<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
		>
<channel>
	<title>Comments on: O Liscie na Niedzielę Świętej Rodziny</title>
	<atom:link href="http://www.blogpowszechny.pl/2008/12/28/o-liscie-na-niedziele-swietej-rodziny/feed" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.blogpowszechny.pl/2008/12/28/o-liscie-na-niedziele-swietej-rodziny</link>
	<description></description>
	<lastBuildDate>Sun, 05 Sep 2010 20:29:47 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.9.2</generator>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
		<item>
		<title>By: Rafal</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2008/12/28/o-liscie-na-niedziele-swietej-rodziny/comment-page-3#comment-4236</link>
		<dc:creator>Rafal</dc:creator>
		<pubDate>Mon, 12 Jan 2009 22:13:35 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/?p=743#comment-4236</guid>
		<description>@m

OK, nawet jeśli, to ponownie powtórzę, należy to uświadomić, może lepiej skonstruować zestaw leków, a nie zakazać. Nożem też się można skaleczyć.

@Małgorzata, Marcin

Dla mnie to nie jest spór jedynie o semantykę i szczerze mówiąc żaden z przytoczonych przez Was argumentów nie przekonuje mnie do tak radykalnej obrony życia (w sensie za wszelką cenę, nawet wbrew jego posiadaczowi), a także przypisywanie jeszcze nie wiadomo skąd atrybutów temu życiu, na przykład takich, że tylko Bóg je może tworzyć i to konkretnie w akcie seksualnym. To już jest bardzo grubymi nićmi szyte. 

Dla mnie to nie jest wyraz miłości jeśli życie osoby jest podtrzymywane sztucznie wbrew jej woli, pomimo jej wycieńczenia psychicznego i fizycznego. To może być na przykład wyraz samolubności, bo nie chcemy się z tą osobą rozstać.

Dla mnie to jest wyraz miłości, jeśli jest wojna i ja zabijam swojego kolegę, który wpadł w ręce wroga i wiadomo, że będzie ciężko torturowany i nie ma żadnych szans go uratować.

Dla mnie to jest wyraz miłości, jeśli kobiecie dokona się aborcji dziecka poczętego na skutek gwałtu, bo być może ono i jego matka miałyby bardzo ciężkie i obarczone cierpieniem życie.

I tak można by mnożyć przypadki. Nie jest dla mnie zatem kwestią semantyczną arbitralna, nie znosząca sprzeciwu i wyjątków zasada ochrony życia jako najcenniejszego daru od Boga, zwłaszcza w sytuacji, w której nie ma ani słowa w tej sprawie w ewangelii. Istnieją tylko i wyłącznie jakieś tam traktaty filozoficzne różnych ludzi.

Nie jest to kwestią semantyczną również dlatego, że jeśli życie wcale nie jest najcenniejszym darem od Boga, to próba argumentowania w ten sposób niemoralności in vitro dla mnie upada. W dodatku znajduję jeszcze argument, że wyrazem miłości jest chęć niesienia pomocy, w tym również pomocy w poczęciu potomstwa, które może być przyczyną wielkiego dobra w rodzinie.

I jeszcze a propos cytatu Marcina:

&lt;blockquote&gt;
Jeśli jednak miłość jest dobrej najwyższym ludzkiej osoby - to co jest dobrej podstawowym; takim, które przede wszystkim wymaga -w imię miłości!- ochrony?
&lt;/blockquote&gt;

