Straszą Niemcami 11
Der Spiegel napisał bardzo ciekawy tekst o uwikłaniu w zbrodnie Holocaustu narodów Europy (polskie tłumaczenie na wyborcza.pl). Belgów, Francuzów, Holendrów, Litwinów, Polaków, Rumunów, Ukraińców… Tekst podkreśla – i nie podlega to dyskusji – że odpowiedzialność za Zagładę ponoszą Niemcy. Jednocześnie pokazuje, co rzadko mamy okazję spotkać, przegląd różnych postaw wobec Żydów – zarówno naszych wschodnich, jak i zachodnich sąsiadów. No i Polaków.
Przecież to szalenie ciekawe. A artykuł jest wyważony, pomaga zrozumieć wydarzenia, które widzimy w nowym świetle. Co więcej, przywołuje liczby, które dają nam powody do dumy: autorzy przytaczają wyliczenia ekspertów, według których w „pomoc” hitlerowcom mogło być zaangażowanych 200 tys. osób, a w innym miejscu mówią, że Żydów ratowało aż 125 tys. Polaków. W gruncie rzeczy informacje o zachowaniach Polaków nie są dla nas nowe; najciekawszy jest tu kontekst europejski.
Tymczasem prawie cała polska prasa rzuciła się na Spiegla. Może nie trzeba się dziwić – wielu komentatorów nie od dziś powtarza mantrę o relatywizowaniu przez Niemców winy za zbrodnie drugiej wojny światowej. Ale krzyk podnieśli też politycy. I to zgodnie: „skandaliczny artykuł!”. Czytali go? Nie jest krótki. Pewnie niewiele osób go przeczyta. Dlatego tak łatwo przychodzi straszenie Niemcami?





Patrząc jak już drugi dzień lecą w newsach informacje, że rząd jest miękki i Niemcy kwestionują granicę to coraz bardziej mnie załamuje to pytanie.
Natomiast sam tekst Spiegela ma niezdrową proporcję miedzy ilością informacji a ilością tekstu – dużo czytania, mało wiadomości. Znudził mnie trochę. Na pewno nie ma się czym podniecać, ale każdy powód dobry, żeby zaistnieć w mediach.
Łatwość w atakowaniu Niemców jest przerażająca. PiS próbuje zbić na tym teraz polityczny kapitał. Cynicznie wzywa Platformę do opuszczenia największej partii w Parlamencie Europejskim. Tymczasem politycy PO mają szansę być jedną z bardziej liczących się w tej partii grupą posłów. PiS wzywa nas, żebyśmy pozbywali się znaczenia w Europie, to odwrócenie pojęć o 180 stopni.
Cynicznie to chyba dobre słowo. To samo dotyczy wniosku o odwołanie ministra finansów. Złożyli wniosek, żeby nie było, że nie są wyraziści, ale ponieważ i tak jest bez szans, to niech będzie głosowany po wyborach.
Mnie osobiście (mnie – Polkę) ten tekst (tłumaczenie z Der Spiegel ) wcale nie drażni ani nie boli. Czy chce relatywizować historię? A może tylko doświetla to, co do tej pory było w cieniu?
A co, gdyby dziś zastała nas sytuacja jak wtedy? Akurat ja w pracy widzę jak nobliwi Polacy potrafią się i powyzywać, i pobić, bo nerwy tracą (stoją w kolejce). Duch gaśnie i ręce opadają. Personel nie ma lepiej: “Na was trzeba jakiegoś Hitlera albo Stalina, to by z wami porządek zrobił!”.
