Lefebryści: zaciemnienie sprawy 5
21 stycznia dekretem podpisanym przez Prefekta Kongregacji ds. Biskupów zniesiona została ekskomunika z biskupów konsekrowanych w 1988 r. bez zgody Stolicy Apostolskiej przez abp Marcela Lefebvre’a. Niedługo potem media zdominowały doniesienia o wypowiedzi biskupa Richarda Williamsona, jednego z lefebrystów, negującej istnienie Holokaustu. Na Benedykta XVI posypały się gromy. Zaczęły się wyjaśnienia. Z jednej strony Watykan wyraźnie odciął się od wypowiedzi Williamsona, z drugiej zaś podobnie uczynił przełożony Bractwa Piusa X biskup Bernard Fellay.
Rozumiem, że głoszone przez biskupa Williamsona poglądy są skandaliczne i absolutnie gorszące. Publiczne ich napiętnowanie jest z pewnością słuszne. Jednak uwaga jaką skupił on na sobie i na sprawie Holokaustu ogromnie zaciemnia sprawę lefebrystów i ich powrotu do Kościoła Katolickiego. A to dlatego, że negacja Holokaustu, choć godna potępienia tak jak negacja każdego zła, nie jest bezpośrednią przyczyną braku jedności między Kościołem Katolickim a lefebrystami.
Innym zaciemnieniem w tej sprawie jest przesadne akcentowanie, jakoby lefebrystom chodziło głównie o liturgię sprzed Soboru Watykańskiego II. Zupełnie nie lekceważąc liturgii, należy stwierdzić, że problem jest poważniejszy. Chodzi bowiem o przyjęcie całego nauczania tego soboru. A to sprawa niebagatelna. Trudno podzielać mi entuzjazm red. Pawła Milcarka, który zdjęcie ekskomuniki komentował jako „wielki dzień katolickiej jedności chrześcijan w Kościele” (komentarz dla KAI z 24.01.2009). To raczej malutki kroczek w bardzo długiej drodze do jedności, której na razie nie widać i zdaje się, że nie jest nawet poszukiwana przez wszystkich lefebrystów, o czym świadczyć może choćby wypowiedź bpa Bernard Tissier de Mallerais dla La Stampa, który na pytanie, czy zrewidują lefebryści swoje stanowisko w kwestiach spornych, odpowiedział: „Nie, zdecydowanie nie. My nie zmienimy naszego stanowiska, mamy natomiast zamiar nawrócić Rzym, to jest przeciągnąć Watykan na naszą stronę”.
W Przeglądzie Powszechnym (9/2007) opublikowaliśmy artykuł Bernarda Sesboüé SJ, „Instytut Dobrego Pasterza – nadzieja czy wieloznaczność?”. Warto przypomnieć jego fragment, w którym znajduje się syntetyczna historia rozłamu lefebrystów, jasno wskazująca na istniejące problemy (przypisy umieszczone w nawiasach kwadratowych).
———————————————————-
Arcybiskup Lefebvre i Sobór: manifest z 1974 r.
Prześledźmy pobieżnie słowa i czyny [Czerpię ze źródeł: La documentation catholique i dwu publikacji z Ecône: Y. Montagne, L’évêque suspens. Mgr Lefebvre, Catholic Laymen’s League, Rzym 1977 r., bogato udokumentowany dyskurs pamfletyczny; B. Tissier de Mallerais, Marcel Lefebvre. Une vie, Clovis, Etampes, 2002 r., oficjalna biografia, zredagowana przez jednego z bliskich, późniejszego biskupa, którego sakry dokonał Lefebvre]. W 1970 r. abp Lefebvre założył, za zgodą bp. Friburga, instytut nazwany Międzynarodowe Bractwo Kapłańskie św. Piusa X i seminarium w Ecône. Seminarium odrzuciło odprawianie mszy w nowym rycie promulgowanym przez Pawła VI, który powołał komisję kardynalską pod przewodnictwem kard. Garonne’a w celu nadzorowania. Kardynałowie wysłali w 1974 r. do Ecône dwu apostolskich wizytatorów. Zrażony procedurą, uznaną za inkwizycyjną, Lefebvre wystosował gwałtowny w formie i treści manifest, który był iskrą w prochu. Oto dłuższy fragment:
Przeciwnie, odrzucamy i zawsze odrzucaliśmy naśladowanie Rzymu o tendencji neomodernistycznej i neoprotestanckiej, która objawiła się jasno w czasie Vaticanum II a następnie we wszystkich reformach, które zainicjował. Wszystkie te reformy w rzeczywistości przyczyniły się i przyczyniają do rujnowania Kościoła, (…) do naturalistycznego i teilhardowskiego nauczania na uniwersytetach, w seminariach i w katechizacji; nauczania płynącego z liberalizmu i protestantyzmu, które wielokrotnie potępiało uroczyste magisterium Kościoła.
