Archiwum January 2009

III niedziela po Narodzeniu Pańskim, święto Chrztu Pańskiego (11 I): Znacie sprawę Jezusa z Nazaretu 1 Autor: Wacław Oszajca SJ

Jan9

(Iz 42,1-4.6-7; Dz 10,34-38; Mk 1,6b-11)

Znamy sprawę Jezusa z Nazaretu. Nie wiem, czy o kimkolwiek innym tyle napisano, co o Nim, i nadal się pisze, na dodatek całkiem po nowemu. Nie tylko książki mówią o Jezusie nowymi językami i przez to samo odkrywają w Jego nauczaniu nowe treści. Po nowemu, w zgodzie z własną kulturą estetyczną, z własnym odczuwaniem piękna, również malarze i rzeźbiarze, muzycy i tancerze mówią o Jezusie tak, że staje się On coraz bardziej ich, coraz bardziej jednym z nich, a jednocześnie kimś innym.

Ale już nie dlatego, że urodził się jako biały człowiek. Jezus prowadzi tych, którzy Mu uwierzyli, w głąb ich własnej kultury, rozświetla ją i pozwala dostrzec twarz Boga w ich własnej historii. Mówi przecież Piotr apostoł, że Bóg posłał Jezusa, by potwierdził odwieczne i niezmiennie „pokojowe” nastawienie Stwórcy do stworzenia.

To posłannictwo, tę Bożą misję, Jezus wypełnia dalej przez Kościół, przez chrześcijan, ale nie tylko. Wyznawcy religii pozachrześcijańskich i ateiści też mają Boże obowiązki względem Kościoła. Ateiści, jeśli trzymają się mocno i uczciwie rozumu, dbają jak nikt inny, by żadna religia nie stała się zabobonem, a niechrześcijanie, by żaden z Kościołów nie stał się nie tylko właścicielem, ale przede wszystkim dysponentem całej prawdy.

Chrześcijanom i wyznawcom innych religii, jak i ateistom, we wzajemnych odniesieniach konieczna jest postawa z jednej strony Mędrców ze Wschodu, a z drugiej Jana Chrzciciela. Ci pierwsi doszli do najważniejszego wydarzenia swoich czasów, idąc drogą, dzisiaj powiedzielibyśmy, badań naukowych. Ci drudzy zaś, winni pamiętać, że nawet Kościół i jego liturgia nie stanowią sacrum, bo nie są rzeczywistością wyizolowaną ze świata – profanum, a przeciwnie. Kościół jest tym bardziej święty, im bardziej zajmuje się ziemią, im bardziej ceni sobie czas, w którym przyszło mu żyć.

* * *

Prof. Marek Szulakiewicz w książce „Religia i czas” pisze: Czas buduje inną religię. Nie jest to religia wyrastająca z trwóg, lęków, ucieczki od świata i życia, lecz religia zrodzona z głębi i bogactwa życia. Religia osobistego wysiłku, w której wpatrzenie „w górę” przełamane zostaje otwartością na świat, drugiego człowieka i przyszłość.

Kościół w demokracji 1989-2009 0 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Jan9

Przegląd Powszechny: Kościół w demokracji 1989-2009

“Przegląd Powszechny”, Blog Powszechny, Centrum Kultury i Dialogu oraz Papieski Wydział Teologiczny “Bobolanum”

zapraszają na debatę

“Kościół w demokracji 1989-2009″

Rozmawiać będą abp Kazimierz Nycz, s. Małgorzata Chmielewska i Roman Graczyk. Dyskusję poprowadzi Andrzej Majewski SJ.

Czwartek, 15 stycznia, g. 18, aula Kolegium Jezuitów, ul. Rakowieckiej 61 w Warszawie. Wstęp wolny.

Jesteśmy na początku 2009 r., a to rok wielu podsumowań. Mija dwadzieścia lat od podpisania porozumień Okrągłego Stołu, pierwszej tury wyborów do tzw. Sejmu kontraktowego, przejścia z PRL w Rzeczpospolitą Polską.

