Archiwum January 2009

Agata Słyk, nasza nowa autorka 0 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Jan28

Do grupy autorów BP dołącza Agata Słyk, a to jej krótkie bio;)

Absolwentka farmacji, pracuje w aptece. Powołanie realizuje studiując teologię na PWTW Bobolanum. Uczy się pisania ikon (związana z warszawską grupą Droga Ikony). Posiada wybitną intuicję w ocenie rzeczywistości. Czasem wybitnie chybioną.

Jak się ma Opatrzność do majątków 1 Autor: Małgorzata Felicka

Jan25

Siostra Małgorzata Chmielewska w czasie debaty „Kościół w demokracji 1989-2009” została w pewnym momencie zagadnięta, czy sprawa odzyskiwania przez Kościół mienia zagarniętego przed laty dotyczy jej zgromadzenia. Odpowiedziała bez wahania, że dzięki Bogu, jej zgromadzenie nie ma żadnych majątków. To był mocny kontrapunkt w toczącej się dyskusji. Zaskakujący. Zapytana dalej, jak sobie dają wobec tego radę, powiedziała rzecz piękną. Zapamiętałam, że brzmiało to mniej więcej tak: „Może to wyda się śmieszne, ale wierzę w Opatrzność. I mówię wam, że pomoc Opatrzności przychodzi. Jest zawsze spóźniona o 15 minut, w ciągu których można osiwieć, ale trzeba w nią wierzyć i pamiętać, że Bóg daje, ale tylko dopóty, dopóki, nie zatrzymuje się dla siebie tego, co daje, ale natychmiast przekazuje to dalej.”

No właśnie, to jest ta sprawa, która leży mi na sercu: czy Kościół (ten hierarchiczny) wierzy w Opatrzność? Czy nie jest za nadto ziemski w swych staraniach o materialne środki do trwania i prowadzenia pracy? Czy nie stara się wyręczyć Pana Boga w dbałości o swe interesy?

Trudno jest wziąć odpowiedzialność za sprawy Kościoła jako instytucji i wyważyć, w jakim stopniu powinien zdać się na Opatrzność. Jeśli mowa o majątkach, będących własnością instytucji, to wystarczyłoby, żeby Kościół prowadził przejrzystą księgowość, tak żeby można było stwierdzić, na co są przeznaczone. Gdyby wiadomo było, że zgodnie z wolą darczyńców, przeznaczane są na pomoc dla innych, to wielu krytykom zamknęłoby się usta. Jednak chociaż nie łatwo znaleźć właściwą miarę dla zabiegów Kościoła, nie znając jego finansów ani tego jak są spożytkowywane, to jedno wydaje się niewątpliwe. Majątek Kościoła nie powinien być przeznaczany na wystawne życie jego urzędników. Jeśli chcą oni być słuchani i brani poważnie, to nie mogą żyć bogato, lecz skromnie. Obecnie, przynajmniej w Polsce, w ogólnym odczuciu wyższe stanowiska kościelne wiążą się z wysokim poziomem życia. To zraża do Kościoła. Kiedyś może było tak, że autorytet miał feudał, jakiś bogacz otoczony świtą. Teraz taka otoczka pozbawia wyższych duchownych ich moralnego autorytetu, nie mówiąc o tym, że oddala ich od realiów życia i znieczula na problemy zwykłych ludzi. A to przecież właśnie ci duchowni redagują kościelne dokumenty wytyczające stosunek Kościoła do spraw, którymi żyją wierni. Gdyby zaś wyższych rangą urzędników kościelnych obejmowało ślubowanie ubóstwa, nie byłoby wątpliwości, czy aby któryś biskup nie został biskupem, bo zachciało mu się luksusu. Zresztą to ostatnie jest tak bardzo ludzkie i prowadzi do tak fatalnych skutków, że lepiej nikogo, kto ma władzę nie wystawiać na tę dodatkową pokusę.

Często mówi się, że tajemnicze są drogi Opatrzności. Istotnie, w tym przypadku może się okazać, że na korzyść Kościoła działa to, co wydawało się wadą. Po pierwsze to, że Kościół nie jest instytucją rządzoną demokratycznie. Dzięki temu papież, który – inaczej niż politycy i sami biskupi – nie musi dbać o niczyje poparcie, bez problemu mógłby wydać rozporządzenie, że biskupie pałace, limuzyny, służba, cenne meble, zastawy i dzieła sztuki, świetne jadło i napitki i inne drogocenności są od dziś zakazane. Papież może powiedzieć, że kończy się era wielebności i eminencji a zaczyna dla biskupów zwykła siermiężna księża posługa. Papież ma przecież taką władzę i może tak zdecydować.

