Chrześcijańska uczciwość społeczna 17
Wiele mówi się o tym, że w ojczyźnie poprzedniego papieża, Polaka, ponad 90% społeczeństwa to katolicy. Oznaczałoby to, że znakomita większość ludzi powinna żyć zgodnie z wytycznymi religii chrześcijańskiej.
Zastanawia mnie zatem, jak to się dzieje, że kiedy mówi się o likwidacji wcześniejszych emerytur, czy też emerytur pomostowych czy jakkolwiek je zwał podnosi się takie larum? Dlaczego niektórzy, a jest ich ok. 1 miliona, uważają, że powinni żyć kosztem innych ludzi? Dlaczego ilekroć mowa o reformie KRUS (kolejnych kilka milionów rodaków) zaczynają się protesty? Jak to możliwe, że na ubezpieczenie człowieka za biurkiem potrzeba kilkanaście razy więcej niż rolnika?
Wielu powie: o co Ci chodzi? Przecież to Państwo płaci, nie Ty… No cóż, niewielu naszych rodaków zadaje sobie pytanie czym jest budżet i skąd się w nim biorą pieniądze. Otóż dla wszystkich niezorientowanych one się biorą z naszej kieszeni, to taka wspólna skarbonka, do której wszyscy wrzucamy i z której wszyscy wyciągamy.
Dlaczego zatem w katolickim społeczeństwie są grupy, które nie widzą nic zdrożnego w życiu na koszt innych? Sprytni „matematycy” powiedzą, że 1 mln spośród 36 mln Polaków to przecież mniej niż 10%, a tylko 90% społeczeństwa to katolicy. No cóż, dziwne, że są tak słabo zróżnicowani pod kątem wykonywanego zawodu…
Nie rozumiem również dlaczego w dodatku te grupy zawodowe posługują się wieloma kłamstwami uzasadniając swoje „prawo” do takiego stanu rzeczy.
Emerytura jest efektem końcowym pracy. A praca zazwyczaj szkodzi zdrowiu – taka jej natura. Nie chcę zatem, żeby ktoś mi tłumaczył, że muszę go utrzymywać, ponieważ bycie spawaczem osiem godzin dziennie niszczy zdrowie bardzo szybko, szybciej niż moja praca moje zdrowie. Ja odpowiadam – bądź uczciwy, nie znasz mojej pracy więc jej nie oceniaj, to po pierwsze. Po drugie z całym szacunkiem uważam, że praca spawacza nie jest pracą tak bardzo specjalistyczną, żeby nie można było pracować zamiennie w innym zawodzie. Analogicznie, tłumaczenie, że to niebezpieczne, żeby „65-letni dziadek” prowadził lokomotywę, również jest zaklinaniem rzeczywistości. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby ten „dziadek” sprawdzał stan techniczny lokomotyw czy szkolił młodszych. Utrzymywanie, że jeśli ktoś 30 lat temu nauczył się prowadzić lokomotywę i do niczego innego się już nie nadaje jest zwykłym lenistwem i brakiem uczciwości w stosunku do drugiej osoby. Ludzie zmieniają miejsca pracy, zmieniają zawody – spawacz, motorniczy, górnik i nauczyciel na pewno też może to zrobić.
Innym kłamstwem jest to, że komukolwiek odbierane są prawa. Nieprawda, odbierane są przywileje, a to jest zasadnicza różnica. Ludzie powiadają, że oni mieli gwarancję tych emerytur i one im się należą, bo były jak oni decydowali się na ten a nie inny zawód. Nic bardziej błędnego. Żadna z osób, które tak twierdzi nie dysponuje żadną umową, w której napisane jest jakoby miała gwarancję takiej emerytury. Wielokrotnie jest nawet przeciwnie – wiele przepisów mówiło o tym, że jest to sytuacja przejściowa i określono daty (przypadające 2 lata temu) kiedy rozwiązania te wygasną. Naiwnością jest sądzić, że przepisy, które obowiązują dziś obowiązywać będą za 30 lat (a zwłaszcza w sytuacji, w której wprost zostało napisane, że nie będą) i posługiwanie się tym argumentem jest najzwyczajniej w świecie oszukiwaniem społeczeństwa.
Nie rozumiem zatem dlaczego są wśród nas ludzie, nierzadko mieniący się wzorowymi katolikami, którzy za wszelką cenę wynajdują argumenty, z powodu których powinni żyć na koszt innych ludzi. Tym bardziej nie rozumiem tego, w kontekście deklaracji tych ludzi jako katolików. Czy wypada katolikowi oszukiwać bliźniego i żyć na jego koszt?
Zastanawia mnie, że również kościół nie ma nic do powiedzenia w tej sprawie, jakby nie widział nic zdrożnego w wykorzystywaniu jednego bliźniego przez drugiego w imię powtarzanych wielokrotnie kłamstw. Jeszcze gorsze jest to, że duchowni katoliccy, będący katechetami w szkole pracują na bazie Karty Nauczyciela. Co oznacza, że również ich dotyczy prawo do wcześniejszego przejścia na emeryturę, o czym skrupulatnie kościół przypomina: http://www.katecheza.ergosum.pl/teksty/dokumenty/wskazania_katechetyczne_2006_2007.htm. A zatem kościół nie tylko nie protestuje, ale wręcz korzysta z tych przywilejów, które obciążają resztę społeczeństwa. Aby nie być gołosłownym przytoczę tutaj szacunki, które mówią o tym, że wcześniejsze emerytury kosztują nasz budżet ok. 20 mld zł rocznie (http://www.money.pl/emerytury/wiadomosci/artykul/5;mld;zl;dla;wczesniejszych;emerytow,252,0,261372.html). Według raportu episkopatu http://www.katecheza.episkopat.pl/pomoce/Sprawozdanie_KWKKEP_1999-2004.doc w roku szkolnym 2004/2005 w Polsce działało blisko 35 tys. katechetów – to nie jest liczba pomijalna.
Zdecydowanie popieram rząd w dążeniu do wyprostowania sytuacji w zakresie wszelkich występujących obecnie przywilejów emerytalnych. Należy je zlikwidować, ponieważ są one wielką nieuczciwością w stosunku do pozostałych obywateli.
Jednocześnie bardzo jest mi przykro wysłuchiwać z ust polityków czy to PiS czy SLD słowa uwiarygodniające te kłamstwa, a tym samym legitymizujące koncepcję życia na czyjś koszt. I o ile w przypadku SLD to nie dziwi, o tyle w przypadku partii powołującej się na wartości chrześcijańskie, prawo i sprawiedliwość jest to po prostu przykre.
Wszystkim grupom protestującym chciałbym jeszcze na koniec zwrócić uwagę, że nikt kto jest oszukiwany, kiedy tylko zorientuje się ,co się dzieje oszukiwanym nie będzie chciał być. I proponuję sobie zadać pytanie jaka będzie sytuacja systemu naszej wspólnej skarbonki, kiedy oszukiwani zaprzestaną do niej wkładać. Ponadto proponuję się zastanowić jakiej wysokości mogłyby być podwyżki dla tych grup, gdyby rozdysponować choćby 10% kwoty przeznaczonej na wcześniejsze emerytury. I na koniec w ramach refleksji polecam tabelkę w tekście: http://biznes.interia.pl/wiadomosci-dnia/news/jaka-plec-na-emeryture,686886. Czy naprawdę nasze społeczeństwo jest bogatsze niż szwedzkie, brytyjskie czy amerykańskie?





