III niedziela po Narodzeniu Pańskim, święto Chrztu Pańskiego (11 I): Znacie sprawę Jezusa z Nazaretu 1
(Iz 42,1-4.6-7; Dz 10,34-38; Mk 1,6b-11)
Znamy sprawę Jezusa z Nazaretu. Nie wiem, czy o kimkolwiek innym tyle napisano, co o Nim, i nadal się pisze, na dodatek całkiem po nowemu. Nie tylko książki mówią o Jezusie nowymi językami i przez to samo odkrywają w Jego nauczaniu nowe treści. Po nowemu, w zgodzie z własną kulturą estetyczną, z własnym odczuwaniem piękna, również malarze i rzeźbiarze, muzycy i tancerze mówią o Jezusie tak, że staje się On coraz bardziej ich, coraz bardziej jednym z nich, a jednocześnie kimś innym.
Ale już nie dlatego, że urodził się jako biały człowiek. Jezus prowadzi tych, którzy Mu uwierzyli, w głąb ich własnej kultury, rozświetla ją i pozwala dostrzec twarz Boga w ich własnej historii. Mówi przecież Piotr apostoł, że Bóg posłał Jezusa, by potwierdził odwieczne i niezmiennie „pokojowe” nastawienie Stwórcy do stworzenia.
To posłannictwo, tę Bożą misję, Jezus wypełnia dalej przez Kościół, przez chrześcijan, ale nie tylko. Wyznawcy religii pozachrześcijańskich i ateiści też mają Boże obowiązki względem Kościoła. Ateiści, jeśli trzymają się mocno i uczciwie rozumu, dbają jak nikt inny, by żadna religia nie stała się zabobonem, a niechrześcijanie, by żaden z Kościołów nie stał się nie tylko właścicielem, ale przede wszystkim dysponentem całej prawdy.
Chrześcijanom i wyznawcom innych religii, jak i ateistom, we wzajemnych odniesieniach konieczna jest postawa z jednej strony Mędrców ze Wschodu, a z drugiej Jana Chrzciciela. Ci pierwsi doszli do najważniejszego wydarzenia swoich czasów, idąc drogą, dzisiaj powiedzielibyśmy, badań naukowych. Ci drudzy zaś, winni pamiętać, że nawet Kościół i jego liturgia nie stanowią sacrum, bo nie są rzeczywistością wyizolowaną ze świata – profanum, a przeciwnie. Kościół jest tym bardziej święty, im bardziej zajmuje się ziemią, im bardziej ceni sobie czas, w którym przyszło mu żyć.
* * *
Prof. Marek Szulakiewicz w książce „Religia i czas” pisze: Czas buduje inną religię. Nie jest to religia wyrastająca z trwóg, lęków, ucieczki od świata i życia, lecz religia zrodzona z głębi i bogactwa życia. Religia osobistego wysiłku, w której wpatrzenie „w górę” przełamane zostaje otwartością na świat, drugiego człowieka i przyszłość.




