Artykuł

Lepiej mieć niż być 12

Apr15

Zasłyszałam wczoraj w tramwaju taką oto rozmowę młodych ludzi:
-Dlaczego autobusy jeżdżą z flagami?
-Prezydent ustanowił trzy dni żałoby narodowej w związku z pożarem.
Dziewczę młode – Ta żałoba nie jest dlatego, że zginęli ci ludzie, ale dlatego, że teraz bardzo dużo ludzi nie ma gdzie mieszkać…
Chłopak – Nie, no nie…
- Ależ tak, przecież słyszałam, że na drogach codziennie ginie 20 osób… To normalne… W ogóle, lepiej jest umrzeć niż stracić wszystko…
- No jak to?!
- Tak! Wyobrażasz sobie, że tracisz wszystko co masz?! Pieniądze, ubrania, sprzęty… Nie masz nic! Nic nie możesz dać swoim bliskim, dzieciom… Lepiej jest umrzeć.

I jakoś tak echem odzywa się we mnie wypowiedź tej dziewczyny. Jak dochodzi do utworzenia takiego światopoglądu? Jak to świadczy o naszym społeczeństwie? Czy takie postawy są popularne? A jeśli się popularyzują, co czeka społeczność, naród, dla którego przedstawicieli życie przestaje być wartością najwyższą i, jako taką, nienaruszalną?
Jaki jest proces dochodzenia do takiego wniosku?

Rozumiem sens rozważań: dlaczego raczej coś niż nic; dlaczego życie ma sens, skoro jest nacechowane frustracją i cierpieniem, itp. Ale to są rozważania o życiu i istnieniu, w których ujmuje się je jako wartości bezwzględne. Nie przyszłoby mi do głowy relatywizować wartość życia względem posiadania. Nie przypuszczałam, że można tak otwarcie i, zdaje się, świadomie stawiać mieć nad być.

Komentarze przez RSS

12 komentarzy(e) dla tego wpisu

  1. Zibik says:

    Pani Agatko !
    W jakim świecie Pani żyje ?….
    Relatywizować można nie tylko wartość życia, kiedy jedynym źródłem informacji, bądź wiedzy są zasłyszane wieści,reklamy,pospolite ploteczki etc.lub całodobowe TV, czy inne powszechnie dostępne (bezpłatne)polskojęzyczne media.

  2. Małgorzata says:

    Ja bym nie demonizowała. Ot, panienka głupio gadała trzy po trzy. Gdyby się trochę zastanowiła, może sama złapałaby się na gadaniu głupot, a nawet jeśli nie, to pozostaje tylko współczuć braku rozumu. Natomiast wyciąganie wniosków co do stanu morale społeczeństwa na podstawie takich wypowiedzi w takich okolicznościach (tramwaj i flirtowanie z chłopakiem)… Wątpię, czy to może być miarodajne.

  3. Agata says:

    No nie wiem… Ja tam jestem nadal zażenowana.
    Pewnie to dlatego, że nie oglądam tv.
    A może też dlatego, że nie jestem wiele starsza, a w mojej świadomości tkwi idealistyczne przekonanie, że być > mieć, co się ukształtowało w latach szkolnych i młodzieńczych i jest udziałem – jak bym sądziła – wszystkich młodych ludzi.
    Ale zgoda, codziennie można usłyszeć jak ludzie mówią coś bez sensu i może nie ma się co nad tym zatrzymywać.

  4. w says:

    Najedzona i wyksztalcona panienka z duzego miasta (autorka wpisu) oburza sie, ze dla kogos wizja egzystowania bez srodkow do zycia jest straszna!

    A jak niektorzy wiezniowie z Auschwitz woleli popelnic samobojstwo niz zyc w głodzie i nedzy, to tez oznacza, ze im sie od konsumpsyjnego stylu zycia w glowie poprzewracalo?

  5. Agata says:

    Dziękuję za ten głos, bo przydaje sensu opublikowaniu tej mojej wypowiedzi na blogu.

    Jednak wydaje mi się nadużyciem zestawianie rzeczywistości osób, które tracą dobytek i węźniów obozów koncentracyjnych…

  6. maria chodyko says:

    Zaraz, zaraz. Z tekstu wynika że autorka jest osobą bardzo wrażliwą i dobrze używa swej inteligencji. To, że żyje we względnym dobrobycie, bo może się kształcić i najeść do syta, nie powinno być dla nikogo pod naszym polskim niebem, powodem do resentymentu.
    Położenie więźniów z obozów koncentracyjnych, nie jest w tym przypadku porównaniem właściwym, bo nikt stratnych w pożarze nie eksterminuje. Nie tylko przejmujemy się ich losem, ale staramy się im pomóc.Bardziej podobne do sytuacji pogorzelców jest pewnie położenie ludzi z bombardowanych miast, który w ciągu kilku sekund stracili cały dobytek. Pewna osoba wywodząca się z bardzo zamożnej rodziny opowiadała mi że we wrześniu 1939 po powrocie “do domu” nie zastała go już , bo cała kamienica poszła w pył. Osoba ta powiedziała, że w owej ekstremalnej sytuacji, która wydawała się być koszmarnym snem, nauczyła się nie przywiązywać do rzeczy materialnych. Zaczęła też myśleć o organizowaniu pomocy dla innych poszkodowanych.
    Wygląda na to że młode pokolenie, stając się coraz bogatsze, staje się coraz bardziej bezradne. I przestaje wierzyć w skuteczność zwykłej ludzkiej pomocy. Być może dlatego, że nigdy tego środka nie wypróbowało.