Rafale, wieloktotnie w czasie swojego ziemskiego życia Jezus był przedmiotem zainteresowania ówczesnych polityków/przywódców, którzy w różny sposób chceli się Nim posłużyć, bowiem miał posłuch wśród ludzi. Drażniło ich jednak, że Jezus był niezależnym, świadomym swojej misji człowiekiem, który nie wchodził w układy polityczne, nie popierał takich czy innych rozwiązań społecznych, który nie skłaniał się ku przewrotom czy przywództwu określonej opcji politycznej. Wielu miało mu za złe Jego poczynania. Możni to, że adresował swoją naukę do biednych i słabych. Biedni to, że odwiedzal domy bogaczy. Przywódcy to, że nie wykorzystywał swojego autorytetu do celów politycznych, spośród których nadrzędnym było wyzwolenie spod okupacji. Co więcej, władcy zarzucali mu, że głosił nieżyciowe bzdury i podburzał lud, że obalał utrwalony porządek społeczny. Bo też z Jego ust było słychać o królestwie, które nie polega na majątku i władzy politycznej, które jest dostępne dla wszystkich, a szczególnie tych słabszych i utrudzonych.
Czy Jezus zatem był niewrażliwy na sytuację społeczno-polityczną? Nic podobnego. W swojej nauce wykazywał hipokryzję rządzących, ganił przywiązanie do bogactwa, podkreślał potrzebę troski o biednych, chorych, bezbronnych i ochrony niewinnych. Mówił, że robotnik jest godzien swojej zapłaty. Znamienne również, że Jezus nakazywał szanować władców i sam dawał tego przykład – szczególnie gdy poddał się wyrokowi śmierci, wykonanemu wg obowiązującego prawa, w oparciu o fałszywe oskarżenie.
Może zastanawiasz się dlaczego o tym napisałem i jak to się ma do tematu, który podjąłeś. Motywem myślenia i działania chrześcijan jest (powinna być) miłość i szacunek do drugiego człowieka, niezależnie od sytuacji życiowej, ustroju politycznego, niezależnie od takich czy innych rozwiązań społecznych i organizacji życia publicznego. Jak zatem mam potraktować moją znajomą nauczycielkę, która na początku tego dziesięciolecia przeszła na wcześniejszą emeryturę, w wieku 52 lat, w poczuciu dobrze spełnionego zadania, co więcej – w poczuciu, że należy oddać pole młodym nauczycielom, którzy, jak powiedziała, są już od niej lepsi, bo lepiej odnajdują się z młodzieżą (a był to też czas ok. 20% bezrobocia i wielu bezrobotnych po studiach). Spełniona, zmęczona, ale też pełna obaw jak zdoła wspomóc swoje dzieci za niecałe 800zł emerytury (jej pensja nauczycielska wynosiła przed odejściem 400zł więcej – tak, tylko tyle). Czy wg Twojego rozumienia powinności chrześcijańskiej mam nazwać tę kobietę i innych w jej sytuacji kłamcami, oszustami i darmozjadami? Czy mam być jak ów robotnik z przypowieści Jezusa, który krzywym wzrokiem patrzy na należną innym zapłatę i szemra? Czy mam zazdrościć tej kobiecie jej emerytury? A jak więc miałbym – wg Twoich kryteriów – nazwać tych, którzy usprawiedliwiają tak niskie zarobki i jednocześnie usprawiedliwiają nadmiernie rosnące koszta życia? A jak tych, co dopuszczają się niesprawiedliwości społecznej i uciskają biednych, a bogatych darzą przywilejami? A tych co unikają płacenia podatków i oszukują państwo? Tych co zatrzymują wypłatę pracownikom? Tych co zaniżają umyślnie koszta pracy i oszukują swoich podwładnych? Tych co zamiast zasadami solidarności społecznej kierują się zasadami wyzysku i szybkiego bogacenia się kosztem innych?!
Jest wiele problemów i wiele niesprawiedliwości społecznej wokół. Czy wg Ciebie mam jako chrześcijanin podburzać jednych przeciwko drugim? Czy mam po chrześcijańsku zazdrościć i odmawiać innym zapłaty za pracę i ewentualnych przywilejów? Czy mam uważać, że chrześcijaństwo związane jest z tą czy tamtą partią czy opcją polityczną? Czy mam jako chrześcijanin propagować brak solidarności i egoizm w stosunku do tych, którzy, pracując, otrzymują mniej? Czy mam z chrześcijańskim hasłem na ustach szemrać i namawiać do niepłacenia podatków, gdyż z nich finansowana jest praca i emerytura innych ludzi?
O nie, tego Jezus nie nauczał! Mówił za to, że Jego królestwo nie jest z tego świata, że należy oddawać należytą cześć Bogu i szanować rządzących, gdyż od Boga pochodzi ich władza. Jako chrześcijanin wierzę, że każdy będzie osądzony wg jego uczynków i wymagań, które przed nim Bóg stawia, a porządek Boży jest ponad ziemskim. Mam również jako chrześcijanin szanować tych co decydują o kształcie i organizacji państwa oraz chętnie płacić podatki. A przede wszystkim solidarnie, z wrażliwością serca i umysłu patrzeć na tych co mają mało, bo oni zawsze są wśród nas.
Pozdrawiam.
@A. Patel
Po pierwsze zwróć uwagę, że ja mówię o czasach obecnych, likwidacji tych przywilejów na przyszłość. Ci którzy przeszli już przeszli na bazie przepisów, które obowiązywały kiedyś. Zapewne miały jakieś swoje uzasadnienie – tego nie wiem, to nie były czasy, w których się tym interesowałem, więc nie będę się do tego ustosunkowywał.
To co mnie oburza to fakt obrony tych przywilejów w chwili obecnej sposobami, które uważam za karygodne. Dlatego używam również mocnych słów pod adresem osób, które taką retoryką się posługują. Chyba wszyscy profesjonalni ekonomiści (nie politycy) podkreślają, że grozi nam zapaść systemu emerytalnego. Dowodem na to jest chociażby wysokość emerytury Twojej znajomej. Ona nie wynika ze wszechobecnego zła wszystkich dookoła, ona wynika z tego, że system jest na krawędzi bankructwa.
Pytania, które zadajesz w swoim komentarzu dotyczą zupełnie innej tematyki. Nie mówię, że nie należy ich zadawać i zastanawiać się nad odpowiedziami, ale przy tym tekście one są po prostu nie na temat. Zgadzam się z Tobą w kwestii: “Jest wiele problemów i wiele niesprawiedliwości społecznej wokół.”. Ale ten tekst porusza jedno zagadnienie i nie możemy równolegle poruszać 30 innych istotnych kwestii społecznych.
“Czy wg Ciebie mam jako chrześcijanin podburzać jednych przeciwko drugim?”
Tu nie chodzi o podburzanie, tutaj chodzi o elementarne kwestie, które ludzie muszą zrozumieć, a dla własnej wygody nie chcą. Dalsza eksploatacja tego systemu doprowadzi do jego bankructwa, albo do wyzysku innych ludzi. To jest kwestia tego, że w momencie, kiedy kolejny milion ludzi pójdzie sobie na wcześniejsze emerytury, które sobie zaraz wywalczy okaże się, że akcyza na paliwo pójdzie w górę, albo VAT pójdzie w górę, albo nie będzie zapowiadanej obniżki podatków. Budżet, żeby wydać musi zarobić. To są koszty, które pogorszą moją stopę życiową i na to się nie zgadzam. Jeśli będę chciał pogorszyć swoją stopę życiową w imię ratowania bytowania ludzi biedniejszych i słabszych to dam na Caritas, Owsiaka albo inną szczytną ideę. Prawo do tego ile i kiedy chcę przeznaczyć na biedniejszych jest moim prawem i nie zgadzam się na jego odbieranie w imię wygody innych ludzi.
@A.Patel
“Złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry?” Różnica polega na tym, że właściciel winnicy płacił ze swoich pieniędzy, a pieniądze w budżecie, to nasza wspólna składka. Nie można porównywać tych dwóch przypadków.
