Archiwum December 2008

Czy Boże Narodzenie to najważniejsze święta? 6 Autor: Dariusz Kowalczyk SJ

Dec9

Rok liturgiczny ma dwa zasadnicze okresy: wielkanocny i bożonarodzeniowy, z dwoma centralnymi dniami, wokół których kształtują się te okresy: Wielkanoc i Boże Narodzenie. Mogłoby się zdawać, że rozważania o wyższości jednych świąt na drugimi brzmią dość groteskowo przypominając znany dylemat – co było pierwsze: jajko czy kura? Pytanie jest jednak zasadne, co więcej, stanowi okazję do zwrócenia uwagi na kilka podstawowych elementów wyznawania wiary w Jezusa Chrystusa.

            Warto najpierw zauważyć, że święta i okresy świąteczne, takie jak je znamy dzisiaj, nie istniały od początku chrześcijaństwa, ale kształtowały się i narastały stopniowo. Dla pierwszych chrześcijan w centrum znajdowało się cotygodniowe łamanie chleba, czyli świętowanie niedzieli (począwszy od soboty wieczór) jako Paschy, przejścia Zmartwychwstałego Pana w Jego wspólnocie. To, co dzisiaj nazywamy Wigilią Paschalną, i co stanowi centrum obchodów Świąt Wielkanocnych, początkowo nie różniło od wszystkich pozostałych sobót, a raczej wigilii niedzielnych. Potem obrzędy Nocy Paschalnej zostały wzbogacone o różne elementy jak np. znane nam dzisiaj błogosławieństwo ognia i świecy woskowej (paschału). Inne święta chrześcijańskie powstawały na przestrzeni wieków jako wyraz przeżywania wiary w Chrystusa w konkretnym czasie i kulturze. Treścią świąt i liturgii Kościoła jest Bóg, który dokonał i dokonuje wielkich dzieł dla zbawienia człowieka, ale to nie znaczy, że liturgia jest rzeczywistością raz na zawsze określoną, co do formy. Święto Narodzenia Pańskiego zostało ustanowione w Rzymie z początkiem IV w. Data 25 grudnia nie jest historyczną datą narodzin Jezusa w Betlejem. Została ona wybrana przez Kościół po to, aby zastąpić (“ochrzcić”) pogańskie święto “Narodzin niezwyciężonego słońca”, które obchodzono właśnie w czasie zimowego przesilenia. Nie znaczy to oczywiście, że Boże Narodzenie nie opiera się ostatecznie na historycznym wydarzeniu narodzin Syna Bożego.

            Z tego historyczno-liturgicznego punktu widzenia wynika, że święta Bożego Narodzenia są czymś późniejszym od świętowania Zmartwychwstania Pańskiego. Trzeba tu jednak zauważyć, że w tajemnicy Wielkiej Nocy jest przecież ukryta betlejemska tajemnica Wcielenia, a zatem celebrowanie Wigilii Paschalnej jest również celebrowaniem Bożego Narodzenia. Innymi słowy, chrześcijańskie święta, które dzisiaj przeżywamy, podkreślają różne aspekty naszej wiary, ale znajdują się w ścisłej ze sobą jedności: łączy je jedna, niepodzielna osoba Jezusa Chrystusa.

