Archiwum April 2009

Coś więcej niż Zieliński 3 Autor: Gościnnie

Apr28

Autorka: Katarzyna Grabarczyk

Mało jest dziś, o ile w ogóle, postaci o rozległej i głębokiej wiedzy. Przereklamowana specjalizacja nie pozostawia nam wyboru. Nie oszukujmy się, liczy się ten, kto jest fachowcem w swojej branży, a tylko przypadek sprawia, że od czasu do czasu zasłyszymy coś niecoś z sąsiedniego podwórka. Skala tego zjawiska oswoiła nas już z myślą, że tak ma być i nie warto tego zmieniać. Tymczasem ktoś wyciągnie z kieszeni małą, bordową książeczkę i całe to mozolnie budowane przekonanie upada. Był taki jeden, co nie bał się ogromu pracy i zaufał swojej pasji. A zwał się Tadeusz Zieliński.

Szczęście zadecydowało, że podzielił się z czytelnikiem całym swoim dorobkiem, sumą doświadczeń, pragnień. Dokładnie opisał, jakiego człowieka uczyniło z niego życie. Odpowiedź dosyć banalna, w naszych czasach na pewno i obśmiana: człowieka erudytę, człowieka z pełną świadomością siebie. Niespotykane. Może już zapomniane? Zieliński dojrzewał, pracował i działał przecież ponad sto lat temu.

czytaj dalej »

Nowa Jola: …Do kochania 5 Autor: Agata Słyk

Apr25

Chciałabym przedstawić bliską mi osobę. Bliską, bo jest dla mnie dzielącą się swym bogactwem życiowym dojrzałą kobietą, ciepłą i obiektywną powierniczką. To, że jest bliska, ułatwia mi odczytywanie i interpretację jej twórczości w pewnym kluczu. Każdy jednak, w tym przypadku, korzystał będzie z własnego klucza. Przedstawiam poetkę: Jola Nova.

Jej twórczość została zaprezentowana czytelnikom w pięciu zbiorkach poezji (“Erotica”, “Unisex”, “Tylko miłość”, “Psyche i eros”). Ostatni z nich “…Do kochania” miał swoją premierę w lutym tego roku. Jola Nova w swoich wierszach zawsze dawała wyraz przekonaniu, że miłość jest najważniejsza. Również dziś, za o. Krąpcem głosi: Człowiek urodził się jako produkt miłości i istnieje w miłości i do miłości. Oto jej wczesny, bodaj sztandarowy wiersz:

Miłość moja
krucha i silna
soczysta i pachnąca
jak róża
tysiącem
zakamarków bogata
nieodgadniona
nienasycona
niezgłębiona
tajemnica – miłość

czytaj dalej »

III niedziela wielkanocna (26 IV): On sam stanął pośród nich 0 Autor: Wacław Oszajca SJ

Apr25

(Dz 3,13-15.17-19; 1 J 2,1-5a; Łk 24,35-48)

Dzisiaj widzimy to jasno, że w Jerozolimie, tak jak w Betlejem, Syn Boży, Bóg zjawia się jak najzwyczajniej. Po prostu, powoli lub nagle ten i ów odkrywa, że jest świadkiem, uczestniczy w tym, co najważniejsze dla niego, ale też dla innych, a w rezultacie dla całego Świata. To najważniejsze nie dzieje się jednak w nadzwyczajny sposób. W Betlejem nie ma przecież niczego nadzwyczajnego. Dwoje małżonków, dwoje rodziców i dziecko. Potem, gdy to dziecko dorośnie i stanie się wędrownym nauczycielem, przy całej swojej wielkości i sławie, przy pierwszym spotkaniu będzie odbierany jako jeden z pośród wielu.

Opis podobnego spotkania mamy w dzisiejszej Ewangelii. Drzwi zamknięte, zaryglowane, apostołowie przestraszeni i obolali, i nagle, podobnie jak parę godzin wcześniej w Emaus, teraz w Jerozolimie, okazuje się, że pośród nich jest Ten, którego być nie powinno. Przecież na własne oczy, przynajmniej niektórzy, widzieli Jego śmierć i grób. Ta Jego obecność zmusiła apostołów do głębszej rewizji własnego światopoglądu. Stanęli wobec następnego etapu odsłaniania się prawdy nie tyle o nich samych, ile o Bogu, o samoudzielaniu się Boga człowiekowi.

