II niedziela zwykła (18 I): Oto Baranek Boży 9
(1 Sm 3,3b-10.19; 1 Kor 6,13c-15a.17-20; J 1,35-42)
No i mamy kłopot, coraz większy kłopot. Nie umiemy się porozumiewać. To znaczy, chcemy rozmawiać i rozmawiamy, ale nie możemy się dogadać, bo nie rozumiemy języka, którym mówimy, choć jest to język jak najbardziej polski. Jeszcze trudniej przychodzi nam porozumiewanie się za pomocą symboli, gestów, obrzędów.
Choćby np. dzisiaj, prezbiter wychodzi z zakrystii ubrany w ornat koloru zielonego, a jeszcze w ubiegłą niedzielę był to kolor biały, w drugi dzień świąt czerwony, a przez adwent fioletowy. Po co jest potrzebna ta mszalna gimnastyka? Siadanie, wstawanie, chodzenie w procesji i ten kosmetyczno-higieniczny zabieg mycia rąk we mszy? Czemu ma służyć to robienie dymu, najczęściej o duszącym zapachu, czy zasłanianie i odsłanianie obrazu jasnogórskiej Madonny? A i ze słowem „Madonna” też mamy od niejakiego czasu lekki kłopot. Dlaczego proboszcza nazywamy duszpasterzem, biskupa arcypasterzem? Z trudem przychodzi nam przełknąć zdanie: Jesteście Bożą trzodą, owcami. Nie rozumiemy, dlaczego Jan Chrzciciel nazywa Jezusa Barankiem Bożym i nic nam już nie mówią takie słowa jak „zbawienie”, „łaska”, „sakrament”, „tajemnica”, lub mówią niewiele, a najczęściej tyle, ile treści tym słowom przypiszemy.
Przyczyn takiego stanu rzeczy jest wiele i nie można ich sprowadzać jedynie do nieuctwa zarówno świeckich jak i duchownych. Owszem, liturgia ma swój kod, jak i język teologów ma swoje słownictwo, które trzeba sobie po prostu przyswoić. Ale prawdą jest również, że w naszym kraju, w którym następuje gwałtowne przejście z kultury rolniczej do kultury miejskiej, zmienia się również język. Jeśli więc uważamy za swój obowiązek wtajemniczanie naszych bliźnich w naukę Jezusa, to trzeba te zmiany w mentalności i języku więcej niż uwzględniać.
* * *
Dzisiejsza Ewangelia opowiada o powołaniu pierwszych uczniów, a pierwsze czytanie o trudnościach, o jakie potyka się człowiek, chcący odgadnąć to, czego od niego oczekuje Bóg. Warto zwrócić uwagę, w jaki sposób przebiega to dogadywanie się człowieka z Bogiem. Powołanie, bowiem, nie jest rzeczą, przedmiotem, który się po prostu ma, ale jest zaproszeniem do współistnienia i współdziałania. Jak w praktyce wygląda tego typu życie, najlepiej opisuje życiorys Piotra apostoła, jednego z pierwszych powołanych.


Dobre uwagi, proszę Ojca. Dla mnie np. niezrozumiałym terminem jest “grzech”. Niby każdy wie co to, bo uczył się od przedszkola na religii – a jak się tak naprawdę zastanowić, poczytać, poszukać – to nie wiadomo o co chodzi.
Proszę nie przesadzać, z tym “nie wiadomo o co chodzi”, wystarczy naprawdę chcieć (odrobina dobrej woli), aby poznać, doświadczyć i pojąć rzeczy oczywiste, elementarne i podstawowe.
Absolutnie nie trzeba zbyt wiele szukać, czytać, medytować, rozmyślać, a tym bardziej stale zastanawiać się, rozprawiać. Co to jest dobro lub zło ?…..
A zatem m.in. przekroczenie konkretnych norm moralnych i religijnych albo świadome i dobrowolne działanie lub jego brak (zaniechanie),czyli działanie wbrew Bogu, postawa sprzeczna z Jego wolą – pouczeniami, wskazaniami i nakazami.
