Artykuł

  • 01.05.2009
  • 01:02 AM
  • Jakub Halcewicz-Pleskaczewski

2004-2009. Tu byłem 3

May1

Pięć lat Polski w UE, for.: 1 maja 2004, Warszawa, JHP

1 maja 2004 r. roku wieczór był zimny. Uroczystość odbywała się w nocy. Wiele osób nie przyszło. Ale atmosfera była podniosła. Na naszych oczach działa się historia. O północy nad placem Piłsudskiego w Warszawie powiewała flaga Unii Europejskiej. Nasza flaga.

Czasami patos jest ważny. I to jest właśnie chyba ten moment.

Trudno mi sobie wyobrazić, co czują osoby z pokolenia moich rodziców i dziadków, kiedy mogą bez wyciągania rąk z kieszeni przechodzić przez granicę polsko-niemiecką, polsko-czeską, polsko-słowacką, polsko-litewską i przez tak wiele kolejnych granic między innymi państwami jednoczącej się – bo jeszcze nie zjednoczonej – Europy. Janusz Głowacki mówił niedawno, że będąc przy granicy cały czas jeszcze czuje niepokój.

Kiedy sam siebie pytam, jakie są moje pierwsze wspomnienia związane z Europą, przypomina mi się wymiana, jaką moja podstawówka organizowała wspólnie ze szkołą Garibaldiego w miasteczku Genzano pod Rzymem. Było to w 1996 albo 1997 r. Jechaliśmy do Włoch autokarem, po drodze nocowaliśmy bodaj niedaleko Vicenzy. Wieczorem nasza dyrektorka zwołała wszystkich do jednego pokoju, by pokazać nam i opisać – uwaga, uwaga – „jak się w Europie ścieli łóżka”.

Dziś nasza szkoła nosi zaszczytne imię Roberta Schumana.

Ale wracając do rocznicy… W 2004 r. obecność Polski w UE dla wielu osób była sprawą do dyskusji albo pożywką dla gry politycznej. Pamiętamy poparcie Jana Pawła II dla naszej akcesji oraz żenujące próby reinterpretacji jego słów przez środowiska skrajnej prawicy; pamiętamy eurosceptycyzm PiS oraz wcale nie tak odważną i proeuropejską jak dziś PO. Przynależność do zachodnich struktur wcale nie była oczywista dla polskiej klasy politycznej. Być może chodziło o zbicie kilku punktów w sondażach, prezentując postawę ostrożną, zdystansowaną, sceptyczną czy wręcz niechętną. Wówczas wydawało mi się to politycznym cynizmem, który może przynieść tylko szkodę. Teraz myślę, że był to koszmar. A gdyby tak przeciwnikom Unii się udało?

Dzisiejsza rocznica pomaga spojrzeć na politykę nie tylko jak na partyjne przepychanki, których można mieść szczerze dość. Pięć lat obecności w Unii, po których trudno myśleć, że moglibyśmy w Unii nie być, po których wydaje się, że jesteśmy w Unii od zawsze, pokazuje, że istnieją w polityce cele ważne, historyczne, nadające polityce wyższy sens.

A żeby nie wszyło za prosto zachęcam do lektury majowego Przeglądu Powszechnego, w którym zastanowimy się nad problemami, przez jakie przechodzi Unia. Jak to jest z jej tożsamością? Czy faktycznie wspólna Europa jest jeszcze marzeniem? I czy mamy przyjąć euro? A były premier Jerzy Buzek powie, jak posłowie z Polski odnaleźli się w Parlamencie Europejskim. Warto przeczytać – zanim zdecydujemy, których posłów wyślemy tym razem.

Komentarze przez RSS

3 komentarzy(e) dla tego wpisu

  1. Andrzej says:

    Maj to piękne i symboliczne połączenie dwóch bardzo ważnych, symbolicznych dla nas dat: 3 maja 1791 oraz 1 maja 2004. Długa to była droga, oj długa :).

  2. Jakub says:

    Jakubie! Dziękuję Ci za ten tekst. Mam 82 lata, jestem Powstańcem Warszawskim ale również “komuchem”. Jestem szczęśliwy, że młodzi ludzie tak myślą.- Jan

Proszę, zostaw swój komentarz

* Pola wymagane

Blog Powszechny is powered by WordPress and FREEmium Theme.
developed by Dariusz Siedlecki and brought to you by FreebiesDock.com