To wyłanianie się Jezusa z wnętrza, ze środka tej przestrzeni, w której się akurat jest, pokazuje nam kierunek, w jakim trzeba podążać, by spotkać Boga chrześcijan. A właściwie uczy nas chrześcijańskiego patrzenia na otaczający nas świat. Chcąc skontaktować się z Bogiem, wcale nie trzeba ruszać się z miejsca. Wystarczy temu miejscu uważnie się przyjrzeć, a okaże się, że Bóg jest znacznie bliżej, niż myślimy.

* * *

Na wschodnich terenach Polski, tam gdzie całkowicie nie zanikły wpływy Kościołów wschodnich, w drugi dzień Wielkanocy chodziliśmy na cmentarz, pomodlić się za zmarłych z naszych rodzin. Niektórzy zanosili palmy i resztki z wielkanocnego stołu, a czasami pisanki. Mądry to był zwyczaj łączenia śmierci ze zmartwychwstaniem. Mądry, gdyż najstraszniejsza w śmierci nie jest ona sama, ale nasza bezradność wobec jej skutków. Jak kochać nadal kogoś, kogo się nie widzi, nie słyszy, kogo nie można dotknąć, uściskać, ucałować, nie mówiąc o jeszcze mocniejszych, najbardziej intymnych więziach?

Młody i bogaty na celowniku 12 Autor: Małgorzata Felicka

Apr18

Raz po raz spotkać się można z utyskiwaniem nad młodym pokoleniem i twierdzeniem, że dzieją się z nim złe rzeczy w związku z tym, że staje się coraz bogatsze. Jest to, delikatnie mówiąc, wynik zbyt dużego uproszczenia. Powiem więcej i mniej delikatnie: irytuje mnie to, ponieważ jest nie opartym na faktach powtarzaniem obiegowych stereotypów. Sądzę, że obiektem narzekań jest młody i bogaty dlatego, że nakładają się tu dwie sprawy: przekonanie, że własna młodość była bardziej słoneczna od czyjejś (późniejszej)  młodości i przekonanie, że bogactwo demoralizuje.

Jeśli chodzi o kwestię pierwszą, to w przytoczonym przekonaniu tkwi ewidentny i nietrudny do zdemaskowania błąd w postrzeganiu rzeczywistości: to nie jest tak, że młodsze pokolenie ma pod jakimś względem gorszą młodość (np. pod względem obyczajowym), tylko często dzieje się tak, że niestety w miarę upływu życia ludzie gorzknieją. I to dlatego w tym samym czasie, kiedy ktoś inny przeżywa młodość, starsi przeżywają coś, co sami odczuwają jako gorsze od własnej młodości. W konsekwencji z rozpędu porównują czyjąś młodość z własnym stanem obecnym, a nie z własną młodością. W porządku, można dokonywać takich porównań, ale nie powinno się twierdzić, że porównuje się ze sobą dwie młodości.

Jeśli zaś chodzi o kwestię bogactwa i bogacenia się, to przecież w bogactwie jako takim, nie ma nic, co sprzyjałoby demoralizacji. Bogactwo jest moralnie obojętne. Natomiast nędza nie. Nędza jest upokarzająca i dla tego, kto jej doświadcza i dla tego, kto jest jej świadkiem. Nędza ogałaca z człowieczeństwa. Simone Weil pisała, że nędza, niedola, redukuje człowieka do statusu zwierzęcia, ponieważ zabiera mu możliwość odpowiedzenia wolnym „tak” na miłość Boga. Pisała – i z tym się zgadzam – że nędza zabierając człowiekowi wolność, zabiera mu duszę. Zaś syty ma wolną głowę, żeby – mówiąc patetycznie – chwalić życie, a mniej patetycznie – myśleć o czymś więcej niż zaspokajaniu głodu. Syty może podziwiać zapach róży, może rozkoszować się zachodami słońca, może z zachwytem śledzić ruchy gwiazd, zastanawiać się nad sensem życia. I, co najważniejsze, syty może podzielić się z głodnym. Wiem, że to tylko możliwości, z których trzeba chcieć skorzystać, ale jeśli uzna się te możliwości za pożądane, to należy uznać, iż warto dążyć do tego, żeby być sytym.