Dobry tekst. Dlaczego nie ma takich więcej w Kościele? Dlaczego Kościół nie troszczy się o to, żeby ludzie traktowali się w Polsce uczciwie: żeby nie trzeba było każdemu patrzeć na ręce, czy nie oszuka; żeby ludzie trzymali się procedur i pilnowali porządku – nie dla idei, tylko dla dobra innych bliźnich; żeby wykonywali swoją pracę solidnie.
@Andrzej
W sumie słuszna uwaga. Dlatego właśnie twierdzę, że ludzie nie do końca sobie uświadamiają czym ten budżet tak naprawdę jest.
@gościówa
Cieszę się, że ktoś podziela moje poglądy :).
Wspólnota społeczna to naczynia połączone. zmiany w jednej grupie odbiją się w innej (pozytywnie czy negatywnie to już inna sprawa). Świadomość, że państwo (rząd, posłowie)dzielą nasze pieniądze nie jest powszechna. Za wcześniejsze emerytury, czy przywileje grupowe też płacimy wszyscy. Pomysł posłanie 6-ciolatków do szkół nie jest podyktowany chęcią wyrównania szans edukacyjnych, tylko potrzebą wcześniejszego wprowadzenia na rynek pracy kolejnych roczników – ktoś musi zarabiać na starzejące się społeczeństwo. I tak za nieudolność zarządzających ZUS-em, krótkowzroczność kolejnych ekip (wszystkich, bez względu na opcję)zapłacą najmłodsi.
Dlaczego katolik miałby z automatu stawać się człowiekiem pozbawionym egoizmu? Skąd pomysł, że jakaś religia ma gwarantować sprawiedliwy ustrój społeczny? Żadna ideologia i żadna religia nie sprawia, że jej wyznawcy stają się ideałami, co więcej, te które tak twierdzą okazują się, (jak pokazał wiek XX), zbrodnicze. Chrześcijaństwo pokazuje drogę do tego, jak stawać się lepszym człowiekiem i można tylko zastanawiać się, jakim byłby człowiek, który nigdy nie usłyszałby o takiej drodze.
Jeśli chodzi w tym tekście o małą skuteczność chrześcijaństwa, to też trzeba by je z czymś porównać. Co jest skuteczniejsze?
@Rafał Figas
Przypominam, że w swoim apelu, Rafale, odwołujesz się do chrześcijańskiej etyki i chrześcijańskiego sumienia. W tym kontekście sugerujesz, że należy nazwać ludzi, których wynagrodzenie za pracę i emerytury zdane są na budżet państwa (i gospodarność nim zarządzających), oszustami i kłamcami. Przysposabiasz również niesłusznie jako zasadę chrześcijańskiego sumienia, metodę wzbudzania podziałów społecznych, która w tym konkretnym sporze jest jedynie odzwierciedleniem i schlebianiem sytuacji walki podmiotów politycznych i konsekwencją nieodpowiedzialnie kreowanych obrazów medialnych. Przy czym pozbawiasz ów konkretny spór między podmiotami w relacji pracy – o emerytury pomostowe, całego olbrzymiego kontekstu, który stanowią przede wszystkim: 1. problem braku godnych wynagrodzeń w sferze budżetowej oraz 2. problem braku takiej regulacji świadczeń specjalnych, która będzie zdrowym kompromisem między zadbaniem o właściwy status rozwoju społeczeństwa, a zapewnieniem należnych zabezpieczeń grupom zawodowym, których praca tego wymaga. Proponujesz więc zawężone rozumienie zarówno wieloaspektowego problemu niesprawiedliwości społecznej, jak i realizacji potrzeb i wdrażania rozwiązań koniecznych do stworzenia zdrowego systemu społeczno-politycznego, który niewątpliwie jest Polsce potrzebny, a do którego jeszcze daleka droga. Jednocześnie, Rafale, niebezpiecznie i nie po chrześcijańsku poddajesz w wątpliwość celowość płacenia podatków, co jest podstawowym obowiązkiem każdego obywatela, a tym bardziej chrześcijanina. Zadanie kierowania budżetem należy do odpowiedzialnych za to osób, instytucji i podmiotów, które są z tego rozliczane. Nie można kwestionować czy uchylać się od płacenia podatków, i to powołując się na etykę chrześcijańską.
To w jaki sposób istnienie czy brak emerytur pomostowych przyczynia się lub nie przyczynia do poprawy funkcjonowania państwa w obecnym czasie i w przyszłości, musi być przedmiotem analiz oraz konkretnych i dobrych kompromisów pomiędzy pracownikami (grupami zawodowymi), a pracodawcą oraz rezultatem dialogu społecznego, nie zaś ideologicznej walki – to jest moje osobiste zdanie. Natomiast uważam, że sprawą olbrzymiej wagi dla rozwoju tak polskiej gospodarki, jak i zdrowego systemu powiązań społecznych i międzyzawodowych jest kwestia właściwego i sprawiedliwego wynagrodzenia – a w przypadku finansowania wynagrodzeń z budżetu, zapewnienia odpowiednich wpływów do budżetu. Niestety to ostatnie jest moim zdaniem piętą Achillesową polskiej polityki gospodarczej, co ma bezpośredni wpływ na ciągnące się od lat niedofinansowanie wielu grup zawodowych oraz rosnące dysproporcje w dostępie do dóbr, ideologizację zasad pracy i zapłaty, a także zafałszowanie odniesień finansowych – tak lokalnych jak i europejskich. Dlatego mam wrażenie, że emerytury pomostowe stały się “medialną pożywką”, natomiast wciąż za mało przywiązuje się wagę do istotnych kwestii wyzysku oraz oszustw podatkowych i kapitałowych, które to od wielu, wielu lat pozostają w cieniu świadomości opinii publicznej.
Wracając do chrześcijańskiego ujęcia – warto poznać co Katolicka Nauka Społeczna ma do powiedzenia w kwestiach etyki pracy. Nie jest niespodzianką, że KNS nie wskazuje ani nie tworzy konkretnych rozwiązań systemowych – te leżą w gestii odpowiedzialności rządzących i – jeśli chodzi o pracę – podmiotów w relacji pracy. Określa natomiast zasady, którymi winni się kierować chrześcijanie w organizacji państwa (a w tym pracy), oraz we właściwym rozeznaniu procesów społecznych i wychodzeniu naprzeciw problemom, a także podaje wykładnię zasad etyki chrześcijańskiej dotyczących poszczególnych aspektów życia społecznego. Z zagadnień etycznych dotyczących pracy kluczowe są: 1. godziwe wynagrodzenie i warunki pracy – jako element sprawiedliwości społecznej, sprawiedliwego dostępu i podziału dóbr oraz oceny poprawności działania systemu państwowego i rozwiązań ustrojowych, 2. solidarność – zarówno między pracującymi, jak ich przedstawicielami, pracodawcami oraz właścicielami kapitału i rządzącymi.
W tym miejscu chciałbym oddać głos osobie przez Ciebie Rafale wywołanej już w pierwszym zdaniu – Janowi Pawłowi II – na którego autorytet, nawiasem mówiąc, często i chętnie politycy oraz dziennikarze się powołują, ale bardzo rzadko lub wcale dokonują konkretnej analizy jego słów i przekazu. Polecam wszystkim zainteresowanym pogłębieniem rozumienia etosu chrześcijańskiego w tej konkretnej sprawie, przeczytanie 4 rozdziału encykliki “Laborem Exercens” i szczególne zwrócenie uwagi na hierarchię zagadnień oraz w jaki sposób określa się zależności między rozpatrywanymi problemami. Moim zdaniem jest to bardzo dobre wyjaśnienie i przełożenie na dzisiejszy sposób pojmowania, przesłania Jezusa, o którym pisałem w komentarzu powyżej.
