Niepokoje na temat Boskich nakazów 25
Czy Bóg może nakazać coś, co jest sprzeczne z Jego przykazaniami? Starożytność udzieliła odpowiedzi na to pytanie ustami Sokratesa, który w jednym z dialogów Platona wypowiada się następująco: „Bośmy się zgodzili, że bogowie dlatego lubią to, co zbożne, że jest ono zbożne, a nie ono jest zbożne dlatego, że bogowie je lubią.” Mowa tu o pogańskich bogach. Wydawałoby się, że tym bardziej Bóg Jedyny powinien lubić to, co jest zbożne.
Dlatego tak niepokojące są te fragmenty Biblii, które wydają się świadczyć o czymś przeciwnym. Ks Rdz 22 to jedno z najbardziej przejmujących zdarzeń, jakie kiedykolwiek zostały opisane. Jest nim dramat Abrahama, któremu Bóg nakazał zabicie długo wyczekiwanego i ukochanego syna, Izaaka. Ta opowieść frapowała wielu myślicieli różnych epok i różnie ją interpretowano. Sens tej biblijnej sceny genialnie zgłębia między innymi duński XIX-wieczny prekursor egzystencjalizmu, Soren Kierkegaard, w swym dziele pt „Bojaźń i drżenie”. Stwierdza tam, że ponieważ Abraham chciał być posłuszny Bogu, to tym samym w swym sercu został mordercą syna. To, że czynu nie dokonał nie ma istotnego znaczenia. Co więcej – pisze Kierkegaard – jego decyzja była słuszna, chociaż niemoralna, gdyż wiara zawiesza etykę. Inaczej mówiąc, nakaz Boga anuluje normy etyczne, ma wyższy niż one priorytet. Ale wiedzieć o tym może tylko ten, argumentuje Kierkegaard, kto podjął ryzyko wiary, zgodził się na absurd i stał się rycerzem wiary.
Boję się rycerzy wiary. Myślę sobie: a co, jeśli pomylą głos Boga z jakimś innym głosem?
W książce „O sytuacjach bez wyjścia w etyce” Barbara Chyrowicz pisze o tym, jaki pogląd na decyzję Abrahama ma współczesny etyk, Philips Quinn. Mówi on, że ma nadzieję, iż takie wybory nie mogą się zdarzyć. Mówi dalej, że gdyby mimo wszystko, wbrew swej nadziei, znalazł się w sytuacji Abrahama, pewnie pomyślałby, że nakaz zabicia Izaaka nie jest nakazem Boga. Jednak powodem, dla którego tak właśnie by pomyślał, nie byłoby przeświadczenie, że doskonale dobry Bóg nie mógłby zlecić takiego nakazu, ale to, że nakaz taki nie mógłby być skierowany bezpośrednio do niego. Wynika stąd, że Quinn jest przekonany, źe Bóg nie może tak powiedzieć, bo do niego osobiście nie mówi. To w istocie brak wiary. A więc wydaje się, że Kierkegaard ma rację: gdyby Quinn wierzył, dopuściłby, że taki niemoralny nakaz może się pojawić. Na jakiej wszak podstawie Quinn sądzi, że Bóg może nakazać dokonanie czynu, który jest niemoralny?
Otóż – jak pisze Barbara Chyrowicz – Quinn twierdzi, że dziedzina moralności nie jest jedynym źródłem ostatecznych wartości. Dlatego może istnieć konflikt między moralnym nakazem poszanowania życia a nakazem Boga. Zaś Bóg może nakazać coś, co jest przez Niego samego zakazane dlatego, że jest Inny, Święty. Dobroć Boga nie jest wyłącznie moralną dobrocią. Jest to dobroć doskonała, ale człowiek nie może przeniknąć jej natury, choć może uzyskać pewien wgląd w nią. Może mianowicie Bożą dobroć rozumieć w sensie metafizycznej doskonałości – metafizycznej pełni i samowystarczalności, która jako taka jest źródłem wszelkiej egzystencji oraz pomniejszych doskonałości obecnych w stworzonym świecie. Być może Boża dobroć ma wymiar bliższy wymiarowi estetycznemu niż moralnemu, pisze Quinn, a być może ma jeszcze inny wymiar, który dla nas, ludzi, jest zupełnie nieodgadniony.