Jestem zdania, że jeśli w ogóle proporcja ludzi głupich do mądrych zależy od zamożności społeczeństwa, to owa zależność przemawia na korzyść społeczeństw bogatych. A tylko odstępstwo od tej reguły budzi zdziwienie, przyciąga uwagę i prowokuje do wyciągania pochopnych wniosków w rodzaju tych, że jak ktoś jest bogaty, to znaczy, że zdemoralizowany. Zaś prawda jest taka, że biedni też bywają głupi i zdemoralizowani, tylko że to nie dziwi, bo tłumaczy ich właśnie ich bieda.

To samo można powiedzieć o starych: też są wśród nich tępi i źli  i to wcale nie rzadziej niż wśród młodych.

Lepiej mieć niż być 12 Autor: Agata Słyk

Apr15

Zasłyszałam wczoraj w tramwaju taką oto rozmowę młodych ludzi:
-Dlaczego autobusy jeżdżą z flagami?
-Prezydent ustanowił trzy dni żałoby narodowej w związku z pożarem.
Dziewczę młode – Ta żałoba nie jest dlatego, że zginęli ci ludzie, ale dlatego, że teraz bardzo dużo ludzi nie ma gdzie mieszkać…
Chłopak – Nie, no nie…
- Ależ tak, przecież słyszałam, że na drogach codziennie ginie 20 osób… To normalne… W ogóle, lepiej jest umrzeć niż stracić wszystko…
- No jak to?!
- Tak! Wyobrażasz sobie, że tracisz wszystko co masz?! Pieniądze, ubrania, sprzęty… Nie masz nic! Nic nie możesz dać swoim bliskim, dzieciom… Lepiej jest umrzeć.

I jakoś tak echem odzywa się we mnie wypowiedź tej dziewczyny. Jak dochodzi do utworzenia takiego światopoglądu? Jak to świadczy o naszym społeczeństwie? Czy takie postawy są popularne? A jeśli się popularyzują, co czeka społeczność, naród, dla którego przedstawicieli życie przestaje być wartością najwyższą i, jako taką, nienaruszalną?
Jaki jest proces dochodzenia do takiego wniosku?

Rozumiem sens rozważań: dlaczego raczej coś niż nic; dlaczego życie ma sens, skoro jest nacechowane frustracją i cierpieniem, itp. Ale to są rozważania o życiu i istnieniu, w których ujmuje się je jako wartości bezwzględne. Nie przyszłoby mi do głowy relatywizować wartość życia względem posiadania. Nie przypuszczałam, że można tak otwarcie i, zdaje się, świadomie stawiać mieć nad być.

Niedziela Zmartwychwstania (12 IV): My też zmartwychwstaliśmy 1 Autor: Wacław Oszajca SJ

Apr13

(Dz 10, 34a.37-43; Kol 3, 1-4; J 20, 1-9)

Paweł apostoł przypomina Kolosanom, a co za tym idzie, również nam, że już powstaliśmy z martwych. Co to znaczy, w jaki sposób zmartwychwstaliśmy i kiedy ten fakt miał miejsce? Jak mogliśmy zmartwychwstać, skoro nikt z nas nie umarł? Nadal przecież nosimy paszporty a nie karty zgonu. Czyżby zmartwychwstanie dokonywało się przed śmiercią? Słuchając apostoła, trzeba odpowiedzieć, że owszem, tak, gdyż chrześcijanin jest człowiekiem, który przez całe życie powstaje z grobu, do którego zresztą sam siebie od czasu do czasu zapędza. Strach pomyśleć, że możemy w tym grobie zamknąć się na zawsze. Otóż, zmartwychwstanie dokonuje się wtedy, gdy człowiek postanawia traktować Boga tak, jak Go traktuje Jezus Chrystus.

Datę naszego zmartwychwstania można jednak podać z dokładnością co do minuty. Wystarczy o nią zapytać rodziców, chrzestnych, albo poprosić w kancelarii parafialnej. Właśnie w dniu chrztu stanął przy nas Chrystus, jako że to nie kto inny, tylko On sam nas ochrzcił, a to znaczy, że związał siebie z nami tak mocno, iż nikt, nic i nigdy nie zdoła Go od nas oderwać. Owszem, my sami usiłujemy co i raz oderwać siebie od Niego, odepchnąć Go od nas, zapomnieć o Nim. Czasami myślimy, że się nam udało od Chrystusa uwolnić.

