Bo tak mówi Kościół 10
Ponieważ u samego Arystotelesa za pojęciem substancji kryje się wiele znaczeń, ponieważ od czasu, kiedy scholastyka znikła z uniwersytetów i dziś pewnie dla nikogo (jeśli jest, to przepraszam i składam ukłony) nie jest jasne znaczenie, w jakim używano wówczas pewnych terminów, a mimo to Kościół nadal w tych terminach wyraża prawdy wiary, skutkiem czego większość wiernych ich nie rozumie, postanowiłam uzewnętrznić i oddać pod dyskusję moje tezy. Czynię tak zachęcona wezwaniem Kościoła, ponawianym w dziełach soborowych i papieskich, by wykładać naukę zrozumiale. Jednocześnie świadomie ryzykuję przekroczenie napomnienia, by przestrzegać ustalonego sposobu mówienia i nie naruszać wypracowanych formuł.
Chcąc dziś wyrażać prawdy wiary w języku dziedziczonym po filozofach starożytnych i średniowiecznych teologach, trzeba by podać najpierw zbiór definicji dokładnie określających jak rozumieć poszczególne słowa i pojęcia. Co znaczą, co w sobie zawierają, a z czym absolutnie nie powinno się ich mylić i czego nie łączyć. Zwłaszcza, że wiele z tych słów ma w dzisiejszym języku własne znaczenie, jakoś popularnie rozumiane, jakieś, zależne od różnic społeczno-historyczno-kulturowych konotacje. Bez tego, trudno jest współczesnemu człowiekowi, nawet o przyzwoitym poziomie wykształcenia, rozumieć podstawowe prawdy wiary. A trudno o coś gorszego niż ignorancja w dziedzinie religii, zwłaszcza, gdy powiązana jest z redukcją wiary do sfery prywatnej. Rodzi to własne rozumienie Boga, objawienia, sensu życia, dobra i zła.
Problematyczne słowa to np. substancja, forma, natura, osoba, istota.
Osoba. Jezus jest osobą boską, nie jest osobą ludzką; ludzką ma jedynie naturę po wcieleniu. To na pewno bardzo ważne. Tylko czy coś wnosi do rozumienia Jezusa Pana przez statystycznego, praktykującego lub nie, katolika? Czy nie pozostanie on głuchy na tak podaną naukę? Substancje chleba i wina podczas przeistoczenia całe zmieniają się w substancje ciała i krwi Chrystusa, pozostają jedynie przypadłości chleba i wina. A może da się to wyrazić prościej? Tak, by można mówić o tym do ludzi, aby mogli głębiej wchodzić w tajemnice wiary. Aby rozumieli. By dysponowali wiedzą o swojej wierze i by mogli czynić z niej użytek w życiu, w codziennych decyzjach. Może wtedy nie zarzucano by katolikom, że mówią „tak, bo tak mówi Kościół”.




Czy ten tekst kończy się na zdaniu:
“By dysponowali wiedzą o swojej wierze i by mogli czynić z niej użytek w życiu, w codziennych decyzjach. Może wtedy nie zarzucano by katolikom, że mówią „tak, bo tak mówi Kościół””
czy też mój komp płata mi figle?
Trochę jakby a propos, ciekawą rzecz znalazłam:
http://tadeuszbartos.blog.onet.pl/
Nowy blog Tadeusza Bartosia.
Tekst stawia ciekawy probem, ale go nie rozwija. Szkoda.
@Agata
Katolicy rzeczywiście mówią tak, bo tak mówi kościół. Jest to istotny wyróżnik tego systemu. Na indywidualizm stawia raczej protestantyzm. Sposób mówienia niespecjalnie to zmieni.
@ Rafał
No tak. Tylko że nie o to tu chodzi. Inną sprawą jest odrzucanie indywidualizmu w Kościele (oczywiście chodzi o wykładnie Pisma, dogmaty i inne, a nie o kwestię zbawienia), a inną uświadomienie sobie, że język Koscioła został stworzony przez konkretne tradycje filozoficzno-teologiczne, z którymi dzisiaj straciliśmy intelektualno-mentalny kontakt i przez język przez nie wytworzony może być dzisiaj dla współczesnego człowieka niezrozumiały.