Pozdrawiam.
@dorota
W części się z Tobą zgadzam. W części, bo nie zgadzam się w sprawie 6 latków, a przynajmniej nie do końca. Nie wiem czy powinienem wnikać w szczegóły, bo to trochę nie na temat. W sprawie 6 latków powiem w skrócie, że na tę chwilę nie będzie to miało nic wspólnego z wcześniejszym wprowadzeniem młodych na rynek pracy, ponieważ nie ulega skróceniu czas nauki. Rzeczywiście jest to podyktowane chęcią wyrównywania szans. Problem polega na tym, że w każdym dużym polskim mieście rodzice nie tylko 6 latki posyłają do przedszkola i na różne zajęcia, ale również 5 i 4 latki. To dlatego te dzieci, miejskie właśnie, idą do dobrych szkół, idą na studia, mają dobrze płatne posady. Po prostu dłużej się te dzieci uczą. Rodzice na wsiach tego nie robią, bo przecież gdzie dziecko będzie miało lepiej niż u matki, która przecież i ta siedzi w domu. Ano nigdzie. Niby. I w ten sposób dziecko wegetuje w zamkniętej społeczności jaką jest rodzina z rodzicami, którzy średnio statystycznie nie są osobami szeroko wykształconymi. Tą metodą tylko pogłębiają przepaść pomiędzy swoimi dziećmi, a “miejskimi” dziećmi.
Zaraz się podniesie 100 głosów, że dyrdymały opowiadam, bo ktoś zna mieszczuchów, którym słoma wychodzi z butów i genialnych mieszkańców wsi. Jasne, racja, ja też znam jednych i drugich. Ale tutaj trzeba patrzeć przez pryzmat statystyki i obserwacji aktualnych tendencji i badań. Tylko w ten sposób można rządzić na szczeblu centralnym. A te niestety nie pozostawiają złudzeń. Polska A i Polska B są faktem.
I jeszcze co do nieudolności różnych ludzi… Proponuję zwrócić uwagę, że część złych decyzji jest wynikiem nacisku społecznego. Złą decyzją będzie wycofanie się z likwidacji pomostówek, złą decyzją będzie wycofanie się z pomysłu obniżenia wieku szkolnego. Ale może się zdarzyć. Czy to świadczy o nieudolności rządzących? Czy tylko i wyłącznie o ich nieudolności?
@Małgorzata
Po pierwsze tekst ma skłonić do refleksji osoby występujące w obronie “pomostówek”, żeby odpowiedziały sobie na pytanie czy aby jest to zgodne z etyką chrześcijańską. Po drugie jest zapytaniem do kościoła, który znów zaciekle rozprawia o in vitro, które dotyczy kilkudziesięciu tysięcy Polaków, zamiast dać głos w sprawie dotyczącej 35 mln Polaków.
@A. Patel
Stanowczo protestuję. Przekręcasz moje słowa. Kłamcami nazywam ludzi, którzy nieprawdziwymi argumentami bronią swoich przywilejów. Ty sugerujesz natomiast, że pracowników budżetówki i emerytów nazywam w ten sposób. Protestuję.
Druga sprawa to to, że nie uważam, że należy stosować w tym problemie szerszy kontekst. Nie zgadzam się z tezą, że pomostówka, czy inna forma wcześniejszej emerytury miała by być rozwiązaniem problemu zbyt niskich zarobków. To nie jest rozwiązanie, to jest tak zwany patyk.
W żadnym zdaniu tego tekstu nie nawołuję do niepłacenia podatków, nie wiem gdzie to wyczytałeś.
Co do niskich zarobków… To nie jest takie do końca wszystko banalne jak próbuje się twierdzić. Ja zawsze twierdzę jedno: jak komuś nie podobają się warunki pracy, które ma, to niech sobie zmieni pracę. Tym jest to prostsze, że teraz brak jest wielu fachowców. Jak ktoś jest na to zbyt leniwy, to bardzo mi przykro – jego problem. A jeśli w głębi duszy mu te warunki odpowiadają z innych niż finansowe względu, to niech chociaż ma na tyle przyzwoitości, żeby nie opowiadać obrazowo o swojej nędzy.
Aczkolwiek nie wyklucza to tego, że uważam, że w ramach bogacenia się społeczeństwa powinniśmy podnosić płacę pracownikom sektora publicznego. Uważam, że oni zapewniają skuteczne działanie struktury jaką jest Państwo. Jeśli Państwo staje się bogatsze, to w pewnym stopniu dzieje się to dzięki tym ludziom, co oznacza, że część tego zysku należy przeznaczyć na dodatkowe ich wynagrodzenie. Natomiast ludzie ci powinni zrozumieć to, że wzrost ich wynagrodzeń musi być proporcjonalny do zysku Państwa. Inaczej pojawią się głosy o armii urzędników-darmozjadów. Tak więc cała gospodarka powinna pozostawać w zdrowej równowadze. Aczkolwiek jest to inny problem i równowagi na pewno żadne wcześniejsze emerytury nie wprowadzą. To tak jakby leczyć ból głowy jej odcięciem. Niby można i pewnie nawet pomoże. Przynajmniej na ból głowy.
Co do encykliki – nie czytałem, więc się nie wypowiem. Ale w najbliższym czasie przeczytam skoro polecasz. Wątpię, żeby było tam coś na temat pomostówek ;), ale może warto z innych względów.
@Rafał:
W odpowiedzi na Twój protest. Napisałeś w tekście: “Nie rozumiem również dlaczego w dodatku te grupy zawodowe (tj. wskazany wcześniej w tekście przez Ciebie 1 milion osób mających obecnie prawo do wczesnej emerytury – mój przyp.) posługują się wieloma kłamstwami uzasadniając swoje „prawo” do takiego stanu rzeczy.” Kolejny cytat: “Dlaczego niektórzy, a jest ich ok. 1 miliona, uważają, że powinni żyć kosztem innych ludzi?”
Czy ja źle rozumuję, iż mówienie o kimś, że “posługuje się kłamstwem” jest równoznaczne z nazwaniem go kłamcą? A czy źle rozumuję, że życie na cudzy koszt to oszustwo? Jeśli wg Ciebie niesłusznie napisałem, iż nazwałeś ludzi, których wynagrodzenie za pracę i emerytury zdane są na budżet państwa, kłamcami i oszustami, to udowodnij gdzie zrobiłem błąd w interpretacji i przytoczeniu sensu Twoich własnych słów. Bo w komentarzu potwierdziłeś co napisałem, chociaż robiąc zręczny unik wobec faktu, że do grona kłamców zaliczyłeś także pracowników budżetówki. :)
Druga rzecz – “nawoływanie do niepłacenia podatków”. Po pierwsze, ja użyłem określenia “poddanie w wątpliwość celowości płacenia podatków”, nie zaś “nawoływanie”. Po drugie, wyczytałem to dokładnie w tym fragmencie Twojego tekstu: “I proponuję sobie zadać pytanie jaka będzie sytuacja systemu naszej wspólnej skarbonki, kiedy oszukiwani zaprzestaną do niej wkładać.”
Nie jestem w stanie powiedzieć do czego służą takie eksperymenty wyobraźni, ani nie potrafię podać żadnych okoliczności kiedy ludzie mieliby nie płacić podatków. Płacenie podatków to – użyję Twoich słów – elementarna kwestia i wspólny interes. Czy wg Twojego rozumowania należałoby np. pomyśleć o “zaprzestaniu wkładania do wspólnej skarbonki” również wówczas, gdy np. kolega przedsiębiorca kombinuje jak podatków nie płacić lub płacić mniej i np. celowo zaniża na papierze koszta? Albo wówczas gdy ktoś oszukuje skarb państwa na milionowe kwoty, nie płacąc np. VAT-u? Czy uważasz, że nieuczciwość (nawet domniemana) innych może usprawiedliwiać uczciwych ludzi do rezygnacji z uczciwości?