A może nie można Boga rozumieć, bo Bóg, jak pisze Franz Rosenzweig w „Gwieździe Zbawienia”, musi działać tak, aby Jego postępowanie było trudne, albo zgoła niemożliwe do zrozumienia. A to po to, „aby człowiek miał możliwość prawdziwie, a więc w wolności, wierzyć Mu i ufać”. To znaczy, że gdyby człowiek rozumiał, to nie wierzyłby prawdziwie i byłby swą wiedzą zniewolony? Na pierwszy rzut oka stwierdzenie to jest szokujące. Jednak ma pewien sens: chodzi chyba o to, że wiedza czyni wiarę zbędną.
To, że nie można zrozumieć Boga jest stosunkowo łatwe do przyjęcia, niejako zawiera się w pojęciu Boga. Ale już to, że może On nakazywać czyny moralnie złe trudno jest zaakceptować. Bo czyż wówczas nie jest tak, że możliwa staje się każda zbrodnia, gdyż każdą można tłumaczyć posłuszeństwem wobec nakazów Boga? Czy nie pogrąża to człowieka na powrót w chaosie z braku kryteriów do odróżniania dobra od zła? I czy rzeczywiście staje przed człowiekiem dylemat: albo brak wiary albo ślepe posłuszeństwo niezrozumiałym nakazom?
Czy to, że trwają debaty na ten temat oznacza, iż wyznawcy Boga Jedynego zaakceptowali w rzeczywistości jedynie Pierwsze Przymierze i temu Pierwszemu podporządkowują Drugie Przymierze, czyli ofiarowanie Prawa?
I czyż radykalnego przezwyciężenia takich dylematów nie oferuje chrześcijaństwo, z jego Trzecim Przymierzem, Jezusem Chrystusem?
Czy więc wolno wierzyć, że Bóg chrześcijan nie może nakazać zrobienia czegoś wbrew Swoim przykazaniom, mimo że pozostaje Niepojęty i Wszechmocny?
Chcę wierzyć, że to jest właśnie Dobra Nowina, która jednak – jak o tym poucza historia świętych wojen, krucjat, tępienia innowierców – z widocznymi oporami przebija się do świadomości chrześcijan.




Czytałam kiedyś, co Kierkegaard pisał o sytuacji Abrahama. I nie umiałam iść po myśli filozofa.
Czyn i decyzja Abrahama nie miały takiego kontekstu etycznego jaki mamy dziś. Kultura, w której powstało opowiadanie o Abrahamie, tolerowała zabijanie dzieci na ofiary dla bóstw. Bóg Izraela okazywał się wyjątkiem – w Prawie zakazuje takich praktyk, są obrzydliwością. Z drugiej strony, dziś – ludzie żądają prawa do abortowania dzieci…
Izaak był dla Abrahama najcenniejszym. Abraham bardzo długo nie mógł zostać ojcem. A Bóg ciągle obiecywał, że uczyni z niego wielki naród. Abrahamowi było bardzo trudno wierzyć w spełnienie tej obietnicy; Sara była niepłodna, oboje byli już starzy… A jednak, urodziła Izaaka. Był więc najcenniejszym.
A potem Bóg kazał Abrahamowi złożyć go w ofierze. Weź twego syna jedynego, którego miłujesz… Jednak, co mówi Abraham do swych sług? Ja zaś i chłopiec pójdziemy tam, aby oddać pokłon Bogu, a potem wrócimy do was. A do Izaaka, który pyta o jagnię przeznaczone na ofiarę? Bóg upatrzy sobie jagnię na całopalenie, synu mój. Abraham wypełniał to, co nakazał Bóg, jednocześnie ufając Mu bezgranicznie, że nie będzie pozbawiony najcenniejszego.
Historia, która wydarzyła się w kraju Moria, obrazuje taką ufność Bogu, jakiej On oczekuje. To ufność, która pozwala wszystko, wszystko postawić na jedną kartę. I nie jest to zaufanie woluntarystyczne. Jest zrodzone z relacji z Tym, który spełnia obietnice, nawet jeśli wydają się niemożliwe do spełnienia.
