Artykuł

Magiczne miejsce 3

Nov14

To miejsce jest magiczne. Przyjechałam tu po raz pierwszy nocą, a kiedy wyszłam rano z domu, wciągnęłam powietrze, popatrzyłam na pobliski zagajnik, na pofałdowane łąki i nagle, bez żadnej szczególnej przyczyny, poczułam, że chcę tu być, że tu chcę się zakorzenić, że tu jestem w domu. A przecież nigdy wcześniej tu nie byłam i wpadłam tylko na chwilę, w przelocie. Do tej pory głowię się, co zdecydowało o niezwykłym działaniu tego skrawka ziemi. Jest piękny, ale widziałam o wiele piękniejsze. To jakaś tajemnica, rzucenie uroku. Pewnie wszyscy mają takie miejsce – może nie jedno – w którym czują się inaczej niż gdzie indziej: magicznie. Odkrycie mojego magicznego miejsca było jak zakochanie, jak miłość od pierwszego wejrzenia: porażająca, intensywna, nie do odrzucenia. Dość, że wbrew logice i bez chwili wahania, poddałam się temu przyciąganiu i w jakimś sensie osiadłam tu, bo stale tu wracam.

Tak jak i teraz wróciłam. O tej porze roku do wiejskiego pejzażu wkrada się już szarość, ale tym razem dni są słoneczne i pełne jesiennych kolorów. Po niebie gnają wysokie chmury, na polach kiełkuje ozimina, a pod nogami szeleszczą bukowe liście. Z przyjemnością wdycham łagodne powietrze i nasycam się znajomym widokiem. Podziwiam różnorodność zachodzących na siebie planów i poddaję się ich grze.

Lubię tu być, bo wpadam tu w szczególny nastrój. Staję się w tym miejscu dziwnie podatna na wzruszenia. Tutejszy zapach, albo światło, albo jakieś niedostępne zmysłom wibracje tej ziemi, powodują, że odzywają się najdawniejsze wspomnienia. Tu raptem widzę siebie z nowej perspektywy, z nieoczekiwanego dystansu. I już po paru godzinach od kolejnego powrotu dziwię się, że mogłam zapomnieć, jak ważne jest, aby umieć zatrzymać się i wyczulić na lekkie wewnętrzne popchnięcia, które wyznaczają kierunek życiu, a które w normalnych warunkach zagłuszane są przez gorączkową aktywność.

Czas biegnie tu wolno i pozornie nic się nie dzieje, mimo to nieodmiennie wyczuwam, że tutejsza cisza jest oczekiwaniem na spotkanie z Czymś Wielkim. Tak, to właśnie to przeczucie jest tak pociągające. A więc początkowo, jak zwykle, zanurzam się w ciszy, zamieram i wyczekuję. Wydaje mi się, że mogłabym tak zwyczajnie trwać. To jednak złudzenie.

Stwierdzam wkrótce, że nie mieszczę się w tym krajobrazie. Nie mogę tak po prostu nieruchomo czekać jakbym była pagórkiem czy trawą. Dla nich czas nie istnieje, za to dla mnie czas mojego życia to czas spotkań, których nie zastąpi tamto Wyczekiwane Spotkanie. Więcej, nabieram przekonania, że ono bez nich nie nastąpi.

W tym magicznym miejscu uprzytamniam sobie, że życie jest szansą na odpowiadanie – już teraz – na czyjeś wołanie, na czyjeś spojrzenie, na czyjeś zaproszenie, i że również ja mogę do kogoś wołać, na kogoś spoglądać czy kogoś zapraszać. Taka jest istota mojego ludzkiego czekania.

Komentarze przez RSS

3 komentarzy(e) dla tego wpisu

  1. Emilia Kusyk says:

    Urzekające…

  2. karenina says:

    -”siedem dziewcząt z Albatrosa, tyś jedyna, aaaa!”… Zbyt dużo cukru; Pogranicze kiczu??

  3. Emilia Kusyk says:

    To chyba było zamierzone:-)

Proszę, zostaw swój komentarz

* Pola wymagane

Blog Powszechny is powered by WordPress and FREEmium Theme.
developed by Dariusz Siedlecki and brought to you by FreebiesDock.com