Zdumiały mnie również Twoje słowa z komentarza: “Aczkolwiek nie wyklucza to tego, że uważam, że w ramach bogacenia się społeczeństwa powinniśmy podnosić płacę pracownikom sektora publicznego. Uważam, że oni zapewniają skuteczne działanie struktury jaką jest Państwo. Jeśli Państwo staje się bogatsze, to w pewnym stopniu dzieje się to dzięki tym ludziom, co oznacza, że część tego zysku należy przeznaczyć na dodatkowe ich wynagrodzenie. Natomiast ludzie ci powinni zrozumieć to, że wzrost ich wynagrodzeń musi być proporcjonalny do zysku Państwa. Inaczej pojawią się głosy o armii urzędników-darmozjadów. Tak więc cała gospodarka powinna pozostawać w zdrowej równowadze.”
Uważasz, że sytuacja, w której brak pieniędzy w Skarbie Państwa wymusza i poniekąd usprawiedliwia niegodne, wręcz głodowe zarobki w sektorze publicznym, a w tym samym czasie mamy do czynienia z handlem olbrzymim kapitałem w sektorze prywatnym, który jakimś dziwnym sposobem nie zostawia po sobie wyraźnego śladu w Skarbie Państwa – to wg Ciebie “zdrowa równowaga gospodarcza”?
Przypomnę Ci co napisałem na ten temat w poprzednim komentarzu: “Niezapewnianie odpowiednich wpływów do budżetu jest moim zdaniem piętą Achillesową polskiej polityki gospodarczej, co ma bezpośredni wpływ na ciągnące się od lat niedofinansowanie wielu grup zawodowych oraz rosnące dysproporcje w dostępie do dóbr, ideologizację zasad pracy i płacy, a także zafałszowanie odniesień finansowych – tak lokalnych jak i europejskich”. W sytuacji wolnego rynku szczególnie dziwi to ostatnie – zafałszowywanie odniesień. Moim zdaniem niestety to konsekwencja ideologizacji pracy – w Polsce wciaż utrzymuje się ludzi, szczególnie budżetówkę, w przeświadczeniu, że wartością jest pracować bez otrzymywania lub dopominania się o należyte wynagrodzenie, że 1500zł (399.23 EUR; 513.77 USD) to odpowiednia płaca za miesiąc pracy (niezależnie od zawodu). W części Europy na zachód od naszej granicy praca na pełen etat za taką kwotę byłaby co najmniej podejrzana, a w Wielkiej Brytanii nawet nielegalna.
Jeśli masz ochotę teraz odpowiedzieć, że nie można w ten sposób porównywać, odpowiadam już teraz – w sytuacji wolnego rynku nie tylko nie można, ale należy porównywać – to jeden ze wskaźników rozwoju. To że nasz rodzimy rynek nie jest bynajmniej hermetyczny widać na podstawie cen, np. żywności. Pomimo tańszej produkcji (na co składają się przede wszystkim tańsze koszta pracy) ceny żywności są na poziomie europejskim, a niekiedy nawet wyższe. I dotyczy to nie tylko żywności.
W jednym masz rację co do gospodarki i zgadzam się z Tobą, że “wzrost wynagrodzeń budżetówki musi być proporcjonalny do zysku Państwa” . Powstaje więc pytanie: dlaczego państwo nie wbogaca się proporcjonalnie do sytuacji dużego wzrostu gospodarczego, olbrzymich inwestycji i ogromnego kapitału, który przez ostatnie kilkanaście lat przetoczył się przez polską giełdę i banki? Czy na pewno odpowiedzialni za ten stan rzeczy są emeryci? ;)
4 rozdział “Laborem Exercens” Jana Pawła II traktuje dokładnie o przedmiocie Twojego tekstu i naszej dyskusji – uprawnieniach ludzi pracy. Nie, nie ma tam o konkretnie pomostówkach ;) Jak już wspomniałem wcześniej, misją Kościoła, którą określa działalność Jezusa, nie jest rozwiązywanie problemów polityczno-gospodarczych. Dlatego napisałem w pierwszym komentarzu, że Jezus nie uczestniczył w grach politycznych (co wielu miało Mu za złe), ale nauczał o imperatywach moralnych w życiu jednostki i społeczeństwa, np. że robotnik jest godzien swojej zapłaty.
Dlatego, czy nie sądzisz Rafale, że sumienie chrześcijanina należy kształtować w oparciu o imperatywy Jezusa, a nie racje tej czy innej grupy politycznej? Czy potrafisz z całkowitym przekonaniem w sumieniu zapewnić nas np., że utrzymanie emerytur pomostowych bardziej negatywnie zaważy na przyszłości Polaków niż pogłębianie różnic między biednymi a bogatymi obszarami Polski? Albo, że zniesienie emerytur pomostowych rozwiąże problem niedofinansowania określonych grup zawodowych (a przypominam, że w tekście powyżej napisałeś: proponuję się zastanowić jakiej wysokości mogłyby być podwyżki dla tych grup, gdyby rozdysponować choćby 10% kwoty przeznaczonej na wcześniejsze emerytury?)? Specjalnie tak formułuję pytania by podkreślić jedną rzecz: czy wolno angażować sumienie chrześcijanina by uzyskać korzyść polityczną? Czy na pewno Kościół jest instancją która ma rozstrzygać o tym czy mają być pomostowki, czy nie? Czy nie jest to sytuacja podobna do tej gdy Żydzi przyszli do Jezusa i chcąc użyskać legitymizację dla swoich poglądów i działań zadali wg nich retoryczne pytanie: czy należy płacić podatki cezarowi?
Polecam przeczytać ten rozdział encykliki. Pozdrowienia, Rafale.
@A. Patel
Coś żeśmy się nie zrozumieli. Ja nie uważam, że emeryci i renciści są oszustami. Uważam, że oszustami są ci, którzy w dniu dzisiejszym są osobami pracującymi i walczą o utrzymanie na przyszłość emerytur pomostowych, wcześniejszych itp. przy użyciu kłamliwych argumentów. Co do tych, którzy już są emerytami czy rencistami to nie są oni podmiotem moich rozważań w tekście.
Co do “zaprzestania wkładania do wspólnej skarbonki”, to nie chodzi tutaj o niepłacenie podatków. Chodzi o to, że ci ludzie też reprezentują pewną grupę interesów, też posiadają swoich reprezentantów, którzy też mogą dążyć do stosownych zapisów korzystnych dla siebie.
Jeśli chodzi o Twoje przykłady, to abstrahując od tego, że koszty zazwyczaj się zawyża, a nie zaniża, żeby płacić mniejsze podatki, to zarówno ten przykład jak i przykład z VATem są chybione z jednego prostego powodu. To są rzeczy naganne, są to przestępstwa popełniane przez konkretne jednostki, do których ścigania powstały takie instytucje jak US czy UKS. I nikt tutaj nie wątpi, że należy to określić mianem zła, przestępstwa i, że należy to potępić. To o czym ja piszę to jest wystąpienie olbrzymiej grupy ludzi, która argumentując w sposób dla mnie nie do przyjęcia dąży do uprawomocnienia przepisów obciążających zwykłych obywateli. Kiedy ja chcę ich tak samo nazwać oszustami jak nazywam i tych, którzy unikają płacenia podatków Ty protestujesz.