Tak jak u MacIntyre: dzisiaj posługujemy się pojęciami moralnymi stworzonymi przez starożytnych (np:cnota, męstwo), takimi, które wyrosły z konkretnej epoki, z konkretnej mentalności. W konsekwencji takiego “pozyczania” języka z innych, jak to MacIntyre nazywa, narracji, doszło do pewnego rozpadu języka moralnego – staramy się opisywać świat kategoriami, które do tegoż świata nie pasują, choć świetnie nadawały się do opisu świata starożytnego.
Oczywiście dziękuję za ciepłe przyjęcie i wysokie noty ;)
Tekścik ten jest zachętą do dyskusji o tym co zawiera. I naprawdę kończy się jak widać. Ale w intencji ma mieć ciąg dalszy, złożony z wypowiedzi ludzi wierzących i starających się rozumieć to, w co wierzą.
Jak, nie rujnując dogmatów wszystkich soborów, opowiedzieć o prawdach wiary, by to było zrozumiałe? Jak wyrazić je we współczesnym języku?
Chrześcijanin nie musi mówić ‘TAK, bo TAK mówi Kościół’. Przecież nie ma w Kościele tajemniczej grupy, która ustala Jego stanowisko na podstawie rzutu monetą. Stanowisko to jest racjonalne i wynika z głębokiego namysłu wierzących i wykształconych teologicznie ludzi. Jeśli Chrześcijanin nie ma ochoty na pogłębianie wiedzy w jakiejś kwestii tak, by dojść do odpowiedzialnego sformułowania własnego zdania, może i powinien przyjąć opinię Kościoła. A jeśli tę wiedzę zdobywa, kierując się nią i wewnętrznym głosem sumienia, powinien dojść do tych samych wyników.
Rzecz jasna, przynajmniej w niektórych kwestiach możliwy jest pluralizm wypowiedzi a czasem nawet postaw i opinii.
Chodzi o to, by, i nie ma tu sprzeczności, zawsze być zgodnym ze stanowiskiem Kościoła, a jednocześnie szukać wątpliwości i wyjaśniać, bo świat dookoła się zmienia i pojawiają się inne, nowe problemy.
@Agata
Chrześcijanin owszem, nie musi mówić tak, bo tak. Katolik już powinien. Pytanie zatem o jakim kościele mówisz w tytule? Katolickim? Protestanckim? Prawosławnym? Rozpatrywanie tego zagadnienia w kontekście chrześcijaństwa mija się z celem tak naprawdę bo “czystych” chrześcijan chyba w zasadzie nie ma, znakomita większość (lub nawet wszyscy) jest zrzeszona w jakichś kościołach.
@Agata
Co to znaczy “bo tak mówi Kościół”? Skąd domniemana dychotomia pomiędzy zdaniem enigmatycznego “Kościoła” a naszym? Czyżbyśmy nie byli w Chrystusie, częścią tego Kościoła Powszechnego o którym piszesz w tekście? Myślę, że problem polega na niepotrzebnym rozdźwięku, który zakłada stary i niereformowalny język hierarchii i faktyczne potrzeby “ludu bożego”, który czeka na nową, idącą z duchem czasu narrację.
Po pierwsze, w kwestii formalnej taka narracja już istnieje i odzwierciedla się ona z zerwaniem ze scholastyczną wizją języka (po Vaticanum II) i wezwanie do uprawiania teologii kerygmatycznej. Po drugie punkt zapalny widzę w miejscu w którym język teologii chcemy uczynić językiem powszechnym i wtedy zatracamy jego pierwotny sens.
Michał Heller pisze:
“To prawda, że każda dyscyplina naukowa- a więc i teologia -ma swój język techniczny, ale gdy w swoim języku mówi matematyk, fizyk czy prawnik, to wszyscy inni, którzy w tym języku nie byli szkoleni, nie rozumieją go i wiedzą, że go nie rozumieją. Natomiast język teologii kerygmatycznej, zbliżony do języka potocznego, nie ma tej właściwości. Jego odbiorcy, nie będąc teologami, sądzą, że do rozumieją, ale naprawdę rozumieją tylko jego warstwę powierzchniową, tzn. traktują go jak zwykły język potoczny, nie chwytając jego głębszych znaczeń teologicznych.”