A skąd teza, że jakieś dobro podstawowe w imię miłości wymagające ochrony musi istnieć? To jest dla mnie naciągane.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>@m</p>
<p>OK, nawet jeśli, to ponownie powtórzę, należy to uświadomić, może lepiej skonstruować zestaw leków, a nie zakazać. Nożem też się można skaleczyć.</p>
<p>@Małgorzata, Marcin</p>
<p>Dla mnie to nie jest spór jedynie o semantykę i szczerze mówiąc żaden z przytoczonych przez Was argumentów nie przekonuje mnie do tak radykalnej obrony życia (w sensie za wszelką cenę, nawet wbrew jego posiadaczowi), a także przypisywanie jeszcze nie wiadomo skąd atrybutów temu życiu, na przykład takich, że tylko Bóg je może tworzyć i to konkretnie w akcie seksualnym. To już jest bardzo grubymi nićmi szyte. </p>
<p>Dla mnie to nie jest wyraz miłości jeśli życie osoby jest podtrzymywane sztucznie wbrew jej woli, pomimo jej wycieńczenia psychicznego i fizycznego. To może być na przykład wyraz samolubności, bo nie chcemy się z tą osobą rozstać.</p>
<p>Dla mnie to jest wyraz miłości, jeśli jest wojna i ja zabijam swojego kolegę, który wpadł w ręce wroga i wiadomo, że będzie ciężko torturowany i nie ma żadnych szans go uratować.</p>
<p>Dla mnie to jest wyraz miłości, jeśli kobiecie dokona się aborcji dziecka poczętego na skutek gwałtu, bo być może ono i jego matka miałyby bardzo ciężkie i obarczone cierpieniem życie.</p>
<p>I tak można by mnożyć przypadki. Nie jest dla mnie zatem kwestią semantyczną arbitralna, nie znosząca sprzeciwu i wyjątków zasada ochrony życia jako najcenniejszego daru od Boga, zwłaszcza w sytuacji, w której nie ma ani słowa w tej sprawie w ewangelii. Istnieją tylko i wyłącznie jakieś tam traktaty filozoficzne różnych ludzi.</p>
<p>Nie jest to kwestią semantyczną również dlatego, że jeśli życie wcale nie jest najcenniejszym darem od Boga, to próba argumentowania w ten sposób niemoralności in vitro dla mnie upada. W dodatku znajduję jeszcze argument, że wyrazem miłości jest chęć niesienia pomocy, w tym również pomocy w poczęciu potomstwa, które może być przyczyną wielkiego dobra w rodzinie.</p>
<p>I jeszcze a propos cytatu Marcina:</p>
<blockquote><p>
Jeśli jednak miłość jest dobrej najwyższym ludzkiej osoby &#8211; to co jest dobrej podstawowym; takim, które przede wszystkim wymaga -w imię miłości!- ochrony?
</p></blockquote>
<p>A skąd teza, że jakieś dobro podstawowe w imię miłości wymagające ochrony musi istnieć? To jest dla mnie naciągane.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>By: m</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2008/12/28/o-liscie-na-niedziele-swietej-rodziny/comment-page-3#comment-4235</link>
		<dc:creator>m</dc:creator>
		<pubDate>Mon, 12 Jan 2009 18:38:08 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/?p=743#comment-4235</guid>
		<description>@ Rafał

Napisałeś:
&quot;Mam nieodparte wrażenie, że stanięcie na skraju samobójstwa nie było spowodowane in vitro (bo niby czym? nieskutecznością?).&quot;