Myślę, że jak ktoś nie ma takiego zaufania do Boga, nie musi się obawiać. Bóg nie każe mu udowadniać zaufania, którego nie ma…
Czasami mam wrażenie, że Bóg jest taki w jakiego sami wierzymy, chociaż nie jest to do końca logiczne.
Ale coraz częściej wydaje mi się, że pojmujemy Boga za mało abstrakcyjnie. Jest to bezcielesna istota poza czasem i przestrzenią, która dowolnie może wpływać na fizykę i chemię naszego wszechświata. Zatem, czy postrzeganie go jako osobę, która nagradza i karze nie jest zbytnim uproszczeniem?
Jeżeli mamy wiarę możemy poruszać góry, możemy być trochę bliżej Boga. Ja tych gór przenosić nie potrafię, czy to znaczy, że nie mam wiary? Czy to oznacza, że na świecie jestem zdany tylko na siebie i że nie wierzę dostatecznie, aby “wywierzyć” sobie niebo? Jeżeli tak, to co to jest wiara?
Zadajesz Małgorzato dużo pytań, ja w swoim komentarzu również. Gdzie to nas zaprowadzi?
@Agata
jednak nadal współcześni etycy zastanawiają się nad tym, czy istnieją dylematy religijno-etyczne. To właśnie jest przedmiotem mojego niepokoju.To znaczy to, że można uznać, że nieetyczne zachowanie jest nakazem Boga. A przecież jesteśmy omylni, więc też głos Boga możemy mylnie odczytać. Przecież to się zdarzało i wciąż zdarza. Co powiesz o islamskich fundamentalistach?
Rozumiem przytoczoną przez Ciebie interpretację tej sceny, co więcej, jestem pod jej nieustającym urokiem. Abraham wszystko poddał Bogu, bo uznał, że wszystko od Niego pochodzi, był rycerzem wiary i wszystko się dobrze skończyło. Ale gdyby na tę scenę spojrzeć oczami Izaaka? Co by się nam ukazało?
Co do Twojego ostatniego zdania, to jednak skłaniam się by przyznać rację Kierkegaardowi, który twierdził, że każdy stoi przed wyborem dokonania skoku wiary i jeśli go nie dokona, przegrywa życie. Więc nie uspokaja mnie, że “jeśli ktoś nie ma takiego zaufania do Boga, to nie musi się obawiać”. Pozdrawiam :)
@Andrzej
Pytasz, gdzie nas zaprowadzą nasze pytania. Nie wiem, ale mam przeświadczenie, że należy je zadawać. Twoje są ważne i szczere. Na razie tylko we mnie wibrują. Może we mnie albo w kimś innym coś te wibracje poruszą? :)
Po przeczytaniu powyższej notki pierwszy raz zdałem sobie sprawę z ewidentnego paradoksu. Do tej pory koncentrowałem się na heroicznej, pełnej wiary i pokory postawie Abrahama.
Natomiast w tym przypadku przy próbie wytłumaczenia działania Boga logika zawodzi. Polecenie wydane ojcu, by ten zabił własnego syna w każdym wypadku musi być odebrane negatywnie. A gdy wydawane jest przez Boga, dobro absolutne, musi wzbudzać niedowierzanie i rozczarowanie.
Czy nie jest tak, że próbując rozumowo bronić postawę Boga jednocześnie relatywizujemy zło?
@sgt-pepper
> Czy nie jest tak, że próbując rozumowo bronić postawę Boga jednocześnie relatywizujemy zło?
Dobre :)
Zgadzam się, pojechałem…
Miałem na myśli, że gdyby człowiek nakazał drugiemu człowiekowi zabić kogokolwiek nie mielibyśmy wątpliwości co do moralnej oceny tego czynu. Niezależnie od kontekstu namawianie do zabójstwa nazwalibyśmy złem.
Natomiast w sytuacji, gdy zrobił to Bóg, próbujemy to analizować, interpretować, tłumaczyć…
@sgt-pepper
Ja nie twierdzę, “że pojechałeś”. Uważam, że to ciekawe stwierdzenie, z którym chyba się zgadzam.
