Archiwum November 2008

I niedziela Adwentu (30 XI): Czuwajcie 0 Autor: Wacław Oszajca SJ

Nov30

(Iz 63,16b-17.19b; 64, 3-7; 1 Kor 1,3-9; Mk 13,33-37)

Czuwajcie to nie znaczy stójcie w miejscu, nie ruszajcie się i umierajcie ze strachu, bo co to będzie, jak Pan Domu wróci? Przecież ten Pan już wrócił! Co prawda zrobiliśmy wszystko, by się Go pozbyć, o czym świadczy Jego śmierć na krzyżu, ale On, jakby o tej wyrządzonej Mu krzywdzie zapomniał. Zmartwychwstał, a to znaczy, że jest i nie ma zamiaru nigdzie i nigdy odchodzić. Dzień w dzień słyszymy Jego mowę, widzimy Go w Jego Ciele i Krwi, a więc słyszymy i widzimy Go na nasz ludzki sposób. Mało tego, jak się dobrze wpatrzeć i wsłuchać w to, co mówią ludzie, choćby w to, co przekazują nam środki społecznego komunikowania, to i tam można, a nawet należy, jeśli jest się chrześcijaninem, dopatrzeć się i dosłyszeć głosu Pana Domu.

Pan Domu, o którym mówi Ewangelia Marka, swoich domowników, czyli nas, traktuje z miłością. Nie wyręcza nas, nie jest nadopiekuńczy, nie pozbawia nas rozumu, wolnej woli, serca. Przeciwnie, powołuje do współpracy z Nim nad nieustanną przebudową Domu, czyli już nie tylko Ziemi, ale i Wszechświata i to w dosłownym znaczeniu, jako że nasi naukowcy współpracują z badaczami Kosmosu.

Czuwać, znaczy działać. Zarówno strzec Domu, ale też Dom rozbudowywać, by dla każdego starczyło w nim miejsca. Pan Domu nakazuje odźwiernemu, a więc portierowi, by jego czuwanie wyrażało się w gotowości na przyjęcie każdego, kto do Domu zapuka, bo już z założenia, a więc z Ewangelii, wiemy, że Pan najczęściej przychodzi w sposób zwyczajny, powszedni, ziemski.

* * *

Adwent to czas oczekiwania na przyjście Pana, tak najczęściej mówimy o tym okresie roku liturgicznego. Rzeczywiście, Pan nie dokończył jeszcze swojej roboty, nie przestał budować Domu, jest na co czekać. Z tego jednak nie wynika, że możemy stać z założonymi rękoma i tylko się modlić, czyli odmawiać formułki i odprawiać nabożeństwa. Konstytucja o liturgii mówi, że życie chrześcijańskie nie ogranicza się do liturgii. Owszem, liturgia jest jego źródłem i szczytem, ale samo życie dzieje się również, a może przede wszystkim, poza kościołem i poza pacierzem. Jeśli liturgia jest źródłem i zarazem oceanem, z którego życie wypływa i do którego wraca, to samo życie jest rzeką, która przemienia okolice, przez które przepływa.

Chrześcijańska uczciwość społeczna 17 Autor: Rafał Figas

Nov23

Wiele mówi się o tym, że w ojczyźnie poprzedniego papieża, Polaka, ponad 90% społeczeństwa to katolicy. Oznaczałoby to, że znakomita większość ludzi powinna żyć zgodnie z wytycznymi religii chrześcijańskiej.

Zastanawia mnie zatem, jak to się dzieje, że kiedy mówi się o likwidacji wcześniejszych emerytur, czy też emerytur pomostowych czy jakkolwiek je zwał podnosi się takie larum? Dlaczego niektórzy, a jest ich ok. 1 miliona, uważają, że powinni żyć kosztem innych ludzi? Dlaczego ilekroć mowa o reformie KRUS (kolejnych kilka milionów rodaków) zaczynają się protesty? Jak to możliwe, że na ubezpieczenie człowieka za biurkiem potrzeba kilkanaście razy więcej niż rolnika?

Wielu powie: o co Ci chodzi? Przecież to Państwo płaci, nie Ty… No cóż, niewielu naszych rodaków zadaje sobie pytanie czym jest budżet i skąd się w nim biorą pieniądze. Otóż dla wszystkich niezorientowanych one się biorą z naszej kieszeni, to taka wspólna skarbonka, do której wszyscy wrzucamy i z której wszyscy wyciągamy.