  7. Andrzej says:

    @maria chodyko
    Starą prawdą jest to, że aby zrozumieć, co jest faktycznie ważne, należy stracić wszystko. A nad dziewczynką bym się chyba jakoś specjalnie nie zastanawiał. Jako przedstawiciel tego młodego pokolenia, mogę zaświadczyć, że nie znam osoby, która by taką głupotę strzeliła ;-).

  8. wiki says:

    No dobrze, ale – nawiązując do tytułu wpisu – jak mozna “być” skoro się niczego nie ma???
    Nie wiem jak wy, ale ja do codziennego życia potrzebuję sporej dawki kalorii, ciepłego ubrania i dachu nad głową. Wy pewnie jesteście doskonali i żywicie się tylko powietrzem i miłością do bliźnich. Kurcze, jak to robicie???

  9. wiki says:

    A skoro jest pani, pani Agato, taka mądra, to prosze oddac pogorzelcom cały swój majątek – w imię zasady, że dobra matrialne nie sa ważne i ze życie bez nich jest świetne. Zobaczymy jak szybko rozwinie się u pani depresja czy jakieś inne zaburzenie psychczne w wyniku kótrego zacznie pani myśleć o samobójstwie jako o jedynej drodze wyzwolenia sie z opresji.
    No do dzieła idealistko!

  10. wiki says:

    I jeszcze jedno – dziewczyna z przytoczonej rozmowy nie mówiła :”Zycie bez mercedesa i jachtu nie ma sensu”, ale “życie bez podstawowych środków utrzymania jest tak upakarzające, że chyba niewarte przeżycia”. Różnica zasadnicza, nie?

  11. Zibik says:

    @wiki
    Rzeczywiście istotą może być nadmiar potrzeb i ilość rzeczy koniecznych i potrzebnych.
    W chwili zastanowienia, pogłębionej refleksji możemy przerazić się tym , co chcemy, czego potrzebujemy ?….
    Twórcy reklam i nie tylko dbają o to, abyśmy stale mieli rozliczne potrzeby egzystencjalne, materialne, konsumpcyjne i usiłują je na bieżąco w nas rozbudzać.
    Stajemy się ostatecznie stale strapieni, zatroskani o pieniądze i wiele rzeczy – najbardziej o to by coraz więcej mieć.
    Lawina, nadmiar zbędnych potrzeb ostatecznie zagłusza pragnienie, by więcej być tzn. potrzeb najistotniejszych !

  12. Agata says:

    @wiki
    Zauważ:
    Są ludzie, którzy nie posiadają majątku i nie robią nic w kierunku zmiany tej sytuacji. Historia zna też wiele przypadków ludzi bogatych, którzy wyzbywali się wszystkiego, by stać się żebrakami i tak odnajdywali spełnienie. I szczęście, jak sądzę. Tak czynili i czynią wcale niekoniecznie tylko chrześcijanie.
    Chociaż, może rzeczywiście, trzeba doświadczyć choćby zaspokojenia materialnego (nie nawet bogactwa) by odkryć, że ono samo nie niesie szczęścia i nie zaspokaja głębokich pragnień człowieka.
    Jednocześnie – bycie bogatym jest dobre i człowiek ma do tego prawo. Pozwala smakować życie i umożliwia dzielenie się. Niedostatek nie jest dobry. Ale może być wykorzystany dla dobrego (co udowadniają sylwetki wielu ludzi).
    Utrata wszystkiego co się posiada ma pewien plus – można wszystko zacząć od początku, można przewartościować swoje życie, można zacząć żyć inaczej i lepiej. Oczywiście, niechciana, na pewno jest dramatem!
    W gotowości do przyjęcia ogołocenia wyraża się, między innymi, wolność człowieka.
    Chcę Pani powiedzieć o wierze i nadziei, które zawsze powinny towarzyszyć człowiekowi. Zna Pani historię Hioba? Stracił totalnie wszystko i pragnął jedynie śmierci. Z czasem wszystko odzyskał i jeszcze był szczęśliwy. Ale obietnicą dla chrześcijanina nie jest, że będzie bogaty i szczęśliwy. Chrześcijanin oczekuje pełni i to nie ograniczonej czasem.
    Dlatego dla mnie jest jakoś straszne, że człowiek może aż taką wagę przywiązywać do przedmiotów, że stawia je ponad swoje istnienie. Czy będąc matką ukochanego dziecka lub żoną ukochanego męża, można mieć wątpliwości, że nie oddało by się wszystkiego za życie tego ukochanego? Więc chodzi tylko o to, że to MOJE życie jest tak niewiele warte? Kolejna przykra sprawa.

    Odnośnie Pani emocjonalnych argumentów:
    Owszem,
    “dziewczyna z przytoczonej rozmowy nie mówiła :”Zycie bez mercedesa i jachtu nie ma sensu””
    ale nie słyszałam też by mówiła: “życie bez podstawowych środków utrzymania jest tak upakarzające, że chyba niewarte przeżycia”.
    I nie znam “zasady, że dobra matrialne nie sa ważne i ze życie bez nich jest świetne” i nic mi nie wiadomo by mnie obowiązywała. A jeszcze co do mojej osoby – sądzę, że większa korzyść jest kiedy pracuję, utrzymuję się i płacę podatki, niż gdybym miała zasilić szergi tych, co wymagają pomocy socjalnej…

Proszę, zostaw swój komentarz

* Pola wymagane

Blog Powszechny is powered by WordPress and FREEmium Theme.
developed by Dariusz Siedlecki and brought to you by FreebiesDock.com