Takie myślenie o Chrystusie jest złudne, ponieważ wciąż słyszymy Jego zaproszenie kierowane pod adresem wszystkich ludzi bez względu na to, czy ktoś żyje z Nim w przyjaźni, czy już o Nim zapomniał, czy też wprost Go nienawidzi. Jezus nieustannie powtarza te same słowa: Bierzcie i jedzcie, bierzcie i pijcie, moje ciało i moją krew, bierzcie wszyscy. I nie chodzi tu jedynie o zachętę do udziału we mszy, co już samo w sobie jest ważne, ale o to, byśmy razem z Nim dzień w dzień tworzyli coraz lepsze warunki dla ludzkiego szczęścia, czyli poszerzali granice nieba.

* * *

Risus Paschalis to znaczy: śmiech wielkanocny. W niektórych Kościołach tradycji wschodniej, zwłaszcza w Kościele ormiańskim, kiedy w Niedzielę Zmartwychwstania Pańskiego diakon odczytuje z Ewangelii relację pierwszych świadków o zmartwychwstaniu, wszyscy obecni w świątyni wybuchają gromkim śmiechem. W Kościołach chrześcijańskiego Zachodu risus paschalis to znany od XVI w. zwyczaj rozbawiania wiernych zgromadzonych w kościele w Wielkanoc opowiadaniem jakiegoś dowcipu. Początkowo był on mocno krytykowany. Obecnie inaczej traktuje się śmiech w teologii. Faktem jednak pozostaje, że tak jak i w pozostałych sferach życia publicznego, podczas naszych zgromadzeń liturgicznych śmiech czy poczucie humoru rzadko dochodzą do głosu. Kiedy wychodziłam z kościoła w Londynie, to czułam się przepełniona radością. To było po prostu bardzo radosne spotkanie ludzi. U nas jednak jest trochę inaczej – napisała dr Dorota Brzozowska na stronie internetowej diecezji gliwickiej.

0 Autor: Małgorzata Felicka

Apr12

wielka

Alleluja!!! Pan zmartwychwstał!!!

Radujmy się

Bóg – winny czy niewinny? 11 Autor: Agata Słyk

Apr8

Postawmy Boga w stan oskarżenia. Już czas najwyższy, już jest ta godzina – w nabożeństwach pasyjnych, w Drodze Krzyżowej spotykamy się z tym wydarzeniem – Chrystus pod sąd postawiony. Uaktualnijmy je.
O co dziś pytają ludzie oskarżający Boga?
Boże, czy przyznajesz się do tego, że kazałeś Abrahamowi wziąć jego umiłowanego syna, którego mu dałeś, i złożyć go Tobie w ofierze? – Czy wymagasz od ludzi by gotowi byli Tobie oddawać, co w ich życiu najcenniejsze?

Czy przyznajesz się, że zabiłeś wszystkich pierworodnych synów egipskich? – Dlaczego pozwalasz na cierpienie i śmierć niewinnego dziecka? Na niezawinione cierpienie i śmierć? Jakiekolwiek cierpienie i śmierć..?

Dlaczego potrzebowałeś krwi tysięcy baranów, kozłów, cielców; ofiar całopalnych, dziękczynnych, pochwalnych, przebłagalnych..? Codziennych, szabatnich, sezonowych, dorocznych, paschalnych..? Czy jesteś Bogiem żądnym krwi? – Dlaczego sprawiedliwość Twa żąda ofiary, zadośćuczynienia, odbycia kary? 

Kto będzie mówił jako obrońca Boga? Czy znajdzie się ktoś, kto zechce bronić Jego – Dobry – imienia?
Chcemy by mógł się wypowiedzieć, chcemy, by zapadł sprawiedliwy wyrok.
Czy w procesie będą brać udział świadkowie? Czy ława przysięgłych zechce podać wyrok?

czytaj dalej »

