Artykuł

To mogłabym być ja 7

Jun4

Właściwie, gdy się nad tym wcześniej zastanawiałam, nie miałam żadnych wątpliwości. Liczy się przede wszystkim interes dziecka. Więc gdy znajoma lekarka opowiedziała mi pewnego dnia, z przejęciem, którego powinna się już była dawno pozbyć po latach pracy w szpitalu położniczym, że właśnie dzisiaj miała miejsce jedna z wielu podobnych historii pozbawienia praw rodzicielskich matki, która jest narkomanką, pomyślałam – bardzo słusznie. Ale lekarka kontynuowała: tak, to prawda, że matka ćpała, tak, nie miała partnera, pomieszkiwała tu i tam, ale dlaczego sądowi wystarczyły zaledwie dwie godziny na podjęcie decyzji? Matka miała dwadzieścia kilka lat i było to jej pierwsze dziecko. Interesowała się nim po porodzie, przytulała, karmiła.

Trudno, mówiłam, jest uzależniona, nie podjęła leczenia, łatwo sobie wyobrazić, co byłoby z dzieckiem, gdyby je dostała i wyszła z nim ze szpitala. A tak, dziecko trafi do adopcji i będzie miało kochających rodziców, którzy o nie zadbają, dla których będzie skarbem. Społeczeństwo ma prawo bronić najsłabszych przed niebezpieczeństwem i degradacją. A nawet więcej: społeczeństwo ma obowiązek chronić bezbronne życie nowo narodzonego dziecka. Jaki byłby jego los, gdyby sąd nie zainterweniował? Przecież nie można dopuścić do tragedii. Tu nie ma miejsca na sentymenty. Ta narkomanka sam sobie jest winna.

Tak, to wszystko prawda.

A jednak coś zaczęło mnie nurtować, bo była to konkretna sprawa. Znałam za wiele szczegółów: wygląd matki, coś z jej historii życia, niektóre jej zachowania, stan i płeć dziecka. Wiedziałam, gdzie się to odbywało. Dlatego w pewnej chwili po prostu musiałam sobie ją wyobrazić i przez moment, w porywie kobiecej solidarności, postawiłam się na jej miejscu.

Wyobraziłam sobie jak by to było, gdym to była ja. Oto jestem: brudna, zaniedbana, zmarnowana, cierpiąca, opuszczona. Nie umiem sobie poradzić z najprostszymi sprawami. Pogardzają mną. Nikt się ze mną nie liczy. Nie dojadam, w mojej głowie szum. Życie toczy się obok mnie i oglądam je jak przez mgłę.

I rodzę dziecko. Przedtem noszę je w sobie, czuję jak rośnie, jak się porusza. Wreszcie wydaję je na świat. Moje. Z mojego ciała. Spod mojego serca. Piękne.

A zaraz potem nie pytając mnie o zdanie zabierają mi je? Jeśli nie mam prawa do mojego dziecka, to nie mam żadnych praw! Czy jestem psem, czy człowiekiem? Chyba nawet psy mają lepiej.

Majestat sądu i porządek społeczny. Zasady, prawo, racje, sprawiedliwość. W oczach tej kobiety z pewnością wszystko to zamienia się na bezwzględną przemoc i gwałt na jej człowieczeństwie. Powtarzam: jeśli nie ma ona nawet prawa do dopiero co urodzonego przez siebie dziecka i może ktoś przyjść i powiedzieć: „My już pani dziękujemy, niech się pani stąd zabiera”, to jakie jeszcze prawa jej pozostają?

Jak na zawołanie mój wzrok pada na książkę, którą otrzymałam w prezencie prawie rok temu, ale ciągle odsuwałam jej lekturę: „Ujrzymy słońce” o. Józefa Wrzesińskiego. Autor jest założycielem ruchu „ATD Czwarty Świat”, zajmującym się ludźmi tak biednymi, że nie mają żadnych praw. Założyciel pochodzi z takiej rodziny. Urodził się we Francji. Jego matka była Hiszpanką a ojciec Polakiem, stąd polskie nazwisko. Został kapłanem i po paru latach stwierdził, że jego powołaniem jest praca wśród tych, których cywilizowane społeczeństwa zepchnęły w niebyt. Opisuje sytuację tych ludzi jakby z wnętrza. On wie, jak to jest, jak przeżywa się głód i upokorzenia i jak mimo wszystkich zagrożeń cenną dla niego rzeczą była rodzina, której nie zamieniłby nigdy na żadną rodzinę zastępczą. Autor oskarża nasze dostanie, sprawnie zorganizowane, racjonalne społeczeństwa. Obok nas żyją ludzie, których nie traktujemy jak ludzi, których odsuwamy do takich miejsc, żeby ich widok nam nie przeszkadzał. Pisze: „Nędza wydaje się nam przeciwieństwem łaski, Tym, co nie znają z bliska człowieka żyjącego w nędzy, wydaje się on nie człowiekiem cierpiącym, lecz budzącym odrazę wyrzutkiem społeczeństwa. Wystawiony na nieustanne ryzyko, bez wykształcenia, odarty z wszelkiej nadziei, żyjący w zniszczonej rodzinie, jest niewygodny dla naszych wypucowanych sumień, zarazem słabych i tchórzliwych. Jakże mielibyśmy uznać go za równego nam? Oznaczałoby to, że pozwalamy mu zakwestionować nas samych, społeczeństwo, w którym odgrywamy ważną rolę, to, jak żyjemy i w co wierzymy.”