Tymi czterema zdaniami otwarłeś mi oczy. Nic już nie bedzie takie jak dawniej. Dzięki ci, o Zibiku! ;-)
Tego oczekiwałeś?
@gościówa
mówisz, że nie wiesz, co to jest grzech, więc Ci człowiek w dobrej wierze podpowiada. A może to rzeczywiście nie jest takie skomplikowane? Poza tym, jak wiadomo, pojęć podstawowych się nie definiuje.
@ Małgorzata
Tylko że akutrat Kościół definiuje “grzech”, więc chyba nie jest to pojęcie, jak to nazywasz, podstawowe.
@ m
Tylko, że co to jest grzech, to właściwie każdy w naszym kręgu kulturowym wie bez definiowania. To trochę jak z czasem u św. Augustyna, który mówił, że każdy wie, czym jest czas, dopóki nie zacznie się nad tym zastanawiać.
Chodzi mi o intuicyjny poziom rozumienia, na którym można się opierać, chociaż oczywiście warto je pogłębiać o intelektualną refleksję.
Nie wydaje mi się jednak, żeby niepowodzenia w precyzyjnym definiowaniu miały anulować intuicję. To, że nie umiem precyzyjnie zdefiniować, co to jest grzech, nie znaczy, że nie wiem, czym jest grzech.Coś tam jednak wiem. Arystoteles słusznie zauważał, że stopień precyzji zależy od dziedziny i w tej dziedzinie nie spodziewałabym się takiej precyzji jak w matematyce. Ale skądinąd Twoja uwaga jest słuszna. :)
@ Małgorzata
Aby obalic zdanie z wielkim kwantyfikatorem wystaczy podac jedno zdanie, które nie potwierdza tego danej tezy, aby ją obalić.
Na przykład gościówa ma problem ze zrozumieniem słowa grzech (i pewnie nie jest jedyna), więc twoja teza upada.
Myślę, że co innego ‘intuicyjne rozumienie grzechu’, które zapewne ma każdy, kto wyrasta w kulturze używającej tego sformułowania, a co innego, kiedy ktoś ma rozeznawać w działaniu. Wtedy jest problem praktyczny i odsłania się nieporadność ludzi, którzy nie potrafią kwalifikować swoich czynów. Wystarczy spojrzeć na pytania odnośnie grzechu na forach katolickich.
@ Agata
Całkowicie się z Tobą zgadzam. Dlatego mówi się o kształtowaniu sumienia, które właśnie podpowiada, co jest grzechem. Na temat grzechu i sumienia jest mnóstwo literatury. Istnieje również instytucja przewodnictwa duchowego. Czyli jak się człowiek wysili, to może dowiadywać się więcej na ten temat do końca życia. Można się oczywiście starać, żeby tak ukształtować środowisko społeczne, żeby jak najmniejszy wysiłek w tej dziedzinie (poznawania co to jest grzech) przynosił jak najlepszy efekt. I zadaje się, że o tym mówimy. To znaczy, żeby literatura na ten temat była przystępna a przewodnicy duchowi mądrzy i wnikliwi. Jestem za. Ale i tak w konkretnej sytuacji zdarzają się problemy decyzyjne, bo do dyspozycji mamy tylko ogólne reguły, które każdorazowo trzeba zastosować tu i teraz. Poza tym, oprócz nieznajomości zasad etycznych i problemów z ich aplikacją mówi się jeszcze o problemie słabej woli, czyli o tym, że nie wybiera się tego, co samemu uważa się za słuszne w dłuższej perspektywie, tylko na przykład to, co przyjemne albo łatwiejsze już teraz.Zresztą wahania moralne nie dotyczą bynajmniej tylko osób wierzących.Osoby niewierzące nie nazywają wykroczenia przeciw zasadom grzechem, tylko zdradą siebie i swoich przekonań etycznych.