A to ciekawe, że się zgadzasz. Mógłbyś nieco rozwinąć z czym dokładnie?
@Małgorzata
W zasadzie z tym co powiedział sgt-pepper. Zamordować niewinnego człowieka, własnego syna, to zło. Kiedy Bóg nam “to nakazuje”, uważamy że jest w tym głębszy sens. Relatywizujemy zło – zło przestaje być złem jeżeli pochodzi od Boga. Jeżeli Bóg jest miłością, to albo Biblia kłamie, albo to znowu jedna wielka przenośnia, albo też źle pojmujemy Boga w którego wierzymy? A może po prostu nasz Bóg jest zupełnie inny niż Bóg judaizmu? Chętnie bym się zapoznał z tym co na ten temat mają do powiedzenia myśliciele żydowscy. Tylko nie wiem jeszcze gdzie szukać.
@ Andrzej
Według tego jak ja rozumiem(!) moją religię, Bóg dając przykazania na Górze Synaj i potem zsyłając Swojego Syna objawił ludziom, jaki jest. Powiedział, czego wymaga (II Przymierze -Prawo) i pokazał, jak ludzie mają wypełniać Prawo (III-cie Przymierze – Jezus Chrystus). Abraham o tym nie wie, bo za jego czasów Bóg jeszcze tych późniejszych rzeczy nie objawił.
Czyli historia Abrahama pokazuje tylko, że najpierw musi być bezgraniczna ufność i poddanie wszystkiego Bogu – w historii ludzkości i w historii indywidualnego życia. Ale jednocześnie dalsze Objawienie pokazuje, że Bóg nie może nakazać, żeby robić coś wbrew Jego Przykazaniom, czyli nam już nie może (nie w sensie Bożej możności ale w sensie braku takiej woli) nakazać, żeby zabić syna. Moim zdaniem głównym punktem wykładu Benedykta XVI w Ratyzbonie było właśnie zwrócenie uwagi, że w chrześcijaństwie Bóg nie jest całkowicie irracjonalny. Coś o Nim wiemy, bo się objawił i to, co wiemy wpływa na nasze zachowania społeczne. Między innymi na to, że zachęty do zabijania nie możemy uznać za głos Boga.
@Małgorzata
Mnie to przekonało. Chronologia wydarzeń prawdopodobnie ma tutaj decydujące znaczenie. Pozwala wytłumaczyć sprzeczność.
Dzięki!
@sgt-pepper
No to super. Do usług.
@Małgorzata
Bóg za czasów Abrahama wie, jakie przykazania przekaże Mojżeszowi. Zatem czemu występuje wbrew nim nakazując Abrahamowi zabić swojego syna? Abraham może i nie zna tych przykazań, ale Bóg sam przeciwko nim w pewien sposób występuje. Bóg w tej opowieści jest Bogiem zazdrosnym: “Nie będziesz się im kłaniał i nie będziesz im służył, gdyż Ja, Pan, Bóg twój, jestem Bogiem zazdrosnym, który karze winę ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia tych, którzy mnie nienawidzą,” (2 Moj. 20:5) I nie bardzo rozumiem tutaj Boga względem tego co mówi Jezus. Czy jeżeli mam rozumieć, to że Bóg jest niezmienny to mam to tłumaczyć tym, że człowiek był wtedy głupawy i mu trzeba było pogrozić? Moje obserwacje świata wskazują, że człowiek w swojej istocie jest niezmienny. Zmienia się tylko cywilizacja, która na jedne rzeczy pozwala, a na inne nie.
@Andrzej
To chyba jest tak, (zastrzegam, że nie jestem teologiem, mówię to na własną odpowiedzialność osoby poszukującej) że Objawienie jest historią Boga z człowiekiem, a nie Boga jako takiego, Boga w ogóle, czy Boga jako Absolutu. Nie poznajemy Boga takiego, jakim jest, tylko takiego, jakim się ukazuje, czyli widzianego naszymi oczami przez zasłonę, a nie twarzą w twarz. Więc jednak widzimy Go różnie w zależności od stopnia rozwoju czy stopnia świadomości. Zmienia się gęstość tej zasłony. Co nie znaczy, że zmienia się Bóg. Nie jest to znowu takie dziwne, bo świat też widzimy inaczej w każdej epoce. Kiedyś wszystkie ciała niebieskie obracały się wokół Ziemi, a teraz Ziemia krąży wokół słońca, który jest jedną z wielu gwiazd. Czy swiat się tak zmienił?
