Siostra Małgorzata Chmielewska w czasie debaty „Kościół w demokracji 1989-2009” została w pewnym momencie zagadnięta, czy sprawa odzyskiwania przez Kościół mienia zagarniętego przed laty dotyczy jej zgromadzenia. Odpowiedziała bez wahania, że dzięki Bogu, jej zgromadzenie nie ma żadnych majątków. To był mocny kontrapunkt w toczącej się dyskusji. Zaskakujący. Zapytana dalej, jak sobie dają wobec tego radę, powiedziała rzecz piękną. Zapamiętałam, że brzmiało to mniej więcej tak: „Może to wyda się śmieszne, ale wierzę w Opatrzność. I mówię wam, że pomoc Opatrzności przychodzi. Jest zawsze spóźniona o 15 minut, w ciągu których można osiwieć, ale trzeba w nią wierzyć i pamiętać, że Bóg daje, ale tylko dopóty, dopóki, nie zatrzymuje się dla siebie tego, co daje, ale natychmiast przekazuje to dalej.”
No właśnie, to jest ta sprawa, która leży mi na sercu: czy Kościół (ten hierarchiczny) wierzy w Opatrzność? Czy nie jest za nadto ziemski w swych staraniach o materialne środki do trwania i prowadzenia pracy? Czy nie stara się wyręczyć Pana Boga w dbałości o swe interesy?
Trudno jest wziąć odpowiedzialność za sprawy Kościoła jako instytucji i wyważyć, w jakim stopniu powinien zdać się na Opatrzność. Jeśli mowa o majątkach, będących własnością instytucji, to wystarczyłoby, żeby Kościół prowadził przejrzystą księgowość, tak żeby można było stwierdzić, na co są przeznaczone. Gdyby wiadomo było, że zgodnie z wolą darczyńców, przeznaczane są na pomoc dla innych, to wielu krytykom zamknęłoby się usta. Jednak chociaż nie łatwo znaleźć właściwą miarę dla zabiegów Kościoła, nie znając jego finansów ani tego jak są spożytkowywane, to jedno wydaje się niewątpliwe. Majątek Kościoła nie powinien być przeznaczany na wystawne życie jego urzędników. Jeśli chcą oni być słuchani i brani poważnie, to nie mogą żyć bogato, lecz skromnie. Obecnie, przynajmniej w Polsce, w ogólnym odczuciu wyższe stanowiska kościelne wiążą się z wysokim poziomem życia. To zraża do Kościoła. Kiedyś może było tak, że autorytet miał feudał, jakiś bogacz otoczony świtą. Teraz taka otoczka pozbawia wyższych duchownych ich moralnego autorytetu, nie mówiąc o tym, że oddala ich od realiów życia i znieczula na problemy zwykłych ludzi. A to przecież właśnie ci duchowni redagują kościelne dokumenty wytyczające stosunek Kościoła do spraw, którymi żyją wierni. Gdyby zaś wyższych rangą urzędników kościelnych obejmowało ślubowanie ubóstwa, nie byłoby wątpliwości, czy aby któryś biskup nie został biskupem, bo zachciało mu się luksusu. Zresztą to ostatnie jest tak bardzo ludzkie i prowadzi do tak fatalnych skutków, że lepiej nikogo, kto ma władzę nie wystawiać na tę dodatkową pokusę.
Często mówi się, że tajemnicze są drogi Opatrzności. Istotnie, w tym przypadku może się okazać, że na korzyść Kościoła działa to, co wydawało się wadą. Po pierwsze to, że Kościół nie jest instytucją rządzoną demokratycznie. Dzięki temu papież, który – inaczej niż politycy i sami biskupi – nie musi dbać o niczyje poparcie, bez problemu mógłby wydać rozporządzenie, że biskupie pałace, limuzyny, służba, cenne meble, zastawy i dzieła sztuki, świetne jadło i napitki i inne drogocenności są od dziś zakazane. Papież może powiedzieć, że kończy się era wielebności i eminencji a zaczyna dla biskupów zwykła siermiężna księża posługa. Papież ma przecież taką władzę i może tak zdecydować.
Dodatkowo, opatrznościowe wydaje się to, że księża nie są związani rodzinnie, więc ewentualne odebranie jakichś przywilejów odbiłoby się tylko na standardzie ich własnego życia. Nie musieliby pytać żon, czy zgadzają się na przeprowadzkę do skromniejszego mieszkania, ani tłumaczyć dzieciom, że nie pojadą na drogie wakacje. Być może to jest zasadniczy sens celibatu.
W każdym razie dla dobra Kościoła, jego pasterze nie mogą być oderwanymi od ludu władcami na modłę rzymskich urzędników cesarskich. Oddzielenie tych funkcji od rażących przywilejów wydaje się jednym z podstawowych warunków odzyskiwania przez Kościół wiarygodności i na szczęście wydaje się proste do przeprowadzenia. Dobrze by było, żeby częściej okazywało się, że Kościół (instytucja i hierarchia) bardziej wierzy w Opatrzność, niż w majątki.