Dlaczego zatem w katolickim społeczeństwie są grupy, które nie widzą nic zdrożnego w życiu na koszt innych? Sprytni „matematycy” powiedzą, że 1 mln spośród 36 mln Polaków to przecież mniej niż 10%, a tylko 90% społeczeństwa to katolicy. No cóż, dziwne, że są tak słabo zróżnicowani pod kątem wykonywanego zawodu…

Nie rozumiem również dlaczego w dodatku te grupy zawodowe posługują się wieloma kłamstwami uzasadniając swoje „prawo” do takiego stanu rzeczy.

czytaj dalej »

Obama o rozdziale państwa od religii 7 Autor: Andrzej Figas

Nov17

Było dzisiaj na wykopie, ale myślę, że warto to umieścić również tutaj:

[AKTUALIZACJA]

Nie mogę się powstrzymać. Jeszcze to:

Czy katolicyzm szkodzi nowoczesnej polskości? 0 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Nov17

Magiczne miejsce 3 Autor: Małgorzata Felicka

Nov14

To miejsce jest magiczne. Przyjechałam tu po raz pierwszy nocą, a kiedy wyszłam rano z domu, wciągnęłam powietrze, popatrzyłam na pobliski zagajnik, na pofałdowane łąki i nagle, bez żadnej szczególnej przyczyny, poczułam, że chcę tu być, że tu chcę się zakorzenić, że tu jestem w domu. A przecież nigdy wcześniej tu nie byłam i wpadłam tylko na chwilę, w przelocie. Do tej pory głowię się, co zdecydowało o niezwykłym działaniu tego skrawka ziemi. Jest piękny, ale widziałam o wiele piękniejsze. To jakaś tajemnica, rzucenie uroku. Pewnie wszyscy mają takie miejsce – może nie jedno – w którym czują się inaczej niż gdzie indziej: magicznie. Odkrycie mojego magicznego miejsca było jak zakochanie, jak miłość od pierwszego wejrzenia: porażająca, intensywna, nie do odrzucenia. Dość, że wbrew logice i bez chwili wahania, poddałam się temu przyciąganiu i w jakimś sensie osiadłam tu, bo stale tu wracam.

Tak jak i teraz wróciłam. O tej porze roku do wiejskiego pejzażu wkrada się już szarość, ale tym razem dni są słoneczne i pełne jesiennych kolorów. Po niebie gnają wysokie chmury, na polach kiełkuje ozimina, a pod nogami szeleszczą bukowe liście. Z przyjemnością wdycham łagodne powietrze i nasycam się znajomym widokiem. Podziwiam różnorodność zachodzących na siebie planów i poddaję się ich grze.

Lubię tu być, bo wpadam tu w szczególny nastrój. Staję się w tym miejscu dziwnie podatna na wzruszenia. Tutejszy zapach, albo światło, albo jakieś niedostępne zmysłom wibracje tej ziemi, powodują, że odzywają się najdawniejsze wspomnienia. Tu raptem widzę siebie z nowej perspektywy, z nieoczekiwanego dystansu. I już po paru godzinach od kolejnego powrotu dziwię się, że mogłam zapomnieć, jak ważne jest, aby umieć zatrzymać się i wyczulić na lekkie wewnętrzne popchnięcia, które wyznaczają kierunek życiu, a które w normalnych warunkach zagłuszane są przez gorączkową aktywność.

Czas biegnie tu wolno i pozornie nic się nie dzieje, mimo to nieodmiennie wyczuwam, że tutejsza cisza jest oczekiwaniem na spotkanie z Czymś Wielkim. Tak, to właśnie to przeczucie jest tak pociągające. A więc początkowo, jak zwykle, zanurzam się w ciszy, zamieram i wyczekuję. Wydaje mi się, że mogłabym tak zwyczajnie trwać. To jednak złudzenie.

Stwierdzam wkrótce, że nie mieszczę się w tym krajobrazie. Nie mogę tak po prostu nieruchomo czekać jakbym była pagórkiem czy trawą. Dla nich czas nie istnieje, za to dla mnie czas mojego życia to czas spotkań, których nie zastąpi tamto Wyczekiwane Spotkanie. Więcej, nabieram przekonania, że ono bez nich nie nastąpi.