To nie jest prawda, że wzrost gospodarczy nie odcisnął się na skarbie państwa. To jest znowu retoryka “uciśnionych”. Proponuję adres:
http://www.mf.gov.pl/dokument.php?const=3&dzial=149&id=48490&PortalMF=
I otóż wpływy do budżetu Państwa w kolejnych latach:
2005 – 180 mld zł
2006 – 202 mld zł
2007 – 241 mld zł
2008 – 260 mld zł (spodziewane)
Bardzo proszę zatem mi nie opowiadać, że budżet państwa nie odczuwa skutków obracania owym olbrzymim kapitałem, o którym piszesz. Przez 3 lata wpływy budżetowe wzrosły o 80 mld zł, czyli procentowo wzrosły one o prawie 45% przez te 3 lata. W tym czasie indeks Wig20 (liczony do końca I kwartału 2008, tak jak i wpływy budżetowe) oddający kondycję tych największych wzrósł o prawie 52%. Jak dla mnie niezwykle proporcjonalne. Posługujmy się liczbami, a nie politycznymi hasłami, że ta biedna sfera budżetowa cierpi niedolę przez zawszonych kapitalistów. Cyferki to podważają. I jak sądzę coś się z tymi 80 mld stało, skoro wyraźnie są we wpływach.
Kolejny populistyczny argument z Twojej strony to przywołanie zarobków. Po pierwsze nie porównujmy sobie zarobków z zachodem, bo to do niczego nie prowadzi. Porównywać trzeba siłę nabywczą pieniądza. Ja mogę zarabiać i 100 euro jak mieszkanie będzie kosztować 5 euro. Oczywiście w kategoriach siły nabywczej nie zarabiamy rewelacyjnie. We wszystkich sektorach, nie tylko w budżecie. Ale powtarzam jeszcze raz, jeśli komuś w budżecie nie odpowiadają zarobki niech idzie zarabiać do komercji skoro tam jest tak super i obraca się olbrzymimi kwotami, przecież nie ma żadnego zakazu. Jestem przeciwny myśleniu takiemu, żeby kompensować sobie podobno liche wynagrodzenie prawem do przejścia na wcześniejszą emeryturę. To nie jest żadne rozwiązanie.
Co do cen żywności, to ja trochę nie rozumiem generalnie tego zamieszania, bo z drugiej strony jest szum medialny, że to będzie fatalne jak wejdziemy do strefy euro, bo ceny się zrównają z europejskimi, a tu z kolei od Ciebie słychać, że one są już wyższe. A powiem szczerze, że guzik mnie obchodzi jakie one będą. Ja bym chciał, żeby pozostawały w zdrowej relacji z moim wynagrodzeniem. Ile to będzie w wartościach bezwzględnych to już naprawdę bez znaczenia.
I na koniec na temat kościoła. Otóż to jest schizofrenia moim zdaniem. Dlaczego? Dlatego, że nie raz słychać z ambony, że katolik nie może przestawać żyć zasadami kościoła zaraz po opuszczeniu budynku kościoła. On musi stosować je w życiu. Znowu słyszę idiotyczną debatę i wypowiedzi biskupów w sprawie in vitro. Kościół ciągle się do takich spraw miesza, domaga się takich czy innych zapisów legislacyjnych. Dlaczego miałbym się nie domagać od kościoła wystąpień w sprawie uczciwości społecznej?? Kościół broni życie nienarodzonych, a co z obroną mojego życia jako uczciwego obywatela, płatnika podatków, na którego koszt chce żyć milion rodaków-katolików? Czy to nie zasługuje na obronę? Cóż, konsekwencja nigdy nie była mocną stroną hierarchów kościelnych.
Tu nie chodzi o to, żeby kościół rozstrzygnął czy mają być pomostówki czy nie. To jest sprawa polityków i ludzi odpowiedzialnych za zarządzanie państwem. Kościół natomiast powinien dyskutować z wiernymi w sprawie postulatów jakie wysuwają ci ostatni. Powinien ich nakłaniać do refleksji czy podchodzą do innych ludzi uczciwie w swoich żądaniach. I tego oczekuję. Polityka powinna być jak najdalej od kościoła, ale tematyka funkcjonowania katolika w społeczeństwie już nie. Kościół powinien bardzo troszczyć się o funkcjonowanie swoich wiernych w społeczeństwie, które w dodatku w dzisiejszych czasach jest bardzo różnorodne. A tego nie widzę w ogóle, albo widzę, ale w kierunku, który mi się zupełnie nie podoba.
@Rafał:
Niestety Rafale, zaczynasz manipulować moimi słowami i twierdzeniami, wobec czego dyskusja schodzi na manowce. Parę przykładów:
Piszesz: “Coś żeśmy się nie zrozumieli. Ja nie uważam, że emeryci i renciści są oszustami. Uważam, że oszustami są ci, którzy w dniu dzisiejszym są osobami pracującymi i walczą o utrzymanie na przyszłość emerytur pomostowych, wcześniejszych itp. przy użyciu kłamliwych argumentów. Co do tych, którzy już są emerytami czy rencistami to nie są oni podmiotem moich rozważań w tekście.”
Ja zaś napisałem: “W odpowiedzi na Twój protest. Napisałeś w tekście: “Nie rozumiem również dlaczego w dodatku te grupy zawodowe (tj. wskazany wcześniej w tekście przez Ciebie 1 milion osób mających obecnie prawo do wczesnej emerytury – mój przyp.) posługują się wieloma kłamstwami uzasadniając swoje „prawo” do takiego stanu rzeczy.” Kolejny cytat: “Dlaczego niektórzy, a jest ich ok. 1 miliona, uważają, że powinni żyć kosztem innych ludzi?” Jeśli wg Ciebie niesłusznie napisałem, iż nazwałeś ludzi, których wynagrodzenie za pracę i emerytury zdane są na budżet państwa, kłamcami i oszustami, to udowodnij gdzie zrobiłem błąd w interpretacji i przytoczeniu sensu Twoich własnych słów. Bo w komentarzu potwierdziłeś co napisałem, chociaż robiąc zręczny unik wobec faktu, że do grona kłamców zaliczyłeś także pracowników budżetówki. :)”
To nie były przypadkowe słowa z mojej strony.
Napisałeś: “I otóż wpływy do budżetu Państwa w kolejnych latach:
2005 – 180 mld zł
2006 – 202 mld zł
2007 – 241 mld zł
2008 – 260 mld zł (spodziewane)”
Ja zaś pisałem: “Powstaje więc pytanie: dlaczego państwo nie wbogaca się proporcjonalnie do sytuacji dużego wzrostu gospodarczego, olbrzymich inwestycji i ogromnego kapitału, który przez ostatnie kilkanaście lat przetoczył się przez polską giełdę i banki? Czy na pewno odpowiedzialni za ten stan rzeczy są emeryci?”
Poza tym ignorujesz argumenty:
Napisałeś: “Porównywać trzeba siłę nabywczą pieniądza. Ja mogę zarabiać i 100 euro jak mieszkanie będzie kosztować 5 euro. Oczywiście w kategoriach siły nabywczej nie zarabiamy rewelacyjnie. Kolejny populistyczny argument z Twojej strony to przywołanie zarobków. Po pierwsze nie porównujmy sobie zarobków z zachodem, bo to do niczego nie prowadzi.”
