Archiwum February 2009

Niepokoje na temat Boskich nakazów 25 Autor: Małgorzata Felicka

Feb27

Czy Bóg może nakazać coś, co jest sprzeczne z Jego przykazaniami?  Starożytność udzieliła odpowiedzi na to pytanie ustami Sokratesa, który w jednym z dialogów Platona wypowiada się następująco: „Bośmy się zgodzili, że bogowie dlatego lubią to, co zbożne, że jest ono zbożne, a nie ono jest zbożne dlatego, że bogowie je lubią.” Mowa tu o pogańskich bogach. Wydawałoby się, że tym bardziej Bóg Jedyny powinien lubić to, co jest zbożne.
Dlatego tak niepokojące są te fragmenty Biblii, które wydają się świadczyć o czymś przeciwnym. Ks Rdz 22 to jedno z najbardziej przejmujących zdarzeń, jakie kiedykolwiek zostały opisane. Jest nim dramat Abrahama, któremu Bóg nakazał zabicie długo wyczekiwanego i ukochanego syna, Izaaka. Ta opowieść frapowała wielu myślicieli różnych epok i różnie ją interpretowano. Sens tej biblijnej sceny genialnie zgłębia między innymi duński XIX-wieczny prekursor egzystencjalizmu, Soren Kierkegaard, w swym dziele pt „Bojaźń i drżenie”. Stwierdza tam, że ponieważ Abraham chciał być posłuszny Bogu, to tym samym w swym sercu został mordercą syna. To, że czynu nie dokonał nie ma istotnego znaczenia. Co więcej – pisze Kierkegaard – jego decyzja była słuszna, chociaż niemoralna, gdyż wiara zawiesza etykę. Inaczej mówiąc, nakaz Boga anuluje normy etyczne, ma wyższy niż one priorytet. Ale wiedzieć o tym może tylko ten, argumentuje Kierkegaard, kto podjął ryzyko wiary, zgodził się na absurd i stał się rycerzem wiary.
Boję się rycerzy wiary. Myślę sobie: a co, jeśli pomylą głos Boga z jakimś innym głosem?
W książce „O sytuacjach bez wyjścia w etyce” Barbara Chyrowicz pisze o tym, jaki pogląd na decyzję Abrahama ma współczesny etyk, Philips Quinn. Mówi on, że ma nadzieję, iż takie wybory nie mogą się zdarzyć. Mówi dalej, że gdyby mimo wszystko, wbrew swej nadziei, znalazł się w sytuacji Abrahama, pewnie pomyślałby, że nakaz zabicia Izaaka nie jest nakazem Boga. Jednak powodem, dla którego tak właśnie by pomyślał, nie byłoby przeświadczenie, że doskonale dobry Bóg nie mógłby zlecić takiego nakazu, ale to, że nakaz taki nie mógłby być skierowany bezpośrednio do niego. czytaj dalej »

Abp Życiński o “Dzienniku” w Środę Popielcową 5 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Feb27


Co o tym myślicie?

VII niedziela zwykła (22 II): Syn Człowieczy ma władzę 6 Autor: Wacław Oszajca SJ

Feb21

(Iz 43,18-19.21-22.24b-25; 2 Kor 1,18-22; Mk 2,1-12)

Syn człowieczy to po naszemu człowiek, czyli ktoś rożny od Boga. W Starym Testamencie, w proroctwie Daniela, widzimy Syna Człowieczego przychodzącego na obłoku i obejmującego władzę nad wszystkimi ludźmi. Władzę, która będzie trwać wiecznie. Z jednej strony ten termin podkreśla nieskończoną różnicę, jaka zachodzi między Bogiem a człowiekiem, z drugiej zaś ukazuje człowieka, jako mającego cechy boskie. Właśnie tak pierwsi chrześcijanie zaczęli postrzegać Jezusa z Nazaretu, który w dzisiejszej Ewangelii mówi, że ma władzę odpuszczania grzechów, a więc władzę boską.

Ta wypowiedź oburzyła ówczesnych znawców Biblii i kapłanów, i trudno się dziwić. Człowiek ma władzę odpuszczania grzechów? Dla nas dzisiaj to nic nowego, znamy przecież drogę do konfesjonału. I w tym momencie, mówiąc o pokucie „nic nowego”, może się zdarzyć, że pobłądzimy. Odpuszczenie grzechów w konfesjonale, spowiedź bywa, że staje się czysto rytualnym, nieomal magicznym zabiegiem, który daje człowiekowi złudne poczucie czystości, niewinności, ale ani na jotę nie zmienia jego mentalności. Przeciwnie, to złudzenie utwierdza nas w pyszałkowatym przekonaniu, że skoro chodzimy do spowiedzi, to tym samym jesteśmy lepsi, bardziej pokorni od innych.