Bez retuszu 0 Autor: Małgorzata Felicka

Apr8

Na szczęście jest ciepło, ale nie upalnie. Panuje ścisk. Rozczarowani ludzie głośno upominają się o swoje prawa. Przecież mają bilety. Dlaczego nie pozwala im się wejść? Machają zielonymi i żółtymi kartkami z zazdrością patrząc na tych szczęśliwców, którzy siedzą po drugiej stronie ogrodzenia. To proste – trzeba było przyjść wcześniej. W pewnym momencie jakiś potężny mężczyzna koło sześćdziesiątki postanawia skorzystać z okazji: Wierząc w swoją siłę, próbuje się przepchać, kiedy dwaj umundurowani młodzieńcy stojący w bramce kogoś innego jednak przepuszczają. Oj, mundurowi tego nie lubią! Odpychają krzepkiego  jegomościa gwałtownie poza ogrodzenie wykrzykując pod jego adresem nieprzyjazne określenia. Później jeden z porządkowych popycha go z całej siły jeszcze raz, a potem jeszcze. Wszyscy milkną zaskoczeni tak gwałtowną reakcją. Ale już nikt nie ma wątpliwości: gabaryty nic nie pomogą. Porządek musi być. Mundurowi dalej pokrzykują na tego pana śpiewnie, ale z nienawiścią w oku. Trochę strach, że może dojść do bójki, ale nikt nie reaguje i właściwie z przyjemnością konstatuję, że siła nic nie pomogła. To i dobrze – sama nie mam jej tyle, żeby próbować.

Rozlega się muzyka. Śpiewy. Na telebimie można obserwować uroczystość, która przenosi się w pobliże miejsca, w którym stoimy. Jakiejś starszej kobiecie po policzkach zaczynają płynąć cichutkie łzy. Stróże porządku to widzą i pewnie dla zatarcia niekorzystnego wrażenia bójki, która miał przed chwilą miejsce, wpuszczają tę panią i dwie młodsze kobiety (chyba córki), które jej towarzyszą. Podsuwają im krzesła. No, właśnie, myślę, siła nie pomaga, ale na współczucie można liczyć. I rzeczywiście, umundurowani chłopcy wyłuskują spośród tłumu kolejne starsze osoby, potem niewidomych z przewodnikami. Zerkają spode łba na tego, który się pchał: „Ten nie wejdzie, bo mnie wkurzył” mówi ten wyższy. A postawny mężczyzna (okazało się, że jest to Niemiec) stoi zupełnie spacyfikowany. Piękne śpiewy zakłócane są przez okrzyki młodych Hiszpanów, których stara się wprowadzić do zamkniętego sektora ich opiekun. Nic nie pomaga. Za to nasza sytuacja się poprawia, gdyż docieramy do barierki, bo ci, którzy koło niej stali zrezygnowali ze zmęczenia czy znudzenia i poszli sobie. Mamy teraz uprzywilejowaną pozycję. Tymczasem jakaś pani udaje że mdleje. Porządkowi dają się nabrać. Po drugiej stronie już jej dobrze, porzuca zbolałą minę i stara się o wpuszczenie swojej towarzyszki.

Właściwie nic specjalnego. Ot, zwyczajna scenka. Tyle tylko, że to nie stadion ani koncert rockowy, lecz Msza św. w Niedzielę Palmową na Placu św. Piotra. Właśnie odśpiewana została Pasja Chrystusa. Msza jest piękna i uroczysta, ale koło nas niewielu wydaje się ją śledzić. Nadal trwa napór i przepychanka, która skupia całą uwagą. Jakaś malutka wyfiokowana Francuzka przekonuje włoskiego porządkowego, że przecież wyszła tylko do toalety i ma tam w środku swoje zarezerwowane miejsce. Na to duża żona dużego Niemca odpycha ją biodrem i trafia nim w jej bark a potem przechyla się na nią całym swoim ogromnym ciałem. Francuzka niknie pod nią, sapie z wysiłkiem i wycofuje się pokonana. My dwie, oparte o barierkę, usiłujemy skupić się na Mszy. Klękamy w czasie końcowego akordu Pasji. Wykorzystuje to młody Hiszpan i pokazując zabandażowaną nogę przepycha się na nasze miejsca. Ale nie dajemy się. Kiedy już myślę, że takie to wszystko przykre, że lepiej było zostać w Warszawie, nagle wychodzi grupka ludzi, których Msza zmęczyła i porządkowi zapraszają na zwolnione krzesła do środka właśnie nas dwie i jeszcze trzecią Polkę. Może rozczuliło ich nasze przyklęknięcie? Mamy więc siedzące miejsca i spokój.