ŻADEN AUTORYTET, NAWET NAJWYŻSZY W HIERARCHII, NIE MOŻE NAS ZMUSIĆ DO PORZUCENIA CZY OSŁABIENIA WIARY JASNO WYRAŻANEJ I WYZNAWANEJ PRZEZ MAGISTERIUM KOŚCIOŁA OD 19 STULECI. (…)
Nie można głęboko modyfikować lex ordandi bez zmiany lex credendi. Nowej mszy odpowiada nowy katechizm, nowe kapłaństwo, nowe seminaria, nowe uniwersytety, charyzmatyczny, zielonoświątkowy Kościół – wszystko sprzeczne z ortodoksją i odwiecznym magisterium.
CAŁA REFORMA WYROSŁA Z LIBERALIZMU I MODERNIZMU JEST ZATRUTA; WYNIKA Z HEREZJI I KU NIEJ PODĄŻA, NAWET GDY NIE WSZYSTKIE JEJ CZĘŚCI SKŁADOWE SĄ HERETYCKIE. ŻADEN ŚWIADOMY I WIERNY KATOLIK NIE MOŻE PRZYJĄĆ TEJ REFORMY I JEJ SIĘ PODPORZĄDKOWAĆ [Y. Montagne, dz. cyt., s. 35-36. Podkreślenia z oryginału. Formuła „wychodzi z herezji i ku niej podąża” jest modyfikacją klasycznej formuły dotyczącej pożądliwości, która „wychodzi z grzechu i ku niemu podąża, nawet jeśli nie zawsze jest grzechem”].
To zmasowany, frontalny, absolutny atak, nieunikający pomieszania pojęć. Vaticanum II jest nową formą modernizmu i protestantyzmu. Autor miesza modernizm z nowoczesnością. Sobór przyniósł odpowiedzi na liczne problemy spowodowane kryzysem modernistycznym; starał się wyprowadzić Kościół z globalnego konfliktu z nowoczesnością, odziedziczonego po XIX w. (Modernizm wywołał głęboki kryzys w początkach XX w. w egzegezie i teologii. Współczesność jest całościową charakterystyką społeczeństwa zachodniego). W tych dwu jasno określonych dziedzinach Sobór dokonał inteligentnego rozeznania. Podobnie pod etykietkę neoprotestantyzmu Lefebvre podkłada zwrot katolickiego Kościoła ku ekumenizmowi. Sama myśl międzychrześcijańskiego zbliżenia wydaje mu się odrażająca i zatrważająca. Pojęcie „reforma” – pisanej przez niego majuskułą – w sposób oczywisty przywołuje protestancką Reformację z XVI w. Obydwie są całkowicie zatrute. Arcybiskup daje im kategoryczną odmowę [Trzecim terminem łączonym z protestantyzmem jest liberalizm. Pojęcie to wyraża rzeczywistości mocno zróżnicowane, w zależności czy dotyczą ekonomii, społeczeństw i obyczajów czy w sferze czysto religijnej].
W podkreślonych fragmentach arcybiskup przeciwstawia tradycję i magisterium 19 wieków Kościoła autorytetowi nawet najwyższemu w hierarchii współczesnemu, który miałby żądać porzucenia albo osłabienia katolickiej wiary. Celuje bez wątpienia w Pawła VI. Spór łączy nową mszę z nową katechezą, nowym kapłaństwem, nowymi seminariami, uniwersytetami i jest oskarżeniem ortodoksji Kościoła soborowego w imię rzekomych nadużyć rozprzestrzenionych w Kościele.