Być może przy takim podejściu do pokuty nie dostrzegamy w sobie, w naszej mentalności, poważnych skrzywień, natomiast zanudzamy Boga i spowiednika wydumanymi grzecho-problemami, które z jednej strony mają nas upokarzać, ale z drugiej świadczyć, o bogatym tzw. życiu wewnętrznym czy duchowym.

* * *

Skoro jesteśmy do Boga podobni, to znaczy, że patrząc na człowieka, zarówno na naszą cielesność jak i psychikę, duchowość, możemy wiele powiedzieć o Bogu. Być może jest to najlepszy sposób, by odnaleźć Boga. Oczywiście Boga Biblii, bo, jak wiadomo, wciąż istnieją inni, obcy, cudzy bogowie, którzy czasami potrafią podszywać się pod Boga Żydów i chrześcijan. Sprawa z Bogiem wygląda więc tak, że nie tylko przyroda, a może nawet nie przede wszystkim, najprawdziwiej o Bogu opowiada, ale kultura. Chcąc się o tym przekonać, wystarczy wybrać się do muzeum czy do teatru, by w pięknie dzieł sztuki, w pięknie baletu znaleźć tego potwierdzenie.

Internet bezpieczny dla języka 21 Autor: Robert M. Rynkowski

Feb18

W kalendarzu jest tak dużo różnych dni i świąt – czasami tak humorystycznych jak Międzynarodowy Dzień Sprzątania Biurka – że z reguły nie wzbudzają one większego zainteresowania i nie wiążą się z nimi żadne działania. Ale w lutym są dwa takie dni, które, zwłaszcza gdy się je zestawi, powinny skłonić do refleksji, zwłaszcza internautę. Chodzi o obchodzony w różne dni lutego (w 2009 r. 10 lutego) Dzień Bezpiecznego Internetu i o obchodzony 21 lutego Międzynarodowy Dzień Języka Ojczystego. Pierwszy ma na celu inicjowanie i propagowanie działań na rzecz bezpiecznego dostępu dzieci i młodzieży do zasobów internetowych. W tym drugim zdaniem językoznawców należałoby się zastanawiać, czy język polski jest w jakiś sposób zagrożony i co ewentualnie można zrobić, żeby go od tych zagrożeń uchronić. Czy ma to coś wspólnego z bezpiecznym dostępem dzieci i młodzieży do Internetu? Tak, jeśli uznamy, że Internet jest zagrożeniem dla języka polskiego.

czytaj dalej »

Walentynki 2009 11 Autor: Agata Słyk

Feb14

Bóg jest wielki! – Stworzył człowieka. Jego serce, jego wolność, jego rozum.
W historii biblijnej (na marginesie, czytania w ostatnim tygodniu pochodziły właśnie z początku Księgi Rodzaju) Bóg stwarza pojedynczego człowieka i dostrzega ujawniający się w tym brak: Nie jest dobrze by człowiek był sam. Przyprowadza do niego różne istoty żywe, by człowiek znalazł wśród nich adekwatne dla siebie dopełnienie. Nie znajduje. Kiedy Bóg przedstawia mężczyźnie kobietę, dopiero wtedy Adam woła: Ta dopiero jest częścią mnie! Dlatego to mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i i łączy się ze swą żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem.

Na pewno niektórzy się zżymają na sentymentalizm, powierzchowność, banalność Walentynek. Ale można w takim dniu zatrzymać nad tym, jak bardzo podstawowe dla człowieka i głęboko w nim zapisane jest pragnienie wzajemnej, trwałej i wyłącznej miłości. 

Dostałam smsa z życzeniami płomiennej miłości i spełnienia erotycznych marzeń. Oczywiście pragnę, by się spełniły… Czy mogłabym w swoim pragnieniu być jakimś wyjątkiem wśród katolików? 

