Jest bowiem taki stereotyp, że jezuici świetnie wykręcają kota ogonem.
“Dziękuję za szczegółowe wyjaśnienie sprawy. Byłoby mimo wszystko lepiej, gdyby zaczął Ksiądz od tego, a nie od emocjonalnych wykrzykników (mam na myśli poprzedni tekst).”
Mysle, ze z wyjasnieniami pierwsze powinny wystapic media, ktore pokazaly sprawe w falszywym swietle. Faktycznie, ton wypowiedzi ojca Dariusza jest emocjonalny, ale ciezko sie dziwic, jesli o sprawie, ktora bezposrednio dotyczy jego podworka dowiaduje sie z prasy, ktora nawet nie zapytala go o zdanie.
Pokazuję emocje (blog potrzebuje emocji), ale przede wszystkim pokazuję fakty oraz konkretne argumenty. “Emocjonalność” mogłaby stanowić zarzut, gdyby nie było konkretów. Ja tu nie piszę suchych, wycyzelowanych oswiadczen, ale teksty blogowe. W kazdym razie proponuje dyskutowac o faktach i kłamstwach, a nie schodzic na pobokalia. To symptomatyczne, ze w tej konkretnej sprawie “gosciowy” nie stac na chocby zdziwienie sie kretactwem i nierzetelnoscia niektorych dziennikarzy, ale cisna sie jej na klawiature uwagi o moich emocjach. To jest dopiero “wykrecanie kota ogonem”.
Wie Ksiądz, mnie dziwią tylko krętactwa lub nierzetelność u tych, których szanuję. Na przykład o większości dziennikarzy mam i tak złe zdanie, no to co ja się mam dziwić. Proszę to potraktować jako komplement.
Bo np. u Księdza dziwi mnie wykręcanie kota ogonem.
Dziękuję za wyjaśnienie! Cieszę się, że rozmawiamy na ten ciekawy temat. Sam jestem raczej przeciwnikiem reprywatyzacji, bo widzę w niej tylko pozór sprawiedliwości.
Tu nie chodzi o reprywatyzacje, gdyz majatek jezuitow w Lublinie nie zostal znacjonalizowany zgodnie z owczesnym prawem, ale go bezprawnie (nawet w obliczu PRL-owskiego prawa) ukradziono. Ostatni jezuici zostali stamtad wypedzeni w 1951 roku. Sadze, ze jesli ktos cos ukradl, to powinien – o ile to mozliwe – oddac. W tym przypadku Wosjko posiada cos, co posiadlo lamiac prawo. Obecnie moze uregulowac sprawe bez zadnej szkody innych podmiotow.
Ksieze Dariuszu, jesli dobrze czytam miedzy wierszami, nikomu z komentujacych nie przeszkadza sam fakt zadoscuczynienia Kosciolowi, ale rozne podejscie do tego samego z pozoru tematu, w wypadku roznych okradzionych podmiotow prawnych.
Jesliby ustawa przewidywala 20 procentowe odszkodowania, to bysmy starali sie o te 20 procent. Ale podejrzewam, ze wowczas tez nie brakowaloby zlosliwych komentarzy (nie chodzi mi o komentarze na tym blogu). Chce tez zauwazyc, ze Kosciol nie jest podmiotem, ktory mialby rozmawiac z panstwem o odszkodowaniach dla wszystkich. Stad ewentualna krytyke zroznicowania podejscia do odszkodowan nalezy kierowac do panstwowego ustawodawcy. Tymczasem dyskusje prowadzi sie czasem w taki sposob, jakby to Kosciol byl winien, ze prywatna osoba nie moze czegos tam zalatwic. Warto tez pamietac, ze w mysl ustawy Kosciol nie otrzymuje odszkodowan za wszystkie zabrane po wojnie dobra, ale tylko za okreslone nieruchomosci, ktore zostaly zabrane niezgodnie z owczesnym prawem. Poza tym trzeba zauwazyc, ze wiele roznych innych podmiotow odzyskalo w Polsce dobra (w 100 procentach) na drodze sadowej. Zastanawiam sie, czy w sprawie Bobolanum nie nalezalo po prostu pojsc do sadu i sprawe wygrac. A tak dyskutujemy z wojskiem prawie 20 lat… I tlumaczymy, ze nie jestesmy koniem.
Informuje, ze wojsko w ostatnim momencie wycofalo sie z przygotowywanych przez dwa lata uzgodnien. Wszyscy manipulatorzy moga czuc satysfakcje – dali odpor ideowemu wrogowi, czyli Kosciolowi, a konkretnie, jezuitom. Okazalo sie w ostatnim tygodniu, ze dzialka w Krakowie, ktora wojsko samo wczesniej wskazalo, jest bardzo wazna dla “obronnosci kraju”. A wczoraj na Onecie ukazal sie kolejny klamliwy tekscik w tej sprawie. Wiadomo, trzeba byc czujnym, i nie odpuszczac.
“Chce tez zauwazyc, ze Kosciol nie jest podmiotem, ktory mialby rozmawiac z panstwem o odszkodowaniach dla wszystkich.”
A niby dlaczego? Skoro Kościół czuje się kompetentny rozmawiać z państwem np. o polityce prorodzinnej (dla wszystkich), albo o zakazie aborcji (dla wszystkich), albo o dniach wolnych od pracy (dla wszystkich)???