Po tym wypowiedzeniu wojny papież prosi kardynalską komisję, by rozmawiała z arcybiskupem o wycofaniu manifestu. Dwa poranki trwa dialog w Rzymie w marcu 1975 r. [Dysponujemy minutą zapisaną na 40 stronach z drugiego z nich, odpowiadającego 3 godzinom spotkania]. Kardynałowie – chociaż chwalą dobry wpływ Ecône na seminarzystów – usiłują nakłonić arcybiskupa do publicznego oświadczenia dotyczącego wycofania manifestu. Długa wymiana zdań dreptała w miejscu, ponieważ za każdym razem, gdy arcybiskup musiał ustosunkować się do konkretnego problemu manifestu, uciekał w dygresje o nadużyciach w Kościele. Ponieważ nadużycia wystąpiły po Soborze, właśnie on odpowiada za nie (post hoc, ergo propter hoc). Arcybiskup przechodzi od rzeczy zewnętrznych (komunia na rękę) do punktów bardziej ważnych, takich jak zanik w nowej liturgii pojęcia ofiary. W pewnym momencie dialog zaostrzył się: Proszę wycofać tekst; on jest nie do przyjęcia. – Waszym zdaniem nie ma, zatem, kryzysu? Nie ma jego przyczyn? [Y. Montagne, dz. cyt., s. 59]. Abp Lefebvre łączy wyrafinowane subtelności prawne [Odwołując się do Kodeksu kanonicznego i rozróżnienia między soborem duszpasterskim i doktrynalnym] z ogromnym rozmyciem doktrynalnym. On, zdecydowany antyprotestant, przyjmuje założenie typowo protestanckie, osądzając soborowe i papieskie magisterium. W trakcie tej wymiany psychologia abp. Lefebvre’a nie waha się przed zapewnieniami przeciwnymi – by nie powiedzieć przeciwstawnymi.
Pierwsze święcenia kapłańskie
Niepowodzenie tego dialogu wyraża pierwsza sankcja dyscyplinarna. Biskup z Fryburga wycofuje kanoniczne upoważnienie, wydane przez swego zmarłego poprzednika, dotyczące Bractwa św. Piusa X. Seminarium w Ecône traci zatem swój kanoniczny fundament. Abp Lefebvre odwołuje się do Sygnatury Apostolskiej, która ogłasza brak kompetencji [Zdaniem Michela de Saint-Pierre, Lefebvre zorganizował w 1975 r. pielgrzymkę do Rzymu, w czasie której odprawiał msze Piusa V w wielkich bazylikach rzymskich]. Paweł VI kieruje do niego pierwszy list (29 czerwca 1975 r.), prosząc o zmianę postawy i powrót do posłusznej komunii. Arcybiskup nie odpowiada, uważając, że maszynopis nie jest autentycznym listem. Jego odpowiedź na kolejny – rękopiśmienny – list z 8 września zawiera protest co do jego przywiązania do Stolicy Świętej i Zastępcy Chrystusa, ale nie wyraża żadnej skruchy. Wypowiada jednocześnie zamiar udzielenia święceń kapłańskich w czerwcu 1976 r. Przybliżanie się tej daty sprawia, że Stolica Święta wysyła licznych emisariuszy (aż do przedednia uroczystości), szczególnie kard. Thiandoum, arcybiskupa Dakaru i jego duchowego syna, a także o. Dhanisa, by nakłaniać go do rezygnacji z tego zamiaru. 29 czerwca abp Lefebvre ignoruje nakłaniania i udziela 13 kandydatom święceń kapłańskich oraz 13 diakońskich. A oto fragment jego homilii:
Jest jasne i wyraźne, że dramat między Ecône a Rzymem dotyczy mszy. (…) Ta nowa msza jest symbolem, wyrazem nowej wiary, wiary modernistycznej. Jeśli bowiem najświętszy Kościół zechciał zachować dla nas w ciągu wieków ten cenny skarb, który nam podarował ryt mszy świętej konsekrowanej przez Piusa V, to nie jest to bez znaczenia, ale dlatego, że w tej mszy zawiera się cała nasza wiara, (…) wiara w krew naszego Pana Jezusa Chrystusa, która spłynęła dla odkupienia naszych grzechów [B. Tissier, dz. cyt., s. 513].
Msza Pawła VI nie jest, zatem, sprawą liturgii: ona zmienia wiarę. Lefebvre zapłacił za to (22 lipca) suspensą ad divinis, zabraniającą mu dokonywania jakiegokolwiek aktu sakramentalnego i kapłańskiego. Arcybiskup trwa w uporze i pisze: Sobór, odwracając się od Tradycji i zrywając z Kościołem z przeszłości, jest synodem schizmatyckim [Tamże, s. 514]. Po raz pierwszy podaje w wątpliwość prawomocność urzędu pontyfikalnego Pawła VI.