Ortega y Gasset twierdził: niech inni myślą sobie co chcą: dla mnie szczyt ludzkiego życia to czysta i subtelnie dramatyczna namiętność. Dlaczego nie miałabym się z nim zgodzić? Hiszpański myśliciel mówi o miłości, że jest aktywnością i ruchem duszy ku ukochanemu obiektowi, jest ontologicznym związkiem z nim. Rodzi się, gdy w drugim rozpoznajemy/odnajdujemy najcenniejsze dla nas wartości. Mierzyć ją można zdolnością do przyjmowania cierpienia i znoszenia bólu. (Z drugiej strony, przecież cierpienie poszerza serce i zwielokratnia zdolność miłowania.) Miłość według Ortegi jest afirmacją obiektu, uznaniem i trwaniem w przekonaniu, że ten oto ma prawo do swego istnienia, jest godny by być.

Kochać coś, to zabiegać by istniało, nie przyjmować do wiadomości, na ile to możliwe, by wszechświat mógłby trwać bez naszego obiektu.

Chciałabym, by chrześcijaństwo nie utożsamiało pożądania z grzesznością, nie dzieliło człowieka na cielesnego i duchowego, a rzeczywistości na przyziemną, niegodną uwagi oraz wzniosłą, do której dążymy. Oczekuję syntezy, integracji ciała i ducha, również w sobie. I tego wszystkim życzę.

VI niedziela zwykła (15 II): Nieczysty, nieczysty! 3 Autor: Wacław Oszajca SJ

Feb13

(Kpł 13, 1-2. 45-46; 1 Kor 10,31 – 11,1; Mk 1,40-45)

Mojżesz i Aaron zakazują obcowania, a nawet dotykania, chorych na trąd. Dzisiaj wiemy, dzięki biologom, że ten zakaz nie jest pozbawiony racji. W biblijnym opowiadaniu przede wszystkim nie o profilaktykę chodzi. Wśród Izraelitów pojawia się oto ktoś, kto, wydawać by się mogło, łamie prawo nadane przez Mojżesza. Jezus, zdjęty litością, wyciągnął rękę, dotknął trędowatego, mówi Marek ewangelista. Następnie nakazał oczyszczonemu, by nie rozpowiadał o tym wydarzeniu, ale udał się do kapłanów i złożył należną ofiarę. Jezus dał trędowatemu tyle, ile mógł. Znowu więc nie chodzi o to, by uzdrowiony zachował prawo, ale zaniósł kapłanom dobrą nowinę. Oto spełniły się oczekiwania, Bóg wysłuchał ich modlitw i wypełnia dane Izraelowi obietnice. W Izraelu żyje ktoś, kto zachowuje się jak Bóg, jako że tylko Bóg dokonuje rzeczy dla człowieka niemożliwych.

Niestety, oczyszczony na ciele okazał się człowiekiem nieoczyszczonym na rozumie i sercu. A dobra nowina, którą zaniósł kapłanom, została przez nich odebrana jako zła nowina i Jezus został zmuszony do ukrywania się, konspirowania. Obdarowany oddaje więc wilczą przysługę swojemu dobroczyńcy.

Dotykając chorego na trąd, Jezus, w mniemaniu kapłanów, stał się również rytualnie nieczysty. Przez to dotknięcie Jezus stał się jednym z trędowatych, a więc sam siebie wykluczył ze społeczeństwa. Ta droga, takie podejście do innych ludzi, zaprowadzi Go na krzyż. Zostanie przecież zabity dla dobra narodu i religii.

* * *

Współcześni trędowaci, czyli wyklęci, wyrzuceni na margines, zepchnięci na obrzeża miast, zamknięci w gettach, kim są? Gdzie się gnieżdżą, bo przecież nie mieszkają? Co my, chrześcijanie, mamy im do zaoferowania? A może te pytania trzeba odwrócić i skierować do siebie, bo być może to ja jestem trędowaty i nawet o tym nie wiem.

Debata: In vitro – droga do szczęścia? 8 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Feb11

“Przegląd Powszechny”, Blog Powszechny, Centrum Kultury i Dialogu oraz Papieski Wydział Teologiczny “Bobolanum” zapraszają na debatę o in vitro.