Pisze o tym jak porządek narzucany siłą rodzi agresję w poniżanym, który staje się gwałtownikiem i furiatem i jak „ci, którym nie dokucza bieda, schodzą z drogi owemu szaleńcowi, zadowoleni, że zrobili to w odpowiednim momencie. Unikają jak mogą tego wzburzonego, nieobliczalnego człowieka, który zasłużył sobie na swój los. Nie można mu już pomóc. Z niego już nigdy nic nie będzie. Kościoły w swojej wyniosłości będą się do niego odnosić ostrożnie albo pobłażliwie. W ten oto sposób sytuacja nędzarza w naszym sytym świecie stała się najbardziej tragiczna ze wszystkich, jakich kiedykolwiek w historii doświadczał człowiek. Nigdy jeszcze nędzarz nie był tak jak dzisiaj sponiewierany, poraniony, zniewolony, pozbawiony swoich praw, honoru i miłości; oto człowiek, któremu zadano totalny gwałt w imię rozumu, sprawiedliwości, ustalonego porządku”

Jego książka i stworzony przez niego ruch jest dramatycznym apelem, żeby nędzarza nie odrzucać, nie zapominać o nim, nie usprawiedliwiać obecnego stanu rzeczy, gdyż: „Uczynić centrum z najuboższego, to tyle, co objąć w jednym człowieku całą ludzkość. Nie oznacza to że przestajemy widzieć rzeczywistość, że przymykamy oczy. Zbliżamy się do tego człowieka do granic miłości, a miłość nie ma granic, nie zamyka się, nie panuje nad sobą, jest zawsze szaleństwem.”

Komentarze przez RSS

7 komentarzy(e) dla tego wpisu

  1. Agata says:

    Ale napisz, czy o. Wrzesiński doświadcza przemian tych ludzi? Bo na takie bycie nędzarzem to chyba się składa nie chcieć być kimś innym. Wystarczy ćpanie lub alkohol, papierosy. Nie przeszkadza potłuczona gęba i własny smród. Więc, kiedy ktoś im siebie chce z miłością dać – aby go przyjąć i oddać miłość, trzeba by się zmienić. Czy chcą tej zmiany?

  2. Małgorzata says:

    Tak jak ja rozumiem przesłanie o. Wrzesińskiego, to chodzi o to, żeby zdać sobie sprawę, że ten, komu “wystarczy ćpanie lub alkohol, papierosy” i “nie przeszkadza mu potłuczona gęba i własny smród” też jest człowiekiem, przysługuje mu godność człowieka i należą mu się wszystkie prawa z Karty Praw Człowieka. Jeśli kochamy go pod warunkiem, że będzie chciał się zmienić, to nie kochamy go takiego, jakim jest, a na tym przecież polega miłość. Dopiero kiedy dostanie szacunek jako człowiek w takim stanie, w jakim jest teraz, a nie w jakim chcielibyśmy go widzieć, ma szansę uwierzyć, że może mu się udać wyjść z nędzy i może wtedy dostać siłę, żeby chcieć się zmienić.
    Dawanie miłości nie powinno zależeć od tego, czy ten drugi potrafi ją przyjąć i oddać, i to jeszcze w taki sposób, jaki my uważamy za pożądany. W tym wypadku nie możemy żądać, by w zamian za naszą miłość nędzarz chciał się zmienić, bo jeśli nie, to takiego brudnego i beznadziejnego nie warto kochać. To go wbija w ziemię. Widzisz to błędne koło? Żeby zacząć coś w swoim życiu zmieniać musi widzieć szansę dla siebie, żeby zobaczyć szansę, musi mu ktoś dać miłość. Taka musi być kolejność. Pierwszy krok należy do silniejszego, do tego, kto już coś ma, kto może się podzielić i udzielić, kto może ponieść czyjeś brzemię. O. Wrzesiński zmarł w lutym 1988 roku. Na krótko przed tym odsłonił w Paryżu tablicę: “Tam, gdzie ludzie skazani są na życie w nędzy, prawa człowieka są łamane. Jednoczenie się dla ich poszanowania jest najświętszym obowiązkiem”
    W Polsce ruch ATD Czwarty Świat też działa. Więcej informacji można znaleźć na http://www.atd.org.pl
    Jeszcze jedno ważne zdanie z książki o. Wrzesińskiego: “Świat nędzy oczekuje zrozumienia.(…) Biedni nie oczekują od nas słów, ani nawet działań. Oczekują od nas obecności, co więcej-milczenia” O stałych wolontariuszach o. Wrzesiński mówił:” Działalność daje nam poczucie pewności i niesie z sobą zadowolenie(…) Pod jej wpływem popadamy w ryzyko przeoczenia kruchości drugiego człowieka (…) Przestajemy go traktować jako autonomiczny podmiot naszego działania; staje się on przedmiotem naszego sukcesu (…) Z tego właśnie powodu główną cnotą wolontariusza w środowisku ludzi ubogich jest milczenie”
    Mogę powiedzieć, że ta książka otworzyła mi oczy.