Dodatkowo, opatrznościowe wydaje się to, że księża nie są związani rodzinnie, więc ewentualne odebranie jakichś przywilejów odbiłoby się tylko na standardzie ich własnego życia. Nie musieliby pytać żon, czy zgadzają się na przeprowadzkę do skromniejszego mieszkania, ani tłumaczyć dzieciom, że nie pojadą na drogie wakacje. Być może to jest zasadniczy sens celibatu.

W każdym razie dla dobra Kościoła, jego pasterze nie mogą być oderwanymi od ludu władcami na modłę rzymskich urzędników cesarskich. Oddzielenie  tych funkcji od rażących przywilejów wydaje się jednym z podstawowych warunków odzyskiwania przez Kościół wiarygodności i na szczęście wydaje się proste do przeprowadzenia. Dobrze by było, żeby częściej okazywało się, że Kościół (instytucja i hierarchia) bardziej wierzy w Opatrzność, niż w majątki.

III niedziela zwykła (25 I): Natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim 0 Autor: Wacław Oszajca SJ

Jan23

(Jon 3,1-5.10; 1 Kor 7,29-31; Mk 1,14-20)

Porzucić wszystko i pójść za Jezusem znaczy towarzyszyć Mu we dnie i w nocy. Dzielić z Nim dolę i niedolę. A ponieważ Jezus chadza również tam, gdzie innym nie po drodze, gdzie bywa śmiertelnie niebezpiecznie, również Jego towarzyszy mogą spotkać przeróżne niedogodności i nieprzyjemności. Tak zarysowany schemat życia, taki jego sposób, najczęściej rezerwujemy dla zakonników i księży. To oni opuszczają wszystko i poświęcają się dla sprawy Bożej, czego wyrazem jest celibat.

To prawda, ale prawdą jest również to, że świeccy żyją podobnie, bowiem dla męża czy żony, opuszczają ojca i matkę. Cali poświęcają się współmałżonkowi, rodzinie. I niemałe to poświęcenie. Czasami wydaje się przewyższać wszelkie inne, nawet to związane z celibatem. Wystarczy tylko uzmysłowić sobie cierpienie duchownych z Kościołów wschodnich czy ewangelickich, którzy, chcąc pozostać wierni powołaniu, szli na śmierć do obozów zagłady czy gułagu. Małżeństwo jest przecież sakramentem, a to znaczy, że w swojej istocie niczym nie różni się od pozostałych sakramentów. Oddać życie za Kościół, znaczy to samo, co opuścić ojca, żonę i dzieci dla Chrystusa.

Jeśli tak, to czy podział na duchownych i świeckich można nadal podtrzymywać? Skoro wszyscy są powołani do tego samego dzieła, do towarzyszenia Jezusowi w Jego pracy dla świata, to znaczy, że ten podział nie daje nikomu jakiegoś szczególnego przywileju, szczególnego miejsca, jakiegoś szczególnego upoważnienia do wynoszenia się nad innych.

Nikt z nas nie umarł za kogoś drugiego, byśmy mogli rościć sobie pretensje do jakichś szczególnych względów. A Ten, który za nas umarł, dokładniej mówiąc, którego zabiliśmy, nadal pozostaje tym, kim był przed śmiercią. Wciąż tylko zaprasza, zachęca, a jeśli czyni wyrzuty, to tak, by nas nie poniżać. Budzi w nas rozum, serce i sumienie, byśmy chcieli żyć, a nie tylko wegetować na Jego i innych koszt.

* * *

Święta Faustyna Kowalska mówi: W czasie trzeciej probacji Pan dał mi poznać, żebym Mu się ofiarowała, aby mógł czynić ze mną to, co Mu się podoba. Mam zawsze stawać przed Nim jako ofiara. Zlękłam się w pierwszej chwili, czując się nędzą bezdenną i znając dobrze siebie. – Odpowiedziałam Panu jeszcze raz: Jestem nędzą samą, jak mogę być zakładniczką? – Dziś tego nie rozumiesz. Jutro dam ci poznać w czasie adoracji. (…) Jezus dał mi poznać, że chociaż się nie zgodzę na to, to jednak mogę się zbawić i łask, których mi udzielał, nie zmniejszy i nadal będzie w takiej samej poufałości ze mną, tak że chociaż się nie zgodzę na tę ofiarę, to nie zmniejszy się przez to hojność Boża. I dał mi Pan poznać, że cała tajemnica ode mnie zależy, od mojego dobrowolnego zgodzenia się na tę ofiarę z całą świadomością umysłu. W tym akcie dobrowolnym i świadomym jest cała moc i wartość przed Jego majestatem.

