Kto wymyślił duszę 11
Gdyby urządzono konkurs na to, który opis rzeczywistości najdłużej pobudzał wyobraźnię i najsilniej oddziałał na przekonania, pierwsze miejsce trzeba by chyba przyznać platońskiemu podziałowi na świat idei i świat materii, i wynikającemu stąd dualizmowi ducha i ciała.
Od dwóch tysięcy lat judeochrześcijańska koncepcja człowieka jako duchowo-cielesnej całości przegrywa z tym utrwalonym przez Platona podziałem. Według Platona dusza jest tym, co w człowieku boskie, wieczne i piękne. Tę duszę spotyka przykrość: upada i ląduje w ciele na naszym niedoskonałym, bo materialnym, a więc poddanym zmianom, świecie. Po śmierci ciało ulega rozpadowi, a dusza porzuca je i rozpoczyna swą pozaziemską wędrówkę, żeby w zależności od tego, jak sprawowała się na ziemi, doznać wyzwolenia i zasłużyć na przebywanie w niezmiennym świecie idei, lub ponownie stoczyć się na ziemię i zamieszkać w kolejnym ciele. Tymczasem, jak pisał teolog angielski N. Lash, „rozróżnienie biblijne nie opisuje różnicy między żywymi systemami i ich zdolnościami (jak w przypadku umysłu i materii czy duszy i ciała), ale między tym, co rodzi się do życia, i tym, co rozpada w proch, między nie-życiem lub złym życiem a życiem: życiem rzeczywistym, życiem prawdziwym, życiem Bożym i życiem całego stworzenia w Bogu”.
Przecież jeśli dziękuje się Bogu za życie i za całe stworzenie uważając je za cudowny dar dobrego i kochającego Boga-Stwórcy, to znaczy, że uznaje się ten świat i życie za cenną wartość. I to jest myślenie biblijne i chrześcijańskie. Kłóci się ono z określeniem naszego świata jako padołu łez, na bytowanie w którym jesteśmy skazani. To ostatnie nie jest biblijne, tylko platońskie. A tak głęboko zostało przyswojone, że przyćmiewa wynikający z Biblii stosunek do życia jako daru. Owo grosze i lekceważone bytowanie, w które jakby za karę jesteśmy strąceni z jakiegoś lepszego rodzaju bytowania w świecie idei, odbywa się w materii, w ciele. I to właśnie ciało – wedle platońskiej koncepcji – okazuje się odpowiedzialne za naszą niedoskonałość. Chrześcijaństwo niefrasobliwie przejęło ten sposób rozumowania zamieniając tylko niedoskonałość na grzeszność, co pogarsza jeszcze naszą sytuację, bo za niedoskonałość nie byliśmy odpowiedzialni, a za grzeszność – jako rezultat własnych złych wyborów, do których jesteśmy zdolni jako istoty obdarzone wolnością – jesteśmy.
Usiłuję sobie to wszystko uporządkować i dojść albo do uzasadnienia wdzięczności za dar, albo pretensji o karę. Wydaje się, że dla wdzięczności jest miejsce wówczas, gdy człowiek ufa, że po życiu na ziemi ma w perspektywie życie wieczne. Wówczas cierpienie na tym „padole łez” nie jest ostateczne i zawsze można mieć nadzieję, na to, przekreślą je przyszłe szczęśliwe wydarzenia. Natury tych wydarzeń nie możemy poznać, bo właśnie niepoznawalność należy do ich natury, ale możemy mieć nadzieję, że gdybyśmy byli w stanie je poznać, to byśmy chcieli, żeby nas spotkały. Mimo, że chrześcijaństwo głosi nadzieję zmartwychwstania człowieka jako całości, w nowym, przemienionym ciele, tak jak pokazało się to w wypadku zmartwychwstania Chrystusa, to przeciętny chrześcijanin nadal - po platońsku – wierzy w nieśmiertelność duszy, a nie w nieśmiertelność człowieka. Nie tylko zresztą przeciętny chrześcijanin dzieli człowieka na ciało i duszę. Wielcy nauczyciele chrześcijaństwa, na przykład św. Augustyn, a po nim wielu innych, słabość ciała czynili odpowiedzialną za grzech i tylko niematerialną część człowieka określaną mianem duszy, postrzegali jako część godną kontaktu z Bogiem. Poza tym, nadal chrześcijanie wspólnie ze swoimi pasterzami modlą się za dusze w czyśćcu cierpiące, za szczęście wieczne dusz naszych bliskich zmarłych itp., a nie – odpowiednio – za ludzi w czyśćcu cierpiących czy za szczęście (całych) zmarłych.
