Młody i bogaty na celowniku 12
Raz po raz spotkać się można z utyskiwaniem nad młodym pokoleniem i twierdzeniem, że dzieją się z nim złe rzeczy w związku z tym, że staje się coraz bogatsze. Jest to, delikatnie mówiąc, wynik zbyt dużego uproszczenia. Powiem więcej i mniej delikatnie: irytuje mnie to, ponieważ jest nie opartym na faktach powtarzaniem obiegowych stereotypów. Sądzę, że obiektem narzekań jest młody i bogaty dlatego, że nakładają się tu dwie sprawy: przekonanie, że własna młodość była bardziej słoneczna od czyjejś (późniejszej) młodości i przekonanie, że bogactwo demoralizuje.
Jeśli chodzi o kwestię pierwszą, to w przytoczonym przekonaniu tkwi ewidentny i nietrudny do zdemaskowania błąd w postrzeganiu rzeczywistości: to nie jest tak, że młodsze pokolenie ma pod jakimś względem gorszą młodość (np. pod względem obyczajowym), tylko często dzieje się tak, że niestety w miarę upływu życia ludzie gorzknieją. I to dlatego w tym samym czasie, kiedy ktoś inny przeżywa młodość, starsi przeżywają coś, co sami odczuwają jako gorsze od własnej młodości. W konsekwencji z rozpędu porównują czyjąś młodość z własnym stanem obecnym, a nie z własną młodością. W porządku, można dokonywać takich porównań, ale nie powinno się twierdzić, że porównuje się ze sobą dwie młodości.
Jeśli zaś chodzi o kwestię bogactwa i bogacenia się, to przecież w bogactwie jako takim, nie ma nic, co sprzyjałoby demoralizacji. Bogactwo jest moralnie obojętne. Natomiast nędza nie. Nędza jest upokarzająca i dla tego, kto jej doświadcza i dla tego, kto jest jej świadkiem. Nędza ogałaca z człowieczeństwa. Simone Weil pisała, że nędza, niedola, redukuje człowieka do statusu zwierzęcia, ponieważ zabiera mu możliwość odpowiedzenia wolnym „tak” na miłość Boga. Pisała – i z tym się zgadzam – że nędza zabierając człowiekowi wolność, zabiera mu duszę. Zaś syty ma wolną głowę, żeby – mówiąc patetycznie – chwalić życie, a mniej patetycznie – myśleć o czymś więcej niż zaspokajaniu głodu. Syty może podziwiać zapach róży, może rozkoszować się zachodami słońca, może z zachwytem śledzić ruchy gwiazd, zastanawiać się nad sensem życia. I, co najważniejsze, syty może podzielić się z głodnym. Wiem, że to tylko możliwości, z których trzeba chcieć skorzystać, ale jeśli uzna się te możliwości za pożądane, to należy uznać, iż warto dążyć do tego, żeby być sytym.
Jestem zdania, że jeśli w ogóle proporcja ludzi głupich do mądrych zależy od zamożności społeczeństwa, to owa zależność przemawia na korzyść społeczeństw bogatych. A tylko odstępstwo od tej reguły budzi zdziwienie, przyciąga uwagę i prowokuje do wyciągania pochopnych wniosków w rodzaju tych, że jak ktoś jest bogaty, to znaczy, że zdemoralizowany. Zaś prawda jest taka, że biedni też bywają głupi i zdemoralizowani, tylko że to nie dziwi, bo tłumaczy ich właśnie ich bieda.
To samo można powiedzieć o starych: też są wśród nich tępi i źli i to wcale nie rzadziej niż wśród młodych.





No właśnie!
Dziwny jest ten artykuł, przypomina troche galimatias. No bo jak mozna oceniać bogactwo/bogacenie się z byciem sytym: miedzy nimi jest przepasc.
Jesli bogactwo byloby moralnie obojetne to czy Pan Jezus poswiecilby tyle czasu na ostrzezene przed zasadzkami bogactwa. Jesli ubostwo czy nedza stanowilyby taki potworny stan to czy uboga wdowe stac by bylo na gest jeszcze wiekszego ubostwa? Po lekturze Ewangelii dochodze do wniosku że bogactwo jest duzo bardziej niebezpieczne niz ubostwo czy nawet nedza.