  3. Andrzej says:

    Jeżeli chodzi o sytuację, o której napisałaś na początku, to chyba system mniejszego zła. Żeby mieć pewność, że wszystko działa tak jak trzeba w tej nowopowstałej rodzinie należałoby przypisać osobistego opiekuna, który mógłby nadzorować życie codzienne. To z ekonomicznego punktu widzenia niemożliwe. Jakby dziecku działa się krzywda od razu byłyby pytania: gdzie były sądy, opieka społeczna itd. Zatem dmucha się na zimne i odbiera dzieci. Albo skupimy się w sobie i przeznaczymy gigantyczne pieniądze na opiekę społeczną, albo nie oglądajmy się po raz podjętej decyzji. Jeżeli będziemy rozpamiętywać te przypadki i zastanawiać ciągle nad podjętą decyzją to wpadniemy w pułapkę bezczynności, a to jest najgorsza z opcji. Tutaj niemowlę od razu trafia do rodziny zastępczej i z dużym prawdopodobieństwem ma zapewnione dostatnie życie. Oby tylko dzieciak nie miał kłopotów zdrowotnych w związku z przećpaniem matki.

  4. Małgorzata says:

    @ Andrzej
    masz całkowitą rację. To co piszesz jest racjonalne. Tylko, że gdyby tą narkomanką była Twoja kochana siostra, musiałbyś razem z nią (albo nawet zamiast niej) zawyć z bólu i poczucia krzywdy. Chodzi o to, że tacy ludzie nie stają się naszymi siostrami i braćmi. Nie wyjemy z nimi z bólu, tylko wypychamy ich tam, gdzie stają się niewidoczni. O to oskarża nasze społeczeństwa o. Wrzesiński. Przepraszam, że tak patetycznie, ale to dokładnie to, co chce przekazać Ruch ATD.

  5. Elżbieta says:

    Małgorzato
    poruszyłam się czytając ten tekst.
    Prowadzę rodzinny dom dziecka i problem o którym piszesz jest mi znany.Sama zmagam się z wieloma dylematami. Jest wielka pokusa żeby nie liczyć się z godnością człowieka, który znalazł się na marginesie.
    Można udawać i zachowywać się poprawnie, ale serca nie da się oszukać.
    Nie jest to takie proste. Oni są Inni, a konfrontacja z Innym, który jest jakby z innej bajki budzi lęk, a jeszcze dodatkowo wydobywa jakieś porcje niewygodnej prawdy o nas samych.

    Jest w tym tajemnica, przed którą rzeczywiście pozostaje zamilknąć…

    Doświadczenie towarzyszenia naszym wychowankom otworzyło nas na miłość, nadało znaczenie życiu.

    A nasze dzieciaki świadome swojej historii odnajdują swoje miejscw w społeczeństwie.
    Są to cudowne historie powrotów do życia.
    Jest to możliwe.

  6. Małgorzata says:

    Elżbieto,
    chylę czoła przed tym co robisz i jak o tym piszesz. Z pewnością stykasz się z takimi sytuacjami. o których pisze o. Wrzesiński i wiesz o nich z własnego doświadczenia znacznie więcej niż można wyczytać z książek. Dziękuję Ci za Twój głos.

  7. Enlab says:

    A tak na marginesie jedno pytanie: kto, gdzie i kiedy dał nam prawo wyrokowania o innych??? Odpowiedź jest niestety jedna: sami sobie daliśmy to prawo w imię zachowania zgodności z jakąś akceptowalną przez większość normą…
    Po co więc to całe zakłamane podniecanie się filozofią, skoro życie weryfikuje nas bardzo ale to bardzo negatywnie.

Proszę, zostaw swój komentarz

* Pola wymagane

Blog Powszechny is powered by WordPress and FREEmium Theme.
developed by Dariusz Siedlecki and brought to you by FreebiesDock.com