Debata PP w Polskim Radiu 0 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Jan23

Przegląd Powszechny - Kościół w demokracji - Graczyk, Nycz, Chmielewska, Majewski

24 stycznia w programie I PR o godz. 22:40 skrócona wersja debaty “Kościół w demokracji 1989-2009″. Zapraszamy tych, którzy nie byli:)

Bo tak mówi Kościół 10 Autor: Agata Słyk

Jan18

Ponieważ u samego Arystotelesa za pojęciem substancji kryje się wiele znaczeń, ponieważ od czasu, kiedy scholastyka znikła  z uniwersytetów i dziś pewnie dla nikogo (jeśli jest, to przepraszam i składam ukłony) nie jest jasne znaczenie, w jakim używano wówczas pewnych terminów, a mimo to Kościół nadal w tych terminach wyraża prawdy wiary, skutkiem czego większość wiernych ich nie rozumie, postanowiłam uzewnętrznić i oddać pod dyskusję moje tezy. Czynię tak zachęcona wezwaniem Kościoła, ponawianym w dziełach soborowych i papieskich, by wykładać naukę zrozumiale. Jednocześnie świadomie ryzykuję przekroczenie napomnienia, by przestrzegać ustalonego sposobu mówienia i nie naruszać wypracowanych formuł.

Chcąc dziś wyrażać prawdy wiary w języku dziedziczonym po filozofach starożytnych i średniowiecznych teologach, trzeba by podać najpierw zbiór definicji dokładnie określających jak rozumieć poszczególne słowa i pojęcia. Co znaczą, co w sobie zawierają, a z czym absolutnie nie powinno się ich mylić i czego nie łączyć. Zwłaszcza, że wiele z tych słów ma w dzisiejszym języku własne znaczenie, jakoś popularnie rozumiane, jakieś, zależne od różnic społeczno-historyczno-kulturowych konotacje. Bez tego, trudno jest współczesnemu człowiekowi, nawet o przyzwoitym poziomie wykształcenia, rozumieć podstawowe prawdy wiary. A trudno o coś gorszego niż ignorancja w dziedzinie religii, zwłaszcza, gdy powiązana jest z redukcją wiary do sfery prywatnej. Rodzi to własne rozumienie Boga, objawienia, sensu życia, dobra i zła.

Problematyczne słowa to np. substancja, forma, natura, osoba, istota.

Osoba. Jezus jest osobą boską, nie jest osobą ludzką; ludzką ma jedynie naturę po wcieleniu. To na pewno bardzo ważne. Tylko czy coś wnosi do rozumienia Jezusa Pana przez statystycznego, praktykującego lub nie, katolika? Czy nie pozostanie on głuchy na tak podaną naukę? Substancje chleba i wina podczas przeistoczenia całe zmieniają się w substancje ciała i krwi Chrystusa, pozostają jedynie przypadłości chleba i wina. A może da się to wyrazić prościej? Tak, by można mówić o tym do ludzi, aby mogli głębiej wchodzić w tajemnice wiary. Aby rozumieli. By dysponowali wiedzą o swojej wierze i by mogli czynić z niej użytek w życiu, w codziennych decyzjach. Może wtedy nie zarzucano by katolikom, że mówią „tak, bo tak mówi Kościół”.

Punkty widzenia – spotkanie “Kościół w demokracji 1989-2009″ 4 Autor: Małgorzata Felicka

Jan17

Było to spotkanie o charakterze rodzinnym. Zaproszeni goście i zgromadzona publiczność nie wątpiła w to, że Kościół jest dobrem, pozostawała tylko kwestia, czy mógłby być dobrem większym niż jest. W takiej sytuacji nie mogło dojść do konfrontacji na poziomie zasadniczym, chociaż padały zasadnicze pytania (ze strony dobrze przygotowanego o. Andrzeja Majewskiego) i nie unikano drażliwych tematów. Doszło natomiast do starcia między pełnym optymizmu – mimo świadomości niedociągnięć – zdaniem o Kościele arcybiskupa Nycza, a dość gorzkimi, opartymi o doświadczenie pracy na dołach drabiny społecznej, obserwacjami siostry Małgorzaty Chmielewskiej.