Widocznie mało wiesz o samej procedurze zapłodnienia: oczywiscie na pewno kwestie psychologiczne wchodzily tu w gre, ale wazniejszą sprawą jest rozstrojenie organizmu spowodowane duza dawka hormonow i lekow, ktore musi przyjac kobieta przed implantacją.
A od takiego rozstrojenia, juz tylko krok do samobojstwa. Zapewniam.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>@ Rafał</p>
<p>Napisałeś:<br />
&#8220;Mam nieodparte wrażenie, że stanięcie na skraju samobójstwa nie było spowodowane in vitro (bo niby czym? nieskutecznością?).&#8221;</p>
<p>Widocznie mało wiesz o samej procedurze zapłodnienia: oczywiscie na pewno kwestie psychologiczne wchodzily tu w gre, ale wazniejszą sprawą jest rozstrojenie organizmu spowodowane duza dawka hormonow i lekow, ktore musi przyjac kobieta przed implantacją.<br />
A od takiego rozstrojenia, juz tylko krok do samobojstwa. Zapewniam.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>By: Małgorzata</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2008/12/28/o-liscie-na-niedziele-swietej-rodziny/comment-page-3#comment-4233</link>
		<dc:creator>Małgorzata</dc:creator>
		<pubDate>Mon, 12 Jan 2009 14:26:08 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/?p=743#comment-4233</guid>
		<description>@Rafał
Tak próbowałabym to wyjaśnić: Miłość to hipostaza. Istnieją tylko żywi ludzie, którzy się kochają. Żeby się kochać, muszą żyć. Jeśli wprost w Ewangelii nie padają takie słowa, o jakie Ci chodzi, że wartością najwyższą jest życie (nie szukałam, ale polegam na tym, co napisał Marcin Ł. Makowski), to można sądzić, że dlatego, że jest to oczywistą oczywistością dla każdego wierzącego żyda. Jeśli zna Księgę Rodzaju, rozdział 1, to nie ma wątpliwości, za co szanuje, podziwia i kocha Boga: za to, że stworzył wszystko, co istnieje i że to istnienie podtrzymuje w istnieniu. A istnienie człowieka, tego stworzenia, które Bóg stworzył na końcu i które określił jako bardzo dobre, to właśnie jego życie.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>@Rafał<br />
Tak próbowałabym to wyjaśnić: Miłość to hipostaza. Istnieją tylko żywi ludzie, którzy się kochają. Żeby się kochać, muszą żyć. Jeśli wprost w Ewangelii nie padają takie słowa, o jakie Ci chodzi, że wartością najwyższą jest życie (nie szukałam, ale polegam na tym, co napisał Marcin Ł. Makowski), to można sądzić, że dlatego, że jest to oczywistą oczywistością dla każdego wierzącego żyda. Jeśli zna Księgę Rodzaju, rozdział 1, to nie ma wątpliwości, za co szanuje, podziwia i kocha Boga: za to, że stworzył wszystko, co istnieje i że to istnienie podtrzymuje w istnieniu. A istnienie człowieka, tego stworzenia, które Bóg stworzył na końcu i które określił jako bardzo dobre, to właśnie jego życie.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>By: Marcin Ł. Makowski</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2008/12/28/o-liscie-na-niedziele-swietej-rodziny/comment-page-3#comment-4232</link>
		<dc:creator>Marcin Ł. Makowski</dc:creator>
		<pubDate>Mon, 12 Jan 2009 10:59:20 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/?p=743#comment-4232</guid>
		<description>@Rafał

Przyznaje Ci rację w jednej kwestii, mianowicie: szukałem dosyć długo i faktycznie nie znalazłem takiego cytatu, jakiego oczekujesz, tj. dosłowne uznanie życia za wartość priorytetową. Nie zmienia to jednak faktu, że w tym wypadku chyba spieramy się o kwestie semantyczne. Pozwolisz, że zacytuje pewien fragment z pracy ks. prof. Stycznia:

&quot;Miłość jest tą wartością i tym wymiarem życia człowieka, w którym i przez który spełnia się on jako osoba. W tym sensie jest ona jego dobrej najwyższym, dobrem moralnym. Wszystko inne zasługuje na miano dobra moralnego o tyle, o ile stanowi warunek, element lub wyraz miłości. Miłość bowiem domaga się wyrazu: domaga się &#039;przekładu&#039; na takie dobro, które w danej sytuacji wymaga szczególnej ochrony lub pomnożenia.
Jeśli jednak miłość jest dobrej najwyższym ludzkiej osoby - to co jest dobrej podstawowym; takim, które przede wszystkim wymaga -w imię miłości!- ochrony? Trudno wskazać na dobro, które mogłoby w tym miejscy konkurować z ŻYCIEM (podkreślenie moje). A skoro tak, czy jest do pomyślenia akt miłości, który by nie respektował życia? Czy można w imię miłości - lub przynajmniej w zgodzie z nią - zabijać?.&quot; (Wprowadzenie do etyki, str. 175) 