Irytacja Pani i wielu innych osób, nie koniecznie młodych jest wyrazem m.in. trudności w rozumieniu zasygnalizowanych (opisanych) spraw.
Tzw.”utyskiwanie nad (młodzieżą) młodym pokoleniem” to najczęściej autentyczna troska rodziców, opiekunów, osób bardziej doświadczonych o przyszłość swoich dzieci, wychowanków, podopiecznych.
Komentarz Pana Wojtka i wybrane wątki z Ewangelii zasługują na bardziej wnikliwą i pogłębioną refleksję np: “Bogaty młodzieniec”, czy “Niebezpieczeństwo bogactwa” (Mk10,17-27)lub “Nagroda za dobrowolne ubóstwo”(Mk10,28-31)
Szczęść Boże !
Jak to dobrze, że ktoś (Małgorzata Felicka) jeszcze potrafi i chce formułować tak uczciwe, rzeczowe, trafne i obiektywne myśli.
Dziękuję.
Ależ to, że Jezus dawał jako przykład biednych (podane wyżej przykłady), chorych (trędowaci, ślepi od urodzenia, paralitycy), prowadzących występne życie (celnik, ladacznica) nie było pochwałą dla takiego ich stanu (biedy, choroby, nieprawości), a jedynie pokazaniem, że MIMO TO, że są w takim stanie, tym ludziom należy się szacunek, bo dzięki łasce Boga, jeśli w Niego wierzą, będą mieli życie wieczne. Nie jest zasługą bycie biednym, chorym czy niemoralnym, ale pochwały godne jest wierzyć, że Panem wszystkiego, a więc również uwolnienia od tych NIEPOŻĄDANYCH okoliczności jest Bóg. To jest źródłem radości, MIMO a nie DLATEGO, że przeżywa się w życiu ciężkie i tragiczne okresy i wydarzenia.
Według mnie jest nieporozumieniem twierdzenie pokutujące wśród wielu chrześcijan (zwłaszcza katolików), że Ewangelie wskazują iż bogactwo jest czymś gorszym od ubóstwa. Takie przekonanie prowadzi do abnegacji i rezygnacji z możliwości wywierania wpływu na bieg wydarzeń. Może być również usprawiedliwieniem dla lenistwa i bylejakości. Owszem, z bogactwem wiążą się pokusy, którym trudno się oprzeć, a których biedni nie doświadczają, ale można tę sytuację uogólnić: z wolnością wiążą się pokusy (bogactwo daje wolność w sferze materialnej). A przecież dla człowieka nie jest rozwiązaniem pozbycie się wolności. Bóg dał nam wolność i chce mieć nas wolnymi, zaś cała mądrość polega na tym, żeby z tej wolności dobrze korzystać, a nie żeby jej się dobrowolnie pozbawić. A że korzystanie z wolności jest trudne, to fakt. Jednak nikt nie obiecywał, że będzie łatwo być człowiekiem.
@ Wojtek
Dlatego używałam słowa “syty” zamiast “bogaty”, że stanowi ono dobitny kontrast dla krańcowej biedy, tej, która upokarza. Bo krańcowa bieda, to głód. A cierpi ją zatrważająca większość ludzkości. Dla głodującego każdy syty jest niewyobrażalnie bogaty.
W zasadzie mogę sie w 100% podpisać pod tym co Pani Małgorzata napisała w komentarzu: podoba mi się także przedstawienie bogactwa jako wolności w sferze materialnej i konieczności odpowiedniego jej wykorzystania. Jestem jednak pesymistą jeśli chodzi o umiejętność odpowiedniego wykorzystania tej wolności przez nas ludzi (o czym dobitnie przestrzegał Pan Jezus). Bogactwo bowiem doprowadza nieuchronnie (między innymi) do wszelkiego rodzaju “rozleniwienia” i dotyczy to szczególnie młodego pokolenia i młodzieży. I tym się właśnie różni obecne pokolenie od naszego (40-50-latkow): my nie cierpieliśmy nędzy ale też daleko było nam do pełnej obfitości, o wiele rzeczy/spraw musieliśmy zawalczyć własną pracą. Obecne młode pokolenie jest niestety poddane pokusie obfitości i nie bardzo wiedzę aby dawało sobie z tym radę. Pod koniec ubiegłego wieku spędziłem kilka lat w Irlandii i widziałem jak w Irlandii młodzież się “rozleniwiała”, teraz widzę ten proces w Polsce.