Jarosław Gowin (PO)
Robert Plich OP, bioetyk
Sławomir Zagórski (Gazeta Wyborcza)
prof. Jacek Zaremba (Instytut Psychiatrii i Neurologii)

Dyskusję poprowadzi Sebastian Duda (Newsweek, Przegląd Powszechny)

19 lutego 2009, g. 18.00. Aula Papieskiego Wydziału Teologicznego “Bobolanum” ul. Rakowiecka 61, Warszawa

Wstęp wolny

Lefebryści: zaciemnienie sprawy 5 Autor: Tomasz Kot SJ

Feb10

21 stycznia dekretem podpisanym przez Prefekta Kongregacji ds. Biskupów zniesiona została ekskomunika z biskupów konsekrowanych w 1988 r. bez zgody Stolicy Apostolskiej przez abp Marcela Lefebvre’a. Niedługo potem media zdominowały doniesienia o wypowiedzi biskupa Richarda Williamsona, jednego z lefebrystów, negującej istnienie Holokaustu. Na Benedykta XVI posypały się gromy. Zaczęły się wyjaśnienia. Z jednej strony Watykan wyraźnie odciął się od wypowiedzi Williamsona, z drugiej zaś podobnie uczynił przełożony Bractwa Piusa X biskup Bernard Fellay.
Rozumiem, że głoszone przez biskupa Williamsona poglądy są skandaliczne i absolutnie gorszące. Publiczne ich napiętnowanie jest z pewnością słuszne. Jednak uwaga jaką skupił on na sobie i na sprawie Holokaustu ogromnie zaciemnia sprawę lefebrystów i ich powrotu do Kościoła Katolickiego. A to dlatego, że negacja Holokaustu, choć godna potępienia tak jak negacja każdego zła, nie jest bezpośrednią przyczyną braku jedności między Kościołem Katolickim a lefebrystami.

Innym zaciemnieniem w tej sprawie jest przesadne akcentowanie, jakoby lefebrystom chodziło głównie o liturgię sprzed Soboru Watykańskiego II. Zupełnie nie lekceważąc liturgii, należy stwierdzić, że problem jest poważniejszy. Chodzi bowiem o przyjęcie całego nauczania tego soboru. A to sprawa niebagatelna. Trudno podzielać mi entuzjazm red. Pawła Milcarka, który zdjęcie ekskomuniki komentował jako „wielki dzień katolickiej jedności chrześcijan w Kościele” (komentarz dla KAI z 24.01.2009). To raczej malutki kroczek w bardzo długiej drodze do jedności, której na razie nie widać i zdaje się, że nie jest nawet poszukiwana przez wszystkich lefebrystów, o czym świadczyć może choćby wypowiedź bpa Bernard Tissier de Mallerais dla La Stampa, który na pytanie, czy zrewidują lefebryści swoje stanowisko w kwestiach spornych, odpowiedział: „Nie, zdecydowanie nie. My nie zmienimy naszego stanowiska, mamy natomiast zamiar nawrócić Rzym, to jest przeciągnąć Watykan na naszą stronę”.

W Przeglądzie Powszechnym (9/2007) opublikowaliśmy artykuł Bernarda Sesboüé SJ, „Instytut Dobrego Pasterza – nadzieja czy wieloznaczność?”. Warto przypomnieć jego fragment, w którym znajduje się syntetyczna historia rozłamu lefebrystów, jasno wskazująca na istniejące problemy (przypisy umieszczone w nawiasach kwadratowych).

czytaj dalej »

Czy dorastający chłopak musi odejść z Kościoła? 1 Autor: Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

Feb10

Alergicznie reaguję na aktywność Kościoła pod hasłem „duchowość mężczyzny”. Ale jeżeli książkę z takim tytułem przynosi mi przyjaciel i nauczyciel, w końcu zaglądam; zwłaszcza że jest on autorem dwóch rozdziałów.

Czytam Cezarego Gawrysia („Więź”), bo o nim mowa, i czuję, jakby to były moje własne myśli.

„Naprzód przebojem, młodzi rycerze, / do walki z grzechem swej duszy, / wodzem nam Jezus w hostii ukryty, / z Nim w bój nasz zastęp wyruszy!” – tę pieśń śpiewałem jako dorastający chłopiec na niedzielnych Mszach dla młodzieży. Przestałem ją śpiewać w wieku lat czternastu, kiedy też przestałem chodzić do kościoła.

Ja także jako czternastolatek zrywałem się z kościoła, który wydawał mi się nudny, daleki od mojego życia i moich spraw. Później do niego wróciłem. Zawsze jednak uważałem, że przywołane słowa pieśni robią chłopakom wielką krzywdę. Jest to w zasadzie pieśń taliba. Młodego rycerza, który walczy z grzechem duszy. Nie mam zamiaru iść na świętą wojnę.