Być może jest to odpowiedź wymijająca, ale jestem ciekaw Twojego zdania.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>@Rafał</p>
<p>Przyznaje Ci rację w jednej kwestii, mianowicie: szukałem dosyć długo i faktycznie nie znalazłem takiego cytatu, jakiego oczekujesz, tj. dosłowne uznanie życia za wartość priorytetową. Nie zmienia to jednak faktu, że w tym wypadku chyba spieramy się o kwestie semantyczne. Pozwolisz, że zacytuje pewien fragment z pracy ks. prof. Stycznia:</p>
<p>&#8220;Miłość jest tą wartością i tym wymiarem życia człowieka, w którym i przez który spełnia się on jako osoba. W tym sensie jest ona jego dobrej najwyższym, dobrem moralnym. Wszystko inne zasługuje na miano dobra moralnego o tyle, o ile stanowi warunek, element lub wyraz miłości. Miłość bowiem domaga się wyrazu: domaga się &#8216;przekładu&#8217; na takie dobro, które w danej sytuacji wymaga szczególnej ochrony lub pomnożenia.<br />
Jeśli jednak miłość jest dobrej najwyższym ludzkiej osoby &#8211; to co jest dobrej podstawowym; takim, które przede wszystkim wymaga -w imię miłości!- ochrony? Trudno wskazać na dobro, które mogłoby w tym miejscy konkurować z ŻYCIEM (podkreślenie moje). A skoro tak, czy jest do pomyślenia akt miłości, który by nie respektował życia? Czy można w imię miłości &#8211; lub przynajmniej w zgodzie z nią &#8211; zabijać?.&#8221; (Wprowadzenie do etyki, str. 175) </p>
<p>Być może jest to odpowiedź wymijająca, ale jestem ciekaw Twojego zdania.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>By: Rafal</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2008/12/28/o-liscie-na-niedziele-swietej-rodziny/comment-page-3#comment-4228</link>
		<dc:creator>Rafal</dc:creator>
		<pubDate>Mon, 12 Jan 2009 00:23:19 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/?p=743#comment-4228</guid>
		<description>@Kuba

Mówimy tutaj na razie o bieżącym stanowisku, żeby ustalić czy należy je zrewidować, a dokładnie zrewidować jego przyczyny. Na razie problem polega na tym, czy w ogóle metodę dopuścić. Dlatego nie skupiamy się tak bardzo na stronie praktycznej.

&lt;blockquote&gt;Dyskusja jest teoretyczna, a w praktyce in vitro może wystawiać ludzi na wiele cierpienia fizycznego i psychicznego.&lt;/blockquote&gt;

Mogę również skonstruować bardzo prawdziwe twierdzenia:

&lt;i&gt;Życie może wystawiać ludzi na cierpienie.&lt;/i&gt;
&lt;i&gt;Miłość może wystawiać ludzi na cierpienie.&lt;/i&gt;
&lt;i&gt;Sport może wystawiać ludzi na cierpienie.&lt;/i&gt;

Czy wszystkie powyższe powinny być zakazane?

Myślę, że praktycznie wszystko w co angażujemy się emocjonalnie może nas wystawiać na cierpienie.

&lt;blockquote&gt;Znajomy opowiedział przypadek z jego otoczenia: żona po dziewięciu próbach zapłodnienia in vitro stanęła na skraju samobójstwa.&lt;/blockquote&gt;

Mam nieodparte wrażenie, że stanięcie na skraju samobójstwa nie było spowodowane in vitro (bo niby czym? nieskutecznością?). Spodziewam się, że generalnie starała się ona o dziecko i że przyczyną mogły być:
1. brak zrozumienia niemożności zrealizowania marzenia o posiadaniu potomstwa
2. utrata poczucia kobiecości.