W tym magicznym miejscu uprzytamniam sobie, że życie jest szansą na odpowiadanie – już teraz – na czyjeś wołanie, na czyjeś spojrzenie, na czyjeś zaproszenie, i że również ja mogę do kogoś wołać, na kogoś spoglądać czy kogoś zapraszać. Taka jest istota mojego ludzkiego czekania.

Kazania nieksięży: rozstrzygnięcie konkursu 22 Autor: Wacław Oszajca SJ

Nov12

Kazanie i homilia

Tych dwóch terminów najczęściej używamy zamiennie. Tymczasem nie są one synonimami. Różnią się, i to bardzo. Najpierw czasem trwania. Ogólnie przyjmuje się, że homilia nie powinna przekraczać 15 min. Kazanie, np. rekolekcyjne, odpustowe czy z okazji poświęcenia kościoła, nie powinno trwać dłużej niż 25 do 30 min. Chodzi o to, by liturgia słowa nie zdominowała mszy, jako że ma ona swój harmonijny rytm.

Homilia różni się od kazania również podejściem do tematu. Temat homilii narzucają czytania mszalne, które są tak  dobrane, by stanowić tematyczną całość. Natomiast temat kazania ustala sam kaznodzieja. On też dobiera do obranego tematu czytania. Inaczej mówi się kazanie podczas zaślubin, a inaczej na dożynkach.

W zasadzie homilia i kazanie powinno składać się z trzech części czy też trzech nurtów. Pierwszy – to treści czerpane z Biblii i Tradycji, jeśli przez tradycję rozumieć sobory, wypowiedzi papieży, dzieła teologów i mistyków, jak też księgi liturgiczne i samą liturgię. Dlatego kaznodzieja ma obowiązek nieustannie poznawać te dwa źródła. Drugi nurt to wiedza o otaczającym nas świecie, znajomość współczesnej kultury, ale też podstawowe rozeznanie w polityce i ekonomii. Tej wiedzy dostarcza kaznodziei lektura i środki społecznego komunikowania. Dopiero zestawienie tych dwu przesłanek i wyprowadzenie wniosku tworzy homilię czy kazanie. A zatem schemat ten wyglądałby tak: Biblia, Tradycja, liturgia + doświadczenie życiowe = wniosek i dopiero wtedy mamy do czynienia ze słowem Bożym. Jeśli któregoś z tych nurtów zabraknie, mamy jedynie streszczanie własnymi słowami Biblii, nachalne moralizatorstwo czy też niby wykład uniwersytecki, albo lekcje religii.

Myśląc zwłaszcza o homilii, ale i o kazaniu również, trzeba pamiętać, że te formy głoszenia Słowa odnoszą się wyłącznie do wierzących. Zupełnie inaczej trzeba podejść do homilii obrzędowej, głoszonej np. na pogrzebie, gdy słuchaczami będą również niewierzący oraz chrześcijanie innych wyznań i religii. Ale to już inna kwestia.

*

Oceniając nadesłane propozycje kazań, muszę stwierdzić, że żadna z nich nie spełniała powyższych wymogów. Najwyżej oceniłem pracę Pani Ewy Ryniewicz i choć ta propozycja również nie spełnia do końca kryteriów, to jednak można by ją potraktować jako egzortę, czyli religijne przemówienie wygłaszane poza mszą i do określonej grupy osób.

Poza propozycją E. Ryniewicz do finału zakwalifikowały się prace Anety Klimczak, Marka Krzysztofika, Emilii Kusyk, Marcina Łukasza Makowskiego i Kamilko Porandojin.

Anders z Harlequina 1 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Nov9

Maria Nurowska, “Anders”, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2008, ss. 254. Zobacz: Książka na stronie wydawnictwa

Książka Marii Nurowskiej „Anders” stała się przedmiotem nietrudnej krytyki. W kilku słowach zawarł swoją ocenę Piotr Adamczewski („Romans z generałem”, www.polityka.pl).: Nurowska nie mogła zdecydować się na to, co chce napisać: dokumentalną biografię wybitnego Polaka czy też powieść osnutą wokół autentycznych wydarzeń, (…) powstał chaos (…). Wspomnienia znanych i wybitnych towarzyszy życia generała oraz członków jego rodziny przeplatają się z wyraźnie fabularyzowanymi wątkami. Cytaty z dokumentów inkrustowane są wymyślonymi dialogami (z Berią, Stalinem i innymi postaciami historycznymi), co irytuje i zgrzyta w trakcie lektury (…) montaż fikcji z autentycznymi wydarzeniami wprowadza niesamowity bałagan chronologiczny. Nie mniejszym błędem jest też patos, z jakim autorka stara się nam wmówić, że jej bohater jest Wielkim Polakiem i Prawdziwym Patriotą.