Widać jeszcze nie zrozumieliśmy jednoczącego znaczenia wcielenia Boga w materialny świat, w ludzkie ciało. Czy wobec tego nie należałoby z optymizmem spojrzeć na zjawiska narastającego kultu ciała i materii w postaci choćby konsumpcjonizmu i wolności seksualnej, z którymi mamy współcześnie do czynienia w społeczeństwach post-chrześcijańskich? Bo może jest to dramatyczna i na razie nieporadna próba rehabilitacji ciała i materii, a więc w rezultacie próba przyswojenia sensu wcielenia. Czy nie jest to właśnie jakby pierwszy etap wyzwolenia się spod wpływu koncepcji dualistycznych, deprecjonujących materię, a wraz z nią stworzony świat, w tym nasze ciało? Czy nie jest to zwiastunem uznania tego, czym tchnie Biblia i co przekazuje nam historia Jezusa z Nazaretu: cudowności, świętości naszego zmiennego, kruchego, zniszczalnego świata?
Ośmielam się mieć nadzieję, że tak jest, że te wymienione i inne nie wymienione niepokojące nas współcześnie zjawiska prowadzą – krętą co prawda ścieżką – do wyniesienia wszystkiego tego, co z woli Stwórcy istnieje, ponad to, co wtórnie rodzi się jako idea w umysłach stworzonych istot. Mam nieśmiałą nadzieję, że jesteśmy świadkami buntu mas przeciw dominacji idei i świadkami odwracania platońskiego porządku. Z jeszcze większą nieśmiałością przyznam, że przychodzi mi do głowy, że wśród idei, które być może należałoby pogrzebać, żeby cudowność świata ukazała się na nowo, jest też idea duszy.




Doskonały temat!
Mnie wzdryga ilekroć księża, i młodsi, i starsi, a najgorzej jak bardzo uczeni, przypominają o marności ziemskiej egzystencji. “Najlepiej by było od razu połączyć się z Panem Jezusem…” A potem ja się zastanawiam jak ów tłumaczy to swoje tragiczne i za karę przebywanie na ziemi…
Mogę zrozumieć modlitwę Kościoła za ‘dusze’ zmarłych, bo przecież ich ciała w widocznny sposób istnienie utraciły :) Wierzymy, że coś po nich zostało, to nazywamy duszą, i ja ją rozumiem jako przechowalnię jakiejś istotnej części człowieka, która decyduje o jego odrębności i integralności. Coś co potrzebne do zachowania ciągłości, kiedy życie się traci, a zanim nastąpi zmartwychwstanie. Możemy sobie dywagować, czym to jest, jak działa, jakie ma właściwości itd.
Co prawda trudo mi patrzeć z optymizmem na zjawisko wolności seksualnej :), ale owszem, myślę sobie, że ludzkość mogła być udręczona religijnym spojrzeniem na ciało – fatalne źródło nieczystości. Więc to dobrze, jeśli się od tego wyzwoli. Może, tak z odbicia, konieczne jest wpadnięcie w drugą skrajność.
I ja mam nadzieję – że kiedyś nastąpi równowaga.
@Małgorzata i Agata
Sz. Panie macie rewelacyjne, świetne pomysły – tak, tak koniecznie trzeba rozpowszechniać i wdrażać w obecnie zacofanym świecie “wolność seksualną” i nie tylko…..
Odważnie i śmiało “pogrzebać” duchowość, ale również świętość, religijność, wierność, wielkość, wieczność, doskonałość, czy dobroć, piękno, tradycję, obyczajowość, odpowiedzialność, etc.
Koniecznie ignorować etykę i moralność lub inne starodawne rygory, nakazy lub przykazania ograniczające swawolę, wygodę, oraz rozliczne współczesne atrakcje i przyjemności.
Aby lepiej dostrzegać i doświadczać “cudowność świata” (współczesnego) najlepiej zapomnieć “o marności ziemskiej egzystencji”. Wystarczy uznawać, stosować, promować doczesność, nowoczesność i cielesność, a nie słuchać osób duchownych, starszych,czy innych “bardzo uczonych”.
Ależ skąd!?
Przecież żadnej z nas taka idea nie przyświeca!
Tyle, że po co utrzymywać, że człowiek składa się z duszy i ciała, które w dodatku tylko źródłem grzechu i nieczystości…
Biblia nie dzieli człowieka na duszę i ciało. Z tego, że na długi czas zrobiło to chrześcijaństwo, czas najwyższy się wycofać.