A ja znowu powtórzę, co napisałem: “W sytuacji wolnego rynku szczególnie dziwi zafałszowywanie odniesień. Moim zdaniem niestety to konsekwencja ideologizacji pracy – w Polsce wciaż utrzymuje się ludzi, szczególnie budżetówkę, w przeświadczeniu, że wartością jest pracować bez otrzymywania lub dopominania się o należyte wynagrodzenie, że 1500zł (399.23 EUR; 513.77 USD) to odpowiednia płaca za miesiąc pracy (niezależnie od zawodu). W części Europy na zachód od naszej granicy praca na pełen etat za taką kwotę byłaby co najmniej podejrzana, a w Wielkiej Brytanii nawet nielegalna. Jeśli masz ochotę teraz odpowiedzieć, że nie można w ten sposób porównywać, odpowiadam już teraz – w sytuacji wolnego rynku nie tylko nie można, ale należy porównywać – to jeden ze wskaźników rozwoju. To że nasz rodzimy rynek nie jest bynajmniej hermetyczny widać na podstawie cen, np. żywności. Pomimo tańszej produkcji (na co składają się przede wszystkim tańsze koszta pracy) ceny żywności są na poziomie europejskim, a niekiedy nawet wyższe. I dotyczy to nie tylko żywności.”
Dopiszę a propos cen, że warto się po prostu przejechać na zachód od Polski i porównać realne ceny. Nasze ceny w stosunku do europejskich bywają wyższe, bywają niższe, bywają podobne – jest to naturalne odbicie sytuacji wolnego rynku i wymiany handlowej (czyli tak jak powinno być), ale polskie płace są zaniżone (nieprawidłowość) – i to nie jest demagogia czy “głos uciśnionych”, ale fakt, zwykły codzienny i szary fakt, Rafale. Zrozumieć i zdać sobie sprawę z którego to faktu, wielu ludziom nie pozwala się przez fałszowanie odniesień i ideologizację zasad pracy i płac, czyli np. mówienie “praca jest wartością, nie zaś wynagrodzenie” albo “dziś zarabiamy mało, ale za kilka lat będzie lepiej”, lub “nie można porównywać naszych zarobków z zarobkami w innych krajach”, czy oburzanie się i nazywanie domagania się godnych i sprawiedliwych zarobków, bezprawnymi roszczeniami. To są techniki, którymi utrzymuje się ludzi w poczuciu, iż niedowartościowanie jest przejściowe i naturalne. Ja też Rafale pamiętam, że Polska jest krajem rozwijającym się i wciąż w okresie transformacji, ale czy na pewno pamiętają o tym politycy, którzy, choćby obecnie, treścią swoich działań uczynili walkę o wpływy i możliwość podejmowania decyzji, nie zaś troskę o kontynuowanie przemian i realizację własnych i społeczeństwa postulatów? Powiedz mi, czy bierność, zamknięcie, brak dialogu ze społeczeństwem i wzajemna agresja polityków jest dobrym sposobem na zarządzanie państwem w okresie przemian wewnętrznych i zewnętrznych?
Ostatnia kwestia, kluczowa w całej sprawie, bo od niej zacząłeś i o nią Ci chodzi – sprawa roli chrześcijan i Kościoła w tym dylemacie.
Piszesz: “Tu nie chodzi o to, żeby kościół rozstrzygnął czy mają być pomostówki czy nie. To jest sprawa polityków i ludzi odpowiedzialnych za zarządzanie państwem. Kościół natomiast powinien dyskutować z wiernymi w sprawie postulatów jakie wysuwają ci ostatni. Powinien ich nakłaniać do refleksji czy podchodzą do innych ludzi uczciwie w swoich żądaniach. I tego oczekuję. Polityka powinna być jak najdalej od kościoła, ale tematyka funkcjonowania katolika w społeczeństwie już nie. Kościół powinien bardzo troszczyć się o funkcjonowanie swoich wiernych w społeczeństwie, które w dodatku w dzisiejszych czasach jest bardzo różnorodne. A tego nie widzę w ogóle, albo widzę, ale w kierunku, który mi się zupełnie nie podoba.”
Otóż Rafale:
1. Kościół, myślę, nie ma zaspokajać upodobań, czy – jak napisałem poprzednio – opowiadać się za racjami tej czy innej grupy politycznej lub światopoglądowej. Zadaniem Kościoła jest przybliżanie ludziom imperatywów Jezusa (pozwolę sobie ponownie użyć tego określenia). Za przykładem Jezusa Kościół nie reprezentuje i nie wspiera partykularnych interesów politycznych (w praktyce jest różnie niestety, co ja również dostrzegam). Ma przekazywać naukę Jezusa, której esencją jest zainteresowanie Boga jednostką i społecznością.
Jezus wielokrotnie był stawiany w sytuacjach ludzkich żądań i powątpiewań, w których dziś Kościół również jest stawiany. I wielokrotnie nauka Jezusa była przyjmowana z nieufnością, niedowierzaniem, z pogardą czy ze zwykłymi wątpliwościami. Spotykał się z reakcjami “trudna jest ta mowa” lub “kto więc może być zbawiony”, był posądzany o podstęp, ignorancję, szaleństwo, a Jego czyny i słowa o efekt działania złego ducha czy następstwo schozofrenii. Wielu nie rozumiało Jezusa, ale On też nie tłumaczył się przed nimi, gdyż miał świadomość potrzeby wypełniania konkretnych zadań swojej misji. Za to wszystkie klucze rozumienia oddał Kościołowi, a także zapowiedział Ducha Prawdy. Kościół, po pierwsze, przekazuje dalej naukę Jezusa, a po drugie, jest miejscem realizacji dzieła Jezusa. Nawet jeśli wydaje się czasem, że Kościół źle spełnia powierzone mu zadania i jest przesiąknięty hipokryzją, to należy pamiętać, że gwarantem prawdziwości nauki Jezusa (i Kościoła) jest Bóg, nie ludzie, którzy mają swoje uwikłania. Zaś nośnikiem wiara, a nie nawet najlepsze czy najbardziej pragmatyczne i celowe rozumowanie.
2. Kościół jak najbardziej interesuje się “tematyką funkcjonowania katolika w społeczeństwie” i ubiera to zainteresowanie w bardzo konkretną analizę objawienia w kontekście współczesnym – Katolicką Naukę Społeczną. Polecam się z nią zapoznać, choćby w kształcie wspominanej encykliki “Laborem Exercens” Jana Pawła II, a szczególnie 4-go rozdziału, który jest właśnie wyrazem troski Kościoła o sprawy, o których rozmawialiśmy.
Myślę, że chyba nasza przestrzeń na dyskusję wyczerpała się, ale na pewno pojawią się nowe. Pozdrowienia.
Pragnac zaznaczyc wielka celowosc podobnych dyskusji na lonie Kosciola dodaje swoje trzy grosze. Jesli chodzi o chrzescijanska etyke pracy, ktora w duzej mierze uformowala sie poprzez kontakt z filozofia marksistowska, polecic nalezy przynajmniej dwie ksiazki Jozefa Tischnera, mianowicie oslawiona “Etyke solidarnosci” pisana na goraca w 1981 r., oraz troche juz zapomniana pozycje “Polska jest ojczyzna” z roku 1985, szerzej podejmujaca ethos pracy i jego etyczne konotacje.
Dlaczego wspominam o tych ksiazkach? Marksizm juz przebrzmial i wydaje sie, ze problematyka tam poruszana stracila na aktualnosci. Nic bardziej mylnego, w “Etyce solidarnosci” Tischner pisze: “Solidarnosc okazuje sie wspolnota ludzi pracy, zmierzajaca wspolnie do tego, aby uwolnic ludzka prace od ciezarow i od cierpien, ktorych przyczyna jest drugi czlowiek, a wiec od ciezarow nie zwiazanych w sposob naturalny z procesem przetwarzania tworzywa w dzielo. Praca jest osia solidarnosci”.
Pragne zwrocic uwage na kwestie fundamentalna, wszelkie niesnaski spoleczne, majace swoja geneze w sferze ekonomicznej, wywodza sie w glownej mierze nie tyle z kulawej idei pracy, co jej wypaczenia na linii czlowiek-czlowiek.