Owszem, in vitro mogło to poczucie spotęgować. Na zasadzie &quot;mnie nie pomaga nawet in vitro. próbowałam już wszystkiego.&quot;. Tylko, że dla mnie ponownie nie jest to argument przeciwko metodzie, bo byłoby to wylewanie dziecka z kąpielą. Raczej bym się skupił otoczeniu takiej osoby stosownym wsparciem (choćby i duchowym).</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>@Kuba</p>
<p>Mówimy tutaj na razie o bieżącym stanowisku, żeby ustalić czy należy je zrewidować, a dokładnie zrewidować jego przyczyny. Na razie problem polega na tym, czy w ogóle metodę dopuścić. Dlatego nie skupiamy się tak bardzo na stronie praktycznej.</p>
<blockquote><p>Dyskusja jest teoretyczna, a w praktyce in vitro może wystawiać ludzi na wiele cierpienia fizycznego i psychicznego.</p></blockquote>
<p>Mogę również skonstruować bardzo prawdziwe twierdzenia:</p>
<p><i>Życie może wystawiać ludzi na cierpienie.</i><br />
<i>Miłość może wystawiać ludzi na cierpienie.</i><br />
<i>Sport może wystawiać ludzi na cierpienie.</i></p>
<p>Czy wszystkie powyższe powinny być zakazane?</p>
<p>Myślę, że praktycznie wszystko w co angażujemy się emocjonalnie może nas wystawiać na cierpienie.</p>
<blockquote><p>Znajomy opowiedział przypadek z jego otoczenia: żona po dziewięciu próbach zapłodnienia in vitro stanęła na skraju samobójstwa.</p></blockquote>
<p>Mam nieodparte wrażenie, że stanięcie na skraju samobójstwa nie było spowodowane in vitro (bo niby czym? nieskutecznością?). Spodziewam się, że generalnie starała się ona o dziecko i że przyczyną mogły być:<br />
1. brak zrozumienia niemożności zrealizowania marzenia o posiadaniu potomstwa<br />
2. utrata poczucia kobiecości.</p>
<p>Owszem, in vitro mogło to poczucie spotęgować. Na zasadzie &#8220;mnie nie pomaga nawet in vitro. próbowałam już wszystkiego.&#8221;. Tylko, że dla mnie ponownie nie jest to argument przeciwko metodzie, bo byłoby to wylewanie dziecka z kąpielą. Raczej bym się skupił otoczeniu takiej osoby stosownym wsparciem (choćby i duchowym).</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>By: kuba</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2008/12/28/o-liscie-na-niedziele-swietej-rodziny/comment-page-3#comment-4227</link>
		<dc:creator>kuba</dc:creator>
		<pubDate>Sun, 11 Jan 2009 23:44:31 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/?p=743#comment-4227</guid>
		<description>To nawet dobrze brzmi, ale też wydaje się trochę naciągane. Dyskusja jest teoretyczna, a w praktyce in vitro może wystawiać ludzi na wiele cierpienia fizycznego i psychicznego. O tym nie mówiliśmy, skupiając się tylko na ideologii. W praktyce więc jest pewnie o wiele trudniej niż może wynikać z naszych rozważań.
Znajomy opowiedział przypadek z jego otoczenia: żona po dziewięciu próbach zapłodnienia in vitro stanęła na skraju samobójstwa.
Chcę powiedzieć, że pojęcia miłości i życia nie odnoszą się tylko do przyszłego dziecka, kwestia in vitro nie jest jednoznaczna, a dyskusja teoretyczna wydaje się mało przekonująca.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>To nawet dobrze brzmi, ale też wydaje się trochę naciągane. Dyskusja jest teoretyczna, a w praktyce in vitro może wystawiać ludzi na wiele cierpienia fizycznego i psychicznego. O tym nie mówiliśmy, skupiając się tylko na ideologii. W praktyce więc jest pewnie o wiele trudniej niż może wynikać z naszych rozważań.<br />
Znajomy opowiedział przypadek z jego otoczenia: żona po dziewięciu próbach zapłodnienia in vitro stanęła na skraju samobójstwa.<br />
Chcę powiedzieć, że pojęcia miłości i życia nie odnoszą się tylko do przyszłego dziecka, kwestia in vitro nie jest jednoznaczna, a dyskusja teoretyczna wydaje się mało przekonująca.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>By: Rafal</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2008/12/28/o-liscie-na-niedziele-swietej-rodziny/comment-page-3#comment-4226</link>
		<dc:creator>Rafal</dc:creator>
		<pubDate>Sun, 11 Jan 2009 22:56:53 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/?p=743#comment-4226</guid>
		<description>@Kuba