Po 1989 r. zmieniła się sytuacja Kościoła. Przestał być inwigilowany. Dzięki konkordatowi między Stolicą Apostolską a Rzeczpospolitą Polską podpisanym w 1993 r. zyskał on nowy status prawny. Pojawiła się możliwość zawierania małżeństw konkordatowych. Religia wróciła do szkół. Sytuacja  Kościoła Katolickiego – tak jak wielu, jeśli nie wszystkich, mieszkańców kraju – uległa zdecydowanej poprawie.

Ale Przez ostatnie dwadzieścia lat Polska zmieniła się nie tylko politycznie czy gospodarczo, ale również obyczajowo. Mamy do czynienia z coraz większą liczbą rozwodów i związków niesakramentalnych zawieranych przez katolików. Zmniejszyła się liczba alumnów seminariów duchownych.

Czy w przypadku Kościoła w Polsce sprawdza się powiedzenie, że im lepiej, tym gorzej?

Warto zastanowić się nad stanem Kościoła polskiego po tych dwudziestu latach przemian. Jak sobie radzi w demokracji? Czy ma wypracowaną nową  wizję duszpasterską na nowe niewątpliwie zmienione czasy?

O odpowiedzi na te pytania poprosimy ordynariusza warszawskiego abpa Kazimierza Nycza, s. Małgorzatę Chmielewską i publicystę Romana Graczyka. Rozmowę, która odbędzie się w najbliższy czwartek, 15 stycznia o godzinie 18 w auli Kolegium Jezuitów przy ul. Rakowieckiej 61 w Warszawie, poprowadzi Andrzej Majewski SJ.

Zapraszamy, wstęp wolny.

Cywilizacja post-ludzka, czyli czy jest się czego bać 8 Autor: Małgorzata Felicka

Jan6

Złowieszcze słowa o cywilizacji post-ludzkiej pojawiły się w Liście Pasterskim Episkopatu Polski na Niedzielę Świętej Rodziny. Związane były z rozważaniem na temat zmieniającego się współcześnie kształtu rodziny, ubolewaniem nad zjawiskiem częstych rozwodów, zmian w pojmowaniu tego, czym jest rodzina w kontekście legalizacji związków homoseksualnych oraz zagadnień związanych z prokreacją, w tym etycznością inseminacji in vitro. Wynika stąd, że zachodzące w tych obszarach zmiany mogą według biskupów, powołujących się na Stolicę Apostolską, przynieść jako skutek kres cywilizacji ludzkiej. Tak kategoryczne stwierdzenie będzie usprawiedliwione, jeśli istoty, które nadal będą zamieszkiwały naszą planetę stracą jakieś cechy, których posiadanie jest konieczne dla tego, żeby nazywały się ludźmi. Co to za cechy? Czego biskupi z takim niezłomnym przekonaniem bronią? Chcąc to lepiej zrozumieć sięgnęłam do Instrukcji Kongregacji Nauki Wiary pt. „Dignitas Personae”, której tematyka bliska jest temu, co napisali polscy biskupi.

Lektura okazała się pouczająca. Najpierw, tytułem wprowadzenia, przytoczę kilka wyjątków z tej Instrukcji. Tłustym drukiem zaznaczyłam te wyrażenia, które wydały mi się frapujące:

„Jeżeli chodzi o leczenie bezpłodności, nowe techniki medyczne powinny uszanować trzy podstawowe dobra: a) prawo do życia i do integralności fizycznej każdej istoty ludzkiej od poczęcia aż do naturalnej śmierci; b) jedność małżeństwa, pociągającą za sobą wzajemne poszanowanie prawa małżonków do stania się ojcem i matką wyłącznie dzięki sobie; c) specyficznie ludzkie wartości płciowości, które «wymagają, by przekazanie życia osobie ludzkiej nastąpiło jako owoc właściwego aktu małżeńskiego, aktu miłości między małżonkami». Techniki przedstawiane jako pomoc do przekazywania życia «nie dlatego są do odrzucenia, że są sztuczne. Jako takie świadczą o możliwościach sztuki medycznej, jednak powinno się je oceniać pod kątem moralnym w odniesieniu do godności osoby ludzkiej, wezwanej do realizacji powołania Bożego, w darze miłości i w darze z życia».”

