VII niedziela zwykła (22 II): Syn Człowieczy ma władzę 5
(Iz 43,18-19.21-22.24b-25; 2 Kor 1,18-22; Mk 2,1-12)
Syn człowieczy to po naszemu człowiek, czyli ktoś rożny od Boga. W Starym Testamencie, w proroctwie Daniela, widzimy Syna Człowieczego przychodzącego na obłoku i obejmującego władzę nad wszystkimi ludźmi. Władzę, która będzie trwać wiecznie. Z jednej strony ten termin podkreśla nieskończoną różnicę, jaka zachodzi między Bogiem a człowiekiem, z drugiej zaś ukazuje człowieka, jako mającego cechy boskie. Właśnie tak pierwsi chrześcijanie zaczęli postrzegać Jezusa z Nazaretu, który w dzisiejszej Ewangelii mówi, że ma władzę odpuszczania grzechów, a więc władzę boską.
Ta wypowiedź oburzyła ówczesnych znawców Biblii i kapłanów, i trudno się dziwić. Człowiek ma władzę odpuszczania grzechów? Dla nas dzisiaj to nic nowego, znamy przecież drogę do konfesjonału. I w tym momencie, mówiąc o pokucie „nic nowego”, może się zdarzyć, że pobłądzimy. Odpuszczenie grzechów w konfesjonale, spowiedź bywa, że staje się czysto rytualnym, nieomal magicznym zabiegiem, który daje człowiekowi złudne poczucie czystości, niewinności, ale ani na jotę nie zmienia jego mentalności. Przeciwnie, to złudzenie utwierdza nas w pyszałkowatym przekonaniu, że skoro chodzimy do spowiedzi, to tym samym jesteśmy lepsi, bardziej pokorni od innych.
Być może przy takim podejściu do pokuty nie dostrzegamy w sobie, w naszej mentalności, poważnych skrzywień, natomiast zanudzamy Boga i spowiednika wydumanymi grzecho-problemami, które z jednej strony mają nas upokarzać, ale z drugiej świadczyć, o bogatym tzw. życiu wewnętrznym czy duchowym.
* * *
Skoro jesteśmy do Boga podobni, to znaczy, że patrząc na człowieka, zarówno na naszą cielesność jak i psychikę, duchowość, możemy wiele powiedzieć o Bogu. Być może jest to najlepszy sposób, by odnaleźć Boga. Oczywiście Boga Biblii, bo, jak wiadomo, wciąż istnieją inni, obcy, cudzy bogowie, którzy czasami potrafią podszywać się pod Boga Żydów i chrześcijan. Sprawa z Bogiem wygląda więc tak, że nie tylko przyroda, a może nawet nie przede wszystkim, najprawdziwiej o Bogu opowiada, ale kultura. Chcąc się o tym przekonać, wystarczy wybrać się do muzeum czy do teatru, by w pięknie dzieł sztuki, w pięknie baletu znaleźć tego potwierdzenie.


Zgadzam się. Zwłaszcza, gdy słucham boskiej Callas… :)
Mam nadzieję, że nie tylko według mnie wszystkie dokonania i dzieła człowieka, nawet te największe, święte, wybitne, czy genialne są bez znaczenia, kiedy nie ma w nich boskości, świętości, mądrości, dobroci i miłości, które od Boga pochodzą.
A więc najbardziej i najpełniej Boga Trój-jedynego ukazuje i wyraża nam istotom ludzkim, Jezus Chrystus-Syn Człowieczy i Duch Święty, także podarowany nam z miłości Boga wszechświat, oraz istniejące i występujące między nami wiara, nadzieja, dobroć, prawdziwość, przyjaźń i miłość.
@Zibik
Owszem, jak na moją wrażliwość, również zakrawa to trochę na fetyszyzację kultury.
Tę nadzieję i ja podzielam, ale pragnę zauważyć, że jeśli „dzieła człowieka (…) te największe, święte, wybitne, czy genialne” takimi są naprawdę, to są dzięki temu, że Duch Boży, czyli Duch „świętości, mądrości, dobroci i miłości” je takimi czyni i to bez względu na światopogląd i moralność tworzących te dzieła.
Przecież, misja Jezusa Chrystusa, zlecona mu przez Ojca, polega na tym własnie, by pojednać ziemię z niebem, duchowe z materialnym, ciało z duszą, czas z wiecznością, i to do tego stopnia, że, jak mówi Karl Rahner, chrześcijanin nie dzieli świata na sacrum i profanum, rozumiejąc sacrum jako wysepkę otoczoną przez wrogi jej ocean.
Inny argument, raczej podstawowy, zasadniczy dla doktryny chrześcijańskiej, a przemawiający za takim myśleniem, czerpiemy z faktu, że nasz Bóg jest Bogiem wcielonym, a więc, mówiąc po dzisiejszemu, zmaterializowany, a to sugeruje, że nasz Bóg jest „we wszystkim i ponad wszystkim”, a nie tylko w wydzielonych miejscach, niemal rezerwatach. Tak, czy inaczej, wszystko co dobre pochodzi od Boga, bo niby skądinąd miałoby pochodzić?
A jeśli chodzi o kulturę, to o jej znaczeniu Jan Paweł II powiedział, że wiara, która nie tworzy kultury, jest wiarą niemą, niedostatecznie przeżytą i niedostatecznie przyjętą.
@ O. Wacław
dziękuję za reakcję i wyjaśnienia. Chodzi mi o to, że w tekście, prawdopodobnie wskutek dążenia do skrótowości, sformułowania wydają mi się zbyt radykalne. To znaczy: myślę, że nie wystarczy iść do muzeum i na balet, żeby zobaczyć Boga. Trzeba tam zetknąć się z natchnioną sztuką, a przecież często mamy do czynienia z marną jej namiastką. Poza tym, dlaczego akurat sztuka, a nie technika ma prowadzić do zachwytu? Zachwycić może również startujący samolot albo telefon, który po naciśnięciu guziczka podaje prognozę pogody w dowolnym miejscu świata. Ale nie tak łatwo zobaczyć Boga ani w muzeum ani w, powiedzmy, internecie. Można ograniczyć się do podziwiania wytworów człowieka, zapominając, że człowiek też został stworzony. Tak się często dzieje, nieprawdaż? Dlatego wydaje mi się, że łatwiej przerzucić pomost do nadprzyrodzonego, jeśli kontempluje się elementy natury.