Arcybiskup Kazimierz Nycz świetnie dawał sobie radę z trudnymi pytaniami za pomocą zręcznej argumentacji. Prezentował się jako człowiek światły (za główną zdobycz minionych dwudziestu lat uznał wolność), błyskotliwy, energiczny a jednocześnie umiejący zjednywać sobie sympatię, mimo wygłaszania zdecydowanych poglądów na sprawę in-vitro, zwrotu majątków kościelnych, lustracji, zaangażowania politycznego Kościoła czy przypadków pedofilii wśród księży. Kiedy na przykład w odpowiedzi na pytanie o to, czy Kościół nie ma za mało pokory powiedział, że o Kościele trudno mu się wypowiadać, ale on sam ma problemy z pokorą, zareagował jak wytrawny polityk, który wie, co podoba się wyborcom. Siostra Małgorzata nie zabiegała o poklask. Widać było, że jest twarda i nie ma złudzeń. Szkoda jej czasu na okraszanie gorzkich prawd ogólnymi wywodami.

czytaj dalej »

II niedziela zwykła (18 I): Oto Baranek Boży 9 Autor: Wacław Oszajca SJ

Jan16

(1 Sm 3,3b-10.19; 1 Kor 6,13c-15a.17-20; J 1,35-42)

No i mamy kłopot, coraz większy kłopot. Nie umiemy się porozumiewać. To znaczy, chcemy rozmawiać i rozmawiamy, ale nie możemy się dogadać, bo nie rozumiemy języka, którym mówimy, choć jest to język jak najbardziej polski. Jeszcze trudniej przychodzi nam porozumiewanie się za pomocą symboli, gestów, obrzędów.

Choćby np. dzisiaj, prezbiter wychodzi z zakrystii ubrany w ornat koloru zielonego, a jeszcze w ubiegłą niedzielę był to kolor biały, w drugi dzień świąt czerwony, a przez adwent fioletowy. Po co jest potrzebna ta mszalna gimnastyka? Siadanie, wstawanie, chodzenie w procesji i ten kosmetyczno-higieniczny zabieg mycia rąk we mszy? Czemu ma służyć to robienie dymu, najczęściej o duszącym zapachu, czy zasłanianie i odsłanianie obrazu jasnogórskiej Madonny? A i ze słowem „Madonna” też mamy od niejakiego czasu lekki kłopot. Dlaczego proboszcza nazywamy duszpasterzem, biskupa arcypasterzem? Z trudem przychodzi nam przełknąć zdanie: Jesteście Bożą trzodą, owcami. Nie rozumiemy, dlaczego Jan Chrzciciel nazywa Jezusa Barankiem Bożym i nic nam już nie mówią takie słowa jak „zbawienie”, „łaska”, „sakrament”, „tajemnica”, lub mówią niewiele, a najczęściej tyle, ile treści tym słowom przypiszemy.

Przyczyn takiego stanu rzeczy jest wiele i nie można ich sprowadzać jedynie do nieuctwa zarówno świeckich jak i duchownych. Owszem, liturgia ma swój kod, jak i język teologów ma swoje słownictwo, które trzeba sobie po prostu przyswoić. Ale prawdą jest również, że w naszym kraju, w którym następuje gwałtowne przejście z kultury rolniczej do kultury miejskiej, zmienia się również język. Jeśli więc uważamy za swój obowiązek wtajemniczanie naszych bliźnich w naukę Jezusa, to trzeba te zmiany w mentalności i języku więcej niż uwzględniać.

* * *

Dzisiejsza Ewangelia opowiada o powołaniu pierwszych uczniów, a pierwsze czytanie o trudnościach, o jakie potyka się człowiek, chcący odgadnąć to, czego od niego oczekuje Bóg. Warto zwrócić uwagę, w jaki sposób przebiega to dogadywanie się człowieka z Bogiem. Powołanie, bowiem, nie jest rzeczą, przedmiotem, który się po prostu ma, ale jest zaproszeniem do współistnienia i współdziałania. Jak w praktyce wygląda tego typu życie, najlepiej opisuje życiorys Piotra apostoła, jednego z pierwszych powołanych.