A papieska homilia jest na temat tego, co Jezus pokazuje swym życiem i śmiercią na krzyżu. Papież zwraca uwagę na dwa elementy przesłania płynące z krzyża: że szczęściem, ale też trudem każdej chwili naszego życia jest ufać, że wola Ojca jest wolą, której można się bez protestu podporządkować, (prawda, myślę sobie, na przykład podporządkować temu, że nie zostało się wpuszczonym do sektora z krzesłami), oraz że życie Jezusa było życiem ofiarowanym dla wszystkich. To znaczy, było wskazówką, że wartością jest uniwersalizm. Ten uniwersalizm, zwraca uwagę Benedykt XVI, zazwyczaj jest swoistym krzyżem, bo wymaga porzucenia tego, co własne i partykularne na rzecz tego, co wspólne i łączące. A nie jest to łatwe. Zaiste, ta druga trudność również dała o sobie znać nawet teraz, w czasie tej Mszy! Z jaką łatwością przyklejałam etykietki: Włoch taki, Niemka owaka…

Komunia. Potem papieskie pozdrowienia w różnych językach. Po pozdrowieniu w języku polskim wylatują w górę wypuszczone przez polskich pielgrzymów czerwone baloniki z biało-czerwoną flagą, na której widnieje napis: „Jan Paweł II”. Lecą najpierw nad ołtarz a potem wysoko, wysoko, do nieba. Jednak warto było przyjechać.

VI niedziela Wielkiego Postu (5 IV): Ku chwale Boga Ojca 0 Autor: Wacław Oszajca SJ

Apr6

(Mk 11,1-10; Iz 50,4-7; Flp 2,8-9; Mk 14,1 – 15,47)

Kończy się Wielki Post i zaczyna Wielki Tydzień. Mamy zatem Niedzielę Palmową, czyli Męki Pańskiej, jak czytamy w Mszale rzymskim. Liturgia przenosi nas do Jerozolimy, do początków nowej ery. Oto Jezus triumfalnie wjeżdża do świętego miasta Jeruzalem. Entuzjazm tłumów i apostołów, okrzyki, zielone gałązki ścięte na polach, ale na szczególną uwagę zasługuje co innego. Jezus wjeżdża do Jerozolimy na osiołku, żeby chociaż na porządnym, dojrzałym ośle, a najlepiej na rumaku, ale nie, na młodym jeszcze zwierzęciu i to wypożyczonym tylko na ten czas, jakby na chwilę.

Z jednej strony widzimy Jezusa jako króla, potomka, syna Dawida, co niektórych uczestników triumfalnego pochodu mogło utwierdzić w przekonaniu, że oto nastał czas spełnienia proroctw i Jezus wreszcie uwolni swój naród od wszelkich nieszczęść. Z drugiej jednakże strony tenże król i Mesjasz wcale nie wygląda na mocarza, wodza, nie stoi za nim żadna polityczna czy militarna siła. Wszak osiołek to żaden rumak, a płaszcze apostołów to nie zbroja.

A jednak ten wjazd Jezusa do Jerozolimy jest triumfem, tyle że rozciągniętym nie na jakiś określony czas i zamknięty w określonej przestrzeni, ale ogarniający całą czasoprzestrzeń. Wjazd do Jerozolimy jest początkiem, jeśli w odniesieniu do działania Boga można mówić o jakimś początku, obejmowania przez Jezusa w posiadanie wszystkiego, co jest, łącznie ze złem i ze śmiercią. Jezus, jako król wszechświata, ukaże się nam w Wielki Piątek, kiedy zabijany przez nas, będzie nas przed Bogiem usprawiedliwiał, i gdy wbrew sobie samemu dochowa wierności Bogu, który w chwili najtrudniejszej, jak się okazuje nie tylko dla człowieka, ale i dla Boga również, opuścił Go, zostawił samego.

* * *

W każdą niedzielę i uroczystość mówimy, że Jezus umarł, zmartwychwstał, wstąpił do nieba; siedzi po prawicy Ojca. I powtórnie przyjdzie w chwale sądzić żywych i umarłych, a Królestwu Jego nie będzie końca. Niedziela, jak wiemy, przypomina Kościołowi o wydarzeniach, które już się dokonały, i o tych, które mają nadejść. Liturgia, a więc serce tego dnia, łączy więc przeszłość i przyszłość. Jeśli tak, to trzeba powiedzieć, że dzień dzisiejszy, każdy dzień tygodnia, jest już niedzielą, bo każdego dnia Jezus przychodzi, by poszerzać granice swego królestwa aż w nieskończoność.

Blog Powszechny is powered by WordPress and FREEmium Theme.
developed by Dariusz Siedlecki and brought to you by FreebiesDock.com