Mysle, ze podobny proces ma obecnie miejsce w Polsce i pomimo, ze nie konca zgadzam sie z Panem Rafalem, uwazam, ze potrzeba rzetelnego dialogu.
Dobrze, ze sa takze glosy zblizone do tego, ktory prezentuje Pan A.Patel. Zawsze najpierw jestesmy katolikami a potem dzialaczami spolecznymi. Jesli zapomnimy o tej kolejnosci, pomylimy nasze role a to niczego dobrego nie wrozy.
Cieszę się, że są głosy zarówno p. A. Patela i p. Marcina dowodzące, że są w kościele dokumenty, które omawiają zadaną problematykę. W czym dostrzegam problem, to w tym, że są to materiały stosunkowo stare, nie dotyczą konkretnie tej tematyki, a nade wszystko mają niezwykle wąskie grono odbiorców. Myślę, że odsetek katolików znających encykliki jest niezwykle mały. Swoją drogą może to dobry temat na ankietę na blogu panie Redaktorze Naczelny Kubo :).
Ale jak to mówią – lepszy rydz niż nic. Ja bym wolał, żeby była to dyskusja bardziej codzienna i bardziej ustosunkowana wprost do problemu. Nawet ten cytat p. Marcinie, który Pan podaje jest dwuznaczny:
Dla mnie osobiście, fakt, że będę musiał pracować dłużej, ponieważ system emerytalny został osłabiony koncepcją wcześniejszych emerytur jest swego rodzaju ciężarem i cierpieniem. Przyczyną owego jest właśnie drugi człowiek. Więc powiedziałbym, że jest to wręcz poparcie mojej tezy.
I koniec końców ja patrzę dokładnie odwrotnie niż Pan, Panie Marcinie sugeruje. Mianowicie dla mnie państwo to byt ateistyczny i taki powinien być. W miarę możliwości powinien on chronić wszystkie wyznania świata i umożliwiać im realizację wartości istotnych w tych wyznaniach. Ładnie to opisuje i argumentuje wystąpienie Obamy przytoczone już tutaj na blogu.
Przed chwilą dopiero skończyła się krzykliwa, kolejna debata w tvn na temat in vitro. Ja nie rozumiem czemu kościół naciska na legislację w tym zakresie. Dla mnie jest jasne, że jeżeli ktoś jest katolikiem to wg zasad jego wiary korzystanie z in vitro jest niedopuszczalne. Legislacja nie uniemożliwia mu podążania za zasadami wiary… I tak powinno być, dlatego Państwo nie powinno być wyznaniowe, ale powinno chronić wyznania. Jesteśmy najpierw obywatelami, a dopiero potem katolikami. Tzn. Państwo, bo ja już chyba nie za bardzo przy swoich poglądach :).
I na zakończenie panie A. Dla mnie kościół nie jest niczym szczególnym. Nie ma monopolu na prawdę, nie dostał żadnych kluczy do zrozumienia od Jezusa. Dowodem na to jest chociażby historia kościoła. A zresztą sam Jezus powiedział, że przyjdą fałszywi prorocy – nie popadajmy w zachwyt nad kościołem, bo jeszcze się okaże, że właśnie to miał Jezus na myśli. Aczkolwiek być może jest tak, że w tych fundamentalnych założeniach tkwi przyczyna, dla której nigdy się wzajemnie nie przekonamy. Zresztą nie miałem co do tego złudzeń – mam nadzieję natomiast, że postronnym obserwatorom daliśmy szansę wyrobienia sobie własnego poglądu. I zgadzam się z Pana ostatnim zdaniem – rzeczywiście chyba nasza przestrzeń na dyskusję się wyczerpała. Pozdrawiam również.
Panie Rafale, pisze Pan:
“Dla mnie osobiście, fakt, że będę musiał pracować dłużej, ponieważ system emerytalny został osłabiony koncepcją wcześniejszych emerytur jest swego rodzaju ciężarem i cierpieniem. Przyczyną owego jest właśnie drugi człowiek. Więc powiedziałbym, że jest to wręcz poparcie mojej tezy.”
W tym punkcie sie zgadzam i zaznaczylem to ponizej cytatu, do ktorego sie Pan odwoluje. Proces zaklucenia dialogu, ktorym jest praca, sytuuje sie na lini czlowiek-czlowiek i dlatego wlasnie przywolalem ten cytat Tischnera, bo wydawal mi sie adekwatny do wydarzen wspolczesnych.
Fakt, ze wsrod duchowienstwa po upadku PRL tematyka socjalna dosyc sie wyjalowila nie podlega dyskusji. Jesli chodzi o znajomosc encyklik to raczej nihil novi. Zazwyczaj sa to teksty dosyc wymagajace, a jesli takie sa, nie trafiaja do szerokiego kregu odbiorcow w zwiazku z czym, poza gronem pasjonatow i uczonych nie wywoluja wiekszego oddzwieku. Wyjatek od reguly moze tutaj stanowic chocby “Rerum novarum” Leona XII i “Humanae vitae” Pawla VI. Dlaczego byly wyjatkiem? Wlasnie ze wzgledu na tematyke spoleczna. Wydaje sie, ze dopiero wtedy zaczynamy rozmawiac, jesli tekst dotyczy nas bezposrednio i operuje nawiazaniami do doczesnosci. Encyklika traktujaca o milosci Boga do czlowieka nigdy nie zdobedzie takiej populatnosci jak tak, dotykajaca naszej seksualnosci. Taka juz natura ludzka.
Jesli chodzi o in vitro i “mieszanie sie” Kosciola do legislacji, wkraczamy na bardzo grzazki grunt i nie wiem czy akurat pod Panskim artykulem jest miejsce na taka debate. Mam namysli rozmijanie sie z trescia artykulu. Pragne zaznaczyc jednak, ze jezeli bedziemy konsekwentnie operowac Panskim tokiem myslenia, ktory w przyblizeniu zaklada kompletny rozdzial Panstwa od Kosciola dojdziemy to takich paradoksow, ze w miejsce jednego dyktatu (teokracja), przejdziemy w inny dyktat, w tym wypadku permanentnej neutralnosci.
Pluralizacja i poszanowanie wartosci zaklada takze mozliwosc wypowaidania swojego zdania, a do takiego ma Kosciol niezbywalne prawo.
I jeszcze ostatnia rzecz Panie Rafale. Mysle, ze nie uzyl Pan tego terminu zakladajac jego faktyczne znaczenie, ale posluzyl sie Pan nim jako metafora. Mam tutaj na mysli zdanie:
“dla mnie państwo to byt ateistyczny i taki powinien być”.
Ateizm znaczy “pozbawiony wiary w bogow”, i we wspolczesnym wydzwieku zaklada postawe aktywna. Pansto nie moze byc aktywne na polu religijnym. Powinno sie jedynie ograniczac do utrzymywania status quo, a to roznica.
Panie Marcinie, to rzeczywiście nie do końca zrozumiałem Pana intencje z tym cytatem :). Teraz już jasne.
Co do in vitro to akurat rzeczywiście nie jest najlepsze miejsce, ale jako, że popełniłem i w tym temacie niedawno artykuł na BP to zapraszam do dyskusji jeśli temat Pana interesuje.
A co do roli kościoła i pluralizmu… cóż, temat szeroki i bardziej nadaje się na odrębny tekst niż na polemikę w komentarzu. Generalnie nie do końca się z Panem zgadzam w tym temacie i mam nadzieję, że znajdę trochę czasu na popełnienie artykułu również i w tym temacie, gdzie postaram się przedstawić argumentację i będzie można podyskutować.
W takim razie bede czekal na artykul o pluralizmie i z wielka checia podyskutuje :)