Ten post dowodzi słuszności powiedzenia, że syty głodnego nie zrozumie.
@ maria chodyko
Czy mogłaby Pani rozwinąć swą myśl, bo niestety nie domyślam się, co co Pani chodzi?
Proszę rozszerzyć swoje przemyślenia i rozważania (komentarze) poza sferę materialną (egzystencjalną).
“Nie samym chlebem żyje człowiek”. Tzw. “złe rzeczy” o których wspomina autorka tekstu. Dzieją się nie tylko wśród osób młodych,czy ubogich lub majętnych.
Ponieważ uwarunkowane są również innymi czynnikami, nie tylko statusem materialnym, czy społecznym lub okolicznościami etc.
Ludzkie serce, oraz stan ducha tzn. najbardziej wewnętrzna część jestestwa, kiedy raduje się Bogiem i Jego działaniami (dziełami) jest w stanie “błogosławionym”, który sprawia, że w nas i na zewnątrz dzieją się rzeczy dobre, wspaniałe, wyjątkowe i nadzwyczajne. Wówczas funkcjonujemy właściwie i bytujemy roztropnie, radośnie, szczęśliwie – zupełnie inaczej, niż osoby nawet młode i majętne, ale zagubione, zniewolone, bądź oddalone od Boga.
Szczęść Boże – Ojcze nasz!
@Zibik
Ten króciutki tekst ma wąski temat: sygnalizuję w paru słowach, że doszukiwanie się prostej zależności między dostatkiem materialnym człowieka (zwłaszcza młodego), a jego złem moralnym czy zagubieniem życiowym jest zbytnim uproszczeniem. Moim zdaniem to świetnie, że młodszemu pokoleniu żyje się lżej niż ich rodzicom. Jeśli się nie mylę, to o to właśnie tymże rodzicom chodziło i o to będzie chodziło młodym w stosunku do ich dzieci.
Wcale nie jest chrześcijańską pokorą robienie sztandaru z biedy czy cierpienia i jeszcze dla uzasadnienia powoływanie się na Ewangelie. Natomiast smutne jest to, że jak tylko człowiekowi nic nie dolega (np. jest młody, zdrowy i bogaty), to zaczyna uważać, że to jego własna zasługa i zapomina, że wszystko, co ma jest darem. Gdyby człowiek o tym pamiętał, byłby pokorny niezależnie od swego stanu posiadania, wieku czy zdrowia. Czy młodzież się tego od starszych uczy? Nie, słyszy tylko, że jest jej za łatwo i za dobrze. W odpowiedzi tylko wzrusza ramionami, bo przecież na oko widać, że rodzice, gdyby mogli, też w młodości używaliby życia. A to, że nie mogli? No, cóż mieli mniej szczęścia, a teraz zazdroszczą tym, którzy go mają więcej. Nie wypływa z tego żadna nauka, oprócz tej, żeby się zrzędzeniem nie przejmować.
Przeżycia duchowe, o których Pan wspomina, to inny temat. Pozdrawiam.
I znowu spodobał mi się komentarz Pani Małgorzaty. Chyba niepotrzebnie zrzędziłem na początku ale proszę się tym zbytnio nie przejmować :-)
Pozdrawiam
@Małgorzata
Dziękuję za próbę wyjaśnienia i dopowiedzenie….
Moim zdaniem i chyba wielu katolickich rodziców rzecz w tym, abyśmy możliwie często starali się bytować właściwie, co wcale nie znaczy tylko łatwo, wygodnie i przyjemnie.
Wzorowa postawa katolików i chrześcijan wcale nie wyróżnia się tym, że są oni zwolennikami, bądź orędownikami biedy, nędzy, bólu, czy cierpienia, a tym bardziej dowolnego zła, także “zrzędzenia”.
“Przeżycia(sprawy)duchowe są zdecydowanie bardziej znaczące, niż wszelkie inne.
Natomiast w życiu doczesnym(codziennym) nagminnie lekceważone, zaniedbywane, a nawet ignorowane, bądź przemilczane w dyskusji.
Pozdrawiam