I dalej czytamy: „W świetle takiego kryterium należy wykluczyć wszelkie techniki sztucznego zapłodnienia heterologicznego oraz techniki sztucznego zapłodnienia homologicznego, zastępujące akt małżeński. Dopuszczalne są natomiast te metody, które mają na celu wspieranie aktu małżeńskiego i jego płodności. Instrukcja Donum vitae mówi: «Lekarz pozostaje w służbie osób i przekazywania życia ludzkiego. Nie jest uprawniony do dysponowania nimi, ani do decydowania o nich. Interwencja lekarska szanuje godność osób, gdy ułatwia ten akt lub pozwala uzyskać jego cel, jeśli został dokonany w sposób normalny». Natomiast na temat sztucznej inseminacji homologicznej mówi: «Nie można dopuścić sztucznego zapłodnienia homologicznego wewnątrz małżeństwa za wyjątkiem przypadku, w którym środek techniczny nie zastępuje aktu małżeńskiego, lecz służy jako ułatwienie i pomoc do osiągnięcia jego naturalnego celu».” czytaj dalej »

II niedziela po Narodzeniu Pańskim (4 I): Niedziela Mądrości Bożej 3 Autor: Wacław Oszajca SJ

Jan4

(Syr 24,1-2.8-12; Ef 1,3-6.15-18; J 1,1-18)

Ze względu na czytania mszalne cyklu „A”, można by tę niedzielę nazwać niedzielą Mądrości Bożej i dzięki temu jaśniej ukazać treść uroczystości Narodzenia Pańskiego. A że istnieje taka potrzeba, wystarczy popatrzeć na żłóbki betlejemskie. Najczęściej gipsowe, pstrokate, postacie przystrojone w ubranka po trosze zakopiańskie, po trosze tyrolskie. Jezus niemowlęcą rączką, ale za to niby papież, błogosławi wszystkich i wszystko itd. Łatwo przy takim żłóbku wzruszyć się, rozrzewnić, zwłaszcza nad dawno minioną młodością, rodzinnym domem, dwunastoma potrawami, struclą z makiem… Nie, w tych wzruszeniach nie ma niczego złego. Nawet kiczowatość szopki nie przeraża, a może stać się początkiem bardzo sensownej medytacji o tym, kim jest Jezus Chrystus.

Przecież to prawda, że Jezus narodził się w gorszych warunkach niż kiczowate, bo w pomieszczeniu, być może w grocie, do której na noc zapędzano owce. Te narodziny dopełnią się w jeszcze bardziej nieludzkich warunkach. Od początku też Jezus będzie musiał tułać się po tym świecie jak bezdomny. Być może z tego powodu w tradycji chrześcijaństwa wschodniego uroczystość Narodzenia Pańskiego nazywa się Paschą Zimową. Narodzenie Pańskie i Triduum Paschalne, Betlejem i Golgota? Trudno o bardziej karkołomne połączenie, a jednak możliwe, mądrość chrześcijanina podpowiada mu, że niemożliwe jest konieczne.

Dzieje się tak, bo jesteśmy dziećmi Bożymi, a to znaczy, że nasze życie, rozpięte między poczęciem, narodzinami a śmiercią, jest odcinkiem życia a nie jego całością. Podobnie jak Syn Boży my również przychodzimy od Boga, jako że On jest pierwszą i ostateczną przyczyną naszego zaistnienia.

* * *

Ks. Andrzej Gałka mówi: Akt małżeński to znak najgłębszej miłości – a Bonetti pisze więcej, że jest to swoista pascha, mała pascha małżonków, przejście do nowego życia. I to nie tylko do nowego życia w sensie zrodzenia potomstwa. Akt małżeński jest wyrazem najgłębszej miłości i sprawia, czy winien sprawić, z łaską Bożą, że człowiek staje się kimś innym za każdym razem. Że staje się coraz bardziej zanurzony w tym, co nazywamy miłością, a która to miłość ma swoje najgłębsze źródło w Panu Bogu i jest odzwierciedleniem najgłębszej idei stwórczej Boga (sam to wymyśliłem!!!). Bóg, dzieląc się z nimi swoją mocą stwórczą, zaprasza ich do współtworzenia świata.

Blog Powszechny is powered by WordPress and FREEmium Theme.
developed by Dariusz Siedlecki and brought to you by FreebiesDock.com