Czyli co, w sprawach duchowych Kościół troszczy się o wszystkich swych członków, ale w sprawach finansowych – troszczy się tylko o członków noszących sutanny i habity?!
Warto pamiętać o tym w jaki sposób zakon (i zresztą inne “umocowane podmioty”) wchodził w posiadanie nieruchomości w czasach I RP.
Wtedy też najdobitniej ujawniała się owa “słynna jezuicka pokora”. Polecam Adriana Krzyżanowskiego “Dawna Polska” (Warszawa 1857).
Na ironię, niewola i brak ciągłości sprawiły że zapomniano rolę jaką odegrał zakon i inne “podmioty umocowane” w doprowadzeniu do takiego stanu.
Gdyby nie to, dziś bylibyśmy pod tym wzgledem jak Czechy, a tak choroba wciąż toczy ten biedny kraj.
Na szczęście są pierwsze objawy remisji.
W powyzszej sprawie polecam:
http://ekai.pl/serwis/?MID=16723
oraz moj tekst na:
http://www.jezuici.pl
Pozwalam sobie zwrocic uwage na odpowiedz Ks. Piesiura na pytanie: Czy inne Koscioly maja swoje Komisje Majatkowe? Jak przedstawia sie ich dzialalnosc?
Ustawy dotyczace relacji Panstwa do pozostalych Kosciolow byly – stwierdzil Ks. Piesiur – wzorowane na Ustawie o stosunku Panstwa do Kosciola katolickiego w RP, gdyz ta byla pierwsza. Wzorowano sie takze w kwestiach majatkowych. To samo dotyczy gmin wyznaniowych. Przepisy regulujace prace wszystkich pieciu komisji sa identyczne. Najwiecej wnioskow zostalo zgloszonych do komisji zydowskiej, ok. 4 tys. jest wciaz rozpatrywanych.
Witam w tym wątku po 2 latach. Właśnie ABW przymknęło Marka P., głównego specjalistę komisji majątkowej. Ciekawe, co ks. Kowalczyk sądzi na ten temat?
Marek P. nie byl zadnym glownym specjalista Komisji Majatkowej, ale byl pelnomocnikiem kilku podmiotow koscielnych (podmiot koscielny to np. konkretny zakon), ktore mialy swe sprawy w Komisji Majatkowej. Marek P. ze sprawa odszkodowania za Bobolanum w Lublinie, ktora znam i ktora opisalem, nie mial absolutnie nic wspolnego, bo jezuici z uslug tego pana nie musieli i nie chcieli korzystac. Ponadto latwo wyobrazic sobie moge sytuacje, w ktorej jakis nieuczciwy spryciarz pelnomocnik np. siostr zakonnych jakiegos zgromadzenia, ktore na tego rodzaju sprawach zupelnie sie nie znaja, dopuszcza sie matactw na szkode panstwa i na szkode podmiotu, ktory reprezentuje. Od tego sa sluzby panstwowe, by takiego goscia wylapac. Dodalbym jeszcze, ze to, iz niektorzy decydowali sie na pelnomocnika, o ktorym sie mowilo, ze jest skuteczny, pokazuje takze, ze prawo w tym wzgledzie od poczatku bylo niejasne (urzednicy robili wedle swego widzimisie) i koscielne podmioty chodzily od Annasza do Kajfasza, i nie wiedzac, co robic, zaczynaly szukac pelnomocnika. Wielu pelnomocnikow bylo i jest OK. A jeden zostal aresztowany. Cala sprawa to dla mnie jeszcze dowod na slabosc panstwa polskiego, w ktorym nadal, jak za komuny, nie ma jasnych procedur, tylko trzeba wciaz cos “zalatwiac”.
W pewnym sensie na pewno się zgadzamy. Ja np. uważam, że państwo samo sobie zmontowało takiego gniota, jakim jest prawo o odszkodowaniach dla Kościoła. Zatem w gruncie rzeczy bardziej interesuje mnie pociągnięcie do odpowiedzialności polityków, którzy narazili państwo na szkody stworzeniem złego prawa, niż szukanie winnych po stronie kościelnej. Tzn. jacyś winni po owej stronie raczej też są, ale za stwarzanie okazji do przekrętów główną odpowiedzialność ponoszą prawodawcy.
Sadze, ze wiele z tych odszkodowan spokojnie by sie wygralo przed sadami. Przeciez wiele podmiotow prywatnych tak zrobilo. Ale Komisja Majatkowa miala to wszystko ulatwic. Ulatwila tak sobie – minelo 20 lat, a sprawy sie ciagna, a niektore z tych niby zalatwionych okazuja sie “cuchnace”. I odium spada na caly Kosciol. Chce jeszcze zwrocic uwage, ze Marka P. trudno stawiac po stronie Kosciola. On byl pelnomocnikiem – to fakt, ale dzialal glownie w swoim interesie. Podmioty koscielne korzystajace z jego uslug na tym nie zyskaly nic ponad to, co im sie na mocy ustawy nalezalo. A raczej stracily, tak jak Elzbietanki. A swoja droga, to ciekawy przyklad mozliwosci bylego ubego. Czy duzo takich bylych ubekow zalatwia rozne sprawy?