Kazania nieksięży (12): Święto zmarłych, ale żywych 0
Autor: Marek Krzysztofik. Aby ocenić konkursowe kazanie, wybierz od jednej do pięciu gwiazdek poniżej tego wpisu. Przeczytaj o konkursie | Zobacz wszystkie kazania
Dzisiejszy dzień nie jest świętem zmarłych, ale żywych
Ten świat, który nas otacza, dotknięty jest dziwną skazą. Wiele w nim piękna, radości, powodzenia – a przecież równocześnie pleni się w nim zło, cierpienie, choroby, niesprawiedliwość, ubóstwo i w końcu śmierć. Chciałoby się powiedzieć: za dużo tego zła. Za dużo nieszczęścia. Bolesław Leśmian wyraził chyba uczucia większości ludzi, gdy pisał w swoim wierszu: „Takiż to świat! Niedobry świat! Czemuż innego nie ma świata?”
Do takiego świata przychodzi Jezus i zaczyna nauczać. Dzisiejsza Ewangelia przypomina początek Jego Kazania na Górze. Zebrały się wokół Niego tłumy, bo poszedł o nim słuch, że uzdrawia. Więc zgromadziło się wokół niego mnóstwo ludzkiego nieszczęścia. A On wyszedł na górę, żeby Go było lepiej słuchać, i zaczął mówić.
Dziwne rzeczy mówił Jezus. Kto wie, czy nie przywykliśmy już do tych Jego słów, których pewnie dziś słuchaliśmy nie po raz pierwszy. Nazywamy je „Ośmioma błogosławieństwami”, więc wyobrażamy sobie, że Jezus pobłogosławił tych wszystkich biedaków wokół, trochę jak papież, czy biskup, który, wizytując parafię, robi nad tłumami znak krzyża. Ale kolejnych osiem zdań Jezusa to nie są pozdrowienia czy życzenia, ale zdania twierdzące. Jezus mówi ludziom – mówi także nam, po dwóch tysiącach lat – coś zaskakującego. Każde zdanie zaczyna od słowa, które w greckiej Ewangelii brzmi makarioi, co tłumacze oddają nam tradycyjnie jako „błogosławieni”. Ale warto inaczej, również prawidłowo, przełożyć ten wyraz, żeby do nas znowu dotarło, jaka to zaskakująca nauka. Bo makarioi oznacza też „szczęśliwi”. Więc Jezus tym zgromadzonym wokół biedakom, tym chorym i przygnębionym ludziom mówi, że są szczęśliwi.






