Ostatnie wywiady prof. Zbigniewa Religi 8
Legitymacją do pisania na temat śmierci profesora Zbigniewa Religi jest, jak mi się zdaje, fakt, że udzielił on wywiadów, w których o swej rychłej śmierci mówił. Więc chyba życzył sobie, żebyśmy się jego umieraniu przyjrzeli, a cisza na ten temat byłaby sprzeniewierzeniem się jego woli.
Choć materia jest delikatna, to mam nadzieję, że uda mi się nie urazić niniejszym tekstem niczyich uczuć i nie naruszyć szacunku, jaki żywię dla pamięci tego wspaniałego człowieka.
Przede wszystkim było to heroiczne umieranie wielkiego Polaka, które zostało upublicznione i w związku z tym nasunęły mi się porównania z tym, co świat, a z nim cała Polska, obserwowała niemal dokładnie pięć lat temu, kiedy umierał Jan Paweł II. Jak wypada to porównanie? Obaj, po ludzku patrząc, mieli życie spełnione. O papieżu tak wiele powiedziano, że nie trzeba nic dodawać, a w przypadku profesora można tylko zadumać się nad tym, czy może być coś piękniejszego niż wykorzystywanie wszystkich swych talentów po to, by dawać innym ludziom, skazanym na śmierć, szansę na dalsze życie? Czy coś innego może przynieść więcej satysfakcji i poczucia mocy?
Nie chodzi mi jednak o zestawianie tych dwóch postaci i porównywanie ich wielkości, tylko o to, jakim przesłaniem uczynili swoje umieranie. Najpierw wyliczę podobieństwa: obaj mieli do swej śmierci budzący podziw heroiczny stosunek – patrzyli jej bez lęku prosto w oczy. Obaj chcieli umierać wśród swoich a nie w szpitalu, i obaj, choć mogli, nie imali się nadzwyczajnych środków medycznych dla podtrzymania własnego życia. No i oczywiście to podobieństwo, które w pierwszym rzędzie przykuło moją uwagę: obaj chcieli przez swoją śmierć coś ważnego przekazać tym, którzy śmierć mają jeszcze przed sobą.
I tu zaczynają się różnice: Jan Paweł II dał niesamowite świadectwo wiary, że przechodzi do domu Ojca. Trudno wyobrazić sobie tak głębokie przekonanie o tym, że śmierć jest przejściem do domu Ojca, jakie miał papież, ale chciałabym takie przekonanie mieć.
Profesor Religa dał świadectwo stanowczej niewiary. Mówił, że po tamtej stronie nic nie ma i że wie, gdzie będzie – w ziemi. Dlaczego łatwo mi uwierzyć w spokój osoby wierzącej w obliczu śmierci, a nie chce mi się wierzyć w spokój ateisty? Nie wyobrażam sobie, że można spokojnie mówić, że dalej już nic, bo myślę, że to jakby powiedzieć: nic nie miało i nie ma sensu. Czy to ułomność wyobraźni?
I jeszcze dwie rzeczy: Zbigniew Religa był bez wątpienia prawym człowiekiem, który wiele dobrego zdziałał. Bóg najwyraźniej nie był mu do tego potrzebny. Mówił dziennikarce, że kierował się w życiu dekalogiem. Ale to nie był dekalog, tylko w najlepszym przypadku „oktalog”, bo pierwsze dwa przykazania, według nas, wierzących, fundujące wszystkie następne, odrzucił. Profesor dał świadectwo tego, że tak okrojony dekalog wystarcza, jeśli się dobrze czyni i ma na względzie dobro bliźnich. Patrząc na przykład, jaki dał Zbigniew Religa, chciałoby się zrewidować niektóre apodyktyczne twierdzenia chrześcijan (w tym Jana Pawła II) o wpływie wiary na moralność, na jakość życia i stosunków z ludźmi. Sądzę, że do takiej rewizji Profesor chciał nas sprowokować.
Zastanowiło mnie natomiast mocne stwierdzenie Profesora, że jest zadowolony ze swego życia i że było ono dokładnie takie, jakie chciał, żeby było i że nie ma do siebie o nic pretensji. (Dziennik,09/03/09, wywiad przeprowadzony przez Renatę Kim). Oczywiście patrząc z boku, nie sposób to podważać. Było to życie odważne, piękne, pożyteczne. Ale, że tak można spojrzeć na swoje życie, które się kończy, trudno mi uwierzyć. Jest to co prawda marzeniem i celem każdego, ale czy to w ogóle możliwe? Nawet jeśli nie było żadnych złych uczynków, świństewek, zaniedbań, które się w życiu zdarzają, to przecież były sytuacje dylematów moralnych, z którymi stykamy się, czy chcemy czy nie i które pozostawiają osad żalu i poczucie winy, że odrzuciliśmy przeciwną opcję. Lekarz z pewnością przeżywa takich sytuacji więcej niż przeciętny człowiek. Więc zastanawiam się, czy Profesor był do końca szczery w rozmowie z dziennikarzami.
