Wniebowstąpienie Pańskie (24 V): Został wzięty do nieba 0
(Dz 1,1-11; Ef 1,17-23; Mk 16,15-20)
Do nieba? Czyli gdzie? Gdzie jest niebo? Do nie tak znowu dawna było niedaleko, ponad chmurami, za słońcem, księżycem i gwiazdami, za błękitnym sklepieniem. A może jeszcze dalej, poza wszelką czasoprzestrzenią? Dzisiaj jednak wiemy, że nie wiemy, czy ten nasz świat gdziekolwiek się kończy. Wychodzi więc na to, że dla nieba nie ma miejsca, bo wszędzie jest świat. Wszędzie materia i antymateria, i nie wiadomo, co jeszcze.
Skoro tak, skoro nie można nieba umiejscowić ani tu, ani tam, ani gdzie indziej, to bardzo dobrze, bo to znaczy, że niebo, jeśli jest, to jest wszędzie. Jeśli jest? Musi być! Musi być, gdyż jego istnienia domaga się zarówno rozum jak i serce. W imię czego temu pragnieniu mamy się sprzeciwiać? W imię czego możemy odmówić człowiekowi prawa do szukania odpowiedzi na pytania, które nieodparcie do nas, ludzi, wracają w każdym czasie i w każdym miejscu, gdzie żyje człowiek? Dlaczego pytanie o ciąg dalszy historii świata i człowieka ma być pytaniem źle postawionym, skoro dzięki niemu, dzięki poszukiwaniu odpowiedzi na nie, dorobiliśmy się całkiem sensownej kultury, która jawi się zarówno jako dorobek ludzkości i dorobek Boga.
Mówi przecież Paweł apostoł w Liście do Efezjan, że Bóg Ojciec ustanowił Jezusa Chrystusa Głową dla Kościoła, który jest Jego Ciałem. A zatem, jeśli szukamy nieba, co w ostatecznym rozrachunku oznacza szukanie Boga, powinniśmy pójść za radą Ewangelii i nie stać w miejscu, nie zadzierać głowy do góry, ale porozglądać się wokół siebie. Najpierw po Kościele i kościele, a następnie wokół i wtedy okaże się, że Jezus nie jest żadnym więźniem miłości zamkniętym w tabernakulum, a chleb i wino nie zasłaniają Go, ale odsłaniają. Przekonamy się też, że Jezus ze świątyni, z kościoła, jest tym samym Jezusem, który dociera do nas przez ludzi i wydarzenia, gdyż jest Pełnią Tego, który napełnia wszystko na wszelki sposób.
* * *
Kościół, z kim (czym) kojarzymy to słowo? Z ludźmi Kościoła, czyli papieżem, biskupami i prezbiterami, czasem jeszcze diakonami. Ludzie Kościoła? A czyimi ludźmi są pozostali ochrzczeni, skoro Kościół można całkiem odpowiedzialnie nazwać ciałem Boga, czyli nieba?




Komentarze przez RSS
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy dla tego wpisu