W następstwie święceń z 29 czerwca 1976 r. popularność Lefebvre’a w tradycjonalistycznych grupach sięga zenitu. Odprawia w tymże dniu uroczystą mszę w Lille, a w homilii podkreśla związek między nową liturgią i kwestiami wiary oraz piętnuje mieszanie wiary z polityką: Czego pragnęli liberalni katolicy w ciągu półtora wieku? Ożenku Kościoła z Rewolucją i dywersji – ożenku Kościoła z niszczącymi siłami społeczeństwa, społeczności rodzinnej, społeczeństwa cywilnego, społeczeństwa kościelnego. Ożenek ten wpisuje się w Sobór. Weźcie schemat „Gaudium et spes” a dostrzeżecie, że należy żenić zasady Kościoła z koncepcjami współczesnego człowieka. Cóż miałoby to znaczyć? To znaczy, że należy ożenić katolicki Kościół, Kościół naszego Pana Jezusa Chrystusa, z zasadami przeciwnymi temu Kościołowi, i które go podminowują, które od zawsze działały przeciw temu Kościołowi, a taki właśnie ożenek usiłowali przeprowadzić w czasie soboru ludzie Kościoła, a nie Kościół; nigdy bowiem Kościół nie może dopuścić do tego.
Zauważmy rozróżnienie na ludzi Kościoła, czyli Sobór z papieżem, i Kościół od zawsze, do którego arcybiskup się odwołuje. Po przywołaniu rewolucyjnych prześladowań, które zawiodły na szafot księży i zakonników, purpurat kontynuuje: Oto, co zrobiła Rewolucja. Otóż, powiem wam, umiłowani bracia i siostry, że to, co zrobiła Rewolucja, jest niczym w stosunku do tego, co uczynił Sobór Watykański II. Niczym. Byłoby lepiej, gdyby trzydzieści, czterdzieści czy pięćdziesiąt tysięcy księży, którzy zrzucili sutannę, którzy zaprzeczyli przysięgom złożonym przed Bogiem, zamordowano, posłano na szafot; zbawiliby oni przynajmniej swoją duszę, którą dziś mogą stracić [Cyt. za J.-A. Chalet, Monseigneur Lefebvre, Pygmalion 1976 r., s. 209-210].
Tekst kontynuuje piętnowania, nazywając nowy ryt bękartem mszy i sakramentów [Nieco dalej wychwala ówczesną dyktaturę argentyńską generała Videla, który dał swojemu krajowi „rząd porządku z zasadami i autorytetem”]. Podczas gdy msza św. Piusa V jest proklamacją królewskości naszego Pana Jezusa Chrystusa, nowa msza jest rodzajem hybrydy niehierarchicznej, lecz demokratycznej, w czasie której zgromadzenie zajmuje więcej miejsca niż kapłan [J.-A. Chalet, dz. cyt., s. 217-218].
Sakra czterech biskupów i ekskomunika
Abp Lefebvre nigdy nie odwołał tych wypowiedzi. Wybór Jana Pawła II przyniósł mu iskrę nadziei, bo nowy papież ze Wschodu wydał mu się bardzo antykomunistycznie nastawiony. Szybko się jednak rozczarował, gdyż Jan Paweł II okazał się zbyt wielkim humanistą. Arcybiskup zareagował negatywnie na publikację nowego Kodeksu Prawa Kanonicznego w 1983 r. Wysłał list otwarty, w którym wylicza główne błędy soborowej eklezjologii [„Koncepcja szerokościowa i ekumeniczna Kościoła, jego rządy kolegialne i orientacja demokratyczna, jego błędne pojęcie praw naturalnych człowieka, błędne pojmowanie władzy papieskiej jako absolutnej, (...) protestanckie widzenie świętej ofiary mszy świętej a w końcu rozprzestrzenianie herezji”; Documentation catholique (dalej: Doc. Cath.), 1874 r. (1984 r.), s. 544-547].