Zgoda. Trudno powieść „Anders” traktować jako monografię historyczną. Nie może ona być traktowana jako rzetelne źródło wiedzy o Generale. Przyczyniła się do tego autorka także wybiórczym powoływaniem się na źródła. Na przykład, gdy opisuje wydarzenia wokół przewrotu majowego: 12 maja 1926 roku, pod wieczór, Anders wyszedł z domu na spacer, mijał właśnie Belweder, kiedy niemal wybiegł mu na spotkanie nowo mianowany minister spraw wojskowych, generał Malczewski. (…) – To nic pan nie wie? – zdumiał się (…) minister. – Szykuje nam się zamach stanu. Wacław A. Zbyszewski w swoich „Gawendach o ludziach i czasach przedwojennych” (Czytelnik, Warszawa 2000) tak opisuje to zdarzenie, powołując się na słowa Andersa: 12 maja 1926 roku, pod wieczór, (…) wyszedłem z domu, by udać się z wizytą. Gdym przechodził pod Belwederem, za rękę złapał mnie nowo mianowany minister spraw wojskowych, generał Malczewski. – Co, nic nie wie pan, co się stało? (…) Próba zamachu stanu. Autorka nie bierze pod uwagę faktu, że Zbyszewski może po prostu bujać. Sama przecież to robi, o czym pisał wcześniej Adamczewski. Więc o ile Władysław Anders rzeczywiście był szefem obrony Belwederu, okoliczności, w jakich zostało na tę funkcję powołany, nie musiały przedstawiać się równie plastycznie. A to przecież zaledwie jeden przykład sytuacji, której opis znalazł się w tej książce.

Jakkolwiek by jednak było, książkę przeczytać warto.

czytaj dalej »

XXXI niedziela zwykła (2 XI): Wszyscy będą ożywieni w Chrystusie 3 Autor: Wacław Oszajca SJ

Nov2

Wspomnienie Wszystkich Wiernych Zmarłych

(Hi 19,1.23 – 27a; 1 Kor 15,20 – 24a.25-28; Łk 23,44 – 46.50.52 – 53;24,1 – 6a)

Nauczono nas, że człowiek składa się z duszy i ciała. Oczywiście ze śmiertelnego ciała i nieśmiertelnej duszy. Śmierć następuje więc wtedy, gdy dusza odłączy się od ciała. Odchodząc do nieba, piekła albo czyśćca, pozostawia martwe ciało, które nadaje się tylko do zakopania w ziemi. Dusza żyje nadal, a ciało oczekuje zmartwychwstania. Tak, mniej więcej, wygląda katechizmowe nauczanie o śmierci człowieka. Przy wszystkich uproszczeniach trzeba jednak powiedzieć, że nie jest to nauczanie jedyne, znamy przecież nie od dzisiaj inne koncepcje śmierci i życia pozagrobowego.

Ot, choćby nazwa dzisiejszego dnia. Wspomnienie wszystkich wiernych zmarłych. Wszystkich wiernych, a nie tylko ich dusz. Wzywając świętych, wzywamy po imieniu Piotra apostoła, Marię Magdalenę, Ignacego z Loyoli i Faustynę Kowalską, a nie ich dusze. Ale najważniejsze jest to, że Biblia inaczej widzi człowieka niż uproszczone formułki katechizmowe. Dusza i ciało, i jeszcze duch, to nie części, z których składa się człowiek, lecz opis, kim jesteśmy. Jesteśmy ciałem, bo jesteśmy zbudowani z tej samej materii, z jakiej zbudowany jest wszechświat (w tym rośliny i zwierzęta), jesteśmy też duszami – żyjemy przecież. Nie jesteśmy jednak roślinami ani zwierzętami, bo jesteśmy duchowi, podobni do Ducha, jakim jest Bóg, a więc przede wszystkim myślimy, a to znaczy, że jesteśmy wolni i odpowiedzialni. W Biblii umiera nie ciało, ale cały człowiek i cały człowiek zmartwychwstaje i to nie w niebie, ale tu, na ziemi. Jezus jest przecież tym samym Jezusem, ale nie takim samym.