Po latach wydaje mi się błędem ewangelizacji, że podobne teksty służą do formacji wiernych. Jaka z tego może powstać duchowość? Nie będzie to przykład męski, ale taki, który nasuwa mi się pierwszy (pochodzi z wywiadu z Tadeuszem Batrosiem, wówczas dominikaninem):

Porażające są historie, gdy lekarz przytulił czterdziestoletnią zakonnicę i było to dla niej tak szokujące przeżycie, że zanim trafiła na terapię do psychoterapeuty, nie mogła się uwolnić od obsesyjnych snów i myśli.

Benedykt XVI w swojej pierwszej encyklice „Deus caritas est” pisze, że wiara nie tworzy świata równoległego, ale bezpośrednio wiąże się z naszym życiem. Tymczasem kwestie duchowości mężczyzny czy kobiety, seksu, zawsze poprzedza wielkie „ale”, niezależnie od tego, ile przyniesie ono pożytku, a ile szkody. A światy równoległymi pozostają. Z jednej strony jest czysto i “duchowo”, z drugiej – nierząd. Mało pociągająca alternatywa, przed którą staje dorastający chłopak. Czy zawsze będzie on musiał odejść z Kościoła, by później do niego wrócić?

„Duchowość mężczyzny” (J. Augustyn, red., WAM, Kraków 2008).

V niedziela zwykła (8 II): Pójdźmy gdzie indziej 0 Autor: Wacław Oszajca SJ

Feb8

(Hi 7,1-4.6-7; 1 Kor 9,16-19.22-23; Mk 1,29-39)

Jezus, nie licząc establishmentu religijno-politycznego, cieszy się ogromnym wzięciem. Cudotwórca, uzdrowiciel, egzorcysta, mowca, wspaniały człowiek. Jego sława wciąż rośnie, wciąż też przybywa Jego zwolenników. Tymczasem Jezus, zamiast się cieszyć z tej sławy, zakazuje uczniom, a nawet złym duchom, mówienia o sobie. Mało tego, zamiast korzystać z możliwości, jakie daje sława, Jezus każe uczniom zbierać się i przenieść na inne miejsce, do innych miejscowości.

Dzisiaj, patrząc z perspektywy dalszego losu Jezusa i z perspektywy dwu tysięcy lat istnienia chrześcijaństwa, wiemy, dlaczego postępował On w ten sposób. Jezus wiedział, że przychodzącym do Niego, uwielbiającym Go chodzi o pomoc w wychodzeniu z takiej czy innej, ale zawsze mniej lub bardziej trudnej, bolesnej, wprost beznadziejnej sytuacji – śmierć, choroba, konflikt w rodzinie, zniewolenie polityczne i ekonomiczne. Mesjasz Jezus miał za zadanie zabezpieczać swoich zwolenników przed wszelkimi nieszczęściami i jednocześnie zapewniać im życie długie i dostatnie, w czerstwym zdrowiu. Tymczasem Jezusowi chodziło o coś całkiem przeciwnego. Tych, którzy Mu zaufają, z apostołami na czele, Jezus pośle tam, gdzie stracą nie tylko pieniądze i zdrowie, ale również i życie.

Z podobną sprawą Jezus boryka się również dzisiaj. Wiele naszych modlitw, mszy, dobrych uczynków robimy dlatego, by w zamian otrzymać od Boga stokroć więcej. Przy czym zapominamy, że to stokroć więcej związane jest z prześladowaniami. Prawdziwymi, w których traci się życie, a nie zmyślonymi, istniejącymi tylko w naszej głowie i w głowach innych cierpiętników.

* * *

Dzisiejsi cudotwórcy, uzdrowiciele chrześcijańscy, zarówno katoliccy, ewangeliccy jak i prawosławni, cieszący się nieraz ogromnym wzięciem i występujący w kościołach wszelkiego rodzaju energoterapeuci, specjaliści od medycyny niekonwencjonalnej, różdżkarze, „wahadełkowcy”, wszyscy oferujący swoje nadprzyrodzone usługi czy nie powinni zadać sobie pytania o odpowiedzialność za tych, którzy im zaufali. Zwodząc np. chorych, zaciągamy przecież winę nie tylko względem nich, ale i względem Boga.

Blog Powszechny is powered by WordPress and FREEmium Theme.
developed by Dariusz Siedlecki and brought to you by FreebiesDock.com