Tak właśnie :).</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>@Kuba</p>
<p>Tak właśnie :).</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>By: kuba</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2008/12/28/o-liscie-na-niedziele-swietej-rodziny/comment-page-3#comment-4225</link>
		<dc:creator>kuba</dc:creator>
		<pubDate>Sun, 11 Jan 2009 22:53:37 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/?p=743#comment-4225</guid>
		<description>@ Rafał
&lt;blockquote&gt;ale gdzie Jezus powiedział, że życie jest najcenniejszym darem?&lt;/blockquote&gt;
To bardzo ciekawa kwestia. Bo przecież Jezus złożył życie w ofierze. Z miłości do wszystkich ludzi. Nie jestem teologiem, ale jeśli kluczem ma być miłość (a nie życie), to może właśnie ona w momencie zapłodnienia jest ważniejsza niż sposób przekazywania życia.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>@ Rafał</p>
<blockquote><p>ale gdzie Jezus powiedział, że życie jest najcenniejszym darem?</p></blockquote>
<p>To bardzo ciekawa kwestia. Bo przecież Jezus złożył życie w ofierze. Z miłości do wszystkich ludzi. Nie jestem teologiem, ale jeśli kluczem ma być miłość (a nie życie), to może właśnie ona w momencie zapłodnienia jest ważniejsza niż sposób przekazywania życia.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>By: Rafal</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2008/12/28/o-liscie-na-niedziele-swietej-rodziny/comment-page-3#comment-4224</link>
		<dc:creator>Rafal</dc:creator>
		<pubDate>Sun, 11 Jan 2009 22:02:00 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/?p=743#comment-4224</guid>
		<description>@Jerzy, Małgorzata

OK, rozumiem Wasze podejście w temacie przynależności do grup i poszukiwaniu złotego środka. Może i jest w tym jakaś racja, chociaż pewnie wszystko zależy od konkretnego człowieka, tak jak pisze Jerzy.

Jeden robaczek zwątpienia mnie tylko dotyka. Mianowicie to, że grupy religijne mają chyba trochę inny charakter i zastanawiam się na ile to jest problem z myśleniem w czasie uczestnictwa w takiej grupie. Mianowicie chodzi o to, że w czasie myślenia nad rożnymi tematami i polemiką w takiej grupie automatycznie wierny naraża się na krytykę, że jak reguła nie pasuje to zaraz się zaczyna poszukiwanie argumentów dla obrony wygodnictwa. I tutaj w katolicyzmie pojawia się nieustający problem kto ma rozsądzać kto ma rację, a kto nie. W ramach nauczania religii jesteśmy uczeni posłuszeństwa, a nie wątpliwości i dyskutowania. Oczywiście są pomysły takie jak błędne sumienie, intencje itp. Tylko, że to trochę podważa z drugiej strony sens kodeksów katolickich. I tak w kółko. Nie wiem, mnie to trochę odrzuca, ale rozumiem, że może nie odrzucać.