@Małgorzata
Ta odpowiedź może budzić więcej wątpliwości niż ich rozwiewać. Bo jeżeli Bóg mówi do ludzi językiem ich epoki, to czy przypadkiem nie powinniśmy przepuścić przez filtr naszych czasów tego, co mówił także Jezus? Jeżeli nie, to może trzeba patrzeć na Stary Testament, tak jak to kiedyś określił Rafał, jak na “książkę o facecie w rybie”?
@Andrzej
wydaje mi się, że Małgorzata ma rację. Na Biblię trzeba patrzeć przez pryzmat czasów, w których była tworzona. Była jednak spisywana przez ludzi, którzy z powodu swojej ułomności nie mogli wyzbyć się ograniczeń swojego świata.
Do tego wiele opisów musimy traktować w sposób symboliczny. W przeciwnym razie, każdy byłby w stanie obalić jej sens, chociażby już na pierwszej stronie przy opisie powstania świata.
Raczej ważne jest to co z niej wynika. Przy opowieści o Abrahamie ważne jest to, że Bóg oczekuje od nas pełnego zaufania i oddania oraz stawiania go nawet ponad najbliższą rodzinę. I tutaj jest konsekwentny aż do Ewangelii.
Pozdrawiam
@sgt-pepper
To co mamy myśleć o Nowym Testamencie?
Gdy porównać język, sposob rozumowania, poruszaną problematykę widać, że poszczególne Księgi Biblii zdecydowanie się między sobą różnią. Ja dostrzegam rosnący poziom “intelektualny” i wyobrażam sobie, że tak właśnie rozwijała się myśl człowieka. Być może w czasach Abrahama człowiek nie był gotowy, by poznać całą prawdę.
Gdyby przyjąć Twoje rozumowanie należałoby się spodziewć, że w Nowym Testamencie zostaną rozwiązane w sposób jednoznaczny wszystkie dylematy moralne dzisiejszego świata. Bo Bóg by je przewidział. Przekazałby dokładnie kiedy życie się zaczyna, a kiedy kończy. Wypowiedziałby się na tematy in vitro, wspomniałby o niebezpieczeństwach związanych z Internetem. A obaj wiemy, że cała historia Jezusa jest osadzona w realiach sprzed 2000 lat. Wszystkie przypowieści oparte są na przykładach przemawiających do ówczesnych ludzi.
Niesamowite jest jednak to, że cała nauka Jezusa do dzisiaj jest aktualna i nie ma w niej nieścisłości i paradoksów (przynajmniej ja ich nie znalazłem).
Pozdrawiam
Aha, oczywiście wypowiadam się jako poszukiwacz-amator. Ciekawe co powiedzieliby na to profesjonaliści-teologowie :-)
@Andrzej
Myślę, że żeby Biblia nie była opowiadaniem o facecie w rybie, musi zdarzyć się to, co zdarzyło się Abrahamowi: doświadczenie, poczucie, że wszystko zawdzięcza się Komuś, że wszystko do Niego należy. Tylko wtedy można okazać tak bezgraniczne zaufanie. Wtedy Bóg rozwija swoją opowieść o Sobie w relacji z człowiekiem. Fascynujące świadectwa małych i wielkich ludzi o tym mówią. Nie wiadomo, dlaczego takiego doświadczenia nie przeżywamy wszyscy. Można znaleźć za to dużo przykładów, jak ludzie o to prosili.