Jan Paweł II uczynił jednak pewien gest. Indult z 3 października 1984 r., akceptuje – pod autorytetem biskupów – używanie mszału rzymskiego z 1962 r. dla potrzeb zwolenników mszy trydenckiej, pod warunkiem jednak że jednoznacznie i publicznie zarówno księża, jak i wierni tej tendencji nie zwiążą się z tymi, którzy podają w wątpliwość prawomocność i prawość doktrynalną mszału, który promulgował w 1970 r. rzymski pontifeks Paweł VI [Tamże, 1885 r. (1984 r.), s. 1124-1125]. Indult wywołał wewnętrzny konflikt w Bractwie św. Piusa X, odnośnie do pojednania. Czego więcej żądać? – myśleli niektórzy z nich. – Przyjmijmy indult i włączmy się w widzialny Kościół: będąc wewnątrz, możemy [go] przesunąć i podnieść.
Jest to z gruntu fałszywe rozumowanie– natychmiast oświadcza biskup. – Nie wraca się do środowiska i przełożonych, gdy ci dysponują wszystkimi narzędziami, by nas sobie podporządkować. „Uznani, mówicie, będziemy mogli działać wewnątrz Kościoła”. Jest to głęboki błąd i całkowita ignorancja ducha tych, którzy dziś są w hierarchii. Wystarczy przeczytać sławne zdanie kardynała Ratzingera z jego wywiadu, by się o tym przekonać [B. Tissier, dz. cyt., s. 561. Zauważmy argumentację zwolenników powrotu: obnaża ona wojowniczego ducha zdobywania Kościoła.].
W bardzo zniuansowanej wypowiedzi o kulturze liberalnej, kard. Ratzinger wymienił wartości, które – choć zewnętrzne względem Kościoła – mogą znaleźć miejsce, po oczyszczeniu i skorygowaniu, w wizji, którą prezentuje Kościół względem świata. Arcybiskup zaś dostrzegał w tym zamiar ożenku Kościoła z Rewolucją.
W 1986 r. Jan Paweł II organizuje międzyreligijne spotkanie w Asyżu, gdzie członkowie wielu religii zgromadzą się w modlitwie o pokój. Oczom arcybiskupa jawi się to jako ogromny skandal, który wzbudza znowu refleksje Sede vacante [Sytuacja między śmiercią papieża a wyborem następcy]: Chyba jesteśmy zmuszeni wierzyć, że ten papież nie jest papieżem [B. Tissier, dz. cyt., s. 565]. Wysyła też do Kongregacji do spraw Wiary listę 39 wątpliwości dotyczących sprzeczności między dekretem Vaticanum II o wolności religijnej i doktryną papieża Piusa IX, zawartą w encyklice „Quanta cura”. Odpowiedź negatywna jest dla niego dodatkowym powodem do podjęcia decyzji – którą, świadomy schizmy, długo wahał się podjąć – o wyświęceniu, sakry w jego słownictwie, biskupa. Groźba zaniepokoiła papieża i kard. Ratzingera, którzy znowu podjęli dialog z purpuratem.
Wówczas Lefebvre wysunął trzy podstawowe żądania: ordynariatu [Przydzielenia mu diecezji osobistej, bez rezydencji innych biskupów]; stworzenia rzymskiej komisji, w której członkowie Bractwa mieliby większość; wyznaczenia Bractwu trzech biskupów. W trakcie negocjacji odrzucił kategorycznie kohabitację rytów. Pozostał protokół porozumienia, podpisany 5 maja 1988 r. Z punktu widzenia doktrynalnego, abp Lefebvre i jego Instytut uznali numer 25 konstytucji dogmatycznej „Lumen gentium”, odnoszący się do kościelnego magisterium. Co do innych punktów Soboru, uznanych za trudne do pogodzenia z tradycją, zobowiązali się zająć pozytywne stanowisko studyjne i komunikujące się ze Stolicą Apostolską, unikając wszelkich polemik; uznali też ważność mszy i sakramentów celebrowanych w nowych rytach. Na płaszczyźnie prawnej uznano Bractwo za stowarzyszenie życia apostolskiego na prawie papieskim; stworzono rzymską komisję, w skład której wejdzie dwu (a nie większość) członków Instytutu; z Instytutu zostanie konsekrowany jeden biskup, którego kandydaturę przedstawi Lefebvre.
Nazajutrz jednak arcybiskup wysłał nowe ultimatum, żądając, by Rzym przyjął natychmiast kandydatury przedstawione na nowego biskupa, by mógł on przystąpić do konsekracji najpóźniej 30 czerwca 1988 r. Dokona on jej w tym dniu ze zgodą Jana Pawła II lub bez niej. Powołał się na ustalenia protokołu, który przewidywał wyświęcenie biskupa, członka Bractwa. To typowe postępowanie purpurata: odrzuca on ogólne ustalenia, uważając za oczywiste jakieś pozwolenie jednostkowe.