@Jerzy

Coś i mnie się wydaje, że z tą ochroną życia to właśnie tak jest. Na razie nikt konkretnego cytatu nie podał i sam go również nie znalazłem pomimo przeszukania wszystkich 4 ewangelii. Ale czekam cierpliwie.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>@Jerzy, Małgorzata</p>
<p>OK, rozumiem Wasze podejście w temacie przynależności do grup i poszukiwaniu złotego środka. Może i jest w tym jakaś racja, chociaż pewnie wszystko zależy od konkretnego człowieka, tak jak pisze Jerzy.</p>
<p>Jeden robaczek zwątpienia mnie tylko dotyka. Mianowicie to, że grupy religijne mają chyba trochę inny charakter i zastanawiam się na ile to jest problem z myśleniem w czasie uczestnictwa w takiej grupie. Mianowicie chodzi o to, że w czasie myślenia nad rożnymi tematami i polemiką w takiej grupie automatycznie wierny naraża się na krytykę, że jak reguła nie pasuje to zaraz się zaczyna poszukiwanie argumentów dla obrony wygodnictwa. I tutaj w katolicyzmie pojawia się nieustający problem kto ma rozsądzać kto ma rację, a kto nie. W ramach nauczania religii jesteśmy uczeni posłuszeństwa, a nie wątpliwości i dyskutowania. Oczywiście są pomysły takie jak błędne sumienie, intencje itp. Tylko, że to trochę podważa z drugiej strony sens kodeksów katolickich. I tak w kółko. Nie wiem, mnie to trochę odrzuca, ale rozumiem, że może nie odrzucać.</p>
<p>@Jerzy</p>
<p>Coś i mnie się wydaje, że z tą ochroną życia to właśnie tak jest. Na razie nikt konkretnego cytatu nie podał i sam go również nie znalazłem pomimo przeszukania wszystkich 4 ewangelii. Ale czekam cierpliwie.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>By: Jerzy</title>
		<link>http://www.blogpowszechny.pl/2008/12/28/o-liscie-na-niedziele-swietej-rodziny/comment-page-3#comment-4223</link>
		<dc:creator>Jerzy</dc:creator>
		<pubDate>Sun, 11 Jan 2009 21:41:32 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.blogpowszechny.pl/?p=743#comment-4223</guid>
		<description>Ja przez jakiś czas byłem ogólnie chrześcijaninem bez konkretnej przynależności wyznaniowej, a nawet może jeszcze ogólniej: człowiekiem wierzącym bez wyraźnej przynależności religijnej (choć wychowanym po katolicku, a podobno Amerykanie mawiają &quot;raz katolik - na zawsze katolik&quot;). I zapewniam, że nie było fajnie. Bo w Kościele poza poglądami (bardziej lub mniej obowiązującymi wyznawców) jest liturgia, pewien rytm i pewna forma życia. A bez formy człowiek się jednak rozłazi. Może nie każdy, ale taki jak ja - tak. Co nie oznacza, żeby zabronić sobie myślenia. Tylko, żeby mieć punkt orientacyjny, brać wypracowane przez wieki i przez zbiorowość przeświadczenia jako punkt orientacyjny (dokładnie tak, jak pisze Małgorzata).
A co do argumentu z Pisma Świętego - jeśli się nie mylę, koncepcja bezwzględnej ochrony życia od momentu poczęcia jest młodsza o jakieś 1300 lat od Ewangelii.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Ja przez jakiś czas byłem ogólnie chrześcijaninem bez konkretnej przynależności wyznaniowej, a nawet może jeszcze ogólniej: człowiekiem wierzącym bez wyraźnej przynależności religijnej (choć wychowanym po katolicku, a podobno Amerykanie mawiają &#8220;raz katolik &#8211; na zawsze katolik&#8221;). I zapewniam, że nie było fajnie. Bo w Kościele poza poglądami (bardziej lub mniej obowiązującymi wyznawców) jest liturgia, pewien rytm i pewna forma życia. A bez formy człowiek się jednak rozłazi. Może nie każdy, ale taki jak ja &#8211; tak. Co nie oznacza, żeby zabronić sobie myślenia. Tylko, żeby mieć punkt orientacyjny, brać wypracowane przez wieki i przez zbiorowość przeświadczenia jako punkt orientacyjny (dokładnie tak, jak pisze Małgorzata).<br />
A co do argumentu z Pisma Świętego &#8211; jeśli się nie mylę, koncepcja bezwzględnej ochrony życia od momentu poczęcia jest młodsza o jakieś 1300 lat od Ewangelii.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
</channel>
</rss>