Jakby nie było: Mysterium Iniquitatis…
Niestety, p.Jakub dał trochę za mocny odpór. Potraktowanie przez autora wszystkich krytyków Spiegla jednym dezawuującym akapitem niczym się nie różni od dominującej w Polsce upraszczającej krytyki niemieckiego tygodnika. Pożyteczniejsze byłoby odniesienie się punkt po punkcie do najważniejszych argumentów z artykułu Piotra Skwiecińskiego w Rzeczpospolitej, zamiast nieambitnie wybierać sobie do konfrontacji prawicowych krzykaczy. Skwieciński napisał, że prawie wszystkie zdania z tego artykułu są prawdziwe i składają się na jedną wielką nieprawdę (dodam od siebie, to tak jakby streścić historię wojny w jednym zdaniu “biedni Niemcy, zginęło ich 7 milionów” – prawda, która fałszuje Prawdę). Jednym z przykładów nierzetelności Spiegla było pominięcie Rosjan na okupowanych terenach jako udziałowców w Holocauście. Wiadomo, relacje z Rosją w Niemczech są szczególnie dopieszczane, natomiast dowalanie Belgom i innym maluchom niczym nie grozi. Może autorzy zawarli jeszcze kilka innych “kompromisów” z prawdą? Mieli przy tym pecha, bo udział Ukraińców w Holocauście zilustrowali nawołującym do wydawania Żydów plakatem … rosyjskojęzycznym! Chętnie wysłucham dowodów, że zarzuty Skwiecińskiego mijają się z prawdą. Bliska mi jest natomiast krytyka autora polityków, którzy już zwietrzyli okazję do kolejnej konfrontacji, przy której mogliby zaistnieć. Jakoś najmniej wierzę w ich pragnienie ustalenia prawdy.
Problem polega na tym, że nie bardzo wiem, jak odróżnić Piotra Skwiecińskiego – od początku zapatrzony w projekt IV RP publicysta, szef PAP od czasów rządów Jarosława Kaczyńskiego do 2009 r. – od antyniemieckiego PiS.
Znam jego tekst, ale mnie on nie przekonuje. Faktycznie, brakuje w Spieglu wątku rosyjskiego. Ale w gruncie rzeczy wyliczanie, że o jednych napisali trochę za mało, a o drugich trochę za dużo, że niemieccy autorzy zachowali się niesmacznie i relatywizują narodową winę – to nie jest ciekawa lektura. Skwieciński zaserwuje trochę waty, polityk powie krócej i ostrzej – ale przecież chodzi o to samo.
Sam problem niemieckiej winy też oczywiście jest interesujący. Być może Niemcom łatwiej teraz rozmawiać o drugiej wojnie, bo u nich dyskusja mogła się toczyć w bardziej otwarty sposób niż w Polsce, której wolność liczy dopiero dwadzieścia lat. Ale o tym trzeba rozmawiać (np. w Fundacji Batorego odbyła się ważna dyskusja Pamięć i polityka zagraniczna – http://www.batory.org.pl/mnarod/pamiec.htm – jest też publikacja), a nie podburzać ludzi.
Good article, Thanks. Thanks.
Ciekawe, co mój przedmówca zrozumiał z tego tekstu, skoro nawet pochwalić nie umie w języku, w którym był napisany.