Paweł apostoł zapewnia Kościół, że już teraz umarliśmy. Umarliśmy, by żyć. Stało się to w chrzcie, który jednocześnie jest śmiercią i zmartwychwstaniem. Paweł mówi przecież o wewnętrznym człowieku, który nieustannie wzrasta, dorasta do człowieka tej miary, jakim jest Chrystus. A zatem, myśląc logicznie, nie ma potrzeby rozdzielania ciała od duszy, skoro człowiek jest całością i jako cały jest przez Chrystusa przebóstwiany.

* * *

Może więc nie mówmy o cmentarzu, że jest miejscem wiecznego spoczynku, że droga doń wiodąca jest drogą ostatnią a zmarli odchodzą, nawet jeśli dodajemy, że odchodzą do domu Ojca. My przecież nie mamy dokąd odchodzić, skoro nasz Bóg jest we wszystkim i ponad wszystkim.

Mamy już rok! I mamy rekord! 2 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Nov2

Najlepszy prezent na pierwsze urodziny Blogu Powszechnego sprawiliście Wy! W ciągu tego roku zajrzeliście do nas ponad 80 tysięcy razy. A dziś po raz pierwszy liczba odsłon przekroczyła tysiąc! Dziękujemy!

Dzięki za czytanie i komentowanie. Dziękuję autorom blogu za ciekawe wpisy o wierze, Kościele, kulturze, polityce.

Już dziś zapewniamy, że interesujących Was treści Przegląd Powszechny i Blog Powszechny będą dawać więcej i więcej. A teraz ciekawostka: po wpisaniu w wyszukiwarce jakich zapytań także trafiacie do nas…

film kosciol seks bog, amerykańskie przyczepy, seksualność a kościół, paradoksy religii zydowskiej, miłość – blogi, ludzie z trzema rękami z czterema nogam, schematy ambon, jaką muzyke słuchać będąc w ciąży, andrzej figas kredyt bank, dyskryminacja kobiet w języku polskim, www chlopcy molestowane na basenie pl, zakazana miłość w różnych epokach, bronisław geremek jak bez niego będzie, ćwiczenia tai chi chrześcijaństwo, nie warto rozpoczynać współżycia sek, seks w malzenstwie widziany oczami pana, blog jerzego urbana, ufo nad londynem, jak często można robić in vitro, jak dlugo pies nosi ciaze

Niestety – nie mamy odpowiedzi na wszystkie pytania. Tak jak umiemy, będziemy pisać dalej:)

PS Na pewno czekacie na rozwiązanie konkursu “Ambona dla wszystkich. Kazania nieksięży”. Przepraszamy za chwilę opóźnienia (choć lekko opóźniliśmy też czas przyjmowania prac). Najszybciej jak to możliwe opublikujemy nazwiska zwycięzcy (ew. zwycięzców).

Groby 0 Autor: Zuzanna Radzik

Nov1

Po raz trzeci nie tam, gdzie powinno sie być tego dnia… Nie tam, gdzie chciałoby się być. Bez zabiegania między cmentarzami w Marysinie, na Brudnie, na Powązkach; bez wizyty na zakwieconym, prawie jak ogród cmentarzu w Otwocku.
Jedyne święto, którego na prawdę nie da się przenieść za morze. Można samemu zrobić bożonarodzeniowe potrawy, zaprosić przyjaciół i zagłuszać w ten sposób brak bliskich wokół. Zadzwonić. Tu jednak niewiele da sie poradzić. Skąd wziać dziesiejszą wieczorną łunę nad Powązkami, zapach liści, rodzinne spacery do grobów zmarłych bliskich, rozmowy i spotkania w ich trakcie, wyprawę w Aleję Zasłużonych, na kwatery powstańców, wreszcie na miejsce straceń, dwie ulice od domu…

Nawiedzamy groby tutaj. Jak zawsze o 14 na katolickim cmentarzu na Górze Syjon, gdzie leżą m.in. żołnierze Andersa. Leżą i tu, i w Ramla i w Gazie. Zatem schodzimy sie pomodlić sie na ich grobach, ale chyba też, aby tak jak w Polsce, być w tym dniu na cmentarzu.

Ciekawe, że tak tego brakuje. Mnie brakuje bardzo.

Ale ide jutro rano, w Dzień Zaduszny, zaszyc sie w jakims cichym kącie Bazyliki Grobu i nacieszyć tym, że grob jest pusty…

Blog Powszechny is powered by WordPress and FREEmium Theme.
developed by Dariusz Siedlecki and brought to you by FreebiesDock.com