@Zibik
Wyczuwam dużą dozę ironii w tym, co Pan mówi. Coś widocznie Pana zdenerwowało. Nie bardzo wiem, co. Ze swojej strony powiem, że chętnie zastanowię się nad Pana ewentualnymi zarzutami. Jakie one są? Wstępnie chciałabym tylko zwrócić uwagę, że i ja i Pan jesteśmy katolikami i jednocześnie jesteśmy częścią współczesnego świata, więc konstruktywne wydaje mi się raczej zastanawianie nad tym, jak można go poprawić, zgodnie z naszą wiarą, zamiast go potępiać z pozycji niezadowolonego obserwatora.
@Małgorzata – “Kto wymyślił duszę” to jest pytanie, czy prowokacja ? …..zresztą podobnie, jak prezentowane w tekście inne wątki.
Sz. Pani przypominam, że według katolików i chrześcijan Bóg nie wymyślił,lecz stworzył człowieka tzn. (psyche)duszę i ciało, ponadto wyposażył w rozum, obdarował wolną wolą i powierzył tzw. “talenty”.
Czy rzeczywiście “narastający kult ciała i materii w postaci choćby konsumpcjonizmu i wolności seksualnej” zasługuje na większą aprobatę, uznanie i przychylność ?….
Zdecydowanie nie zasługuje, ponieważ odbywa się to kosztem zaniedbywania sfery duchowej, tj. duszy i ducha, które mają istotny wpływ na ludzkie życie, także ciała.
Dusza i duch w hierarchii stoją wyżej, od rozumu, woli i ciała.
A więc zasługują na większą troskę, niż serce, rozum(intelekt), wola, a tym bardziej materia (ciało). Sugerowana, czy realizowana zmiana, tej hierarchii, bądź koniecznej proporcji, czy (homeostazy)równowagi jest pogwałceniem natury człowieka, także ustalonego z woli Boga ładu i porządku.
Skutki i konsekwencje proponowanych, czy wymuszanych i akceptowanych zmian obserwujemy w życiu codziennym.
@Zibik
Ani Bóg nie podzielił człowieka na ciało i duszę, ani Stary i Nowy Testament tego nie robi. Wierzymy, że Bóg stworzył człowieka jako całość i tchnął w niego swego Ducha. Czy Boskiego Ducha nie ma w ciele? Dlaczego miałoby Go w nim nie być? Gdzie to jest powiedziane?
Podział na ciało i duszę pochodzi od człowieka. Taki podział sobie wymyślili Grecy, a my to od nich przejęliśmy, tak jak i wiele innych pojęć, ponieważ myśl grecka wypracowała bardziej precyzyjne sposoby opisu, niż to było w językach innych narodów. Przy okazji jednak pewne treści zostały w nowym ujęciu pojęciowym zniekształcone. Tak się dzieje przy każdym tłumaczeniu, ponieważ słowa w różnych językach mają niejednakowe zakresy pojęciowe.
Tak jak rozumiem moją religię, ciało i materia nie stoi niżej w hierarchii od ducha, ponieważ w Biblii nie ma takiego podziału. Za to w filozofii greckiej jest. Natomiast my wierzymy, że Bóg stworzył świat materialny, w tym człowieka, i za to Go kochamy. Ponadto Bóg przyjął ludzkie ciało i za to Go kochamy w osobie Jezusa. Nie kochamy wiecznych idei (według Greków, mających o wiele większą wartość niż wszystko, co materialne, bo są niezmienne i niezniszczalne) tylko kochamy żywego Boga, który przyjął ludzkie ciało, żeby nas ludzi przyprowadzić do siebie. Moim zdaniem warto jest sobie uświadomić, skąd wzięło się pojęcie duszy i podział człowieka na ciało i duszę, a całej rzeczywistości na świat materialny i świat wiecznych idei. Warto sobie uświadomić, że to nie jest biblijne.
Pewnie, że warto mieć na uwadze, że dualistyczne pojmowanie ciała i duszy nie jest biblijne, bo dopiero wtedy będzie widoczne, że stosunek do ciała, który się wykształcił w chrześcijaństwie, jest neurotyczny i nie ma uzasadnienia w Biblii.
Być może nie jestem tak wykształcona jak wypowiadające się tutaj Państwo. A przynajmniej tak skomplikowanie nie przyszło mi jeszcze pisać:).
Przyznam, że jestem jeszcze młoda, bo mam 20 lat. Ale od kiedy tylko zaczęłam chodzić do kościoła i pojmować co się w nim dzieje, zaczęły nachodzić mnie wątpliwości. Wiele lat na ten temat myślę. Nasunęło mi się też wiele teorii. Gdybym chciała wszystko spisać, podejrzewam napisała bym książkę.