            Warto też uświadomić sobie dynamikę doświadczenia, które leży u podstaw chrześcijaństwa. Centralnym punktem jest tutaj doświadczenie Ukrzyżowanego jako Zmartwychwstałego, czyli po prostu tego, że Jezus Chrystus wrócił z cmentarza żywy. Kiedy Piotr, po Zesłaniu Ducha Świętego, zaczął głosić Ewangelię, to w swoim pierwszym wystąpieniu głosił, że “tego Męża [...] przybiliście rękami bezbożnych do krzyża i zabiliście. Lecz Bóg wskrzesił Go, zerwawszy więzy śmierci, gdyż niemożliwe było, aby ona panowała nad Nim” (Dz 2,23-24). Ta właśnie nowina jest początkiem i centrum chrześcijańskiego doświadczenia wiary. Dzięki niej przypominano sobie inne wydarzenia z życia Jezusa i zgłębiano ich sens. To w perspektywie zmartwychwstania apostołowie zrozumieli, że narodziny Jezusa były Bożym Narodzeniem. Nie znaczy to, że Wcielenie jest czymś mniej ważnym, bo przecież bez narodzin nie byłoby śmierci i zmartwychwstania. Trzeba jednak podkreślić, że nie wiedzielibyśmy, co naprawdę wydarzyło się w Betlejem, gdyby nie dotarła do nas wieść o Zmartwychwstałym. Dlatego można wyobrazić sobie chrześcijaństwo bez świąt Bożego Narodzenia (tak było w pierwszych trzech wiekach), ale nie można go sobie wyobrazić bez Wigilii Paschalnej i Niedzieli Zmartwychwstania Pańskiego. A zatem, choć nie można oddzielić Wielkiej Nocy od Bożego Narodzenia, to z punktu widzenia chrześcijańskiego doświadczenia wiary bardziej fundamentalna jest Wielkanoc.

Niedyskretny urok ciała i seksu 1 Autor: Gościnnie

Dec7

We współczesnej kulturze mamy do czynienia ze społecznym negocjowaniem seksualności jako jednej z wersji tożsamości jednostki. Termin „seksualność” obejmuje swoistą przestrzeń jednostki, czyli jej erotyczne pragnienia, praktyki oraz jej tożsamość, która może być przypisana biologicznie lub wybrana indywidualnie. Seksualność jest, by posłużyć się językiem bardziej metaforycznym, zarazem fikcją i rzeczywistością, sztuczną kreacją i życiowym doświadczeniem

Mariola Bieńko (Przegląd Powszechny 12/2008)

czytaj dalej »

II niedziela Adwentu (7 XII): Chrzcić Duchem Świętym 0 Autor: Wacław Oszajca SJ

Dec6

(Iz 40,1-5.9-11; 2 P 3,8-14; Mk 1,1-8)

Z czym kojarzymy słowo „chrzest”? Obrzęd, woda, świeca, chrzestni rodzice, trzeba iść do spowiedzi, przyjęcie, nadanie imienia… A potem? Nudne i na dodatek długie kazanie, naburmuszony urzędnik w kancelarii parafialnej, wrzeszczące wniebogłosy dzieciaki, rozhisteryzowana ciotka, podpity wujek, stos brudnych naczyń, poplamiony obrus i mocno nadszarpnięty budżet. I po chrzcinach! Już po chrzcie!

A przecież chrztu udziela, lepiej powiedzieć: chrzci, sam Jezus Chrystus i to chrzci przede wszystkim Duchem Świętym. Mówiąc językiem technicznym teologów, wylewa na nas swego Ducha, wlewa Go w nas, zanurza nas w Ducha Świętego jak w wodę. Te określenia, precyzyjne przecież i to bardzo, mogą jednak wprowadzać w błąd. Zdają się przedstawiać Ducha Świętego jako przedmiot, gdy tymczasem jest On kimś, jest osobą. A zatem być ochrzczonym Duchem Świętym to znaczy nieustępliwie trzymać się przekonania, że przez obrzęd chrztu Bóg potwierdza, iż z całą pewnością, bez względu na to, jak się będziemy sprawować, jak obchodzić ze światem, ludźmi i Bogiem, On nas od siebie nigdy, przenigdy nie odepchnie.

Jeśli tak, to nie ma potrzeby martwić się o to, czy Bóg się na nas gniewa, czy nie. W gruncie rzeczy nawet przepraszanie Boga za nasze grzechy nie ma większego sensu, jako że to nie Bóg nas opuścił, ale my opuściliśmy Boga. I nie Bóg powinien zmienić swoje nastawienie wobec nas, ale my musimy zacząć inaczej traktować Boga.

