Skromnego gościa mieliśmy 2
Podobno po owocach mamy poznawać wartość tego czy owego. Skoro tak, to jeśli potraktuję postać Dalajlamy jako owoc duchowości buddyjskiej, muszę przyznać, ze owa duchowość jest dobra. Podoba mi się i przemawia do mnie przede wszystkim dlatego, że nie pozbawiła swego przywódcy poczucia, że jest zwykłym człowiekiem. Ostatnia wizyta Dalajlamy w Polsce stanowiła dla mnie okazję do dokonania raczej smutnych porównań jego zachowania z zachowaniem rodzimych „wielkich” (z pewnymi chwalebnymi wyjątkami, inaczej byłoby to zbyt smutne).
Zachodzę w głowę, jak to się dzieje, że Dalajlama – choć ważny, przyjmowany przez największych tego świata, otaczany podziwem i szacunkiem – nic sobie nie robi ze swojej ważności i zachowuje się tak, jakby go ona nie dotyczyła? Jak to się dzieje, że nigdy nie identyfikuje się z tytułami, które mu się nadaje, że pozostaje prosty i bezpośredni, a zaszczyty spływają po nim jak woda po gęsich piórach – wydaje się impregnowany na zarozumiałość? Nie kreuje się ani na króla ani na męczennika, mówi o sobie, że jest człowiekiem, który przypadkowo urodził się w Tybecie i postanowił zostać buddyjskim mnichem. Jego mowa i życie świadczące o tym, że chce służyć innym całym sobą, są pozbawione nadętego patosu, są tak naturalne jak oddychanie i nie mają w sobie nic ani z celebry ani z tragizmu. Analogiczna sytuacja na zachodzie wydaje się prawie nieosiągalna. Oczywiście spotyka się pięknych ludzi i w naszym kręgu kulturowym; takich, którzy świecą jak prawdziwe brylanty, ponieważ czuje się, że są zarazem mądrzy, dobrzy i skromni. Słyszałam od nich równie mądre i proste słowa jak te, które wypowiada Dalajlama, ale u nas cechą wspólną dla tych osób jest ich anonimowość i niepozorność. Spotyka się ich skrytych gdzieś w tylnym rzędzie pośród wielu innych. Tylko uśmiech i ciepło, które z nich promieniuje pozwala ich rozpoznać. Natomiast dzieje się natychmiast coś zatrważającego z tymi, których wyciągnięto z anonimowości. Nagły przypływ władzy i sławy uderza im do głowy, ich ego rozdyma się, więc nie minie chwila a każą się podziwiać. Zaczynają wierzyć w swoją wyjątkowość, w swoją „lepszość”, w czym wspomaga ich świta pochlebców i adoratorów, która prędzej czy później robi z nich nieznośnych pyszałków, a z reszty – ogłupiałych gapiów. Jak się przed tym uchronił Dalajlama?
W kontekście tego, co się u nas zwykle dzieje, uderzyło mnie raz jeszcze, jak bardzo ten rodzaj osobowości, który prezentuje Dalajlama i taki sposób bycia, przyciąga nas, współczesnych mieszkańców zachodu, i jak wielki stanowi kontrast z tym, z czym mamy na co dzień do czynienia. Jak wiele go dzieli od różnych celebrities, których główną zasługą i osiągnięciem jest często tylko to, że jest o nich głośno. Kiedy się go widziało i słuchało nasuwał się wniosek, że faktycznie walka o pozycję wśród innych i o władzę nad innymi, stanowiąca podstawowy „wypełniacz” życia w naszej kulturze, nie jest aż tak istotna, jak to się próbuje nam wmówić. Że w istocie jest ona pułapką, z której trudno się wydostać, żeby autentycznie żyć ceniąc sobie wszystko, co się pojawia, a zwłaszcza ceniąc pojawianie się innego człowieka. I że dopiero wtedy można zacząć okazywać bezinteresowną życzliwość innemu człowiekowi, gdy zaczyna się mieć za nic swoje miejsce w hierarchii.
Wizyta Dalajlamy prowokuje do poszukiwania odpowiedzi na kilka zasadniczych pytań takich jak te oto: Co czyni Dalajlamę odpornym na pokusę osiągania niezdrowej satysfakcji z własnej pozycji i władzy? Dlaczego w naszym kręgu ludzie stawiani na piedestale nie są na tę pokusę tak dobrze jak on uodpornieni? Czym jest wobec tego to „coś”, czego ewidentnie brakuje naszej edukacji i naszej duchowości, albo przynajmniej sposobom ich przekazywania? Jak owe braki zniwelować? Jakoś nie mam wątpliwości, że odpowiedzi na te pytania są dla naszej cywilizacji ważniejsze niż problem globalnego ocieplenia i emisji dwutlenku węgla.




Sądzę ,że odpowiedz jest zawarta w stwierdzeniu Dalajlamy, należy osiągnąć spokój wewnętrzny.
Jak to zrobić to już dłuższy temat ale znany i możliwy do osiągnięcia.
B.K.
@ Bogdan
A ja właśnie z żalem o tym, że od Dalajlamy można usłyszeć o spokoju wewnętrznym i uwierzyć, ze jest osiągalny, a inne,rodzime źródła za mało o tym mówią, albo tak, że to mówienie nie trafia do przekonania.
Pozdrawiam przedświątecznie.:-)