Szkoda, że już nie można zadać tego pytania Zbigniewowi Relidze, szkoda, że nie ma go już wśród nas.




Proszę pamiętać, że efekt, rezultat, wynik współdziałania istot ludzkich – stworzeń cielesno-duchowych ze Stwórcą jest zupełnie inny, niż tych, co nie odwzajemniają miłości Boga i usiłują działać bez Boga, zwykle razem ze złym duchem.
Można postawić tezę, że prof. Religa był o tyle ‘lepszym człowiekiem’ niż nieateiści, że celem jego działań był człowiek, a nie zbawienie lub strach przed zasmuceniem bądź zagniewaniem Boga…
Wierzący chyba nawet chcą działać ze względu na człowieka, ale rzadko im się to udaje i etapem tego jest chęć służenia Bogu i Jemu posłuszeństwo.
A Relidze (jak czytam z tekstu) udało się to bez Boga i na skróty. Szacunek.
@Zibik
Chyba chwytam, co chciałeś napisać. Ale z tego co napisałeś logicznie to nie wynika.
@Zibik
Czy miałby Pan odwagę zastosować swoje ogólne stwierdzenia w szczególności do prof.Religi i powiedzieć o tym któremuś z pacjentów, którzy zawdzięczają życie przeprowadzonej przez niego operacji?
@Agatko – owszem być lepszym człowiekiem to cel wzniosły i zaszczytny, ale wiesz chyba, że nie tylko zasługi wobec bliźnich jednoczą nas z Bogiem. Zdecydowanie bardziej autentyczne uczucie i potrzebowanie GO.
Być może w życiu doczesnym łatwiej “zasłużyć sobie na niebo”, niż przyjmować godnie Jego łaski i dary, oraz pomnażać powierzone nam Pana talenty.
Zwykle wolimy być samodzielni i niezależni,staramy się nie mieć długów, a nawet regulować rachunki na bieżąco, także z Bogiem.
Prawdopodobnie śp. prof. Religa, myślał i postępował podobnie, na pewno wzorowo pomnażał powierzone jemu biblijne “talenty”.
Czy to jest bardziej chwalebne, niż to, co myślą, mówią (piszą) i czynią katolicy i chrześcijanie – nie mnie rozstrzygać.
Pani Małgosiu !
Aby pisać publicznie to, co jest prawdziwe, chyba dzisiaj już nie wymaga szczególnej odwagi.
Natomiast wszystkim pacjentom, szczególnie tym wdzięcznym dozgonnie. Można jedynie pogratulować, że pragną docenić to, że człowiek dobrej woli, w tym przypadku lekarz śp. prof.Religa. Chciał i potrafił skutecznie pomagać bliźnim, także pomnażać powierzone jemu, przez Pana Boga “talenty”.
Właściwe usposobienie duszy, obok miłości, wiary i służby jest najbardziej pożądaną postawą stworzenia wobec swego Stwórcy.
Wspominając profesora Religę przyszły mi na myśl słowa Chrystusa: “Ci, którzy pełnili dobre czyny, pójdą na zmartwychwstanie życia; ci, którzy pełnili złe czyny na zmartwychwstanie potępienia” (J 5, 29)
Sz. Panie dostrzegam istotną różnicę, między słowami Chrystusa, a tym co Panu przyszło na myśl.
“Wtedy ci, którzy uczciwie postępowali, zostaną przeznaczeni na zmartwychwstanie do życia wiecznego, a ci, którzy dopuszczali się zła, zmartwychwstaną, by cierpieć potępienie.” (J5,29)
Kto “uczciwie postępuje” wobec swojego Stwórcy i ludzi to nie tylko pełni dobre czyny, ale jednocześnie świadomie i dobrowolnie odwzajemnia miłość Pana Boga, bezwarunkowo wierzy w Boga Trójjedynego, wielbi Pana i ufa Jemu, stara się być coraz lepszym człowiekiem, wiarygodnym świadkiem Jezusa Chrystusa -naśladując i urzeczywistniając Jego człowieczeństwo.
Moi Drodzy, ale czy nie jest to tak, że zadania życiowe służą wypełnieniu powołania, ktorego jedynym celem jest uwielbienie Boga? Jak mozna to spełnić odrzucając Go? Słyszałem ten wywiad i dreszcze mnie przeszły. To niestety były bardzo mocne stwierdzenia, ktore w ustach kogoś takiego mogły zachwiać nie jednym człowiekiem. Nie ma niepełnego Dekalogu jak i nie ma wiary bez Dekalogu – szczególnie pierwszego przykazania.. To jest chyba najtragiczniejsza historia jaką słyszałem w ostatnich latach. Jedynie można sie modlić za dusze profesora…