Zatem chrzest Duchem Świętym trwa przez całe nasze życie, gdyż jest to inna nazwa miłości Boga do nas i naszej miłości do Boga. Strach pomyśleć, ale ta miłość jest również przyczyną istnienia piekła. Czymże bowiem jest piekło, jeśli nie zmarnowaną miłością!

* * *

Tegoroczny synod biskupów zajął się Biblią, a szerzej, słowem Bożym. Jednocześnie ewangelicy ogłosili ten rok pierwszym rokiem dekady Lutra. Znamienny zbieg okoliczności, wart zastanowienia, bo wygląda na to, że ks. Marcin Luter i jego podejście do słowa Bożego wciąż jest na czasie. Twierdzi tak Otto Herman Pesch w książce pt. „Zrozumieć Lutra”.

Adwent: oczekiwanie na paruzję 4 Autor: Dariusz Kowalczyk SJ

Dec2

W „Ogólnych Normach Roku liturgicznego i Kalendarza” czytamy: „Okres Adwentu ma podwójny charakter. Jest okresem przygotowania do uroczystości Narodzenia Pańskiego, przez którą wspominamy pierwsze przyjście Syna Bożego do ludzi. Równocześnie jest okresem, w którym przez wspomnienie pierwszego przyjścia Chrystusa kieruje się dusze ku oczekiwaniu Jego powtórnego przyjścia na końcu czasów. Z obu tych względów Adwent jest okresem pobożnego i radosnego oczekiwania” (nr 39). Zastanówmy się nad tym drugim znaczeniem okresu Adwentu, tym bardziej że nie tylko w Adwencie, ale w każdej Mszy św. wypowiadamy takie oto słowa: „Głosimy śmierć Twoją, Panie Jezu, wyznajemy Twoje zmartwychwstanie i oczekujemy Twego przyjścia w chwale”. Cóż właściwie oznacza owo oczekiwanie na powtórne przyjście Boga, zwane paruzją (gr. obecność, przyjście, pojawienie się)?

            W Liście św. Pawła do Tesaloniczan znajdujemy dosyć tajemniczy tekst: „Sam bowiem Pan zstąpi z nieba na hasło i na głos archanioła, i na dźwięk trąby Bożej, a zmarli w Chrystusie powstaną pierwsi. Potem my, żywi i pozostawieni, wraz z nimi będziemy porwani w powietrze, na obłoki naprzeciw Pana, i w ten sposób zawsze będziemy z Panem” (1 Tes 4,16-17). Stąd niektórzy pytają, czy rzeczywiście czasy ostateczne będą polegały na ocaleniu zbawionych poprzez porwanie ich do góry spośród walącego się świata. Trzeba odpowiedzieć, że tego rodzaju obrazy są alegoryczne i nie można rozumieć ich dosłownie. Ważne jest tutaj to, że – jak mówi Paweł Apostoł – „ zawsze będziemy z Panem”. Istotą powtórnego przyjścia Pana nie są jakieś katastrofy, ale osobowa bliskość. „Dzień Pana” – bo tak Nowy Testament nazywa czas powtórnego przyjścia Chrystusa (np. 1 Kor 1,8) – to czas nie gniewu i srogiego sądu, ale pełnego objawienia się chwały miłosiernego Boga.