Potrzeba nam nie nowego języka, ale rzetelniejszej wiedzy o tym, który już istnieje.
Słowa M. Hellera ujmują dokładnie to, o czym chciałam napisać:)
@ Agata
Nie sądzę, żeby “uwspółcześnienie” języka teologii i wyeliminowanie z niego pojęć scholastycznych uczyniło go zrozumiałym. Owszem, tak może się wydawać, bo mamy takie potoczne odczucie, że to co jest bliższe nam czasowo jest dla nas jaśniejsze. Może sprawdza się to w kwestiach społecznych (np. lepiej rozumiemy mentalnosc współczesnego wielkomiejskiego inteligenta niz XIX wiecznego arystokraty), ale chyba nie w teologii czy filozofii.
Filozofia XX wieku (mówię o filozofii nieanalitycznej) stworzyla chyba najtrudniejszy język jaki można sobie wyobrazić! Zrozumienie “Metafizyki” Arystotelesa jest niczym przy tekstach Heideggera czy Derridy. Zresztą, utarło się niestety, ze niezrozumialosc jezyka i zawilość wywodu są dzisiaj wizą wjazdową do krainy naukowości…
Mysle, ze jezyk wspólczenej teologii tez raczej jest malo zrozumialy dla szerokiego grona i przerabianie scholastycznych kategorii na współczesne wcale nie pomoże w recepcji teologii rzeszy “szaraków”.
Poza tym nie trzeba byc znawca teologii, żeby identywikować się ze stowiskiem Kościoła.
Jedną rzeczą jest teologia, na której zbudowane jest nauczanie KK (i której tajniki dostępne są raczej wąskiemu gronu specjalistów), a inną samo nauczanie, które z tej podbudowy teologicznej wynika.
Zresztą wydaje mi się, że katolik niezmiernie rzadko musi się tłumaczyć z kwestii czysto teologicznych, z tego prostego powodu, ze nie-katolicy nie mają zazwyczaj odpowiedniej wiedzy i orientacji w dyscyplinie, żeby w ogóle poruszac tego typu zagadnienia.
@Rafal
Kiedy piszę “kościół”, mam na myśli KK. Ale, kiedy piszę o osobistym przeżywaniu wiary, używam słowa “chrześcijanin”, bo nie chcę wyłączać protestantów, prawosławnych, anglikanów… Według mojej wiedzy to są wszystko chrześcijanie. Naprawdę nie rozumiem pojęcia “czystych chrześcijan niezrzeszonych”; zgadzam się, że to chyba w zasadzie nazwa pusta.
Z drugiej strony, może rzeczywiście powinnam pisać “katolik” w miejsce “chrześcijanin”, ponieważ, nie wiem dokładnie czego ‘tamte kościoły’ wymagają i na co pozwalają (nie chcę wchodzić, bo pojawia się widmo rozstrząsania w zależności od rodzaju kwestii: dogmatycznych, dyscyplinarnych, obrzędowych…). Więc to inny, duży temat.
@Marcin
“Domniemaną dychotomię” widzę i opisuję na podstawie kontaktów z ludźmi, zwykłymi ludźmi, którzy często “z kościołem” się nie zgadzają. Stąd popularne (z popularnego języka) wyrażenie “kościół mówi”, “kościół zabrania”. Zapewne co religijniejsi, z Kościołem będą się zgadzać, ale najczęściej tylko dlatego, że tak właśnie mówi, a nie dlatego, że mają swoje zdanie, uwspólnione akuratnie z “kościelnym”.
Zgadzam się z treścią wykładu ks. Hellera. Ale i on właśnie mówił o potrzebie takiego głoszenia, by współczesny człowiek rozumiał słowa, ale jednocześnie teologiczną treść przekazu. Mówił o tym, że język teologii scholastycznej zmieniony w kerygmatyczny, nie jest właściwie rozumiany.
Język teologii bywa z konieczności misteryjny. I wcale tak nie jest, że akurat scholastyka idealnie poradziła sobie z wyjaśnieniem wszyskiego. Bynajmniej. Coś się udało, coś zastało utracone. Zazwyczaj tajemnica. A z nią duża część prawdy. Zresztą, chyba warto przeczytać cały tekst ks. Hellera, na przykład tu:
http://tygodnik.onet.pl/1,16728,druk.html