Mnie nie podobał się artykuł w Der Spiegel. Nie czytałam żadnych komentarzy, więc pewnie będę się powtarzać. Powody, dla których nie podobał mi się są takie: dla kogoś, kto się sprawą interesuje nie podawał żadnych nowych faktów. Już Hanna Arendt w “Eichmann w Jerozolimie” omawiała udział innych narodów w Hollocauście. A było to w 1964 roku. Więc z merytorycznego punktu widzenia tekst nie był “szalenie ciekawy”, tylko wtórny. Psychologię wciągania zwykłych ludzi w krąg zbrodni, z kolei, pokazuje eksperyment Zimbardo ze studentami podzielonymi na więźniów i strażników. Też już klasyczny i kilkudziesięcioletni (z 1971r). Można pogłębiać zarówno analizy historyczne jak i socjologiczne i psychologiczne, ale artykuł Spiegla tego nie robi.To, co jest w nim “ciekawe”, a właściwie powiedziawszy bulwerusjące, to jego wydźwięk, ten który trafi do ludzi, którzy tym problemem nie interesują się. Ze właściwie wszyscy brali udział w zbrodni. Wymienianie jednym tchem i w jednym miejscu tak różnych zachowań jak opisane w artykule sprawia wrażenie, że mówi się o różnych obliczach tego samego zjawiska. A tak nie jest. Opisane są zjawiska o bardzo różnym kalibrze. Na tej podstawie twierdzę, że artykuł nie miał informować, tylko urabiać opinię publiczną. Poza tym bezczelnością jest to, że pisze to gazeta niemiecka. Nie należę do żadnej partii i na pewno nie jestem nawet sympatyczką PIS-u, a jednak tak myślę. Dlaczego? Bo w każdym przypadku, czy to będą Niemcy, czy Polacy, czy Francuzi, czy Kowalski, czy Smith wytykanie komuś, jak udało mi się go sprowokować do udziału w zaaranżowanym przeze mnie łajdactwie czy zbrodni jest …. (tu cisną mi się różne mocne słowa na usta), ale powiem tylko: jest nieuczciwe.
Reakcji polskich polityków nie śledzę. Z pewnością są nie najmądrzejsze, ponieważ brak nam niestety mężów stanu a politycy załatwiają tylko własne interesy polityczne i pozapolityczne. Więc pewnie, Kuba ma rację, że go one denerwują. Nie wnikam. Mówię tylko o tym artykule.
@ Kuba
Co do Twojego tekstu: szkoda, że nie chciałeś podjąć dyskusji, do której zachęcał Cię Piotr Ciompa.Niestety potwierdzasz jego zarzut w stosunku do Twojego tekstu swoją odpowiedzią, kiedy zamiast podania argumentów wystarczającym okazuje się według Ciebie ten, że ktoś tam ma takie same poglądy jak PIS. Więc zamiast dyskusji przyklejasz łatkę i już. Skąd taka pewność, że to Ty masz rację?
Przy okazji, jeśli ma się poglądy inne niż obiegowe, to nie znaczy jeszcze, że mądrzejsze. W tym co napisałeś nie ma rzeczy, które zmusiłyby mnie do refleksji, bo nie ma żadnych argumentów, a są tylko opinie, które odbieram jako nieuzasadnione i przesadzone. Poznałam opinię Kuby. I co z tego?
Zaraz, zaraz, ja tylko piszę, że cała prasa rzuciła się na tekst i że moim zdaniem nie ma sensu podburzać ludzi przeciwko Niemcom, że stało się to pożywką kampanii wyborczej PiS, że to cyniczne.
Fatalnie też, jeśli rozsądny polski polityk liczący się na scenie międzynarodowej krytykuje tekst nie znając go.
Po drugie, po co polemizować ze Skwiecińskim, jeśli nie widzę w tekście nic ciekawego? Dlatego, że napisał inaczej? Jeśli ktoś uważa za stosowne omawianie jego artykułu, to przecież droga wolna:)
Kwestia niemieckiej odpowiedzialności i winy była i jest dyskutowana w ciekawszy sposób, co potwierdzają choćby Twoje przykłady oraz publikacja, do której się odwołałem. Ogólnie rzecz biorąc w klimacie obecnej kampanii wyborczej problem niemieckiej winy jest rozgrywany w taki sposób, że lepiej może nic nie mówić…
Twój tekst ma trzy akapity. Z tego dwa pierwsze akapity to seria zdań chwalących artykuł. Piszesz, że szalenie ciekawy, że bardzo ciekawy, że wyważony, że pozwala coś tam zrozumieć, że przytoczone liczby dają nam powód do dumy (?!!!!). Dopiero trzeci akapit dotyczy reakcji prasy i rządu. Chodzi mi o te dwa pierwsze akapity.
No tak, bo zaletą całej sytuacji jest fakt, że trafiło do naszej prasy to tłumaczenie Spiegla, tekst, jakich u nas jest chyba mało.