            Pierwsi chrześcijanie nie tylko nie bali się „końca świata”, ale oczekiwali nań z niecierpliwością. W Liście św. Jakuba znajdujemy takie oto słowa: „Bądźcie cierpliwi i umacniajcie serca wasze, bo przyjście Pana jest już bliskie” (5,8). Niektórzy ulegali nawet mniemaniu, że skoro niebawem Chrystus powróci, to nie warto się zajmować rzeczami doczesnymi. Stąd wyrzut św. Pawła: „ Słyszymy, że niektórzy wśród Was [...] wcale nie pracują, lecz zajmują się rzeczami niepotrzebnymi” (2 Tes 3,11). Nie trzeba więc ulegać egzaltowanym przepowiedniom końca świata, co dziś można na przykład zaobserwować u Świadków Jehowy; świadomość, że „dzień Pański” kiedyś nastąpi powinien być raczej zachętą do czuwania, czyli – jak to powiedział Jan Paweł II – do bycia człowiekiem sumienia. Kluczowym tekstem jest w omawianej przez nas kwestii 24 rozdział ewangelii Mateusza, w której sam Jezus odpowiada na pytanie uczniów: „Powiedz nam, kiedy to nastąpi i jaki będzie znak Twego przyjścia i końca świata?” (24,3). Chrystus mówi m.in.: „O dniu owym i godzinie nikt nie wie, nawet aniołowie niebiescy, tylko sam Ojciec. [...] Czuwajcie więc, bo nie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie” (24,36.42). Czuwać mamy z bojaźnią Bożą w sercu, ale to nie znaczy, że przepełnieni strachem i lękiem; wręcz przeciwnie, przecież Bóg, który nadchodzi jest Bogiem, który objawił nam swoją bezwarunkową miłość na Krzyżu.

            Na Zachodzie „dzień ostateczny” widziano przede wszystkim w perspektywie ostatecznego sądu, w którym każdy z osobna zostanie osądzona za swoje złe i dobre czyny. Widać to chociażby na obrazach z motywem wagi decydującej o zbawieniu lub potępieniu. Natomiast chrześcijaństwo wschodnie bardziej podkreślało aspekt zbiorowego dopełnienia, w którym Bóg będzie „wszystkim we wszystkich” (1 Kor 15,28). Obrazy zachodnie budziły lęk i trwogę, a szatana pokazywały jako złego mocarza walczącego z Bogiem o dusze śmiertelników prawie jak równy z równym. Wschodnie ikony natomiast ukazywały – i słusznie – małość zła (szatan jako żałosny pies) i wszechogarniające zwycięstwo dobra. Dziś koncentrujemy się raczej na Bożym miłosierdziu, niż na zatrwożonym myśleniu o ostatecznym rezultacie Boskiej odpłaty.

            Niektórzy współcześni teolodzy zamiast o drugim (powtórnym) przyjściu Chrystusa, wolą mówić o wypełnieniu się dziejów ludzkości i świata. Wszak Bóg w Jezusie Chrystusie już opowiedział się nieodwołalnie po stronie człowieka. To, co nazywamy paruzją jest jedynie ostatecznym następstwem, niejako końcowym skutkiem wydarzenia wcielenia, śmierci i zmartwychwstania. Chrystus już do nas przyszedł i nie pozostawił nas sierotami. A zatem można by powiedzieć, że to nie tyle Chrystus przyjdzie ponownie do świata (bo On już przyszedł), ale to świat ostatecznie przyjdzie do Boga. Owo przyjście nie musi oznaczać jakiegoś zniszczenia obecnego świata, ale wręcz przeciwnie, pełną realizację tkwiących w nim możliwości. „A śmierci już odtąd nie będzie. Ani żałoby, ni krzyku, ni trudu już odtąd nie będzie, bo pierwsze rzeczy przeminęły” – zapowiada Apokalipsa 21,4. Rodzi się tutaj pytanie o związek pomiędzy rozwojem cywilizacyjnym (również technicznym) a zbliżaniem się paruzji. Czy „świeckie” sukcesy ludzkości są jakoś wpisane w historię zbawienia, czy też – odwrotnie – mają znikome znaczenie z tego punktu widzenia? Myślę, że skoro Bóg stał się człowiekiem i wszedł tym samym we wszystko, co ludzkie, to każde ludzkie osiągnięcie ma znaczenie w perspektywie powtórnego przyjścia Pana. Co więcej, ta perspektywa nie tylko nie pomniejsza tych osiągnięć, ale je uwypukla. Nie zmienia to oczywiście prawdy o prymacie ducha nad materią, miłości nad użytecznością. Nadchodzący Bóg jest przecież miłością, a nie jedynie wielkim zegarmistrzem świata.

Blog Powszechny is powered by WordPress and FREEmium Theme.
developed by Dariusz Siedlecki and brought to you by FreebiesDock.com