Nie są to celowe herezje, bowiem mam wiele za jak i przeciw wierze.
W wielu przypadkach należy zadać sobie pytanie, czy prawa jakimi rządzi się chrześcijaństwo są prawami Boga (więc zapisanymi w Biblii) prawami kościelnymi(czyli napisanymi wiele wieków temu przez żyjących wówczas “tylko” ludzi, być może mających złe zamiary) czy może wygodną tradycją.
Otóż widzę cuda, znam niezwykłych świętych ale wierzę też w nieodkryte zdolności ludzkiego rozumu.
Widzę księży mówiących o tym, że w małżeństwie mozna znieść wszystko…ale oni mogli co najwyżej uczyc się tego na studiach.
Nie wolno przed ślubem mieszkać razem bo to nie po bożemu, trzeba to przemyśleć, ale kiedy zamieszka się razem dopiero wówczas wychodzą prawdziwe problemy i mamy sprawdzian czy temu podołamy.
Bóg zesłał nas na Ziemię żeby dać nam szansę na poprawę?… Więc dlaczego tak miłosierny Bóg pozwolił nam się zepsuć tam w niebie, skoro jest wszechmocny.
Wydaje mi się że religia powstała, aby ludzie zaczeli postępować według jakiś zasad, aby nie zwariowali przed strachem przed smiercią. Później religia stała się dobrym interesem. Biedni wierzyli że składają ofiarę Bogu a inteligentni zostawali duchownymi i zyli w dostatku…
Widzę w naszej historii wiele niedociągnięć. Było 27 Ewangelii, narzuca nam się 4 … podejrzewam że 4 najwygodniejsze bo pozostałych nawet sam papiez nie miał prawa nigdy przeczytać…
Mam wiele wątpliwości, stoję po środku i nie wiem do konca co o tym sądzić:/. Jeśli ja potrafię istnieć może i istnieć każda rzecz czy stworzenie, ale ile w tym prawdy?
@martyna
Widzę, że dużo na wiele rzeczy myślisz i mogłabyś napisać książkę. Na początek jednak polecam kilka przeczytać, można zacząć chociażby od Wikipedii.
Jeżeli chodzi o sens ziemskiego istnienia, to teorii w tym temacie jest bardzo wiele łącznie z różnymi naukowymi teoriami dotyczącymi strun, 10 wymiarami oraz nieskończonym przeżywaniu w różny sposób naszego życia, ale tutaj chyba trzeba się chwilowo zdecydować na zawierzenie samemu sobie. Podsumowując, każdy ma na to jakieś swoje inne spojrzenie.
Natomiast zupełnie nie rozumiem komentarza dotyczącego Ewangelii i pojawiających się tutaj oskarżeń, które chyba zaczęły powstawać ostatnio przy udziale popkultury. Na wybór czterech Ewangelii zdecydowano się stosunkowo szybko, bo już w II w. a selekcja miała odrzucić apokryfy, które z naturalnych względów zaczęły powstawać i powstawały jeszcze długo. I nieprawdziwe jest stwierdzenie, że nie można znać ich treści, bo są one dostępne w internecie, raczej we fragmentach bo nikt specjalnie nie dbał o ich zachowanie, ale jednak. Przeczytaj i sama oceń, czy mają one jakiś większy sens.
A skoro trapi Ciebie tyle wątpliwości, to po prostu zacznij czytać. Musisz mieć świadomość, że przez ostatnie 2000 lat ludzie starali sobie odpowiedzieć na większość Twoich pytań ;-).
Jak bardzo mozna wierzyć internetowi;). nawet ja mogę opublikować treść i ogłosić, że to kawałek Ewangelii.
Wymiary i inne sprawy…naczytałam się. 2000 lat to też zły przykład bo jeszcze 1000 lat temu piorun to był rozzłoszczony Bóg.
Mi się wydaje że nic nie ma. Umrzemy, zgnijemy i tyle z nas pozostanie. Tak jak nie pamietamy co się działo przed naszymi narodzinami, tak samo nie będziemy istnieć po śmierci.
Zasniemy snem w którym nic nam się już nie przyśni nawet….
W II w? A skąd o tym wiesz?
Szczególnie w obliczu tych bolesnych wydarzeń, w Niedzielę Bożego Miłosierdzia modlę się o wiarę w Boże Miłosierdzie, wiarę w braterstwo ludzi, w świętych obcowanie, w sens ofiary…