Kto zapewni jedność w Kościele i co to za jedność? 6 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Jan14

Do wyborów przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski prawie dwa miesiące (mają się odbyć 10 marca w czasie zebrania plenarnego biskupów w Warszawie), ale już teraz trwają dziennikarskie spekulacje, kto przez następne pięć lat będzie kierował Kościołem w Polsce.

Dotychczasowy przewodniczący KEP Polski abp Józef Michalik ma największe szansę na ponowny wybór, ponieważ gwarantuje jedność Kościoła – wynika z informacji “Dziennika”.

Natomiast ”Gazeta Wyborcza” ustaliła, że największe szanse ma metropolita gdański abp Sławoj Leszek Głódź. Jego kontrkandydatami mogą być metropolita warszawski abp Kazimierz Nycz, a także krakowski – kard. Stanisław Dziwisz.

Według Katarzyny Wiśniewskiej, arcybiskupi Nycz i Dziwisz ”są intensywnie namawiani przez biskupów do kandydowania. Tyle że żaden z nich nie ma przekonania do tej funkcji”.

”Dziennik” uważa, że abp Józef Michalik zapewnia jedność episkopatu, a jednocześnie swobodę biskupom w realizowaniu ich koncepcji. ”Gazeta” ujmuje to dosadniej: Biskupom jego wybór może być na rękę, bo wbrew pozorom w Episkopacie jest bardzo ugodowy i – jak usłyszeliśmy – “niczego nie wymaga”. Sam jednak wciąż zastanawia się, czy chce kandydować na drugą kadencję. Z informacji “Dz” wynika, że jest on namawiany przez liczne grono biskupów, którzy dostrzegają jego zalety.

Jak ustalił “Dz” w wiarygodnym źródle, kard. Dziwisz nie ma zamiaru kandydować, skupia się bowiem na budowaniu Centrum Jana Pawła II w Krakowie i propagowaniu jego nauczania na całym świecie. Według ”Gazety”, ”jeśli jednak kard. Dziwisz zadeklaruje, że jest gotowy przejąć stery w Episkopacie, mógłby liczyć na głosy zarówno liberalnego, jak i konserwatywnego skrzydła Episkopatu, mimo że znany jest raczej jako krytyk środowiska Radia Maryja”. Mógłby też, jak pisze ”Gazeta” zrezygnować z ubiegania się o stanowisko, ale namaścić abp. Nycza.

”Gazeta”: Metropolita gdański ma atut, którego brakuje pozostałym: bardzo chętnie widziałby siebie w roli przewodniczącego. – Dla abp. Głódzia to naturalne, że będzie kandydował. Poza tym to mistrz wygrywania większych i mniejszych wyborów. Sprawuje rekordową liczbę różnych funkcji w Kościele – twierdzi osoba zbliżona do Episkopatu.
(…)
Zebrałby głosy od biskupów konserwatywnych i umiarkowanych, ale z pewnością nie od takich hierarchów jak abp Życiński czy bp Pieronek.

(informacje za PAP i GW)

***

Z tekstów o przygotowaniach do wyborów przebija pytanie o tzw. jedność Kościoła. Nie za bardzo wiadomo, co to miałoby znaczyć – biskupi mają przecież różne poglądy i to się nie zmieni. Nowy przewodniczący KEP mógłby ten pluralizm dowartościować, pokazać, że w Kościele istnieje swobodny obieg myśli. Może też ewentualne dyskusje starać się chować pod dywan. Tak rozumiana jedność będzie polskiemu Kościołowi szkodzić, wszystko zostanie po staremu.

*A spotkanie z abp. Nyczem już jutro o 18 na Rakowieckiej, zapraszamy.

Instruction Manual for Life 7 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Jan13

A może… Podesłał Alan.


Do przyjaciół frondystów 2 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Jan12

Ponieważ od dłuższego czasu na Waszym forum pojawiają się komentarze wskazujące na szczególny rodzaj miłości bliźniego, którą darzycie zarówno Przegląd Powszechny, Blog Powszechny, jak i naszych autorów, pragnę tylko podziękować, że mamy szansę na propagowanie naszych idei w tak zaszczytnym środowisku jak Wasze.

Pozdrawiam

Ostatnio: 1, 2

Blog Powszechny is powered by WordPress and FREEmium Theme.
developed by Dariusz Siedlecki and brought to you by FreebiesDock.com