Jego żądania częściowo zostały przyjęte. Jan Paweł II nie zgodził się na propozycję składu komisji, w której Bractwo miałoby większość. Rzym odrzucił kandydatury osób zaproponowanych na biskupa. Same święcenia powinny być zatem odłożone. Lefebvre uznał wówczas, że cel owego pojednania nie jest wcale ten sam dla Stolicy Świętej i dla niego [B. Tissier, dz. cyt., s. 590]. Zgodnie ze swoją logiką, 30 czerwca 1988 r., arcybiskup wyświęca 4 biskupów, we współudziale byłego ordynariusza Campos w Brazylii, bp. Antonio de Castro Mayer. Pierwszego lipca tegoż roku obydwaj konsekrujący biskupi oraz czterej nowo wyświęceni zostają ekskomunikowani, a Jan Paweł II uznał, że wysiłki Stolicy Świętej odznaczyły się skrajną cierpliwością i wyrozumiałością [Doc. Cath. 1967 r. (1988 r.), s. 788-789].
W końcu trzyaktowego dramatu jedno jest pewne: między abp. Lefebvre’em i członkami jego grupy a Rzymem zaistniała separacja w wierze: z jednej strony wiara tradycyjna, z drugiej wiara modernistyczna. Rytuał mszy jest tego zwięzłym symbolem. Niecelowe jest wyszczególnianie punktów spornych. Odwołanie się do tradycji, utkanej ciągłością i inwencją, tchnie jansenizmem i debatami z XVII w., czyli zwyczajami i rytuałami z dzieciństwa arcybiskupa, często „modernistycznymi” w żywym przekazie wiary od apostolskich czasów. Wymachując tą ideą tyleż naiwną, ile powierzchowną, abp Lefebvre pragnie stosować kryterium tradycji do różnych dokumentów soborowych, by wyłuskać to, co należy zachować, wyjaśnić czy odrzucić.




To prawda, ze w mediach zdjęcie eksmomuniki było prezentowane jako całkowita i jednoznaczna inkorporacja lefebrystów do KK.
W takim razie jaki jest teraz status lefebrystów? Niby eksmoniunika zdjęta, ale przecież bez zaakceptowania przez lefebrystow np. osiągnięć Soboru, to chyba o komunii z KK mówić nie można…
Ekskomunika została zdjęta, chociaż jakoś trudno zauważyć u lefebrystów żal za to co się stało czy postanowienie poprawy.
Opisywałam to u siebie, zapraszam:
http://mojawiarakatolicka.blox.pl/2009/01/W-ktora-strone-zmierza-Kosciol.html
Hmmm… To ciekawy nawet fragment listu. Wynika z niego, że Sobór Watykański II jest zły, bo wprowadza coś nowego i przez to będzie koniec świata ;-). Dla jednych W II to zbyt wiele, dla innych zbyt mało. Można by powiedzieć, że spotkaliśmy się w połowie drogi, gdyby nie to, że tak wiele osób nie akceptuje W II. Też coraz trudniej mogę sobie wyobrazić, że w jakimś sensownym przedziale czasowym chrześcijanie się zjednoczą. Ale to chyba taka natura ludzka. Jakby idea religii przegrała, ludzie spierali by się o formułę ateizmu.
Jakub pisał dopiero co o odchodzeniu z Kościoła dorastającego “młodego człowieka”. Kiedy po latach jako tako dojrzały człowiek do Kościoła wraca, dziwi się: to ten Mój Kościół Chrystusowy (rzym-kat) nie jest doskonały?
Tylko teraz już nie można odejść. Teraz trzeba spojrzeć na proces historyczny, na to, że przecież sami ludzie tworzą Kościół i jeszcze na jakże pozytywny i konieczny pluralizm…
I zdać się na asystencję Ducha świętego.
Fragment tego listu, w większej mierze niż na zajęciach z teologiem przybliżył mi sprawę lefebrystów, ekumenizmu i wszystkiego o czym chciałam się dowiedzieć :)
Dziękuję bardzo, najciekawszy fragment na jaki do tej pory znalazłam :)