Druga sprawa: to, co mówił Jezus jest przepuszczane przez filtr naszych czasów, i bardzo dobrze. To zadanie teologii, można tylko ubolewać, że nie dość energicznie wykonywane. Jednak ponieważ od początku świata mamy te same pytania: o sens, cel, znaczenie naszego życia, o naturę tego, co nas otacza i ten sam protest: przeciwko własnej skończoności, przeciwko cierpieniu, złu, to temu, co mówił Jezus nie grozi dezaktualizacja. Przy czym każdy człowiek i każde pokolenie musi się z tymi pytaniami uporać jakby od początku. (Inaczej niż w naukach szczegółowych, gdzie można mówić o postępie, o pytaniach, do których się nie wraca).W przypadku kwestii egzystencjalnych zmieniają się realia, czyli dekoracje, istota pozostaje ta sama.
Zaś to, że kiedyś Boga pojmowano inaczej niż dziś, nie powinno być źródłem frustracji i zwątpienia. To stale ten sam Bóg, który się ukazywał i nadal ukazuje poprzez ludzi, których spotykamy i różne zdarzenia naszego życia. Tak jak pisze sgt-pepper: widziano Go takim, jak na to pozwalała zdolność widzenia tych, którzy patrzyli. Ale nie poznał Go ani Abraham, ani nikt inny po nim. I to też nie może być źródłem frustracji, bo gdyby Bóg był poznawalny, nie byłby Bogiem. Jednak w porównaniu z Abrahamem mamy więcej danych: wiemy o Jezusie z Nazaretu.
Tak sobie o tym myślę, co wcale nie znaczy, że nie mam różnych wątpliwości podobnych do Twoich i jeszcze różnych innych. Pocieszam się, że jak zatytuował swoją książkę Tomas Halik: “Co nie jest chwiejne, jest nietrwałe”.
Wniosek: Rób co uważasz za słuszne. Jak masz wątpliwości zerknij do Biblii, tam może znajdziesz podpowiedź?
Mniej więcej. W każdym razie nie można robić tego, co uważa się za niesłuszne, bo to grozi schizofrenią. Tylko ja bym Twoją maksymę zmieniła na: kształtuj swoje poczucie na temat tego, co słuszne w oparciu o Biblię. Ale myśl, czytając ją.
@Małgorzata
Hmmm… To może metoda sokratejska w tym przypadku się średnio sprawdziła. Wróciłem w zasadzie do punktu wyjścia. Zadając pytania starałem się znaleźć jakieś rozwiązanie moich wątpliwości, ale najwyraźniej nie mogą być rozwiane ;-).
To bardzo ciekawa dyskusja. Przeczytałam raz jeszcze i tekst Małgorzaty i komentarze. Podoba mi się.
Więc,
@Andrzej
twierdzisz, że dyskusja zatoczyła koło i jesteśmy w punkcie wyjścia? Ale chyba na wyższym poziomie?
@Małgorzta
Na początku zapytywałaś o możliwość podjęcia nieetycznego działania z nakazu Boga. Pytałaś, czy prawdziwa wiara (ta po ‘skoku’) zakłada gotowość do działania wbrew sumieniu. Ale później sama podałaś przekonującą argumentację, że wcale tak nie jest.
A mi się nasuwają jeszcze takie wątpliwości:
Jest pułapka w samym stwierdzeniu “Bóg nakazuje czyn niemoralny, nieetyczny”. Ale co jest źródłem tego, co nazywamy moralnością? Na pewno hindus czy islamista ma inną moralność niż my. Więc nie posługujemy się jakąś absolutną moralnością, ale tą, której źródłem jest Bóg. W którego wierzymy. A nawet jak nie wierzymy, to w którego wiara ma ogromy wpływ na kulturę, w jakiej żyjemy.
A co do Kierkegaarda – on, przy pomocy Abrahama rozprawiał się ze swoimi wielkimi i bardzo osobistymi problemami podobno. Jego rozprawa nie tyle jest etyczna, ile emocjonalno-liryczna. Niech nam to nie przysłania obrazu Boga. Zresztą, z dyskusji widać, że nie przysłoniło :)
@agata
Dzięki. Zakończenie mojego tekstu od “Czy to, że trwają debaty….” sugeruje chyba, gdzie poszukuję odpowiedzi na wcześniej zadane pytania. Dyskusja, również Twój komentarz, pozwoliła mi się nad tym głębiej zastanowić i dopowiedzieć, to co w tekście tylko zasygnalizowane.